Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pogadaj z Dziadkiem, on czeka na tę rozmowę...

     Znałam go tylko z widzenia. Zwracał uwagę skromną elegancją, wysportowaniem, ale również specyficznym pochyleniem głowy, a przede wszystkim spojrzeniem. W każdym razie nie robił wrażenia człowieka, który chce pogadać, bo ma problem. A jednak przyszedł...

     - Totalnie pogubiłem się i już nie wiem, gdzie siebie szukać - zaczął cicho, ale zdecydowanie. Muszę podać kilka faktów, bez których trudno zrozumieć mój krach. Miałem sześć lat, a mój brat zaledwie trzy, kiedy rodzice i babcia zginęli w wypadku samochodowym. Domyślam się, co wtedy przeżywał mój dziadek, a jednak nie poddał się i postanowił nas wychowywać sam. Musiał to robić doskonale, bo nie czuliśmy się sierotami, rozwijaliśmy się "książkowo", uczyliśmy się bardzo dobrze, po drodze odnosząc całkiem niezłe sukcesy sportowe. Dom nasz był otwarty i wydawało mi się wtedy, że każdy chłopak z ulicy może zostać moim kolegą. Dzisiaj wiem, że dziadek robił bardzo ostrą i na swój sposób dyskretną selekcję. Wyposażył nas również w kilka ważnych, męskich cech (tak mówił), takich jak uprzejmość, życzliwość, dzielność i twarde "stanie przy swoim". Nie czuliśmy się więc samotni, odrzucani, czy coś w tym stylu. Pamiętam, że kiedyś na moje urodziny przyszła prawie cała klasa. Siedzieli na podłodze, słuchali opowieści dziadka i zajadali się drożdżówkami, które on piekł przez pół nocy. Często opowiadał nam o rodzicach, o babci, często również używał krótkich zdań, typu: "ciekawe, co by na to mama powiedziała", "myślę, że tacie mogłoby się to nie podobać", "babcia was uwielbiała i pewnie teraz - tam gdzie jest - też was uwielbia". I to było właśnie super, mieliśmy jasny i zdecydowany obraz rodziny, może nawet bliższy niż niektórzy moi koledzy.

     Bez wstrząsów ukończyłem szkołę podstawową i średnią, bez trudu dostałem się na wymarzony kierunek studiów, dostałem nawet stypendium naukowe. I w tym właśnie punkcie mojego życia zaczęło się gmatwać, stanąłem wobec . ostrej weryfikacji moich marzeń, poglądów, wartości, które dotychczas były dla mnie niepodważalne. Późno, bo właśnie dopiero teraz zacząłem widzieć szerzej, boleśnie orientować się w jakim miejscu mapy świata jestem, w jakim żyję czasie i co to oznacza dla mnie i mojej wizji życia. Ten proces zachodził u mnie niepostrzeżenie i moment jego uświadomienia wprowadził mnie w popłoch. Zacząłem szukać sprzymierzeńców, ludzi, którzy myślą i czują podobnie. Widać nie mam szczęścia, bo na roku nie znalazłem ich. Nie oznacza to jednak, że ich nie ma, szukałem bowiem również w innych środowiskach i czułem, że ci ludzie są, tylko boją się śmieszności, nie chcą wypaść z roli tych twardych, luzackich, ale wolnych. Wiem, że w wielu wypadkach jest to tylko fasada, poza którą jest również niepokój, samotność i dezorientacja. Nie umiem i chyba już nie chcę przebijać się przez tę fasadę i z tego chyba powodu straciłem najlepszego przyjaciela i kilku dobrych kolegów. Nie potrafię niczego udawać, nie ma we mnie krzty dyplomacji, a może nawet zwykłego rozsądku. Wszystko wydaje mi się bez sensu, straciłem nadzieję, wiarę w efekt moich działań, w to, że coś zależy wyłącznie ode mnie i już nie widzę argumentów dla mojej śmiesznej nadziei. Pozostałem sam z tymi myślami i odczuciami. Dziadkowi o tym nie mówię - choć myślę, że by to zrozumiał - nie chcę go martwić, niech myśli, że jestem szczęśliwy.

     Zamilkł nagle w taki sposób, że nie bardzo byłam pewna, czy czeka na odpowiedź, czy przyszedł tylko, żeby się wygadać. Spojrzał jednak na mnie, był taki smutny.

     - Przypomnij sobie, w jakie cechy charakteru wyposażył cię dziadek. Czy nie znalazła się tam dzielność, "stanie przy swoim?" Twój problem wcale nie jest dziwaczny, konfrontacja z rzeczywistością jest dla młodych, wrażliwych ludzi jak wyciąganie drzazg. Trzeba to robić w dobrym oświetleniu, spokojnie i dokładnie i wcale nie mówię, że to nie boli. Uciekasz od bólu? Nie wierzę. Martwi mnie jednak, że w tej trudnej i ważnej dla ciebie chwili pozbawiasz się najważniejszych sprzymierzeńców - przyjaźni i nadziei.

     Zgoda, przyjaźń jest relacją zwrotną, ale kiedy tak się z różnych powodów nie dzieje, to przecież można zawalczyć. I tu się przyda twoja trochę zapomniana dzielność. Genialnie to sformułował Arystoteles: "przyjaźnią w najwłaściwszym tego słowa znaczeniu jest przyjaźń między ludźmi etycznie dzielnymi". Oznacza to, że obdarzamy kogoś tym uczuciem wyłącznie ze względu na osobę przyjaciela. Przestań się więc mazgaić i w dodatku mówić, że straciłeś argumenty dla swojej nadziei. Nadzieja to wytrwałość w działaniu i pracy nad sobą, to cierpliwość i wewnętrzne skupienie anie rachunek prawdopodobieństwa. Ona idzie łeb w łeb z wiarą i przede wszystkim z miłością.

     - Czy nie widzisz, ty stary koniu, że ane są obok ciebie?

     Pogadaj z Dziadkiem, on czeka na tę rozmowę już dosyć długo i martwi się twoim milczeniem.

Krystyna Holly
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 3/99


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej