Ayrton Senna(1960 - 1994)Senna stał się za życia legendą, a jego przedwczesna śmierć spowodowała, że ta legenda rośnie z roku na rok: odbierany jest niczym grecki bóg czy heros, którego historia owiana jest woalem tajemnicy i niezwykłości. Wśród wielu publikacji poświęconych Sennie natrafiamy na iście skrajne osądy: od tych uwielbieńczych do potępiających. Ciężko po latach znaleźć prawdę, bo prawda zaciera się gdzieś pomiędzy mitami i niedomówieniami.
Senna urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. To nie ulega żadnej wątpliwości. By osiągnąć sukces potrzebne są talent, praca i zaangażowanie, ale przede wszystkim choć odrobina szczęścia. Ale Ayrton igrał z losem, tak jakby fortuna nigdy nie miała go opuścić, jakby to był worek bez dna. "Bóg kazał mi jeździć, więc nic złego nie może mi się stać" - tak zwykł mawiać Senna przed każdym wyścigiem. Oto historia człowieka, który u szczytu kariery został brutalnie potraktowany przez los, gdzie całe jego szczęście i natchnienie opuściły go w momencie gdy ich najbardziej potrzebował.
Senna jest w formule 1 zjawiskiem pod każdym względem niezwykłym. John Watson zachwycił się jego techniką jazdy 17 lat temu, bo kiedy Senna wsiadał do samochodu przeistaczał się w fenomen elektryzujący miliony ludzi na całym świecie. W biznesie był lata świetlne przed swoimi kolegami z formuły 1 - profesjonalnie wykreował swój wizerunek medialny i czerpał z tego ogromne korzyści. Jest tak popularny jak Beatlesi czy Michael Jordan. Ironicznie jego śmierć stała się wydarzeniem medialnym na miarę zabójstwa Kennedy'ego. Po fatalnym wypadku Senny w Imola, Niki Lauda powiedział: "Senna był najlepszym kierowcą wszechczasów". Jest to raczej stan emocji niż obiektywna i przemyślana wypowiedź. Bo kto teraz zaprzeczy, że nie był?
Ayrton był idolem mas, idealnym bohaterem dla biednego kraju - jego obsesja wygrywania przeistaczała się w obsesję na punkcie jego osoby, osoby która sprawiała, że życie stawało się magiczne, lepsze i radosne. Senna jest nie tylko autorytetem dla wielu osób - jest swego rodzaju guru - triumfator Grand Prix Węgier z 1993 roku - Damon Hill opowiadał o wyścigu na Hungaroring (którego Senna nie ukończył) :"W pewnym momencie zobaczyłem Ayrtona stojącego obok samochodu, w miejscu trudnej szykany. Po przejechaniu okrążenia on wciąż tam stał i wtedy powiedziałem sobie: "Damon, musisz to przejechać jak najlepiej - patrzy na ciebie Senna". To był najbardziej stresujący moment w całym wyścigu." Niewątpliwie duży wpływ ma Senna na Michaela Schumachera, rekordzisty pod względem wygranych GP: Niemiec był tuż za Brazylijczykiem, gdy ten wypadł z łuku Tamburello wprost na betonową ścianę. Zadziwił nas wszystkich swoją otwartością i dramatycznym reakcją podczas konferencji prasowej po wyścigu w Monza w 2000 roku, kiedy zrównał się z Senną w ilości zwycięstw. Gdy spytano czy to wiele dla niego znaczy, odpowiedział: tak, to znaczy dla mnie wiele... i nie mógł już nic więcej powiedzieć, bo najzwyczajniej się rozpłakał: "To był Ayrton. Przypomniałem sobie Ayrtona. Nadal wiążę wiele emocji z jego osobą". Fenomenem nie jest tylko jazda Senny - fenomenem jest wpływ jaki wywarł na wielu ludzi, jakiego nie da się wytłumaczyć w racjonalny sposób... jest to: to COŚ...
Wiele osób mówi, że tak naprawdę nie znamy Senny takiego jakim był naprawdę: wrażliwego i pełnego ciepła. Tak się w życiu zdarza, że bardzo łatwo wyciągamy pochopne wnioski, pewne cechy charakteru uznajemy za szczególnie wyraziste i na ich podstawie oceniamy ludzi. Praca jest szczególnym miejscem, tak samo jak szczególnym miejscem jest padok f1 i sama formuła 1.
Niektórzy przypisują sobie przywilej nauczenia Senny śmiania się. Ale przecież Senna miał poczucie humoru, tyle tylko, że zawsze musiało być po jego myśli. Żart popełniony na jego osobie nie mógł pozostać bez wyrafinowanej zemsty. A tak naprawdę prawdziwą radość życia przyniosła mu Adriana Galisteu, która sprawiła, że dla Senny pojawiły się rzeczy ważniejsze od Formuły 1. Można też powiedzieć, że Senna miał paskudny charakter, że gdyby został politykiem, to byłby bardzo niebezpieczny. A mimo tych wszystkich negatywnych stron swojego charakteru Senna potrafił "zauroczyć" Rona Dennisa, Gerharda Bergera, jak i wiele innych osób. Rzucił na nich urok, w mniejszym lub większym stopniu - przecież w końcu Senna był "magiczny"... Pozostali, nie widząc tej czarodziejskości dostrzegali tylko skutki uboczne i stąd postać Senny aroganckiego. To tak jak z "Władcą Pierścieni" czy "Gwiezdnymi Wojnami" - są tacy, którzy nie dostrzegają tej magii lub pozostają obojętni na jej działanie.
Wrodzonym talentem Senny była nieprawdopodobna szybkość. Nie przez przypadek zdobył 65 pole position w stosunku do 41 wygranych. Jednak to co dawało mu dodatkową siłę, oprócz wielkiej umiejętności koncentracji oraz osiągania jakby wyższego stanu świadomości, to agresja. Agresja kumulowała się w nim by eksplodować na torze. Był wtedy jak struna napięta do granic możliwości. Jeden drobny ruch i struna zrywa się... Jeżeli cecha ta jest generalnie czymś złym, to Senna potrafił ją wykorzystać w sposób pozytywny - w sporcie, w którym jest ona potrzebna.
Jest taka sugestia, że Senna zaadoptował ten arogancki, agresywny styl jazdy bo tak mógł, bo pozwoliła mu na to współczesna technologia, która spowodowała, że samochody formuły 1 są tak mocne i tak bezpieczne, że element śmierci został na zawsze wyeliminowany. "Nie ma wątpliwości, że Senna zrobił więcej niż ktokolwiek, by wprowadzić okrutne i nieczyste taktyki do formuły 1" pisze dziennikarz Richard Williams w pośmiertnym artykule "Śmierć Ayrtona Senny". Odrębna sprawa, to brak oporów ze strony Ayrtona wynikających z nieobecności bliskich osób, za które trzeba brać odpowiedzialność - tak bardzo poświęcił się temu sportowi, że nie zauważył jak bardzo jest samotny. Wyścigi samochodowe są unikalnym testem rodzaju ludzkiego opartym na walce, gdzie bronią staje się samochód: pochłania on kierowcę, reagując dokładnie na każdy jego rozkaz. Samochód i talent kierowy stanowią potencjał o ogromnej mocy. Pewne czynniki mogą doprowadzić kierowców zwykłych fiatów czy renault w godzinach szczytu do białej gorączki - przy czym nic oni chwilowo nie tracą oprócz odrobiny godności. Nie trzeba więc wiele by sobie wyobrazić stopień emocjonalnego napięcia gdy gra, wyścig, staje się samą esencją egzystencji...
Jego ogromna determinacja i duma nie pozwoliłyby mu na odpuszczenie tego. Inni powiedzieliby: mnie nie zależy... w końcu ile takich wyścigów zdarza się w roku?. Senna nie dopuszczał myśli, że mógłby kiedyś przegrać z powodu deszczu. Że z przyczyn od niego niezależnych nagle stałby się tylko jakimś kierowcą w szeregu. Jeżeli chodziło o wygraną, śmiertelnie poważnie podchodził do problemu i skłonny był poświęcić wiele czasu analizom i próbom, które prowadziły do zrozumienia pewnych zasad i co za tym idzie - osiągania coraz lepszych wyników. Równocześnie uważamy, że Senna uwielbiał jeździć na mokrej nawierzchni, skoro był w tym tak dobry. W rzeczywistości warunki gdy spod kół wydostają się fontanny wody a widoczność zbliża się do zera nie są dla nikogo miłe i nie były też dla Ayrtona. Tyle tylko, że tak potrafił zaadoptować się do nich i tak zmienić swój styl jazdy, nie popełniając przy tym błędów, że cała reszta zostawała w innym świecie, nie chcąc nawet zrozumieć jak on tego dokonuje... Senna, jak na króla deszczu przystało swoje pierwsze GP wygrał... w deszczu. Z resztą nastąpiłoby to już rok wcześniej, gdyby Jacky Ickx nie zawiesił wyścigu o GP Monako. Zawody odbywały się w bardzo trudnych warunkach, Prost był na prowadzeniu a Senna go doganiał i w momencie gdy Brazylijczyk już się zabierał do wyprzedzania Francuza, Jacky Ickx postanowił odwołać wyścig...
Senna boleśnie odczuwał niepowodzenia i wiele działań przeciwko niemu dawało mu poczucie skrzywdzenia i niesprawiedliwości. Wrażliwość ta powodowała kumulację wyimaginowanych problemów, drobiazgowość i była przyczyną dogłębnych analiz swojego postępowania - paradoksalnie to pozwalało mu na osiąganie coraz lepszych rezultatów. Jednak te cechy wyolbrzymiły się przy okazji walki z Francuzem - Alainem Prostem.
Punktem zapalnym był Senna, ze swoim charakterem; rywalizację z Alainem traktował nadzwyczaj poważnie, co w rezultacie doprowadziło do nienawiści i długotrwałego konfliktu pomiędzy dwoma kierowcami. Senna nie potrafił się zdystansować, wrzucić na luz - pragnienie pokonania rywala nigdy nie było większe - gdyby udowodnił całemu światu, że nie ma już konkurencji, mógłby zacząć realizować plan samodoskonalenia. Wytchnienie i zadowolenie dawał mu tylko wynik lepszy od Prosta. W tej rywalizacji ujawniło się pragnienie pobicia konkurenta w każdym aspekcie zawodów formuły 1. O ile dążenie do wygranej w Grand Prix jest oczywiście czymś naturalnym, to w jego przypadku nie kończyło się na odniesieniu końcowego sukcesu. Wyścig, kwalifikacje, każdy z treningów, rozgrywka, każde notowane okrążenie, każdy międzyczas, największa prędkość - wszędzie tam nazwisko Senna da Silva miało widnieć na pierwszym miejscu. Ponieważ rywalizacja z Prostem stała się prawdziwą obsesją Ayrtona, coraz trudniej było mu się przyznawać do błędów. Myślę, że tłumaczył sobie wiele rzeczy na swój własny sposób, tracąc w ten sposób rzeczywiste spojrzenie na sprawę. Konflikty narastały, Prost dawno już stracił cierpliwość i o ile zazwyczaj był powściągliwy - Senna najwidoczniej go irytował. Najsmutniejsze jest to, że prawdziwe pojednanie przyszło za późno: Prost był jednym z tych, którzy nieśli trumnę z Ayrtonem na jego pogrzebie...
Podejście Ayrtona do formuły 1 było wprost nabożne. Przygotowania i analizy wyścigów przypominały raczej medytację niż chłodną kalkulację. Wierzył, że Bóg obdarował go talentem, którego nie wolno zmarnować. Jego poświęcenie formule 1 można by porównać do dyscypliny jakiej przestrzegają mnisi w klasztorze Shaolin. Podczas gdy inni kierowcy traktują wyścigi jako pracę, w której realizują swoje marzenia, dla Senny wyścigami było całe życie. O ile inni wracają do swoich rodzin, zainteresowań, przyjaciół - Senna żył formułą 1, jej podporządkował swój rytm. Niektórzy kierowcy kolekcjonują stare samochody jak Coulthard, Lauda inwestował w samoloty, Schumacher ma żonę, dzieci i posiadłość w szwajcarskich górach, Villeneuve jeździ na nartach - a Senna 'urządzał' rajdy po ulicach miasta, w szalony, nieobliczalny sposób, znów przekonany, że nic złego nie może mu się przydarzyć...
Między rokiem 1982 a 1994 żaden kierowca nie został zabity w wyniku wypadku na torze podczas zawodów Grand Prix formuły 1 lub testów.
Martin Donelly leżący na środku toru pośród szczątków swojego Lotusa w Hiszpanii 1990 Berger wyszedł cało po uderzeniu w okalającą tor w ścianę tylko z nielicznymi obrażeniami, przeżywając 20 sekund w ogniu. Przez ponad 12 lat widownia formuły 1 nie widziała na torze śmierci. Gdy tak się stało - okazała się wielkim widowiskiem "na żywo", oglądanym przez miliony ludzi na całym świecie. Ludzie zapomnieli, że formuła jeden jest sportem niebezpiecznym, sportem który zabija i dlatego śmierć była szokiem. Tym większym, że dosięgnęła największego z największych, tego któremu nic nie miało prawa się stać - Ayrtona Sennę - "dar Boga dla Brazylii"
Senna wierzył w przeznaczenie, ale nie był przesądny - dlatego nie przestraszył się wyścigu o Grand Prix San Marino, postanowił ten wyścig wygrać dla Rolanda Ratzenbergera, zmarłego dzień wcześniej. W szczątkach Williamsa znaleziono austriacką flagę... Senna nie bał się tego wyścigu, ale być może zetknąwszy się ze śmiercią kolegi, zdał sobie sprawę z niemal zapomnianej prawdy, brutalnej rzeczywistości formuły 1, z ryzyka jakie ponosi co roku wielu kierowców. Może zmieniłby swoje podejście do ścigania się - może podszedłby do tego bardziej filozoficznie... może... niestety tego się nigdy nie dowiemy... Int.
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |