Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Różne oblicza ubogich

     Może oblicza, które zostały sportretowane w tym tekście, znajdziemy w naszym otoczeniu. I co wtedy?

     Dworzec we Wrocławiu. Pośród podróżnych tłoczących się przed kasami biletowymi chodzi wiele osób, które proszą o materialne wsparcie na jakiś określony cel, często czynią to w sposób nachalny. Najczęściej mówią, że potrzebują pieniędzy najedzenie czy lekarstwa... Spotyka się tych, od których zionie alkoholem, a mówią, że potrzebne im pieniądze "na chleb" - ten w płynie... Podchodzi też do mnie pewna starsza kobieta, z plastikowym pudełkiem i prosi o pieniądze na posiłek. Mam zasadę, że nie daję pieniędzy, ale mogę kupić potrzebną żywność, proponuję: "Pieniędzy nie mam zwyczaju dawać, ale mogę iść z panią do pobliskiego baru lub sklepu i zapłacić za wybrane przez panią jedzenie". Kobieta z miejsca się zgadza i idziemy wspólnie w kierunku baru. Płacę za to, co ta kobieta zamówiła... W ten sposób kolejny raz stykam się z problemem ubóstwa... Miałem także okazję uczestniczyć w wigilii dla narkomanów i ludzi bezdomnych, zorganizowanej przez Wspólnotę Dobrego Pasterza, której animacją zajmuje się o. Ryszard Sierański. W niewielkim pomieszczeniu tzw. "Kawiarenki", na ulicy Opolskiej 9, w Katowicach, zastałem już dość sporo osób ze Wspólnoty oraz kilku narkomanów, którzy odpowiedzieli na zaproszenie. Przy stole siedzieli m.in. Karina, Leszek, Robert, Darek, Marcin... Część z nich wraz z o. Ryszardem jeździ dziś po Polsce, aby świadczyć o tym, że zostali wyzwoleni z nałogu i żyją tym duchem, który charakteryzuje ludzi, którzy doświadczyli Bożej miłości. Na twarzach wielu z obecnych widać było rysy, które pozostawił czas i sytuację, w jakiej przyszło im żyć. Po chwili zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Wielu z narkomanów opowiadało historię swego życia. Bez skrępowania mówili w ten szczególny wieczór o swoich rodzinach, o dzieciach, które mają, o sytuacjach, które sprawiły, że stali się narkomanami; o ich dniu dzisiejszym. Cóż można było powiedzieć? Trzeba było jedynie słuchać tego głosu ubogich... Przy akompaniamencie gitar śpiewaliśmy wspólnie kolędy, które w tym gronie brzmiały w szczególny sposób. Szkoda tylko, że wigilia ta trwała tak krótko...

     Nie udało się ze wszystkimi porozmawiać...

     We Wspólnocie Dobrego Pasterza dowiedziałem się, że w Sylwestra o północy, na katowickim dworcu PKP, odprawiana jest Msza święta dla bezdomnych. Całość organizował ks. Adrian z Domu Aniołów Stróżów, wspólnoty, która zajmuje się dziećmi i młodzieżą w trudnej sytuacji oraz z tzw. rodzin patologicznych. Msza święta w scenerii dworcowej poczekalni, przystrojonej sztuczną choinką bez bombek, ze stołem przykrytym białym obrusem, a pod nim w żłóbku spoczywający maleńki Jezus. W tle, z głośnika słychać co chwilę zapowiadane odjeżdżające lub przyjeżdżające pociągi. Mszę świętą odprawiało 7 kapłanów. Było też 3 diakonów i kilkunastu kleryków z seminarium katowickiego. Przybyły siostry misjonarki miłości Matki Teresy z Kalkuty, siostry elżbietanki, które opatrywały rany na nogach bezdomnych oraz świeccy woluntariusze z rozmaitych ruchów kościelnych, którzy bądź animowali śpiew kolęd, bądź pomagali w inny sposób. W dolnej poczekalni dworca zgromadziło się około 350 bezdomnych. Była to sylwestrowa Pasterka w iście betlejemskiej atmosferze, przerywana nielicznymi odzywkami bezdomnych, którzy nie wiedzieli, jak się zachować. Uspokajaniem zajęli się obecni wśród bezdomnych klerycy. W czasie Mszy świętej jeden z gorliwych bezdomnych podszedł nawet do mnie i - całe szczęście, że na ucho - powiedział: "K..., proszę Księdza, ja ich uspokoję. Jak im przyp..., to k... zaraz będzie spokój". Trzeba było go oczywiście powstrzymać od tych zamiarów. Jak zatem wyraźnie zabrzmiała homilia oparta na słowach zaczerpnięte z drugiego czytania, że wszyscy nie są niewolnikami, ale dziećmi Bożymi bez względu na swoją przeszłość i teraźniejszość. Po Mszy świętej bezdomni otrzymali gorący posiłek na miejscu oraz przygotowane dla nich paczki, które zabrali ze sobą. Niektórzy przyszli, jak zresztą sami mówili, tylko po to. Można było zobaczyć rozmaite twarze bezdomnych. Bezdomni z własnego wyboru, nadużywający alkoholu i narkotyków oraz niewstydzący się żebrać.

     Usłyszałem od jednego z nich: "Proszę Ojca, tak mi jest wygodniej żyć". Bezdomni nie ze swej winy: schludnie i czysto ubrani, wstydzący się swego położenia. Jeden starszy człowiek powiedział: "Proszę Ojca mieszkam na dworcu, bo dwa tygodnie przed Świętami wyeksmitowano mnie z domu. Nie miałem z czego zapłacić czynszu. Mam małą emeryturę. Po pomoc do Państwa nie pójdę, bo się wstydzę. Są przecież bardziej potrzebujący". Bezdomni już nie bezdomni, którzy znaleźli pomocną dłoń, udało im się znaleźć skromne mieszkanie oraz pracę. "Ojciec od oblatów - mówił jeden z nich. - Ja pochodzę z parafii w Lublińcu. Przez 10 lat mieszkałem na dworcu, a teraz dzięki pomocy życzliwych ludzi mam mieszkanie i pracę. Jestem innym człowiekiem. Tego samego życzę i tym, którzy żyją tu na dworcu". Wiele jeszcze było rozmów i ludzkich dramatów. Wracając przez miasto o 2.30 z tego niecodziennego spotkania z ubogimi, widziałem efekty sylwestrowej zabawy na katowickim rynku i w jego okolicach: sterty śmieci, powybijane szyby w sklepach, policjantów prowadzących podchmielonych 15-może 16- letnich chłopaków. Jakże wielki kontrast...

     Dziwią mnie słowa spotkanego człowieka, który powiedział: "Ja nie rozumiem tych ludzi, którzy mówią, że w naszym kraju jest źle. Ja nie widzę tego ubóstwa". A przecież wystarczy tylko spojrzeć na punkt pomocy parafialnej Caritasu, gdzie każdego tygodnia gromadzi się wiele osób, które potrzebują ubrania, żywności, lekarstw, bo ich na nie nie stać. Ile to razy, stojąc w aptece, można spotkać osoby, które najpierw pytają o ceny leków, skrupulatnie liczą pieniądze i często mówią, że tego czy tamtego leku nie wezmą, bo za drogi. Spotykam po kilka rodzin żyjących w jednym domu ze wspólną kuchnią, łazienką i ubikacją albo ludzi, którzy mieszkają w domach z drewna krytych strzechą. Kto twierdzi, że w Polsce nie ma problemu ubóstwa, ma chyba strasznie krótki wzrok. A może boi się, że gdy zauważy problem, to sumienie podpowie mu, że trzeba dać coś z siebie, nie tylko datek przy okazji zbiórki Caritasu czy innej organizacji, ale swój czas, zainteresowanie... A przecież właśnie to jest najtrudniejsze... Jest wśród ludzi wierzących wielu takich, którzy potrzebowaliby ewangelicznych okularów, aby te sytuacje dostrzec.

     A co powiedzieć o młodzieży? Na katechezie dość często spotykam nie tylko obojętność, ale nawet i wrogość wobec wiary, Boga, Kościoła? Problemu duchowego ubóstwa wśród tych ludzi doświadczam bardzo często. To inny rodzaj ubóstwa, ale nie mniej ważny, a może nawet bardziej, niż ubóstwo duchowe. Czasem jakaś zadra sprzed lat powoduje agresję względem spraw wiary i w sposób bardzo wyraźny pokazuje wielkie pragnienie miłości, pragnienie Boga, choć może tak wielu z tych młodych ludzi nie chce się do tego przyznać, uchodząc w środowisku za twardzieli, a twardziele "nie płaczą". Tymczasem, gdy zaczynamy indywidualną rozmowę, okazuje się, że to, co jest na zewnątrz, nie oddaje wnętrza tego człowieka, wnętrza, które mogłoby być o wiele bogatsze, ale zabrakło kogoś, kto by je pomógł kształtować. Pogubili się w życiu, dotknęli - można powiedzieć - czasem i dna, na które może stoczyć się człowiek. Wykrzywione zostało ich sumienie i nie mogą sobie dziś z tym poradzić... Czasem kończy się to odsiadką w zakładzie karnym... Miałem okazję rozmawiać z więźniami we Wrocławiu i Iławie. Dla niektórych to doświadczenie jest dopiero początkiem bardzo trudnego powrotu do Boga, uczestnictwa w życiu Kościoła, korzystania z sakramentów. To też są ubodzy, tyle że o innym obliczu...

o. Robert Wawrzeniecki OMI
eSPe nr 58


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej