Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Przykrość... czemu nie, proszę bardzo

     Dużo zawdzięczam mojej ukochanej babci, która jest niezwykła pod wieloma względami. Nawet to, że do Was piszę to też jej zasługa, bo babcia czyta ten miesięcznik. Babcia nauczyła mnie wielu rzeczy min. tego, że za słowa, które wypowiadamy bierze się odpowiedzialność. A wokół mnie ciągle słyszę jak moi rówieśnicy (zresztą nie tylko oni, dorośli też) mówią do siebie... głupi, idiota, kretyn, nie lubię ciebie, kocham cię a za chwilę nienawidzę cię… i tak mogłabym wyliczać. Widzę, że sprawianie przykrości drugiemu, bez żadnego oporu, bez refleksji przychodzi ludziom bardzo łatwo. Za chwilę, będą wspaniałe święta, będziemy sobie składać życzenia. I co, powiemy coś miłego, bo tak wypada, ale po co skoro tego nie czujemy, czy nawet nie rozumiemy. Moi znajomi mówią, że jestem przewrażliwiona, ale ja tak nie uważam. Czy jestem dziwna? Malwina, lat 17.

     Nie jesteś dziwna. Nie jest też dziwna Twoja babcia, wpajając Ci pewne podstawy kultury. Ani nie jest dziwny nikt, komu te zasady nie są obce i kto uważa, że każdemu człowiekowi należy się szacunek. Rzeczywiście, obecnie można zauważyć daleko idące obniżenie się poziomu moralnego w społeczeństwie. Dotyczy to rozmaitych dziedzin: od używanego słownictwa po obyczaje. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie do pomyślenia byłoby, by młodzież używała słów wulgarnych albo paliła papierosy na ulicy. A już zupełnie nie mieściło się w głowie, by chłopak przeklinał przy dziewczynie. Tymczasem choćby wracając z pracy, w autobusie niejednokrotnie mamy okazję obserwować zachowania młodych ludzi. Nie dość, że nie widzą nic złego w używaniu przekleństw, to jeszcze wcale nie peszy ich obecność przy tym innych ludzi, w tym osób starszych czy dziewczyn. Chciałoby się powiedzieć, że te ostatnie same sobie zapracowały na takie traktowanie: nie zwracają chłopakom uwagi, gdyż ich to nie razi. Mało tego, same takich słów używają, bo wydaje im się, że przez to są bardziej nowoczesne i "wyluzowane". Na porządku dziennym słychać określenia takie jak przez Ciebie cytowane. Negatywne i obraźliwe znaczenie tych słów ludziom na tyle spowszedniało, że nie uważają ich już za obelgę. Zwrot "nienawidzę" znaczy już tylko tyle co "nie lubię". Co ciekawe, nadużywane są też te o pozytywnym znaczeniu. Kiedyś słowo "kocham" było naprawdę poważnym wyznaniem, używanym w stosunku do narzeczonej lub co najmniej dziewczyny, co do której miało się poważne zamiary. Teraz można to usłyszeć z ust dziewczyny w stosunku do kolegi jako np. wyraz radości z powodu załatwienia czegoś.

     Spowszedniały także gesty. Młodzież witając się powszechnie całuje się w policzek. Jeszcze 20 lat takie powitanie np. kolegi z klasy byłoby czymś zdumiewającym. Dziewczyny po prostu by się wstydziły, poza tym taki gest byłby odebrany jednoznacznie - że ta para ze sobą chodzi. Przełamywanie barier fizycznych w kontaktach ma dalsze konsekwencje: nikogo nie dziwią już gesty czułości okazywane jawnie na ulicach, w dodatku towarzyszące młodzieży w coraz wcześniejszym wieku. Pocałunek traktowany jest jako zwyczajny element relacji a nie jako coś wyjątkowego, będącego dowodem prawdziwego zaangażowania. Stąd już tylko krok do akceptacji współżycia seksualnego przed ślubem, które również nie jest odbierane jako grzech, tylko forma wyrażania uczuć.

     Powszednieją także święta. Ludzie, nie zastanawiając się głębiej nad ich istotą czują po prostu masową potrzebę robienia tego co wszyscy - stąd hurtowe wysyłanie standardowych życzeń (najczęściej elektronicznie), bo tak wypada. Modne w zakładach pracy "wigilie" czy spotkania wielkanocne zupełnie nie mają nic wspólnego z tradycjami. Ba, czasem wręcz nie można dopatrzeć się na nich choćby najmniejszego symbolu religijnego. Po co w takim razie je celebrować? Składane tam życzenia są tylko zwyczajową formułką. W dodatku kieruje się je do osób zupełnie nieznajomych lub tych, którym wcale nie mamy ochoty ich składać, bo wiemy, że tuż po zakończeniu uroczystości nasze relacje wrócą do swej, nienajlepszej normy.

     Wydaje nam się, że to wszystko wynika z pewnego uproszczenia życia codziennego w ogóle. Tak naprawdę żyje się coraz łatwiej, mamy dostęp do różnorakich urządzeń ułatwiających codzienne czynności, coraz łatwiejsza jest komunikacja i przepływ informacji. Już nie trzeba zadawać sobie trudu odwiedzenia kogoś, by z nim porozmawiać, wystarczy zadzwonić lub wysłać e-maila. Spotkania osobiste stają się pomału zbędne. Ma to przełożenie na jakość kontaktów: nie widząc kogoś twarzą w twarz nie wiemy jakie emocje towarzyszą wypowiadanym słowom a przecież 60% informacji to komunikacja niewerbalna. Pogarsza się też jakość tych komunikatów: właściwie nie rozmawiamy naprawdę, tylko przekazujemy sobie niezbędne informacje. Ponieważ robimy to skrótowo, w pośpiechu, towarzyszą temu błędy, także te językowe, stylistyczne, ortograficzne. Ale coraz mniej zwraca się na nie uwagę. I tak pomału stajemy się społeczeństwem, które żyje bardzo powierzchownie.

     Masz rację, że za słowa powinno się brać odpowiedzialność. Tymczasem wiele ludzkich dramatów wynika z tego, że ktoś niewłaściwie rozumiał wypowiadane słowa. Wyznanie miłości w ustach gimnazjalisty jest po prostu informacją o tym, że dziewczyna mu się podoba a nie że pragnie jej dobra i chce wziąć za nią odpowiedzialność. Jeśli ona odbierze jego słowa nie tak jak on je rozumie, rozczarowanie będzie ogromne. Dlatego tak ważne jest używanie zwrotów adekwatnych do sytuacji. Dotyczy to też słów sprawiających przykrość. Nazywanie kogoś "głupim" w intencji mówiącego może być tylko odreagowaniem złych emocji, komunikatem, że ta osoba nas zdenerwowała, bez większej refleksji, że ona może to wziąć bardzo do serca.

     Tak naprawdę reakcja odpowiednia do sytuacji winna być po prostu przejawem kultury i dobrego wychowania. Tymczasem zobaczmy jak to wygląda w naszych domach. Rzadko kiedy są one wielopokoleniowe, bo najczęściej młodzi ludzie wyjeżdżając na studia czy do pracy do innego miasta zakładają tam rodziny. Często więc dziadków widzimy tylko kilka razy w roku. Wielka szkoda, gdyż starsze pokolenie to skarbnica wiedzy, dobrych manier i zasad. Rodzice z kolei są najczęściej zapracowani i zmęczeni i niejednokrotnie z braku sił nie zwracają uwagi na pewne zachowania, uważając, że dzieci z tego wyrosną. Nie mając z czego czerpać, nie mając autorytetów, młodzi ludzie zaczynają wzorować się na nie zawsze godnych podziwu "idolach", których obraz kreowany jest w mediach. A jaki ten obraz jest, sami widzimy. Stąd relatywizacja norm, akceptacja niewłaściwych zachowań, upraszczanie języka, odrzucanie dobrych obyczajów. Ty, mając domu wspaniałą osobę babci, która potrafi przekazać Ci wyraźnie, co jest dobre a co nie i jak należy się zachowywać, siłą rzeczy jesteś wyczulona na to wszystko co od tego wzoru odstaje. Drażnią Cię więc i sprawiają przykrość rzeczy, których zdecydowana większość Twoich rówieśników nie zauważa lub nie uważa za złe. Ty, opierając się temu, nie jesteś zrozumiana a Twoje postrzeganie świata budzi zdziwienie. Nie znaczy to, że to oni mają rację. Masz ją Ty i nie daj sobie mówić, że jest inaczej. W świecie szybko zmieniających się mód, także w sferze obyczajowości i mentalności nie zawsze należy podążać za tłumem. Pewne kanony zachowań są ponadczasowe i takie pozostaną. Warto być dobrze wychowanym, kulturalnym i szanować innych. Także w słownictwie i zachowaniu. "Wasza mowa niech będzie tak - tak, nie - nie". Zastanówmy się nad tym i uważnie dobierajmy wypowiadane słowa. Będzie to dowodem także naszej dojrzałości w relacjach z innymi.


Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Tekst pochodzi z miesięcznika
W Naszej Rodzienie


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej