Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Klepie trzy po trzy

     To co napisała do mnie Jola może być zapewne ilustracją do wielu innych sytuacji rodzinnych, dlatego poddaję pod dyskusję problemy tych, którzy z różnych powodów zamieszkują pod wspólnym dachem. Różnią się wiekiem, czasem poglądami, a czasem wystarczy, by różnili się temperamentem lub kolorem, w którym odbierają świat. Czy z tego powodu muszą patrzeć na siebie "bykiem"?

     "Moja sprawa jest zwyczajna, żeby nie powiedzieć głupia. Sześć lat temu wyszłam za mąż i ponieważ ciągle czekamy na mieszkanie, musieliśmy zamieszkać z teściami.

     Mieszkanie jest duże, ale tak naprawdę to my nie mamy swojego kąta. Wszędzie słyszę klepanie ozorem mojej teściowej i szuranie kapci teścia, który jest zatwardziałym majsterklepkąi ciągle coś reperuje i unowocześnia. Przy tym wszystkim teść miewa pomysły co najmniej oryginalne i na przykład urządza w przedpokoju - najbliżej naszego pokoju - rodeo. Polega to głównie na bieganiu, piszczeniu i wydawaniu indiańskich okrzyków.

    Nie muszę chyba mówić, że taka (i kilka innych podobnych) zabawa ogromnie podoba się moim synkom, tylko że potem trudno doprowadzić ich do porządku. Dziadek daje chłopcom ostre noże do zabawy, żeby sobie coś rzeźbili, a przesypywanie coraz to nowych kwiatków z doniczki do doniczki jest już stałym punktem zajęć. Dziadek oczywiście sprząta po chłopcach, a na moje ostre protesty odpowiada: - Masz rację kwiatuszku, my się poprawimy. Okropnie mnie to de- nerwuje, bo tak naprawdę to wszystko, w ten lekceważący sposób załatwia.

     Mimo to znoszę teścia jakoś, ale teściowa gra mi na nerwach absolutnie doskonale. Ona wie wszystko lepiej, na wszystkie kłopoty i katastrofy znajdzie lekarstwo. Oczywiście wie jak ugotować zdrowiej i oszczędniej, jak ubrać dzieci "by miały swobodę" i kiedy powinnam się położyć "na chwilkę", bo coś źle wyglądam. Najgorsze jest to, że bez przerwy mówi i bardzo lubi, kiedy jej słucham. Zawsze ma mi coś do powiedzenia, ale mnie nie interesuje reumatyzm naszej sąsiadki, wyższość sklepu na rogu nad delikatesami, albo okropne poglądy polityczne wujka mojego męża. Słucham tego, bo co mam robić.

     Mężowi też się obrywa, że jest niedokładny, że czas marnuje na bzdury, że jest surowy dla dzieci i w ogóle jest niekonsekwentny. Częściowo z tym się zgadzam, ale nie do końca. Mąż bardzo kocha swoich rodziców i ja to rozumiem, ale w wielu sprawach powinien im się sprzeciwić. Nie powinni wtrącać się do naszego życia, a przede wszystkim do wychowania naszych dzieci. Chłopcy wolą być z dziadkami niż z nami. Rezygnują nawet z telewizji, komputera, a czasem i z zabaw na podwórku. To jest przecież wychowanie staroświeckie, nie przygotowujące do życia dzisiejszego".

     Jola

     Jolu!

     Co to znaczy wychowanie staroświeckie i jak ma wyglądać to, które przygotowuje do życia dzisiejszego? Człowiek rodzi się w określonym czasie, w określonym miejscu, mając tych, a nie innych rodziców i jest to fakt oczywisty. Niestety, inne fakty związane z przyjściem człowieka na świat już nie wydają się nam tak oczywiste. A przecież bez miłości, bez chęci zrozumienia innego człowieka i bez odrobiny szaleństwa cały ten świat funta pcheł byłby wart.

     Na początku człowiek chce być kochany, a właściwie dla prawidłowego rozwoju musi być kochany, później uczy się kochać innych. Jeśli tak będą kładzione fundamenty pod wychowanie, to naprawdę nieważne jak je nazwiemy - staroświeckie czy nowoczesne. Kochając łatwiej i rzetelniej przekażemy sprawy ważne, a jeśli trzeba będzie upomnieć, czy nawet skarcić, nie będzie raniło. Ta prawda dotyczy każdego człowieka i jest poza czasem metrykalnym i historycznym.

     Postępowanie twoich teściów, choć podlegające dyskusji, nie pozbawione jest miłości. Kochają wnuki, ale i was oboje również. Dyskutować można na temat sposobu wyrażania tej miłości i o tym z teściami należy rozmawiać jasno, zdecydowanie, co jednak nie oznacza bez poczucia humoru. Dlatego wcale nie uważam, że teść cię lekceważy, on po prostu chce cię rozbroić. Gadulstwo twojej teściowej niekoniecznie bierze się z chęci zanudzenia ciebie, a raczej z potrzeby kontaktu. To, że wybrała właśnie ciebie może być męczące, ale świadczy również, że jesteś dla niej ważna.

     W końcu zawsze można powiedzieć: - Przepraszam, muszę się zająć pracą. Później wrócimy do tej rozmowy - dobrze? Jeśli przy tym się jeszcze uśmiechniesz, problem masz z głowy. Do teścia jakoś przyczepić się nie mogę; Jolu, on jest naprawdę w porządku. Myślę, że ta odrobina szaleńczej fantazji dodaje mu tego specyficznego wdzięku, za który chłopcy go tak kochają. Oboje z mężem trochę życzliwiej popatrzcie na starszych państwa i pomyślcie, że czas nie stoi w miejscu. Twój problem nie leży w złej woli kogokolwiek z was, a wyłącznie w słusznej potrzebie samodzielnego zaistnienia jako żony, matki, gospodyni.

     Życzę więc rychłego otrzymania mieszkania.

Krystyna Holly
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 24/99


   

Sztuka uwodzenia własnej żony Sztuka uwodzenia własnej żony
Margaret Hardisty
„Sztuka uwodzenia własnej żony” to książka dla mężów, choć i kobiety przeczytają ją z wielkim zainteresowaniem.

Autorka pisze o tym, czego pragną kobiety i potrafi jasno ukazać, czego tak naprawdę żony oczekują od mężów. Kto jest bowiem bardziej kompetentny, by powiedzieć mężczyznom, co myślą i czują kobiety, niż właśnie jedna z nich?... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej