Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wychowywać rodziców?

     Temat wydaje się kontrowersyjny, ale gdy spojrzymy na społeczeństwo, gdy przeczytamy najprostsze wykazy statystyczne (w samym 2008 roku około 100 tysięcy dzieci zostało pokrzywdzonych przez rozwód ich rodziców, a szkody spowodowane przez inne przyczyny?), to wtedy pozostaje tylko postawić pytanie - kto ma tych rodziców wychowywać?

     Odruchowo odpowiedzielibyśmy: "kompetentni ludzie". Czyli kto? Pedagodzy z Poradni (jak nasza)? A ilu rodziców przyjdzie o cokolwiek zapytać? Inni - trochę bardziej sceptyczni - powiedzieliby "rodziców należy zacząć wychowywać dwadzieścia lat przed ich narodzeniem", czyii trzeba zacząć od dziadków, którzy będą umieli wychować swoje dzieci, aby te podobnie mądrze podjęły swoje obowiązki wobec następnego pokolenia. No tak, zdanie jest mądre, ale to już po fakcie, aktualnie jest wielu niedojrzałych rodziców, którzy mało kogo chcą słuchać.

     Na podstawie kilkuset rozmów z dziećmi i młodzieżą wysuwam wniosek, że największe - chyba - szanse na wychowanie rodziców mają... ich dzieci.

     Popatrzmy na przykłady:

     Mieszkaliśmy - od mego urodzenia - w Parafii, gdzie ksiądz Proboszcz wprowadził zwyczaj, że dzieci przyjmowały Pierwszą Komunię Świętą pomiędzy rodzicami, obok rodzeństwa i reszty krewnych. Po prostu podczas uroczystej Mszy Świętej w ten sposób podchodzono do Stołu Pańskiego. Każde z dzieci ze swoją rodziną, potem następne i następne. Dość wcześnie zauważyłem, że moi rodzice nie podchodzą do Komunii Świętej, ale poważną rozmowę odbyliśmy dopiero jak byłem w pierwszej klasie. Zapytałem, dlaczego nie przyjmują Eucharystii i dowiedziałem się, że nie zawarli Sakramentu Małżeństwa. Na to znów dociekałem pytając, czy mogą mieć ślub kościelny - w odpowiedzi powiedzieli, że mogą. Niedużo wtedy chyba jeszcze z tego rozumiałem, aie nie chciałem, aby koledzy podchodzili do Komunii Świętej z rodzicami, a ja tylko koło dziadków. Powiedziałem dość stanowczo: "Daję Wam rok. To sporo, powinniście zdążyć!". Rzeczywiście, dwa tygodnie przed planowanym terminem Pierwszej Komunii Świętej moi rodzice zawarli Sakrament Małżeństwa.

     Od tamtych dni minęło już ponad dziesięć lat, za rok kończę studia, ale w naszej rodzinie utarł się dobry zwyczaj, że dajemy sobie czas na zmianę tego, co złe - i rodzice, i my stawiamy sobie zadania. Między innymi mama musiała rzucić palenie, a tata nauczył się pukać, wchodząc do cudzego pokoju.

     No i ja też musiałem sporo zmienić "jak wszyscy, to wszyscy, babcia też". - Janek.

     Zawsze żałowałem, że nie mam ani brata, ani siostry, ale nie miałem o to do nikogo pretensji, rodzice dość wcześnie wytłumaczyli mi, że bardzo chcieli mieć więcej dzieci, tylko warunki zdrowotne na to nie pozwoliły. Ale bardzo mi przeszkadzało, że na mnie się skupiły starania opiekuńcze rodziców wystarczające do rozdzielenia pomiędzy kilkoro rodzeństwa. Zwłaszcza mama starała się robić za mnie wszystko i osłaniać mnie przed każdym - nawet wyobrażonym - zagrożeniem. Może, jak byłem w szkole podstawowej, to nawet tego nie dostrzegałem, ale w gimnazjum to było nie do wytrzymania. Nie mogłem wychodzić na dwór tak, jak moi koledzy, "bo mi się może coś stać", nie umiałem prawie nic zrobić w kuchni, bo, "po co dziecku zajmować czas, niech się bawi" i tak dalej.

     Przełomem był obóz, na który wyjechałem po pierwszej klasie gimnazjalnej (cud, że rodzice zgodzili się na ten wyjazd, ale to w większości zasługa cioci, która powiedziała, że jak mnie nie puszczą, to zacznę być dziki i przestanę być akceptowany przez kolegów). Na tym obozie najadłem się wstydu, bo jak przyszła kolej na dyżur w kuchni, to okazało się, że jako jedyny nie umiem obierać ziemniaków, bo nigdy tego nie robiłem. Nawet bardzo się ze mnie nie śmiali, raczej patrzyli ze współczuciem.

     Wziąłem się za ten temat zaraz po powrocie. Nie złościłem się nawet, tytko cierpliwie tłumaczyłem. Dziś jestem normalny! - Paweł

Małgorzata z Poradni Rodzinnej

Dwutygodnik Młodzieży Katolickiej
Nasza Droga, nr 573


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej