Piłat: zrobiłem na nim dobry interesTeofil: - Dostojny prefekcie Judei, Poncjuszu Piłacie, od prawie dziesięciu lat sprawuje Pan władzę w tej części rzymskiego imperium. Przyzna Pan, że jest to niewielki kraik...Poncjusz Piłat: - Ale kłopotu z nim co niemiara. Ci Żydzi - to naród mocno konserwatywny. Kurczowo trzymają się swojej przedziwnej religii. Większość z nich, poza nielicznymi, zupełnie nie ceni sobie nowoczesnej cywilizacji. Na zbudowanie wodociągów musiałem siłą wydrzeć od nich pieniądze i kosztowności, które bezużytecznie leżały w skarbcu ich świątyni. Bojkotują też nasze teatry, stadiony, zawody sportowe. Napadają na naszych żołnierzy. Jednym słowem, nienawidzą zarówno mnie jak i Rzymu. Teofil: - Panie prefekcie, jak się czuje w Judei, pańska małżonka? P. Piłat: - Och, to piękna, mądra i wrażliwa kobieta. Jest mi ona dużą pomocą. Nieraz wcześniej ode mnie, potrafi przewidzieć tok wydarzeń. Ona również tęskni za Rzymem. Teofil: - Ostatnio, Panie prefekcie, coraz głośniej, znowu coraz głośniej, wokół sprawy Jezusa z Nazaretu. Pan wydał na Jezusa wyrok śmierci. P. Piłat: - Niezupełnie tak było, ja tylko wyrok zatwierdziłem. Jezusa skazał Sanhedryn. Do dzisiaj czuję niesmak, kiedy myślę o tym procesie. Jezus był sympatycznym człowiekiem. Względnie jeszcze młodym. Pewnie naiwnym, ale jakoś tak niewinnie naiwnym. Miał w sobie coś z marzyciela, może poety. A zarazem był nieostrożny. Działał, jakby nie zauważał, że włazi w łapy saduceuszom i faryzeuszom. Oni naprawdę nie mogli dłużej gct cierpieć. Zwłaszcza jak przepędził ich handlarzy. Zdaje się, że również nie mogli oni znieść i tego, że Jezus nazywał siebie Bogiem. To dla nich było bardzo ważne, w przeciwieństwie do nas. Dla nas, ludzi oświeconych, cóż to za problem. Teofil: - A jednak Pan, dostojny prokuratorze, skazał go na ukrzyżowanie. P. Piłat: - Nie było innego wyjścia. To było najlepsze wyjście z możliwych. Musiałem wybierać między większym i mniejszym złem. Nie skazać Jezusa, uwolnić go, to do reszty rozwścieczy kapłanów i ich zwolenników. A oni przecież znają drogę do Cezara, doniosą wszystko co było i czego nie było. Nie mogłem ryzykować swojego urzędu dla jakiegoś tam Żyda, barbarzyńcy przecież. Zresztą, jeden Żyd więcej, jeden mniej, jaka różnica? W tym wypadku nawet jeden mniej. Jak ci pewnie wiadomo, jest w Judei zwyczaj, że na ich największe święto, na Paschę, wypuszcza się im z więzienia jednego z przestępców. Owego roku, też musiałbym to zrobić. Ponieważ wiedziałem, że oni za wszelką cenę będą domagać się śmierci Jezusa, więc zaproponowałem im wybór. Mogli wybierać życie Jezusa, czy życie innego więźnia. Wybrali tego drugiego. Teofil: - Mówi się jednak, że chciał go Pan uwolnić? P. Piłat: - Owszem. Od początku było wiadomo, że Jezus niczego nie uczynił, za co prawo Imperium Rzymskiego karałoby śmiercią. Wiadomo było, ze to są wewnętrzne rozgrywki między Żydami. Nam nawet byłoby to na rękę. Kiedy oni się między sobą kłócą, my mamy przez pewien czas więcej spokoju. Chciałem ich nawet wziąć na litość. Kazałem ubiczować Jezusa i takiego zmaltretowanego pokazałem im, myśląc, że może jego zwolennicy pozbierają siły a przeciwników taki widok wzruszy. Nic to jednak nie dało, wrzawa stawała się coraz większa. A ja nie chciałem, tuż przed świętami, urządzać w Jerozolimie krwawej jatki. Teofil: - Co przeważyło szalę tego procesu i wydanie wyroku? P. Piłat: - Jak już ci mówiłem, ich przywódcy mają swoje kontakty z Rzymem. Powiedzieli zresztą wprost: jeśli nie wydam wyroku skazującego Jezusa na śmierć, nie jestem przyjacielem Najdostojniejszego. Takiego skandalu nie mogłem sobie życzyć. Następnie, nadarzyła się wyśmienita sposobność, żeby poprawić nasze stosunki z królem Herodem. Kiedy dowiedziałem się, że Jezus pochodzi z Galilei, a więc jest podwładnym Heroda, odesłałem go do niego. Wiedziałem, że Herod odczyta to jako ukłon w jego stronę. I tak się też stało. Poza tym, miałem cichą nadzieję, że Herod wypije to piwo, którego nawarzyli jego ziomkowie. Ale aż tak dobrze to się stać nie mogło. Herod wie, co można, a czego, jak nie musowo, to i nie można. Teofil: - Jaką linię obrony przyjął Jezus? Jak się usiłował bronić? P. Piłat: - To dziwne, ale on się nie bronił. Zachpwywał się tak, jakby ta cała sprawa, łącznie z grożącą mu śmiercią, niewiele go obchodziła. Pamiętam, że nawet jakby usiłował mnie samego usprawiedliwiać. Powiedział, że większą winę ponosi ten, kto mnie go wydał. Mówił też coś o prawdzie, co mnie tylko ucieszyło, rozbawiło. Bo co to jest prawda, kiedy ma się związane ręce. Wtedy słuszność należy do tych, którzy posiadają siłę. Prawda była po mojej stronie i po stronie jego wrogów. Teofil: - Pańscy żołnierze, Panie gubernatorze, postąpili z Jezusem w sposób, no powiedzmy, mało delikatny. Biczowanie, wieniec z ciernia, jakiś czerwony łachman... P. Piłat: - Daj spokój, to przecież żołnierze. Gdybyś widział z jaką nienawiścią patrzą na nich Żydzi, nie dziwiłbyś się, że kiedy nadarzyła się okazja, trochę się odegrali za tę nienawiść. Tu jednak muszę powiedzieć, że Jezus żadnej nienawiści nam nie okazywał, ani cienia choćby słusznego gniewu. Bolało go to wszystko bardzo, ale nie przeklinał, nie pomstował. Muszę ci się przyznać, że było w nim coś dotojnego, coś boskiego. Teofil: - Kazał Pan wypisać sentencję wyroku i przybić do krzyża. Pozwolił też Pan na pochowanie ciała Jezusa w oddzielnym grobie. Skąd takie wyjątkowe potraktowanie tego człowieka. P. Piłat: - Nie potrafię tego, tak do końca wyjaśnić, skąd ten sentyment do Jezusa. Coś mnie ujęło w tym człowieku. Mówiliśmy już o tym. Natomiast ten napis, to była taka mała złośliwość pod adresem kapłanów, faryzeuszów i saduceuszów. Choć trzeba ci wiedzieć, że i wśród nich Jezus miał zwolenników. Ten napis, był to taki prztyczek w nos, bardzo pyszny nos. Po ciało natomiast zgłosił się jakiś dostojny Żyd. Nie widziałem powodu, aby mu odmawiać. Oczywiście, kazałem setnikowi, by sprawdził, czy ukrzyżowany już skonał. Setnik przebił mu bok i serce. Tak się robi. Zmarłemu już nic nie zaszkodzi, a gdyby ukrzyżowany żył, wtedy się go tym pchnięciem włóczni dobija. Teofil: - Jednym słowem, zrobił Pan na śmierci Jezusa niezły interes. Okazał Pan zrozumienie dla kłopotów kapłanów i przywódców. Zdobył Pan życzliwość Heroda. Powstrzymał Pan rozjuszony tłum przed wybuchem, przed wznieceniem rozruchu na ulicach Jerozolimy. Ale widzi Pan, sprawa nie ucichła. Znowu coraz głośniej o Jezusie? P. Piłat: - Najtrudniej walczyć ze zmarłymi. Nasz wywiad donosi, że zwolennicy Jezusa znowu się zbierają, że kapłani i przywódcy żydowscy usiłują ich tępić, ale na niewiele się to przydaje. Na dodatek to zajście z pustym grobem. Dałem tym niedołęgom żołnierzy, kazałem pilnować grobu i nie upilnowali. Teraz jego uczniowie rozpowiadają, że to Bóg - i to Bóg Izraela! - wyprowadził Jezusa z grobu. Ożywił go i wyprowadził. Ale to już nie mój kłopot, nie moje zmartwienie. Ja muszę się martwić o Samarię. Zaczyna się tam kotłować. Trzeba będzie to jakoś uspokoić. A swoją drogą, kiedy czasem myślę o Jezusie, nie miałbym nic przeciwko temu, by zmartwychwstał. * * * W roku 36 lub 37, za okrucieństwa wobec Samarytan, Witeliusz, legat Syrii, zdjął Poncjusza Piłata z urzędu. Piłat wrócił do Rzymu i nikt już nić nie wie, co działo się z nim dalej. Tego jednak, co było dla niego najważniejsze - urzędu - nie zdołał zachować. KS. WACŁAW OSZAJCA SJ
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |