Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Od ośmiu demonów do siedmiu grzechów

     Warto sobie zdać sprawę ze zmian w podejściu do życia duchowego, jakie następowały w historii Kościoła. Charakterystyczna jest w tym względzie zmiana Ewagriańskich ośmiu duchów zła na siedem grzechów głównych . W tej zmianie wyraża się różnica podejścia do zagadnienia życia duchowego w ogóle. W Katechizmie czytamy o nich: Wady można porządkować według cnót, którym się przeciwstawiają, jak również zestawiać je z grzechami głównymi, wyróżnionymi przez doświadczenie chrześcijańskie za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem Wielkim. Nazywa się je "głównymi", ponieważ powodują inne grzechy i inne wady. Są nimi: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo lub znużenie duchowe (KKK 1866).

     Wraz ze zmianą nazwy - z logismoi, czyli ze złych duchów lub myśli namiętnych, na grzechy lub wady - nastąpiła zmiana sposobu podejścia do sprawy życia duchowego. Ten proces przemiany sposobu podejścia do duchowości następował stopniowo, a zasadniczo został zakończony na Soborze Laterańskim IV (1215 - 1216).

     Wraz ze zmianą pojęć, ich rozumieniem i kolejnością został przeniesiony punkt ciężkości. Ewagriusza z Pontu interesuje cała dynamika życia duchowego obejmująca źródła i przyczyny pojawiających się namiętnych myśli przez dramat wyboru i ewentualnego uzależnienia się od namiętności lub ich pokonania, po skutki dobre lub złe tych wyborów i podejmowanych w życiu praktyk. Natomiast w moralnym podejściu kategorii siedmiu grzechów głównych liczy się zasadniczo sam efekt końcowy: popełnienie grzechu lub odrzucenie go. Zło zasadniczo zostało sprowadzone do zła moralnego i to od razu w perspektywie praktyki pokutnej i sakramentu pokuty. Najważniejsze w tym kontekście jest określenie, czy coś jest dobre, czy złe. Przy czym człowiek, który popełnił grzech, był zasadniczo przegrany i potrzebował uzyskać przebaczenie i odpuszczenie grzechu, aby mógł uznać siebie za kogoś mającego szansę na udział w królestwie Bożym. W średniowieczu także wprowadzono kategorię grzechu śmiertelnego, co jeszcze pogłębiało dramat człowieka. Po popełnieniu takiego grzechu człowiek właściwie był potępiony. Aby odzyskać nadzieję na zbawienie, trzeba było sakramentu pojednania, wyznania swojego grzechu, żalu za popełniony czyn i zadośćuczynienia wraz z pokutą. Wydaje się, że Grzegorz Wielki zastosował naukę Ewagriusza przeznaczoną dla ludzi na co dzień borykających się z duchową walką, na konkretne pastoralne wskazania dla wszystkich wierzących. Takie zastosowanie i to w perspektywie praktyki penitencjarnej zaowocowało uproszczeniem, które z czasem stało się nauką dla wszystkich. W ten sposób jednak została wówczas zapoznana mądrość odnosząca się do całej duchowej walki.

     Ewagriusz miał na myśli życie i w swoich refleksjach martwił się o jego pełnię. Wysiłek duchowy jest nauką i przygotowaniem się do pełni życia w wieczności. Dlatego zło ma u niego charakter egzystencjalny. Ono niszczy samo życie człowieka i nie sprowadza się jedynie do złych czynów, ale jest siłą, z którą człowiek musi się mierzyć nieustannie na wszystkich poziomach swojego życia i we wszystkich jego obszarach. A co jest niezmiernie ważne, sama konfrontacja z tym złem i zwycięstwo nad nim są konieczne dla duchowego wzrostu. Jak niemożliwym jest uwieńczenie zawodnika, który nie stanął do walki, tak nie można stać się chrześcijaninem bez stoczenia wielu walk (Inst. (8)).

     Życie duchowe według Ewagriusza zasadniczo polega na wewnętrznej walce z pojawiającymi się logismoi, w której człowiek coraz lepiej poznaje siebie, szczególnie od strony swoich słabości, aby potrafić dorosnąć do wyboru prawdziwego dobra. To go kosztuje i musi kosztować, aby mógł prawdziwie wybrać w wolności dobro i prawdę. Przez ten wybór dorasta do pełnego zjednoczenia z Panem. W walce tej liczy się ostateczne zwycięstwo, a nie chwilowa wygrana lub przegrana. Ta ostatnia może się ostatecznie przyczynić do zwycięstwa na końcu, ale może i tak być, że szereg sukcesów może przygotowywać ostateczną klęskę. Takie było doświadczenie Ojców Pustyni: Powiedział [tj. św. Antoni Wielki] także: "Znałem mnichów, którzy po wielu trudach upadali i doszli do pychy duchowej, a wszystko przez to, że zaufali własnym osiągnięciom i zlekceważyli nakaz Tego, który powiedział: Zapytaj ojca, a on ci oznajmi" (Pwt 32,7) (1 Apo 37 (37)).

     Jeżeli nawet człowiek osiąga opanowanie zwykłych skłonności do popełniania zwykłych grzechów, kiedy już jest człowiekiem spełniającym na co dzień dobre czyny i często się modli, to według Ewagriusza czeka go najtrudniejsza konfrontacja z demonem próżnej chwały i pychy. Taka konfrontacja może i niestety czasem doprowadza do upadku, który jest większy niż do poziomu, z jakiego człowiek rozpoczynał pracę duchową. Warto w tym kontekście pamiętać, że Pana Jezusa skazali na śmierć i są odpowiedzialni za nią wpierw i przede wszystkim przedstawiciele władzy religijnej i "obrońcy wiary", za jakich uważali się faryzeusze. Nie ma większego grzechu niż ten! Jeżeli się nie zna całej strategii i sposobu działania zła, łatwo można wpaść w taką pułapkę. Owi "obrońcy wiary", do których przecież należał przed nawróceniem także św. Paweł, wówczas Szaweł, działali "w dobrzej wierze"! Zatem z moralnego punktu widzenia byli subiektywnie niewinni, bo przecież nie mieli zamiaru zabijać Syna Bożego, oni skazali na śmierć "bluźniercę"! Dzisiaj musimy dobrze przemyśleć ich sytuację, bez łatwego osądzania tamtych ludzi, bo to samo może i nam grozić. Jest to zawsze i we wszystkich religiach największe zagrożenie dla ludzi głęboko religijnych. Skąd wiemy, że my dzisiaj nie skazalibyśmy na śmierć Syna Bożego z tej racji, że mówiłby nam rzeczy, które się nam nie podobają? Bo podważałby naszą uczciwość i autentyczność naszej wiary? A może Go skazujemy, jeżeli On sam powiedział: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

     U Ewagriusza człowiek jest aż do końca życia uczniem, który stopniowo poznaje, co jest dobre, a co złe. Moralne podejście, które reprezentuje kategoria grzechów głównych, w istocie zakłada, że człowiek musi z góry wiedzieć, co tym dobrem lub złem jest w momencie podejmowania decyzji. Stąd ogromny wysiłek położony na to, by sklasyfikować poszczególne grzechy, ocenić ich moralną wartość i moralną konsekwencję, którą wyraża kara za grzech lekki czy ciężki. Wzrost duchowy zasadniczo polega na wzroście wiedzy o tym, co jest grzechem, a co dobrem i jaką ma ono wartość. Polega też na wzroście siły pozwalającej trzymać się dobra, czyli pielęgnowania cnoty, a odrzucania zła, czyli grzechu. Wszystko to posiada charakter duszpasterski z mocnym akcentem położonym na pokucie.

     U Ewagriusza także w kontekście wewnętrznej walki jest mowa o budowaniu cnoty, a unikaniu grzechu, ale widzi to w całej dramaturgii i złożoności logiki tej walki. On nie tylko troszczy się o uporządkowanie postępowania, ale także myśli, uczuć, pragnień, wyobraźni. Jego perspektywą jest ostateczne zwycięstwo przez uwalnianie się od fałszywych sugestii i dróg, a trzymanie się miłości, która obejmuje nas całkowicie od poruszeń serca po czyn. Nie koncentruje się na poszczególnych zwycięstwach i porażkach, ale toczy walkę o całego człowieka, pragnie go uzdrowić i przez to uzdolnić do kontemplacji Boga w Trójcy Świętej. Dlatego również z porażek każe wyciągać wnioski na przyszłość. Ta nauka jest ważniejsza niż samo chwilowe zwycięstwo lub porażka, w postaci uniknięcia lub popełnienia grzechu, bo pomaga kształtować całą naszą postawę. Podejście Ewagriusza, mówiąc inaczej, bardziej trzyma się podejścia psychologicznego w odniesieniu do naszego działania niż filozoficznego, w którym patrzy się z perspektywy orzekającej o wartości ludzkiego działania. Z tej racji także Ewagriusz znajduje dzisiaj bardzo dobry odbiór u ludzi, którzy są wychowani bardziej na psychologii niż na klasycznej filozofii.


Włodzimierz Zatorski OSB,
Osiem duchów zła, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC


   

Wasze komentarze:
 Radek: 01.09.2009, 11:22
 O. Dariusz ma racje. Nie warto z głowy robić śmietnika bo to ani wyglądu ani zapachu...... Ciekawe jakby się czuł pan Philip Vandenberg gdybym napisał fikcyjną powieść o jego rodzicach przedstawiając ich jako złodziei, rozpustników i oszustów?
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej