Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Czy o wszystko możemy prosić?

     Ostatnio miałyśmy z koleżankami gorącą dyskusje. A wszystko zaczęło się od tego, że byłyśmy akurat po wielogodzinnym chodzeniu po galerii i zwiedzaniu różnych butików. Oczywiście nic nie kupiłyśmy, tylko oglądałyśmy i mówiłyśmy co byśmy kupiły, gdybyśmy miały pieniądze. Ja i jedna z koleżanek (a było nas sześć), wiedziałyśmy, że to tylko nasze gadanie, ale pozostałe tak się nakręciły, że od razu zaczęły wyliczać, że muszą wymusić na rodzicach kupno tych rzeczy i że na pewno, używając różnych sposobów, dopną swego. Nie pomagały argumenty, że mają podobne ciuchy, że to niekoniecznie jest im potrzebne a wreszcie, że może rodzice nie będą mogli tego im kupić. W ogóle nie przyjmowały żadnych argumentów. Stwierdziły, że ostatecznie rodzice mogą odmówić, ale i tak coś im się uda "wybłagać". Nie bardzo mogłam ich zrozumieć. Moi rodzice dobrze zarabiają, jest nas dwoje rodzeństwa, ale nigdy nie myślałam, żeby o wszystko prosić rodziców, bo są różne wydatki w rodzinie, nie tylko ja jestem. Pewnie, że czasami coś mi się podoba, albo gdzieś chcę wyjechać i mówię o tym rodzicom. Ale jak już coś dostanę, to nie proszę o więcej. Myślę, że nie wolno bombardować rodziców o coraz więcej. Karolina, lat 16.

     Patrząc na temat Twojego listu pomyśleliśmy w pierwszej chwili, że chodzi tu o prośby kierowane do Boga. Bo tylko Jego możemy prosić o wszystko, chociaż…czy na pewno? W każdym razie na pewno o to, co jest zgodne z Jego wolą. Możemy prosić o dobre rzeczy, o to, co jest potrzebne do naszego rozwoju, zarówno tego w wymiarze ziemskim, jak i duchowego. Nie możemy prosić o coś, co mogłoby zaszkodzić innym, o pomoc w grzechu, o rzeczy, które są niemoralne. Natomiast o wszystko inne prosić można. Ale jak sami wiemy - nie zawsze osiągniemy to, o co prosimy. Czy dlatego, że Bóg nas nie słucha? Nie, On słucha zawsze. Czy dlatego, że jesteśmy Mu obojętni? Nie, jesteśmy w Jego oczach bardzo wartościowi i losem każdego z nas przejmuje się i na każdym z nas mu zależy. Czy zatem nie jest dobrym Ojcem a kimś surowym, niesprawiedliwym, czyhającym na nasze upadki i złe myśli i wymierzającym za to karę? Zdecydowanie nie. Bóg jest sama miłością i dobrem. Czemu zatem nie zawsze daje nam to, o co prosimy? Ano właśnie dlatego, że jest jak dobry ojciec. A ojciec wie, co jest dobre dla jego dziecka. Wie, co pomoże mu w rozwoju, a co zaszkodzi. Wie, dzięki czemu dziecko stanie się lepsze, mądrzejsze, co rozwinie jego wyobraźnię, a co zdecydowanie zaszkodzi. Dlatego i ojciec ziemski, mając wiedzę, której nie ma jeszcze dziecko, czasem dla jego dobra - odmawia. Czasem zaś odmawia dlatego, że po prostu go na to nie stać, mimo, iż dana rzecz jest dobra.

     Dziecko przyjmuje z wdzięcznością i zadowoleniem to co otrzymuje, natomiast odmowa najczęściej rodzi w nim bunt, żal, gniew i niezrozumienie. Ono, nie mając takiego doświadczenia jak rodzice nie potrafi przewidzieć konsekwencji zachowania swojego lub innych. Stąd 16-latek, któremu odmówiono pójścia na wieczorną imprezę będzie się buntował i uważał swego ojca za niesprawiedliwego i traktującego go jak małe dziecko. Ale ten ojciec zdaje sobie sprawę, że wpływ takich czynników, jak papierosy czy alkohol nie jest dla jego syna czymś dobrym. Syn tak nie uważa i traktuje zakaz jako zamach na swoją wolność. Ojciec wie też, że powrót w środku nocy nie jest bezpieczny. Syn zaś myśli, że jest prawie dorosły i nic mu się nie stanie, a nawet gdyby doszło do jakichś incydentów, to ufa w siłę swoich mięsni. Ojciec wie, że zatrzymanie syna przez policję wpłynie negatywnie na jego wizerunek w szkole a ewentualne skutki jego zachowania będzie musiał naprawiać on. Syn zaś kompletnie nie dopuszcza myśli, że mógłby źle się zachować. Ta właśnie różnica życiowego doświadczenia jest barierą między dziećmi i rodzicami i powoduje wiele nieporozumień i wzajemnych oskarżeń.

     Analogia do Boga jako ojca na początku tego listu nie jest przypadkowa. Bo aby zrozumieć swoich rodziców trzeba popatrzeć na nich nie tylko jak na tych, którzy - niczym inżynierowie ruchu - ustawiają na drodze życia swoich dzieci masę zakazów, nakazów i barier. Trzeba spojrzeć z innej perspektywy - tak jak na nas patrzy Bóg. Dopiero wówczas zrozumiemy, że rodzice nie ograniczają nas bez przyczyny i logicznego wytłumaczenia. Oni robią to wyłącznie z troski o nas - swoje dzieci, które chcą uchronić przed złem. To, że nie zawsze jest to możliwe i że czasem człowiek uczy się wyłącznie na swoich błędach jest oczywiste. Ale jeśli matka nie pozwala 2-latkowi zejść samemu ze schodów to nie dlatego, że go ogranicza, tylko wie doskonale, że nie jest on w stanie ich sam pokonać i wie czym grozi taki upadek. Każdy zdrowo myślący człowiek pochwali jej zachowanie. Jeśli zaś ta sama matka nie pozwala 15-latce kupić jakiejś sukienki czy bluzki bo uważa ją za nieodpowiednią to już jest to bardziej kontrowersyjna decyzja. Bo niby to tylko bluzka, prawda? Ale może chodzi o to, że ona w tej niekoniecznie odpowiedniej bluzce ma zamiar iść do szkoły albo wyjść w niej wtedy kiedy jest zbyt zimno? A może jest ona po prostu za droga? Może zaś córka ma już tyle bluzek, że kolejna po prostu jest zwykłą, chwilową zachcianką i odmowa jej kupna jest próbą uświadomienia jej tego?

     Dobrze Karolino, że myślisz w ten sposób. Obowiązkiem rodziców jest zaspakajanie uzasadnionych potrzeb dziecka, które nie jest jeszcze pełnoletnie. Uzasadnione potrzeby to oczywiście te związane z codziennym życiem ale także nauką i po prostu rozwojem. Wszystko inne jest "dodatkiem", czymś co można dać dziecku, ale z rozwagą i gdy rodziców na to stać. Rozumiemy naturalnie, że podczas tej wizyty w galerii niektóre rzeczy Wam się podobały - to nic złego. Jednak tak naprawdę w waszym wieku można już samodzielnie próbować zaspakajać niektóre swoje takie właśnie dodatkowe potrzeby. Kupno jakiegoś ciucha, płyty, biletu do kina czy prezentu dla koleżanki jest czymś, na co młodzież w miarę możności powinna już sama próbować zapracować. W czasie wakacji są duże możliwości zarobku choćby przy zbiorach owoców. Pamiętam, że zawsze z siostrą czekałyśmy na zbiory wiśni, malin, truskawek. Owszem, praca nie jest lekka a pieniądze nie za duże, ale za to jaką ma się satysfakcję ich zarobienia! W mieście może to być jakieś weekendowe roznoszenie ulotek lub pomoc komuś przy sprzątaniu. Oczywiście nie kosztem nauki ani codziennych obowiązków ale jako dodatkowe zajęcie, z którego dochód można przeznaczyć zna swoje przyjemności. A zapewniamy Cię, że takie własne pieniądze wydaje się dużo trudniej i o wiele rozważniej - bo przecież wiemy jak ciężko na to pracowaliśmy. Taka praca jest też znakomitą nauką sumienności, uczciwości, obowiązkowości. Ponadto to, co sami kupiliśmy bardziej się szanuje. A w dodatku mając dodatkowe obowiązki mniej się myśli o tym, czego się nie ma a co by się chciało, tylko po prostu zakłada sobie jakiś cel i na niego zbiera.

     Warto więc rozważyć razem z koleżankami możliwość takiej pracy, poszukać wspólnie jakiegoś zajęcia i wtedy - zamiast prosić rodziców, czy wręcz wymuszać na nich kupno pewnych rzeczy samemu to zrealizować. Zapewniamy Cię też, że bardzo szybko tym celem przestaną być ciuchy z galerii. To wyda wam się niewarte Waszej pracy. Warto zatem pomyśleć np. o jakimś ciekawym wyjeździe, lub sprzęcie, który chcielibyście mieć.

     Warto też od czasu do czasu z własnoręcznie zarobionych pieniędzy kupić jakiś drobiazg rodzicom - np. bilet do kina dla nich. Nie wyobrażasz sobie jaka to będzie niespodzianka i radość z tego, że potraficie się dzielić i że doceniacie to, co oni dla was robią. Będzie to też dla nich znak, że po prostu dobrze was wychowali.


Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Tekst pochodzi z miesięcznika
W Naszej Rodzienie


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej