Jeśli komu szczęścia brak..."Nie ufaj szczęściu!" - ile to już razy słyszeliśmy taką przestrogę? Ale człek jest łakomy na każdy łul szczęścia, zwłaszcza gdy ono samo mu w ręce lezie i dopiero po niewczasie - zwykle szybciej niż później - pojmuje, że to tylko fatamorgana. Jako niepoprawni poszukiwacze szczęścia zapominamy, niestety, że "póki kto żywy, nie będzie szczęśliwy".Oto jedna z włoskich firm ogłosiła, że poszukuje kandydata na kierownika bardzo specyficznej komórki organizacyjnej: Działu Szczęścia Pracowników. Człowiekowi szczęścia nigdy nadto, ale żeby dla jego osiągnięcia powoływać w przedsiębiorstwie specjalny oddział? Celem przedsiębiorstwa może być - poza dążeniem do osiągnięcia zysku - troska o bezpieczeństwo pracy, godziwe wynagrodzenie i zdrowie własnych pracowników, ale ich szczęście? A jednak... Kierownik Działu Szczęścia Pracowników - czyż nie brzmi to dumnie? - ma stanąć na czele czteroosobowego zespołu, który będzie pomagał pracownikom w rozwiązywaniu ich problemów osobistych. A wszystko po to, aby mogli osiągnąć to, co jest im potrzebne do szczęścia. Wśród cech, którymi powinien odznaczać się kandydat na przyszłego kierownika - "szczęściologa", wymienia się: sympatyczną aparycję, ekstrawersję - czyli umiejętność wyrażania myśli i uczuć - komunikatywność, łatwość w nawiązywaniu kontaktów oraz wrażliwość na ludzkie potrzeby. Ciekawe, jaki zakres czynności przydzieli mu pracodawca? Bo też cóż to takiego owo enigmatyczne szczęście, o które ma zadbać ta struktura w firmie: zgoda w rodzinie, pomyślność dzieci, bezpieczeństwo, zdrowie, kariera, przypływ gotówki? Każdy pragnie być, na swój sposób, szczęśliwy, ale kto wie co tak naprawdę potrzeba człowiekowi, aby osobiście poczuł się szczęśliwy? A może brak nieszczęść to już jest szczęście? Wedle rozpowszechnionego przeświadczenia szczęściem jest osobiste, trwałe poczucie zadowolenia z własnego życia. Ale chrześcijanin, co najwyżej, mógłby tak nazwać szczęście w wymiarze doczesnym, z zastrzeżeniem, iż nie jest to stan trwały, bo przemija wraz ze śmiercią. Jak to mówią: "szczęście w testament nie idzie". Wiara pozwala nam jednak mierzyć wyżej, aż po szczęście wieczne. A skoro powiada się, że umysł dąży do prawdy, wola do dobra, a uczucia do piękna, to dopiero zaspokojenie tych wszystkich dążeń dawałoby prawdziwe szczęście. Zamiast więc szukać szczęścia w czterolistnej koniczynie może lepiej zajrzeć do traktatu profesora Władysława Tatarkiewicza, który tworzył swoje dzieło "O szczęściu", paradoksalnie, w czasie ostatniej wojny. Pewnie dlatego, bo jak sam zapisał: "w nieszczęściu więcej się o szczęściu myśli niż w szczęściu. I łatwiej znosi się złą rzeczywistość, gdy się od niej myślą do lepszej odbiega". To, doprawdy, lepsza lektura niż wszelakie poradniki, których autorzy kreślą przed nami miraże szczęścia. A ja przypominam wszystkim zacnym utracjuszom raju aforyzm perski:
Nie ma szczęścia na straganie, kupić go się nie da, Cóż, jak świat światem, szczęście doczesne to towar deficytowy i dla wszystkich go nie starcza. Zamiast tworzyć działy, albo nawet departament do spraw szczęścia, powinniśmy zadbać przynajmniej o to, aby nikt nikogo nie uszczęśliwiał na siłę. MICHAŁ GRYCZYŃSKI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |