Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Nowe miejsce, nowa szkoła i problemy

     Od nowego roku szkolnego jestem w nowym miejscu i w nowej szkole (przeprowadzka do innego, dużo większego miasta wynikająca z pracy rodziców). Moje poprzednie miejsce na ziemi to mała mieścinka (ok. 10 tys. mieszkańców)na zachodzie Polski. Lubiłam tamto miejsce, chociaż czasami narzekałam, że jest szare i nudne. Znajomych też miałam w porządku. Nie było łatwo się przeprowadzić, ale argumenty rodziców były zasadne. W nowej szkole (i nie tylko tu) wszystkiego więcej - więcej ludzi, większe klasy... i tak mogę wymieniać. Na początku był strach, że ja taka prowincjuszka, czy się odnajdę w nowym miejscu. W szkole daję radę, dopiero od niedawna zakumulowałam się bardziej z paroma osobami. Niedawno byłam w domu mojej koleżanki i byłyśmy w jej pokoju. Nagle otworzyły się drzwi i weszła jej mama... i ta moja koleżanka nagle wydarła się do swojej mamy, jak może tak bez pukania wchodzić do jej pokoju. Posypały się jeszcze inne słówka, które nie przytoczę, bo mnie zamurowało. Nigdy takim tonem i takimi słowami nie odezwałam się do swoich rodziców. Widziałam takie sceny, ale na filmach. A tu proszę... real. Wchodzę w to większe miejsce i po tym zdarzeniu zaczynam się zastanawiać, czy uda mi się zachować siebie. Magda, lat 17.

     Droga Madziu,

     Każda zmiana w życiu, a szczególnie taka związana z miejscem zamieszkania, szkołą czy pracą powoduje stres. Mamy bowiem świadomość, że wchodzimy w zupełnie nowe otoczenie, musimy nawiązać nowe kontakty, a co najważniejsze - nie wiemy jak sobie poradzimy i czy zostaniemy zaakceptowani. Jesteśmy kimś z zewnątrz - mającym swoje własne poglądy, zasady, upodobania, które nie muszą pokrywać się z tymi, prezentowanymi przez nowe środowisko. W dodatku nasze dotychczasowe życie, nasze znajomości, ulubione i bezpieczne miejsca i zajęcia pozostają za nami. Czujemy się w najlepszym razie jak przesadzona roślina, w najgorszym jak odcięci od korzeni. Każda taka zmiana jest stratą, którą musimy sobie uświadomić, żeby dobrze ją przeżyć. Nie jest bowiem łatwo zostawić wszystko za sobą i rozpocząć nowe życie. Byliśmy przecież związani emocjonalnie z kimś i czymś zupełnie innym. W Twojej sytuacji w dodatku nie był to Twój wybór. Była to oczywiście konieczność, gdyż przeprowadzała się cała Twoja rodzina, ale nie Twój dobrowolny wybór, tylko coś, co zostało Ci narzucone, z czym musiałaś się pogodzić. Zrozumiałe zatem całkowicie są Twoje obawy, o których piszesz. To, czy poradzisz sobie w szkole i czy uda Ci się przystosować do nowego otoczenia było raczej pewne. Jednak to, czy Ci to odpowiada i jak na to patrzysz - to zupełnie inna sprawa.

     Z naszych obserwacji wynika, że w mniejszych miejscowościach jest trochę łatwiej. Wszyscy się znają i wiedzą czego się po sobie spodziewać, więc nie ma potrzeby udawać kogoś innego, zakładać masek, grać. Ludzie są bardziej otwarci i szczerzy. W dużych skupiskach ludności, w dużych szkołach jest większa rywalizacja, potrzeba zwrócenia na siebie uwagi, wyróżnienia się czymś. Także środowisko dużych miast sprzyja rozluźnieniu obyczajów, większej swobodzie wśród młodzieży, co z kolei jest konsekwencją szybszego trybu życia i mniejszej ilości czasu. Poświęcając go na dojazdy i pracę, rodzice wieczorami są tak zabiegani i zmęczeni, że niejednokrotnie w ogóle nie mają go już na rozmowy z dziećmi i na interesowanie się ich sprawami. Młodzież żyje podobnie. Zajęta szkołą, zajęciami pozalekcyjnymi uważa, że ma swoje, osobne życie. Młodsze dzieci często pozostają pod pieczą opiekunek lub spędzają długie godziny w świetlicy szkolnej. W ten sposób rodzina nie żyje razem, lecz osobno. Nie sprzyja to umacnianiu więzi, budowaniu zaufania, szukania pomocy u najbliższych. Często więcej wie o nas koleżanka z klasy niż mama. Mało tego - właśnie tej ostaniej nie mamy ochoty się zwierzać a nawet uważamy, że nie warto - bo albo nas nie słucha albo nie rozumie albo na wszystko ma jedną odpowiedź… Brak porozumienia i zaufania przekłada się zaś na zachowania takie jak opisujesz - aroganckie, pozbawione szacunku. A może odzwierciedlające też postawę rodziców…? Może mama tej dziewczyny też nie ma ( i nie miała wcześniej) dla niej czasu, może odkładała rozmowy na potem lub lekceważyła jej problemy? Wówczas ona nauczyła się, że nie może na nią liczyć oraz, że musi radzić sobie sama i zamknęła się w sobie? Ale nawet jeśli tak było, to oczywiście taka postawa wobec mamy jest niedopuszczalna. Rodzice, nawet gdy popełniają błędy, to najczęściej nie robią tego ze złej woli. Nie można też swojego złego zachowania tłumaczyć tym, że oni nas nie rozumieją lub mamy nie najlepsze układy. Rodzicom ze swej istoty należy się szacunek. Mówi o tym przecież wprost Pismo św. Zdajemy sobie sprawę, że zaskoczyło Cię zachowanie koleżanki i że nie czułaś się na siłach zwrócić jej uwagi ani może nawet przyznać się, że Ty tak nie myślisz. Zastanawiasz się czy uda Ci się pozostać sobą. To zależy od Ciebie. To prawda, że okoliczności zmieniają ludzi i że pod wpływem niektórych sytuacji robimy coś, czego nigdy byśmy się po sobie nie spodziewali. Jednak człowiek ma po to rozum, by rozeznać czy to co widzi i słyszy jest dobre. Po to ma wolną wolę, by zdecydować czy chce tak się zachowywać, czy chce być taki jak inni, czy może ważniejsze dla niego jest zachowanie swojej postawy, jakkolwiek wydawałaby się niemodna. Czy warto płacić własnymi zasadami za akceptację środowiska, nieraz pozorną lub krótkotrwałą? Jeśli z jakichś względów ta koleżanka Ci nie odpowiada, jeśli rozczarowuje Cię lub przeraża jej zachowanie, to nie musisz wchodzić z nią w bliższe relacje. Możesz szukać kogoś o bardziej zbliżonych poglądach do Twoich. Jesteśmy pewni, że nawet w dużym mieście, w dużej szkole są osoby, dla których ważna jest wiara i wartości takie jak szacunek, odpowiedzialność, uczciwość.

     Zawsze radzimy osobom, które znalazły się w nowym środowisku poszukiwanie znajomości w kręgach dających większe prawdopodobieństwo wspólnoty poglądów. Przede wszystkim w Kościele. Jeśli do tej pory uczestniczyłaś w spotkaniach np. Ruchu Światła - Życie lub innej wspólnoty, znajdź taką grupę w swojej lub sąsiedniej parafii. Jeśli nie - masz znakomitą okazję, by zacząć. Rozejrzyj się w swojej okolicy, zorientuj co jest proponowane dla osób w Twoim wieku i przyjdź na spotkanie. Jeśli jakaś wspólnota nie będzie Ci odpowiadać, spróbuj w innej. A może wolontariat? W kręgach osób, które robią c oś dla innych, trudniej znaleźć egoistę , osobę niekulturalną czy nieodpowiedzialną. One bowiem myślą przede wszystkim o pomocy innym, zadaniach do wykonania a nie skupiają się na sobie. Zawierane tam znajomości i przyjaźnie mają solidniejszą podstawę, bo dane osoby łączy również pasja lub misja. Cechuje ich też większa otwartość i miłość bliźniego a stąd już tylko krok do szacunku i tolerancji ale dobrze rozumianej. Przeważnie można też liczyć na takie osoby w razie potrzeby.

     Tak więc Madziu, jest zupełnie możliwe, byś pozostała sobą. Nie zmienisz szkoły ani sąsiadów. Ale możesz wybierać takie osoby i działania, które Ci odpowiadają i są zgodne z Tobą samą. Otaczaj się ludźmi (choćby poza szkołą), którzy myślą podobnie. Wówczas nie będziesz skazana tylko na towarzystwo z klasy i nie będziesz próbowała za wszelką cenę dostosować się do niego. Będziesz bowiem całkowicie akceptowana w innym środowisku, gdzie będziesz mogła być sobą i nikomu nie będziesz musiała niczego udowadniać. Jest też duża szansa, że osoby z Twojej klasy zainteresują się tym, co robisz albo zaimponujesz im swoimi poglądami i zasadami oraz zachowaniem. Niewykluczone, że kogoś zmotywujesz do bycia lepszym, do bycia sobą - po prostu. Tego Ci życzymy.


Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Tekst pochodzi z miesięcznika
W Naszej Rodzienie


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej