Cud odzyskanego głosuPoczątkowo wszystko wyglądało jak w scenie z amerykańskiego filmu. Jechałem samochodem. W tym samym czasie w alejce wiodącej do mojego domu, pojawiło się nieznane mi auto. Także nie poznałem kierowcy, który nim kierował.
Życie jest piękne, gdy pięknie się kończyProwadzący widząc, że nie zatrzymałem się, szybko zawrócił i ruszył za mną. Po pewnym czasie dotarliśmy do celu, gdzie z okazji oktawy Bożego Ciała miałem odprawić Mszę św. Gdy wysiadłem z auta, to samo zrobił nieznajomy kierowca. Gdy spojrzeliśmy sobie w oczy wszystko się wyjaśniło. To był mój uczeń, obecnie student. Przyjechał po mnie, abym przygotował do śmierci jego ciężko chorego ojca. Nie byłoby w tym problemu, gdyby nie to, że chory mieszkał w innej parafii. Młody człowiek prosił bym zabrał ze sobą Komunię św. i najlepiej zaraz tam jechał. W ten sposób postawił mnie przed nie lada problemem. Byłem gotowy odpowiedzieć negatywnie na prośbę, jednak konający ojciec skłonił mnie do tego, że po odprawionej Mszy św. wsiadłem do samochodu i pojechałem do nieznanego domu i człowieka.W drodze ze zrozumiałych względów więcej modliłem się niż rozmawiałem. Wiozący poinformował mnie w jakim stanie jest jego ojciec. Ze spowiedzią mógł wyniknąć problem, ponieważ ów człowiek tracił głos. Trochę się tym zmartwiłem, ale doszedłem do przeświadczenia, że skoro jadę aż tak daleko, to Pan Bóg coś zrobi. Oczywiście stał się cud. Trochę z drżącym sercem wszedłem do pokoju i zobaczyłem człowieka wycieńczonego chorobą nowotworową. Rozpoczęła się spowiedź. Ku mojemu zdumieniu głos chorego był całkowicie wyraźny, bez żadnych kłopotów mogłem go zrozumieć. Po ponad 20 minutach zakończyłem rozgrzeszeniem piękną, prawdziwą, ostatnią spowiedź tego człowieka. Poprosiłem rodzinę, by towarzyszyła swemu ojcu i mężowi, gdy będzie przyjmował namaszczenie chorych i Komunię św. Kończąc swoją posługę, na pożegnanie uścisnąłem dłoń chorego. Młody człowiek zawiózł mnie do domu. W drodze dużo rozmawialiśmy. Mój kierowca był przejęty tym, co przeżywał jego ojciec. Był zdumiony i poruszony, gdy usłyszał, że ze spowiedzią chorego nie było żadnego problemu. Czy uwierzył w cud odzyskanego głosu? Jak to dobrze, gdy kapłan zdąży umierającemu udzielić trzech sakramentów. Niekiedy potrzebny jest ksiądz z innej parafii. Najważniejsze, by zdążyć. Pięknie, jak dzieci są zatroskane, by ich rodzice poszli do nieba. Chory, któremu udzieliłem ostatniej posługi kapłańskiej, po trzech tygodniach umarł. Jestem przekonany, że usłyszy głos Boga wzywający do śpiewu w chórze ludzi zbawionych. Ks. WOJCIECH
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |