Humor Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Pobierz Spowiedź Opowiadania Perełki
Znów jestem sama. Co jest ze mną nie tak?

     Gdyby nie przypadek, to zapewne nigdy bym nie wiedziała o istnieniu tego czasopisma i porad dla zagubionych. Gdy miałam 5 lat moi rodzice się rozwiedli. Zostałam z mamą, starsze rodzeństwo siostra i brat byli z tatą. Mieszkaliśmy od siebie w odległości ok. 400 km. Niewiele z tego okresu pamiętam, tylko tyle że z ojcem i rodzeństwem widywałam się bardzo rzadko. Teraz z perspektywy czasu (jestem w I klasie liceum) wiem, że rozstanie moich rodziców było bardzo burzliwe. Starsze rodzeństwo było złe na mamę, długi czas nie odzywali się do mamy. I tak skończyłam podstawówkę, potem gimnazjum. Ale co mnie boli. Właściwie nigdy nie miałam koleżanki, no może raz w podstawówce. Ale skończyło się na tym, że mnie obgadała i wyśmiała. W gimnazjum też byłam sama. Nie jestem jakimś dziwolągiem, jestem uczynna, lubię pomagać, nie lubię plotek, temat chłopców i strojenia się nie jest dla mnie najważniejszy. W sferze materialnej jest o key, bo mama dobrze zarabia, co nie znaczy, że spełnia wszystkie moje zachcianki, ale ja też ich nie mam. Nie miałam nigdy potrzeby szpanowania, że mam firmowe ciuchy. Z mamą właściwe mam normalne relacje. Od paru lat z rodzeństwem gadamy, ale nie ma między nami jakieś jakiejś bliskości. Do mamy też już się odzywają, ale przeważnie wtedy, kiedy potrzebują pieniędzy. Od roku mieszkam u ojca. Duże miasto, nowa szkoła. Myślałam, że to coś zmieni. Ale ojciec ma nową rodzinę i małe dziecko. A ja znowu jestem sama. Zastanawiam się co jest ze mną nie tak, że nie potrafię nawiązać normalnych relacji ze swoimi rówieśnikami. Jest mi po prostu źle. - Iga

     Droga Igo, rozwód to bardzo traumatyczne przeżycie, zarówno z perspektywy rodziców, jak i dziecka. Dla dorosłego jest to sytuacja przez niego zawiniona, dla dziecka - nie. Dorosły jest w stanie sobie z nią poradzić, choć oczywiście nie pozostanie ona bez wpływu na jego dalsze życie. Dziecko zaś, wzrastające w rozbitej rodzinie, pozbawione jest pewnych podstaw, rzutujących na jego normalny rozwój. Dla pełnego wzrostu potrzeba bowiem solidnej podstawy - środowiska rodzinnego, w którym zarówno ojciec, jak i matka pełnią swoje właściwe role. Dobrze jest także, gdy w rodzinie są też inne dzieci, gdyż wtedy tworzą się relacje społeczne a dziecko uczy się, że nie jest jedyne w centrum zainteresowania i nie tylko jego potrzeby są ważne. Ale nawet gdy nie ma rodzeństwa ale jest prawidłowy fundament w postaci kochających się rodziców, jest ono w stanie rozwijać się prawidłowo. Gdy wzorzec rodziny jest zaburzony, środowisko, w którym przychodzi mu wzrastać jest niepełne. W zależności od tego, którego z rodziców zabraknie, powstaje brak, pewna wyrwa w tym fundamencie. Z tego rodzi się niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa, zagrożenie dalszym rozbiciem (skoro tata odszedł, to może i mama mnie zostawi), brak pewności siebie, kompleksy, poczucie niskiej wartości. Do tego często niestety zdarza się, że rodzic przy którym dziecko pozostało nosi w sobie negatywny wizerunek małżonka i przekazuje go dziecku. Nagminne jest złe mówienie o ojcu lub matce, przedstawianie go jako tego gorszego, niekochającego. I taki obraz dziecko w sobie nosi. W zależności od tego jakiej jest płci zaczyna to w nim przybierać postać albo nieakceptacji siebie (skoro ojciec był taki, to ja będąc mężczyzną jestem taki sam) albo urazu do płci przeciwnej (skoro ojciec nas zostawił, to nie warto ufać żadnemu chłopakowi). Bardzo często dzieci z rozbitych rodzin mają problem ze znalezieniem partnera i założeniem rodziny. Są tak poranione, że nie wierzą, że uda im się zbudować dom i prawidłową relację z drugim człowiekiem. Nawet poznając kogoś nie są stanie do końca zaufać lub też same uważają się za mało wartościowych. W efekcie związki te również się rozpadają - przez podejrzliwość, przypisywanie drugiej stronie złych intencji oraz brak woli walki w sytuacji pojawiających się trudności i problemów. Oczywiście, zdarza się, że jednego z rodziców zabraknie w sposób niezawiniony np. umrze. Wówczas też powstaje brak wzorca ojca czy matki, jednak ten brak pozostaje wypełniony dobrymi wspomnieniami a nie nienawiścią, złością czy żalem. Rodzic, który umarł, nie opuścił swej rodziny dobrowolnie, nie zostawił dzieci i żony i nie związał się z kimś innym. Dlatego, choć też jest to sytuacja trudna, jednak nie powoduje ona lęku przed odrzuceniem przez kogoś w przyszłości. Zarówno w jednej, jak i w drugiej sytuacji ważne jest, by dla dobra dziecka miało ono kontakt z drugim rodzicem. Jeśli rozwiedzionym małżonkom mimo wszystko zależy na dobru ich dzieci, to mimo dzielących ich różnic są w stanie dogadać się co do formy opieki i sposobu kontaktowania się. Lepszy to bowiem ojciec, z którym można zobaczyć się co weekend, który zainteresuje się sprawami syna czy córki, pogra w piłkę, pójdzie do kina niż taki, którego nie ma wcale. Wiemy jednakże, że niejednokrotnie te kontakty są sporadyczne, nie ma ich wcale albo co gorsza - polegają na zniechęcaniu dziecka do drugiego rodzica. Dobrze jest zatem w takiej sytuacji, by dziecko miało jakiś kontakt z dorosłym członkiem rodziny, który może dla niego stanowić jakiś wzór - z wujkiem, dziadkiem, ciocią czy babcią, którzy swoim życiem pokażą mu, że nie wszyscy są tacy jak np. ojciec, który odszedł. Jest to też niezbędne dla prawidłowego rozwoju dziecka - by mógł wzorować się na dorosłym tej samej płci.

     Z Twojego listu wynika, że nie miałaś takiej możliwości do tej pory a teraz nagle znalazłaś się w obcym dla Ciebie środowisku. Nie jest bowiem normalne by patrzeć, jak własny ojciec tworzy relację z inną panią niż Twoja matka. Do tego starsze rodzeństwo nie ułatwia sprawy przerzucając podświadomie na Ciebie swój żal skierowany do mamy. To nie z Tobą jest coś nie tak, to Tobie nie było dane wzrastać w poczuciu bezpieczeństwa i własnej wartości. Brak przyjaciół spowodowany jest lękiem o to, że ta osoba Cię porzuci. Podświadomie więc boisz się angażować bardziej, by nie zostać zraniona. Jest to bardzo niebezpieczne, bo w przyszłości może skutkować niemożnością zaangażowania w relację damsko- męską; będziesz obawiała się zainteresowania chłopców, mając wdrukowane w psychikę, że nie warto im ufać, albo, że chcą Cię tylko wykorzystać. Możesz stać się osobą zamkniętą w sobie, bojącą się ujawniać swoje zdanie w obawie przed wyśmianiem lub niezrozumieniem. To z kolei spowoduje, że inni zaczną Cię odbierać jako kogoś stroniącego od ludzi, może zarozumiałego. Jeśli próby zbliżenia się innych do Ciebie nie spotkają się z Twoją otwartością, ludzie się zniechęcą i przestaną z Tobą kontaktować. To zaś spowoduje jeszcze większą Twoją frustrację i lęk. Jak wybrnąć z tej sytuacji? Przede wszystkim musisz uwierzyć, że jest Ktoś, komu na Tobie najbardziej zależy i dla kogo jesteś wartościową dziewczyną. To oczywiście Bóg. Niestety, my często nosimy w sobie obraz Boga na wzór naszego ziemskiego ojca. I nieraz nie jest to obraz pozytywny, bo Bóg jawi nam się jako ktoś bardzo wymagający albo nieradzący sobie z problemami albo bardzo odległy, czy - jak w Twoim przypadku - wręcz nieobecny. Wydaje nam się, że Bogu wcale na nas nie zależy. Tymczasem Bóg jest jak ojciec - ale doskonały - pełen miłości, zrozumienia, wybaczenia i gotowy w każdej chwili nam pomóc. Musisz uwierzyć zatem, że jesteś tak samo wartościową osobą jak inni, skoro Bóg stworzył Cię z miłości - i to na swoje podobieństwo! Musisz też przyjąć, że inni też są na to podobieństwo stworzeni - a zatem nie należy od razu szufladkować ich jako tych, którzy mogą Cię zranić albo których należy się bać. Unikając relacji nic nie zyskasz, natomiast wchodząc w nie, nawet jeśli czasem się rozczarujesz - wyjdziesz silniejsza i bogatsza o to doświadczenie. Starając się zaufać ludziom odkryjesz, że z niektórymi można całkiem zwyczajnie porozmawiać, wyżalić się, mogą Ci coś doradzić a także dowartościować Cię choćby przez uznanie Cię za równorzędnego partnera. Piszesz, że z mamą masz dobre relacje. To ważne. Dzięki temu masz w sobie pozytywny obraz siebie jako kobiety, choć naturalnie wolałabyś, by Twoje życie potoczyło się inaczej niż jej. Może tak się stać. Potrzeba tylko Twojego zaufania - najpierw Bogu, potem ludziom. Nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem - warto! Ceną są wartościowe relacje z innymi a w przyszłości szczęśliwa rodzina. Z Bogiem,


Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Tekst pochodzi z miesięcznika
W Naszej Rodzienie



   


Miłość potrzebuje stanowczości Miłość potrzebuje stanowczości
James C. Dobson
Niniejsza książka przedstawia sposoby działania w rodzinie, w której trwa kryzys małżeński. Zawiera ona pewne praktyczne propozycje postępowania, które mogą pomóc w zachęceniu obojętnego partnera do powrotu ku obowiązkom małżeńskim... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]
O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej