Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Życie to podróż do Nieba

Z NIEPOKALANĄ W NIEBIE

1 listopada 1950 roku papież Pius XII ogłosił uroczyście "jako objawiony przez Boga dogmat wiary, że Niepokalana Boża Rodzicielka, zawsze Dziewica Maryja, po wypełnieniu życia ziemskiego została z ciałem i duszą do chwały niebieskiej wzięta".

Od wieków Kościół wierzył we Wniebowzięcie Maryi, a orzeczenie dogmatyczne z roku 1950 było tylko przypieczętowaniem tej wiary. Wniebowzięta, jak zaznaczył potem Sobór Watykański II, "przyświeca Ludowi Bożemu jako znak pewnej nadziei i pociechy", że osiągnie pełnię szczęścia w przyszłym wieku.

Z Objawienia wiemy, że Bóg stworzył człowieka, by go dopuścić do uczestnictwa w swojej wiecznej szczęśliwości. "Wierzymy w życie wieczne. Wierzymy, że dusze tych wszystkich, którzy umierają w łasce Chrystusa - czy to dusze mające jeszcze dopełnić ekspiacji przez ogień czyśćcowy, czy też te, które zaraz po rozłączeniu z ciałem przyjmowane są przez Jezusa, jak dobry łotr, do raju - tworzą Lud Boży po śmierci, która zostanie całkowicie zniszczona w dniu zmartwychwstania, kiedy owe dusze połączą się ze swymi ciałami. Wierzymy, że mnóstwo dusz, które gromadzą się w raju z Jezusem i Maryją, tworzą Kościół niebieski, gdzie zażywając wiecznej szczęśliwości oglądają Boga takim, jakim jest" (Credo Pawła VI).

O. Kolbe "miał zawsze przed oczyma życie wieczne", jak zeznaje jeden z jego uczniów w seminarium nagasackim. Obcując z nim, pisze ktoś inny, "zawsze odczuwało się, że sprawa wieczności, sprawa zbawienia jest sprawą najważniejszą i jedyną, dla której właśnie i przede wszystkim winno się pracować i żyć". Od młodości tęsknił gorąco za niebem. Kiedy w roku 1917 miał pierwszy krwotok, ucieszył się, myśląc, że przyjdzie mu rychło umierać. Radość jego nie miała granic, gdy Niepokalana zapewniła mu niebo, jak się zwierzył w roku 1937, dodając, że było to w Japonii. Śmierć z ręki kata przyjął z promieniejącą twarzą.

Ta pewność o. Kolbego co do istnienia nieba mocno uderzyła słynnego dramaturga Eugeniusza Ionesco. W libretto do opery lirycznej Maksymilian Kolbe (jej premiera odbyła się 20 sierpnia 1988 r. w Rimini) w usta bohatera włożył takie słowa, skierowane do towarzyszy niedoli w oświęcimskim bunkrze głodowym: ..[...] Mówię wam to. uwierzcie, jesteście u bram raju, jeszcze nie wiecie: jesteście u brzegów wiecznej radości, nieskończonej radości. [...] Módlcie się, módlcie się ze mną, módlcie się, módlcie! ... Pan i Matka Boża oczekują was, są tutaj, za tymi drzwiami. Otwórzcie drzwi. Niechaj wniknie światłość. Nie wiecie jaka światłość was czeka. Miliardy istot ludzkich będą pocieszone na wieczność" (Więźniowie śpiewają z Maksymilianem).

Twórca Rycerstwa Niepokalanej (MI) zachęcał do doskonałego nabożeństwa do Maryi, widząc w nim gwarancję nieba. "Drogie dzieci - mówił przy wyżej wspomnianym zwierzeniu - kochajcie Niepokalaną, kochajcie Niepokalaną, a Ona uczyni was szczęśliwymi. Zaufajcie Jej całkowicie". Z okazji pogrzebu jednego z niepokalanowian powiedział dosadnie, że z Niepokalanowa idzie się prosto do nieba. "Chodzi tu - wyjaśnił - o ducha. Kto bezgranicznie oddał się Niepokalanej, tak jak to jest napisane w dyplomiku MI z ciałem i duszą, śmiercią i wiecznością, ten do czyśćca nie idzie". Dotyczy to wszystkich, którzy żyją w tym duchu.

O. Kolbe nie hołdował jakiejś łatwowierności, nie dyspensował od wysiłku, od współpracy z łaską Bożą. Kiedyś wyznał: "Znałem młodzieńców, którzy bardzo kochali Niepokalaną, a potem... zeszli na manowce. Dlaczego? Czy może Niepokalana sama ich odepchnęła od siebie? Nigdy, przenigdy. Więc cóż się stało? Mamy zawsze wolną wolę i ani Bóg sam, ani Niepokalana tej woli nie przymusza. Jeżeli więc chcemy, możemy w każdej chwili opuścić Boga, opuścić Niepokalaną, możemy się - potępić na wieki. Jeżeli chcemy. Co za straszne prawdy! A jednak gdybyśmy nie mieli wolnej woli, nie byłoby zasługi, nie byłoby też i nagrody, nie byłoby nieba".

Nieraz zapytywał się Św. Maksymilian, jak. to będzie w niebia. I odpowiadał, że w niebie jest całkiem inaczej, niż my to sobie możemy wyobrazić, a to dlatego, że niebo jest rzeczywistością nadnaturalną, nie dającą się ująć w wymiary tego świata. "Koń też - mówił żartobliwie do niepokalanowian - chciał sobie wyobrazić, jak to wygląda uczta jego pana. A więc przedstawiał sobie, że jest tam owies najlepszego gatunku, a słomy to już tam chyba nie ma, tylko delikatne siano. Tak samo jest i z naszym wyobrażeniem o niebie". "Wszystko, co nas otacza, chociażby było najpiękniejsze i najbardziej pociągające, zawsze jednak jest zewsząd ograniczone... Zupełnie inaczej w niebie. Tam Dobro, Piękno nieskończone - Bóg i szczęście bez końca. Różnica więc jest ściśle nieskończona". Przedsmak nieba tu na ziemi mogą odczuć ci, co kochają Boga i żyją w Jego łasce. "Dokładnie zaś, jak to będzie w niebie, dowiemy się już niezadługo, byle się tylko dobrze, pod opieką Niepokalanej, przygotować".

Mimo to Twórca MI sondował tajemnicę nieba, a niektóre jego wypowiedzi są wprost olśniewające. Niebo to "nieskończony, wieczny Bóg". Niebo to "ubóstwienie duszy". Ubóstwienie to dokonuje się przez doskonale poznanie Boga i "uszczęśliwiające złączenie się z Bogiem przez miłość". Tu na ziemi poznajemy Boga pośrednio - ze skutków, jako pierwszą przyczynę stworzeń, oraz "przez wiarę, wierząc Temu, który zna Boga bezpośrednio i o Nim opowiedział", to jest Chrystusowi. Nawet nasze poznanie zmysłowe różnych przedmiotów, zdawałoby się tak bezpośrednie, korzysta z fal eteru czy powietrza, dzięki którym widzimy i słyszymy. "Po śmierci będzie się poznawać pod każdym względem i bez skali czy środowiska. Tam poznanie Pana Boga będzie bezpośrednie". Tam poznamy też "niezmierzone wspaniałości kosmosu". Temu poznaniu będzie towarzyszyć miłość. "Na to stworzył Bóg niebo, aby dopuścić ludzi do swej miłości". W niebie utoniemy w Bogu - Miłości.

Pobyt w niebie pojmował o. Kolbe dynamicznie. Wyjaśniał: "Mówią niektórzy teologowie, że w niebie będzie zastój w miłości. Tak nie jest; w niebie nie będzie zastoju, ale miłość coraz bardziej będzie się potęgować - w takim stopniu, w jakim się kto rozpędził na tym świecie", i to przez całą wieczność. Miłość ta iść będzie za coraz doskonalszym poznaniem Boga, który jest nieskończony. "Stworzenie, które wyszło z ręki Wszechmocnego, powraca do Niego i nie spocznie aż w Nim, aż się stanie Nim. A ponieważ doskonalenie się, upodabnianie do Boga, w stworzeniu skończonym może się odbywać krokami zawsze skończonymi, choć różnymi, dlatego by dojść do celu, trzeba czasu nieskończonego, czyli wieczności... I to jest niebo". Ciągły postęp w poznaniu i miłowaniu Boga będzie wciąż potęgował nasze szczęście.

Teologia dzisiejsza poświęca sporo miejsca życiu poza grobem. W związku z pewnymi błędami, jakie się zakradają, Kongregacja Nauki Wiary musiała przypomnieć (17 V 1979 r.), że "Kościół uczy o przeżyciu i pozostaniu po śmierci pierwiastka duchowego, który jest obdarzony świadomością i wolą, dzięki czemu "ja" ludzkie pozostaje... Kościół określa ten pierwiastek, zgodnie z Pismem świętym i tradycją, słowem "dusza"". Teologowie kładą nacisk na życie z Chrystusem po śmierci, pamiętając zwłaszcza na naukę św. Pawła (np. "Pragnę rozstać się z tym życiem i być z Chrystusem", Flp 1, 24). Kard. Józef Ratzinger pisze, że "niebo jest najpierw rzeczywistością osobową". Być w niebie to być z Chrystusem; to On, będąc w łonie Ojca" (J 1, 18), jest niebem, to On daje istocie ludzkiej miejsce w istocie Boga. Chodzi o "doskonałe przepojenie całego człowieka pełnią Boga i doskonałe otwarcie się człowieka, które pozwala Bogu być "wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15, 28)".

Najbliżej Chrystusa w niebie jest Jego Matka Niepokalana, stąd też najwięcej uczestniczy w Jego szczęściu i chwale, nawet co do ciała. Nic dziwnego, bo była Mu najbliższa, również duchem, na ziemi; Jej rozpęd w miłości na tym świecie nie miał sobie równego. "Wpleciona w miłość Trójcy Przenajświętszej - mówi w zachwycie o. Kolbe - staje się od pierwszej chwili istnienia na zawsze, na wieki "dopełnieniem" Trójcy Przenajświętszej". Możemy się pocieszyć, że oddawszy się teraz całkowicie Niepokalanej, podzielimy Jej szczęście i chwałę, również w zmartwychwstałym ciele po dniu ostatecznym. "Gdzie Jej miejsce, tam tym samym i miejsce nas, Jej własności".

Matka Najświętsza wstawia się w niebie u swego Syna za tymi, co pozostają jeszcze na ziemi, i w ten sposób spełnia swą rolę Matki duchowej i Pośredniczki łask. Jeżeli Św. Maksymilian tak tęsknił za niebem, to nie tylko ze względu na przyobiecaną nagrodę. "Jeżeli teraz - pisał - gorzeć będziemy pragnieniem zbawienia dusz, po śmierci Niepokalana dopełni przez nas swego dzieła, a raczej wtedy dopiero o wiele więcej zdziałamy niż na tej biednej ziemi, gdzie drugim podając rękę, musimy bacznie zważać, żebyśmy sami nie upadli". Korzystał wiele o. Kolbe z pomocy św. Teresy od Dzieciątka Jezus i pierwszych członków MI zmarłych świątobliwie, a teraz swym skutecznym orędownictwem daje sam znać, że pracuje w niebie "obiema rękami". Już w roku 1947 wyznał jego kolega o. Pal: "Codziennie wzywam go na pomoc i czuję, zdaje się, jego obecność w moim działaniu, zwłaszcza apostolskim".

Wielką radość w niebie sprawi nam obcowanie ze świętymi, zwłaszcza z Matką Najświętszą. Nasza miłość Niepokalanej "z chwilą śmierci wybuchnie swobodnym płomieniem". W ogólnym weselu wybijać się będzie nuta wdzięczności.

"Wyobraźmy sobie - mówił o. Kolbe do członków MI - jak nam będą wdzięczne te niezliczone szeregi dusz, którym otworzyliśmy niebo..., a i my im wdzięczni będziemy, bo pracując dla nich, i sobie w niebie zgotowaliśmy koronę. Jakąż dalej miłością pałać będziemy ku Tej, co raczyła nas użyć za narzędzie... Wszyscy wraz z Niepokalaną wielbić będziemy na wieki miłosierdzie, dobroć, mądrość, potęgę i sprawiedliwość Boga oraz dziękować Mu za zapłatę... I wtedy, tworząc zastęp przyboczny Niepokalanej, jak najbliżej, bo przy Niej, Boga, osiągniemy ostateczny cel MI, tj. przez Niepokalaną chwalę Boga jak największą".

"Życie to podróż do Nieba", to "marsz do domu Ojca Niebieskiego", jak mawia często Jan Paweł II. Idźmy niezmorodowanie naprzód, wykorzystując maksymalnie czas na ziemi, by tu się uświęcić i innym dopomóc do zbawienia. Św. Maksymilian już za młodu napisał sobie: "Życie krótkie, cierpienie krótkie, a potem Niebo, Niebo, Niebo. Odwagi więc!" Podobnie krzepił tych, co oddali się Niepokalanej: "Dzieci najdroższe, w ciężkoś- ciach, ciemnościach, słabościach, zniechęceniach pamiętajmy, że Niebo, Niebo się zbliża. Co dzień o cały dzień bliżej. Więc odwagi! Ona tam czeka, by nas do Serca przytulić", by nam okazać, dać na wieki Jezusa, Owoc swego żywota.

Rycerz Niepokalanej


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Autor

Tresć

Poprzednia[ Powrót ]Następna

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej