Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Za głośni, za...

     Mówią o mnie, że jestem dziwolągiem, a to dlatego, że nie przepadam, za pewnymi zachowaniami. I z tego powodu liczba moich koleżanek się zmniejszyła. Nie lubię jak idziemy gdzieś mniejszą, czy większą grupką (czy same dziewczyny, czy też z kolegami), to wszyscy strasznie głośno się zachowują. Jeden przekrzykuje drugiego, popychają się, że niby to są wygłupy. Nieważne czy jesteśmy na ulicy, w sklepie czy w innym miejscu publicznym. Do tego dochodzi okropne słownictwo. Czasami odnoszę wrażenie, że prześcigają się w tym, żeby pokazać… no właśnie, nie wiem co. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy się do miasta, a mieszkaliśmy w małym miasteczku. Nie wiem, może to, że było małe, gdzie w zasadzie, może nie wszyscy się znali, ale w jakiś sposób byliśmy dla siebie rozpoznawalni. Może to też tak było, ale w mniejszym zakresie i nie raziło mnie to. Nie jestem ponurakiem, lubię się śmiać, jestem koleżeńska, ale zaczęli mnie nazywać dziwolągiem. Może nim jestem...? - Agata, kl. III gimnazjum.

     Jeśli dziwolągiem można nazwać zachowywanie rozsądku i nie podążanie za tłumem to tak, rzeczywiście nim jesteś. A tak na poważnie… Jechaliśmy ostatnio tramwajem, w którym grupka młodzieży zachowywała się w sposób opisany przez Ciebie. Głośnemu zachowaniu towarzyszyły niewybredne komentarze i śmiechy. Całe szczęście, że nasz syn jest jeszcze na tyle mały, że nie rozumiał określonych sformułowań. Jednakże był żywo zainteresowany ich sposobem bycia, mniemając, że tak po prostu zachowuje się młodzież. Z drugiej strony, mimo swych siedmiu lat, wiedział, że nie jest to chyba całkiem normalne.

     Porównując zachowanie naszego pokolenia i obecnej młodzieży widzimy wielki kontrast. Ale nie dlatego, że my byliśmy inni. Owszem, też byliśmy młodzi, radośni, czasem trochę lekkomyślni. Też chodziliśmy większą grupą i się wygłupialiśmy. Jednakże wiedzieliśmy gdzie są granice - dobrego wychowania. Nie wyobrażamy sobie, byśmy mogli przeklinać czy rozmawiać na niektóre tematy, zwłaszcza publicznie lub używając wulgarnych słów. Być może byliśmy czasem za głośno, ale na zwróconą nam uwagę reagowaliśmy stonowaniem zachowania. Chłopcy również chcieli zrobić wrażenie na dziewczynach, ale nie brakiem kultury. Bo takie zachowanie wcale nie jest męskie. Gdyby kiedyś chłopak tak potraktował dziewczynę to z pewnością nie zyskałby jej sympatii, tylko wręcz przeciwnie - zraziłby ją do siebie, dając do zrozumienia, że jej nie szanuje. Tymczasem dziewczynie w tramwaju wydawało się nie przeszkadzać to rozwydrzone towarzystwo i sposób prowadzenia rozmowy, w której sama brała udział. Powstaje pytanie dlaczego pozwalała się tak traktować i czy ci wszyscy chłopcy rzeczywiście dobrze czuli się w swoich rolach. My jesteśmy przekonani, że nie.

     Dziewczyna, która akceptuje przeklinanie lub wulgarne zachowanie w jej obecności, daje do zrozumienia, że nie wymaga dla siebie szacunku. A jeśli tak - to po się wysilać? Gdyby nie chciała z nimi rozmawiać, nie reagowała na zaczepki, gdyby chcąc z nią porozmawiać musieli używać normalnego języka to mieliby do niej szacunek. Oczywiście, część z nich mogłaby ją uznać za niedostępną, wyśmiać lub nie zwracać na nią uwagi. Tylko jeśli tak by było, to sami daliby o sobie świadectwo. Ona zaś chyba nie odczułaby straty w postaci braku zainteresowania nią kogoś o takich manierach. Z pewnością odnalazłaby się w towarzystwie tych, którzy się tak nie zachowują.

     Innym problemem jest to, czy tacy chłopcy (dziewczyny też, bo przecież piszesz o swoich znajomych obojga płci) faktycznie dobrze czują się prezentując takie zachowanie. Czy nie jest to tylko poza, przybierana w towarzystwie, by być takim jak inni, by zyskać akceptację paczki, w myśl powiedzenia: "jeśli wejdziesz między wrony…". Z pewnością część z tych osób w domu nigdy nie ośmieliłaby się tak odezwać, bo nie tak została wychowana i jest to nie do pomyślenia. Te osoby nie są sobą w tym co robią, a czasem wręcz tego nie chcą. Tylko, że boją się lub wstydzą przeciwstawić. Bo nie chcą odstawać, być wyśmianym, wyrzuconym z towarzystwa. Bo chcą być jak inni, albo wydaje im się, że to dodaje im animuszu i poważania wśród znajomych. Niektórzy natomiast faktycznie są tacy, gdyż albo nie wymagano od nich wysiłku, nie stawiano granic i nie nauczyli się pracy nad sobą, albo też w głębi duszy czują się bardzo niepewni siebie i swoje kompleksy pokrywają hałasem i robieniem wokół siebie dużo szumu najtańszym kosztem, czyli niekulturalnym zachowaniem.

     Być może kwestia mniejszej miejscowości ma jakiś wpływ - w tym sensie, że - jak piszesz - tam ludzie są rozpoznawalni. Jeśli więc sąsiadka usłyszy jak przeklinam - zapewne moja mama się o tym dowie. Ponieważ nie chcę w domu awantury, to publicznie tego nie robię. Co najwyżej zachowam się tak tam, gdzie nikt z dorosłych tego nie usłyszy i nie zobaczy. A że w małej miejscowości wiele takich miejsc nie ma - to i miejsca ordynarnego zachowania z reguły nie wykraczają poza łąki, rzekę lub dziedziniec szkolny w czasie wakacji. W dużym mieście zaś młodzież "nie musi" się ograniczać - prawdopodobieństwo spotkania kogoś znajomego podczas powrotu ze szkoły do innej dzielnicy jest znikome, a zatem…mają miejsce sceny jak ta w tramwaju, opisana przez nas wyżej.

     Ale to jeden aspekt. Drugi - to ważniejszy - to wewnętrzna samodyscyplina i hierarchia wartości. Jeśli ja sam, niezależnie czy jestem w towarzystwie czy nie, nie pozwalam sobie na wulgaryzmy, jeśli nie bawią mnie ordynarne kawały, jeśli sam wobec siebie zachowuję się z szacunkiem, to będę też tego szacunku wymagać od innych. Bo niby dlaczego miałbym pozwalać się popychać albo wysłuchiwać czegoś, co mnie obraża? I vice versa - ja wobec innych też nie pozwolę sobie na takie zachowanie, bo ich szanuję. I właśnie dlatego, że zależy mi na dobrym wrażeniu, to staram się zachowywać kulturalnie.

     Agato, martwisz się, że masz mniej koleżanek. Zapewne tak jest. Ale przypatrz się tym, które masz i tym, które przestały nimi być. A może wcale nie warto walczyć o to, by mieć ich więcej? Może wśród tych, które masz czujesz się najlepiej i wcale nie brakuje Ci innych? Może z nimi najlepiej się dogadujesz i nie musisz przy nich udawać ani grać kogoś, kim nie jesteś? Może wśród nich nie musisz udowadniać swojej wartości. "Dziwoląg" to jeszcze nie najgorsze określenie. Nie obrażaj się za nie, ani nie przejmuj a wprost przeciwnie - może nawet pokaż, że Ci się podoba? Przyjmij je na wesoło, ilekroć ktoś Cię tak nazwie. Wtedy albo przestaną Cię tak nazywać, widząc, że nie robi to na Tobie wrażenia albo też będzie symbolem Twojej odmienności - ale w pozytywnym znaczeniu. Ważniejsze jest, by pozostać sobą, niż żeby dać się unieść fali czegoś, co do nas nie pasuje, z czym czujemy się źle. Bądź sobą i żyj zgodnie ze swoimi wartościami a dołączą do Ciebie ci, którzy myślą i czują podobnie. I trzymajcie się razem.


Kasia i Tomek

Redakcja portalu


Tekst pochodzi z miesięcznika
W Naszej Rodzienie


   

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny
Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort
Lektura traktatu jest cennym duchowym doświadczeniem. Im częściej po niego sięgamy, tym bardziej przemienia on nasze serca. Osnowę dzieła stanowi dewiza św. Ludwika Marii de Montfort: "Wszystko dla Jezusa przez Maryję"... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej