Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Co to znaczy kochać dziecko?

     - Szukam przyjaciół. Co znaczy "oswoić"?
     - Jest to zupełnie zapomniane pojęcie - powiedział lis.
     -"Oswoić" znaczy "stworzyć więzy".


     A. Saint-Exupery "Mały Książę"

     Co to znaczy kochać dziecko? Według znanego określenia kochać, to znaczy chcieć dla kogoś dobra. Lecz dobro jest pojęciem mało dziś zrozumiałym. Czym jest? W antropologii - dobrem jest to, co odpowiada ludzkiej naturze, co - dlatego właśnie, że jej odpowiada - pobudza do aktywności.

     Kochać - to "poruszyć" ku dobru

     Lecz przecież wiemy, że nie od razu człowiek aktywnie i samodzielnie dąży do 1 tego dobra, które mu odpowiada. Nie od razu, na przykład, dąży się do małżeństwa, choć odpowiada to naturze człowieka. Nie można dziecku tego dobra po prostu dać. Można je nakarmić, ale trudno dać mu na przykład, wykształcenie lub solidny charakter. Zatem kochać dziecko, to znaczy przekazać mu wolę realizacji tego przyszłego dobra. A to oznacza, że trzeba jakoś wytworzyć dążenie do dobra. Na tym w istocie polega wychowanie, które sprowadza się do dostarczenia pobudek, czyli motywów działania. Jak to czynić?

     W pierwszym rzędzie trzeba sobie uświadomić, że dziecko bardzo niewiele wie o tym dobru, którego rodzice dla niego pragną i które dlań czynią. Ale - choć mało wie, bardzo dużo przeczuwa! Przeczucie jest tym sposobem posiadania dobra, jaki dostępny jest dziecku od samego zarania jego rozwoju. Zapytajmy zatem, w jaki sposób powstaje owo przeczucie? U zarania rozwoju dobrem jest tylko to, co wiąże się z własnym organizmem. Dziecko ma dobre samopoczucie, kiedy są zaspokojone jego potrzeby podstawowe: jest najedzone, bezpieczne i wypoczęte. Dziecko może dobro swego organizmu poznawać drogą czucia i świadomie dążyć do tego, by czuć się dobrze. W ten sposób stopniowo świadomie kocha siebie. Jest to już miłość, lecz jest to miłość wąska.

     Przejście od tego, co własne, do tego, co wspólne, dokonuje się poprzez uczestnictwo. Początkowo tylko uczestniczy się w dobru szerszym niż własne. Dzięki uczestnictwu człowiek przeczuwa dobro, które realizuje ktoś inny. Ten "inny" to właśnie rodzic, który kocha, a to oznacza, że realizuje dobro, w którym może uczestniczyć dziecko. Mądrze kochający rodzic zaprasza do uczestnictwa.

     Mądra miłość prowadzi do przyjaźni. Stopniowo dziecko chce tego samego dobra, którego chcieli dlań rodzice, a na tym polega przyjaźń, by dwie osoby chciały tego samego.

     Pierwszorzędnym przykładem takiego dobra, do którego zaprasza się dziecko, jest stół, przy którym spożywamy posiłki. Stół rodzinny spełnia wszelkie wymogi "dobra wspólnego": jest to zestaw pomocy i środków, które dopomagają człowiekowi w jego doskonaleniu się. Według św. Augustyna dobrem jest to, co szersze i bardziej boskie.

     Stół jako dobro wspólne poszerza zakres dóbr i pragnień dostępnych dziecku. Pragnie się być przy stole, przeżywa się, że ma się przy stole swoje miejsce! Jest to zjawisko jakościowo nowe. W psychologii wykazuje się, że dzięki możliwości uczestnictwa aktualizuje się nowa sfera bytu ludzkiego: pojawiają się zjawiska emocjonalne, które nazywamy wzruszeniami.

     Pojawienie się głębokich wzruszeń jest kresem aktywności wychowawczej we wczesnym dzieciństwie. W tym celu stwarza się takie sytuacje wychowawcze, które temu sprzyjają. Jedną z nich, mającą kluczowe znaczenie, jest właśnie sytuacja posiłku przy rodzinnym stole.

     Nie sposób przecenić znaczenia wzruszenia w rozwoju dziecka. Dzięki przeżyciom emocjonalnym dziecko rodzi się do życia w kulturze rodziców. Jak pisze Jan Paweł II w Liście do rodzin, "Wychowawca jest osobą, która rodzi w znaczeniu duchowym".

     A zatem do uczestnictwa we wspólnocie trzeba dziecko wychować. Trzeba je "oswoić" z obyczajami wspólnoty, w której żyje. Do tej myśli kieruje nas również Saint-Exupery. Lis mówi do Małego Księcia: Jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.

     Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... zdaje mi się, że ona mnie oswoiła.

     Saint-Exupery wypowiada słowami lisa ważną prawdę: poznaje się tylko to, co się oswoi. Francuskie słowo "connaitre" (poznać) oznacza też: urodzić się na nowo. W tym znaczeniu można mówić o "drugiej naturze" człowieka. Nie dojrzewa się do tej natury samoistnie lub drogą ćwiczenia. Koniecznym warunkiem narodzenia się do szerszego dobra jest uczestnictwo we wspólnocie miłości rodziców.

     Lecz na tym nie koniec tajemnicy spotkania się z dobrem, które dokonuje się w przeżyciu emocjonalnym (uczuciu). Uczucie ogarnia wnętrze osoby, zapładnia wolę i intelekt. Jak trafnie zauważył Saint-Exupery - "dobrze widzi się tylko sercem". "Dobrze widzi się" oznacza tu, iż ..widzi się dobro"! Uczuciem ogarnia się szersze dobro, zaś intelektem pojmuje się je głębiej.

     Stopniowo przeżycie uczuciowe pobudza wewnętrznie (motywuje, po polsku: "porusza") do obiektywizacji wartości. Dziecko interesuje się tym, co wiąże się z wartościami, w których uczestniczy. A obiektywizując to, co ma dlań znaczenie, dziecko stopniowo uczestniczy w dobru coraz aktywniej. Nie tylko poznaje dobro/ wartość, ale podejmuje pewne formy współpracy. Mówimy, że dziecko uczy się nowych zachowań. W zabawie widzimy to w sposób klarowny. Dziecko nie tylko uczestniczy w dobru i przeżywa je, lecz aktywnie naśladuje życie wspólnoty. W końcu zaś przyjdzie czas, że od zabawy przejdzie do realizacji dobra. Człowiek dojrzały nie tylko przeżywa wartości, lecz samodzielnie dąży do realizacji dobra, które we wczesnym dzieciństwie poznał drogą uczestnictwa i naśladownictwa.

     Podsumujmy: na trzy sposoby udostępnia się dobro wspólne wychowankowi. Najpierw na zasadzie uczestnictwa, potem na zasadzie współpracy, a w końcu na zasadzie sprzyjania samodzielnej realizacji dobra przez dziecko.

     Znaczenie władzy rodzicielskiej

     W pierwszej części staraliśmy się zrozumieć, co znaczy chcieć dobra dla dziecka. Chodzi o poszerzenie zakresu dostępnego mu dobra. Trzeba do tego dobra dziecko podprowadzić, trzeba uczynić dziecko zdolnym do przeżywania go i realizacji. Znowu ładne określenie Saint-Exupery'ego: lecz zrobiłem go swoim przyjacielem. Jako rodzice "uprawiamy" glebę natury dziecka, czyli wychowujemy je.

     Lecz pojawia się drugi aspekt tych treści, tj. aspekt ich realizacji. To wymaga analizy słowa "chcieć". Mówimy przecież, że kochać to "chcieć dobra dla drugiego".

     Rozumiemy, że wychowanie jest potrzebne. Lecz czy wychowujemy? Wymaga to oczywiście od nas pewnej możności, czyli władzy pozwalającej na czynienie dobra. Władzę taką nazywamy wolą. Jeśli " czytamy - w pracy K. Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność" - że w rodzinie rodzice sprawują władzę rodzicielską, a każde z nich na swój sposób - ojciec i matka, to rozumiemy, że Autor odwołuje się w tym momencie do pojęcia woli. Jaka jest funkcja woli?

     Św. Augustyn sformułował znane wezwanie: kochaj i zrób to, co chcesz! Jest to swoiste ponaglenie. Nie należy rozumieć tego pospolicie: kochaj i rób to, co chcesz; to co nasuwa sytuacja, nastrój itd. (bo miłość rzekomo wszystko usprawiedliwia). "Kochaj i zrób" oznacza: chciej dobra i swój zamiar konsekwentnie zrealizuj. A z tym jest bardzo wiele trudności.

     Po pierwsze, zamiar jest aktem woli, zaś do jego realizacji zmierza się poprzez zaangażowanie uczuć. Uczucia nie zawsze są dobrymi współpracownikami woli. Innymi słowy: uczucia nie zawsze są zintegrowane przez wolę. A bywa nierzadko i tak, że uczucia zupełnie przejmują władzę nad wolą i w konkretnej sytuacji zamiary są zawieszane na kołku. Czasem, kiedy wyjaśnia się rodzicom, że karcenie dziecka wymaga działania spokojnego, a nie emocjonalnego, pojawia się szczere oburzenie: "owszem, kiedy się zdenerwuję, to czasem mogę dziecko ukarać, ale zeby tak na spokojnie? Nie jestem bez serca".

     A zatem pierwsze wymaganie: reprezentować dobro wspólne niezależnie od swych humorów i zmiennych okoliczności dnia codziennego.

     Ale jest drugi wymiar realizacji, związany z osobą dziecka. Dobro wspólne ma służyć doskonaleniu natury osoby, która się rozwija. A zatem trzeba wielkiej rozwagi i rozsądku, by przybliżać to dobro wychowankowi. Powiemy za Sienkiewiczem, że "trzeba umieć chciec' I Potrzebne jest uwzględnienie struktury rozwojowej dziecka Miłość jest zawsze ta sama z uwagi na cel (szczęście osoby, jej doskonałość i świętości, lecz zawsze zmienna gdy chodzi o środki. Problem w tym, by środki były adekwatne do celu i by były adekwatne do aktualnych możliwości wychowanka. W Familiaris Consortio znajdujemy sformułowanie: "prawo stopniowości", lecz nie "stopniowość prawa". Z celu zrezygnować nie wolno, lecz cel ten osiąga się stopniowo i różnymi środkami.

     Jakie są zagrożenia powołania rodziców?

     Mądra miłość prowadzi do przyjaźni. Stopniowo dziecko chce tego samego dobra, którego chcieli dlań rodzice, a na tym polega przyjaźń, by dwie osoby chciały tego samego. Motto tego artykułu ma sugerować, że przyjaźń staje się "zapomnianym pojęciem". Powody takiego stanu rzeczy są już częściowo nazwane: oderwanie się od pojęcia dobra i związana z tym bezwolność, czyli wyzbywanie się władzy rodzicielskiej.

     Przytoczmy ostatnią myśl Saint-Exupery'ego: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobra nie można pokazać palcem, dobro trzeba reprezentować tak, by umożliwiać dziecku uczestnictwo. Zatem na rodzicach spoczywa wielka odpowiedzialność. Mają być dobrzy, by sprawować władzę poprzez dobro.

     Dziś pojawiają się jednak pomówienia miłości o przeróżne szkody, na jakie rzekomo naraża dziecko. Władza rodzicielska jest zła, gdyż ogranicza naturalną spontaniczność, co ma być porażką dziecka. W myśl tych poglądów należy zatem dziecko "wyzwolić" spod tej władzy. Lecz jest to próba wyzwolenia rodziców z ich powołania do miłości. W praktyce idea wychowania bez porażek jest totalną porażką wychowania. Dziś często zapomina się, że wychowanie to wyjątkowe "działanie" dobra na wolę. W konsekwencji - pojęcie dobra i miłości spycha się poza obręb teorii i praktyki wychowawczej, na rzecz choćby technik komunikacji. Jest to jednak komunikacja nie prowadząca do zawiązania się komunii osób, bo brak jest dobra wspólnego. Wraz z tym mamy rzesze rodziców, którzy nie są już wychowawcami, gdyż są coraz bardziej bezwolni.

     Konsekwencją bezwolności rodziców jest - i musi być - przemoc. Jak mawiał ks. Bosko - są tylko dwa systemy wychowawcze: prewencyjny i represyjny. Prewencją jest przybliżyć dziecku dobro przez sprawowanie władzy rodzicielskiej. Chodzi o wspomniane trzy kroki: najpierw w przeżyciu dobra w sytuacji uczestnictwa, potem w możliwości współpracy dla dobra, a w końcu w podejmowaniu powołania dla dobra wspólnego.

     Jeśli wrażliwość na dobro się nie rozwinie, to jedyną drogą walki z szerzącym się egoizmem będzie represja. Represja nie wychowuje, lecz odstręcza i hamuje naturalne reakcje. Jest to oczywiście krzywda dla dziecka, gdyż ponosi ono konsekwencje tego, że nie zostało wychowane.

Henryk Jarosiewicz

GŁOS DLA ŻYCIA
nr 4(51) lipiec/sierpień 2001


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej