Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wielkie kłopoty kryją wielkie szanse

     Proponuję, aby dzisiejsze rozważania były refleksją na temat samowychowania, procesu, który powinien trwać przez całe życie człowieka. Unika się tego tematu, ostatnio nawet w literaturze pedagogicznej. W to miejsce wchodzą propozycje luzu, źle pojętej asertywności, tandetne filozofie sukcesu, psychologiczna metodologia dość skutecznie omijająca istotę cierpienia i głęboko ludzkich problemów.

     Nie uczymy odwagi, dzielności, męstwa. Te słowa dość szybko stają się abstrakcją, a przecież bez nich nie ma samowychowania. Stanąć w prawdzie, wyrazić zgodę na siebie to trudne i czasem po ludzku prawie niemożliwe. Boża psychologia jest w tym zakresie czasem wręcz paradoksalna: coś umiera, żeby coś mogło żyć, coś pęka, żeby się scalić na wyższym poziomie, trzeba przecisnąć się przez ciemny tunel osamotnienia i niepewności, by raptem ujrzeć siebie w nowym, lepszym świetle. Jest to pedagogia nadziei, miłości. One zawsze idą z wiarą.

     Podpisał się - Anzelm i zaraz dodał, że takie głupie imię dali mu rodzice, którzy poza tym faktem mało się nim interesowali. Kiedy miał pół roku zachorował na chorobę Heinego-Mediny. Ze szpitala nikt go nie odebrał, tułał się więc po różnych zakładach leczniczych i rehabilitacyjnych. Dalej napisał tak:

     - Nikomu nie udało się ustawić mnie w pionie i nauczyć stawiania kroków, tak więc moim stałym miejscem życia, myślenia, pracy, a potem twardej walki o. pozycje, o miejsce w świecie ludzi normalnych stał się wózek inwalidzki. Buntowałem się, cierpiałem jak opętany, nie chciałem przyjąć tego faktu do wiadomości, dobijałem do dna rozpaczy, chciałem, aby już wreszcie był ze mną koniec. A miałem wtedy dopiero szesnaście lat. I wtedy stanął obok mnie stary, niezbyt sympatyczny zakonnik. Mówił niewiele, nie rozczulał się nade mną, ale systematycznie uczył mnie być "na plusie". Odkryłem, że potrafię malować, rzeźbić, że matematyka może być przygodą, zainteresowałem się informatyką. Szybko zaczął kurczyć się mój czas poświęcony jałowym rozmyślaniom o nieszczęściu. Wkrótce przestałem myśleć o wózku, o zakładzie, przestałem stawiać pytania: jaki sens ma moje życie i czy jest ktoś, kto mnie kiedykolwiek kochał?

     Robiłem tak wielkie postępy, że zainteresowano się mną. Maturę zrobiłem z wyprzedzeniem, elektronikę również na skróty. Wtedy wrócili z zagranicy moi rodzice, jakiś wewnętrzny przymus kazał im mnie odszukać, choć nic o mnie przez ten czas nie wiedzieli. Płakali, wprost żebrali mojego przebaczenia, prosili, abym z nimi zamieszkał. Poza mną nie mają nikogo. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie jak przez te wszystkie lata tęskniłem za nimi. Przebaczyłem, zamieszkałem z nimi, jest dobrze. Kupili mi samochód, mogę więc dojeżdżać do uczelni, gdzie ponoć mam wysokie notowania w pracy naukowej. Nie podaję szczegółów, ani miasta z wiadomych względów i zresztą nie jest to ważne. Istotne jest to, że mam sporą grupę przyjaciół, że jestem lubiany i szanowany, że mam rodziców, którzy tak bardzo się starają, w końcu, że mam duże (kiedyś upragnione) sukcesy naukowe. Wyszedłem na prostą, szeroko widzę, odważnie patrzę, a jednak... Tu się zaczyna mój problem - ja zaczynam pękać. Nie potrafię znaleźć słowa zastępczego, "pękanie" to najbardziej odpowiednie słowo. Widzę coraz ostrzej, w coraz głębszej perspektywie ludzi, rzeczy i fakty. Najgorsze, że widzę tylko to, co w smudze cienia, a więc małość, nikczemność, egoizm, agresję... marność, marność. Unikam ludzi, ewidencjonuję problemy, sporządzam rachunek strat i niespełnionych osiągnięć. Zastopowałem w działaniu, zmarniała moja motywacja. Stanąłem w jakimś martwym miejscu. Dlaczego? Co robić?

     Witaj Anzelmie! Już wiem, że od teraz dzielność, twórczość i wspaniałomyślność będą mi się kojarzyć z tym wspaniałym imieniem. Wcale nie stanąłeś w martwym punkcie; to jest jedynie przystanek, na którym trzeba cierpliwie czekać, nie spoglądając na rozkład jazdy. Zdezintegrowanie, czyli to co nazywasz "pękaniem" wcale nie musi oznaczać regresu, co więcej - w przypadku tak twórczej natury jak Twoja stanowić może początek nowej, wyższej formy rozwoju osobowego. Trzeba jednak stanąć w ciszy, w prawdzie i dużej odwadze. Robisz to Anzelmie, tylko potrzeba Ci jeszcze zgody na ten stan. Tak naprawdę, to jeszcze nie miałeś czasu na wyrażenie tej zgody. Racz zauważyć, że w poznaniu obiektywnym zasadniczą rolę odgrywają metody bardzo subiektywne, takie jak zdziwienie, niezadowolenie z siebie, zaniepokojenie sobą, poczucie winy i wstydu (często nieuzasadnione), instynkt twórczy, zdolność wczuwa- nia się w stany innych osób i kilka innych mechanizmów. To one decydują o rozwoju osobowości. Czy nie zauważasz tego u siebie?

Krystyna Holly
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 9/99


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej