Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Sekty ufologiczne

     Pamiętamy jeszcze lata 90. i widok komety Hale-Boppa na tle gwiaździstego wiosennego nieba. Podczas gdy wiele osób na całym świecie znajdowało się pod niezaprzeczalnym urokiem tego niecodziennego zjawiska, 39 członków sekty "Bramy Niebios" potraktowało kometę jako swojego "anioła śmierci".

     Popełnili oni zbiorowe samobójstwo w przekonaniu, iż w ślad za kometą (która miała być zwiastunem końca świata) podąża statek kosmitów, na którym zostaną przeniesieni w bezpieczne miejsce we wszechświecie.

     Jest to skrajny przykład dramatu, do jakiego może doprowadzić "nieszkodliwa", jak by się do tej pory wydawało, wiara w wizyty przybyszów z kosmosu, specyficzny "kult kosmitów".

     Korzenie tego socjologicznego zjawiska sięgają do Anglii. Sto lat temu pisarz H. G. Wells napisał powieść z gatunku science fiction pt. Wojna światów. Opisując w niej planowaną przez kosmitów inwazję na Ziemię, zapoczątkował swoistą modę na tę tematykę. W 1938 r. Orson Welles wyemitował tę powieść przez radio, powodując panikę wśród znacznej liczby słuchaczy. Słuchowisko było zrealizowane tak realistycznie, iż zostało przez wielu odebrane jako autentyczny reportaż z najazdu Marsjan na naszą planetę. W konsekwencji ludzie zaczęli masowo uciekać, wybuchła panika.

     Dziewięć lat po tym osławionym słuchowisku, w czerwcu 1947 r. amerykański pilot Kenneth Arnold publicznie oświadczył, że widział "latające talerze". Od tego sensacyjnego, jak na owe czasy, stwierdzenia wiara w tajemniczych przybyszów z kosmosu zaczęła rozwijać się we wzmożonym tempie. Latających spodków też jakby nagle zaczęło przybywać (kolejna inwazja?).

     W 1952 r. polski emigrant George Adamski (pracujący w niewielkiej kawiarence w pobliżu obserwatorium astronomicznego Monte Palomar) oświadczył, iż spotkał przybysza z Wenus, z którym do tej pory utrzymuje kontakt telepatyczny.

     Miał to być pierwszy odnotowany przypadek bezpośredniego kontaktu z przybyszami z innych planet. Do dzisiaj takich spotkań również jakby się namnożyło. Moda na nie dotarła także do Polski.

     Niedawno czytałem w jednej z popularnych gazet (bynajmniej nie w "Skandalach") o pewnym bezrobotnym ślusarzu spod Warszawy, który zdecydowanie twierdził, że ma dziecko z ... kosmitką. Dziwi natomiast, iż mimo stosunkowo drogich biletów na wrocławskie UFO Forum (25 zł), sala Domu Kultury była przepełniona. Wspomniany "kosmiczny tatuś" był (o dziwo!) obleganą przez tłum łowców autografów "gwiazdą programu". Zagadnienie wiary w kontakty z przybyszami z kosmosu można w zasadzie traktować z pewnym przymrużeniem oka, gdyby nie fakt powstania sekt praktykujących tzw. "kult kosmitów". Do tego typu sekt należały wspomniane "Bramy Niebios". Była to jednak niewielka sekta i gdyby jej członkowie nie popełnili zbiorowego samobójstwa, zapewne mało kto by o niej słyszał.

     Inaczej ma się sprawa z bardzo popularną na Zachodzie, a szczególnie w USA, sektą o nazwie "Kościół Subgeniusza". W przeciwieństwie do "Bram Niebios" jest ona dosyć liczna (około 300 tys. wyznawców). Jej założycielem jest biznesmen I. R. Dobbs, który w celu "ratowania Ziemi" podjął się mediacji z przedstawicielami innych planet. Gdyby jednak coś nie wyszło i Ziemia byłaby zagrożona, członkowie "Kościoła Subgeniusza" już teraz posiadają zarezerwowane miejsca na pokładach kosmicznych pojazdów. Nimi to bowiem mają się udać na sprzymierzone planety.

     Jeżeli ktoś pragnie przystąpić do tych wybrańców, powinien wpłacić pieniądze na konto tego "Kościoła". Dobbs jednak zapewnia, iż oczekuje tych pieniędzy tylko i wyłącznie dlatego, że "na nich jest odciśnięty charakter duszy adepta". No cóż...

     Inną znaną sektą ufologiczną, która - w odróżnieniu od poprzedniej - ma swoich zwolenników także w Polsce, jest "Ruch Raeliański". Założycielem jest francuski dziennikarz (specjalność: sporty samochodowe) Claude Vorihlon. W roku 1973 miał spotkać istoty pozaziemskie, z którymi umawiał się na kolejne spotkania. Podczas tych spotkań kosmici mieli mu wyjaśnić "prawdziwe znaczenie Biblii". W myśl owych "nauk" przybysze stworzyli człowieka w swoim laboratorium. Następnie umieścili go na ziemi w ośrodku badawczym zwanym "Eden". Uwaga: przybysze nazywali się "Elohim" (jest to, jak wiadomo, imię Boga występujące m.in. w Księdze Rodzaju). Jeśli chodzi o szatana, miał on stać na czele opozycji, po rozłamie w szeregach kosmitów. Jezus też "był synem i posłańcem przybyszów z kosmosu..." itd., itp.

     Jak przystało na wybrańca "ufoludków", Vorihlon założył spośród grona zwolenników swojej "ufologiczno-biblijno-fantastycznej" teorii grupę MADECH ("Ruch Dla Przyjęcia Istot Pozaziemskich") i wkrótce przybrał imię Rael (Zwiastun) oraz zmienił nazwę grupy na "Ruch Raeliański".

     Jeżeli chodzi o stronę etyczną działalności tej sekty, to króluje tam dosyć znaczna amoralność. Rodzina i małżeństwo są dla nich przeżytkiem. Natomiast różnego rodzaju perwersje seksualne czy eutanazja to wyznaczniki przyszłości. Nietrudno zauważyć, że w doktrynach "raelian" miejsce Boga zajęli kosmici. Biblia została potraktowana jako "zasłona dymna" do przemycania obcych - nie tylko chrześcijaństwu - teorii.

     Niestety, wielu chrześcijan wciąż daje się na te pseudonaukowe bajeczki nabierać. "Raelianizm", przypisujący sobie szczytne miano "naukowej religii trzeciego tysiąclecia", ma swoją główną siedzibę w Genewie. Polska siedziba sekty mieści się w Ostródzie. Ośrodek ten rozprowadza książkę Raela pt. Przekaz dany mi przez przybyszów z Kosmosu.

     Z różnego rodzaju sekt ufologicznych chciałbym wymienić jeszcze występujące tylko w Polsce "Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi Antrovis". Założył je 12 czerwca 1990 r. (usunięty z Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego) Edward Mielnik. O sekcie zaczęło być głośno, gdy w maju 1995 r. policja wyłowiła z Odry okaleczone ciało jednego z członków "Antrovisu" (miał wycięte genitalia - i to jeszcze za życia, jak wykazała sekcja zwłok). Żona ofiary zeznała, iż mąż często jeździł na szkolenia do różnych ośrodków sekty i wracał z nich bardzo zmieniony. Panicznie czegoś się bał oraz głosił, że już wkrótce nastąpi koniec świata. Tylko członkowie "Antrovisu" mieli być z tego kataklizmu uratowani.

     Po tym tajemniczym "wypadku" na policję zaczęli zgłaszać się inni ludzie, którzy w różny sposób zostali przez działalność "Antrovisu" pokrzywdzeni. Okazało się, iż kilka osób powiązanych z sektą zniknęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedna z matek, której syn, uczeń klasy maturalnej, był członkiem tej sekty i na początku marca 1993 r. zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, wyznała, że czegoś się on bardzo bał. Stosował ścisłą dietę, a gdy w maju 1992 r. kosmici nie przybyli (o czym święcie zapewniał Mielnik), popadł w depresję. Próbując walczyć z ogarniającym go przerażeniem, nagrał na taśmę magnetofonową zdanie: "Nigdy niczego nie będę się bał!" Strach był jednak silniejszy. Do chwili "zniknięcia" ani na moment nie zdejmował butów i kurtki, bowiem czekał na godzinę "X".

     Na taśmie, która jest w posiadaniu matki zaginionego chłopca, Edward Mielnik podczas jednego z wykładów przekonywał swoich słuchaczy: "Dziecko jest własnością kosmosu. Jeżeli jego dorobek indywidualny jest zagrożony przez rodziców, tradycję, religię, to dziecko znika, dostaje ochronę i opiekę, jest przenoszone w inną siatkę czasoprzestrzeni". Matka ustaliła, że w dniu zaginięcia syn telefonował do siedziby "Antrovisu" i przerażony twierdził, iż jest prześladowany przez kosmitów, którzy chcą go otruć. Była to ostatnia informacja od niego.

     Miałem okazję przesłuchać jedną z taśm nagranych podczas wykładu Mielnika. Mówił m.in. o żyjących pośród nas ludziach, którzy mają wszczepione przez kosmitów implanty. Szef "Antrovisu" twierdził, że Słowianie, a w szczególności Polacy, są "ludem wybranym" przez kosmitów.

     Dziwię się, że wśród zwolenników "Antrovisu" jest wiele osób wykształconych (dziennikarze, lekarze, artyści), w tym również politycy. Niektórzy nawet oddali sekcie swoje majątki.

     Zestawiając ze sobą doktryny różnego rodzaju sekt "ufologicznych", łatwo możemy zauważyć co najmniej trzy cechy wspólne występujące w większości tych grup. Są to:

  1. Wizja zagłady Ziemi - nasza planeta ma być zniszczona przez wojnę nuklearną lub inwazję z wrogiej nam planety.
  2. Wiara w ratunek z kosmosu - uratowani przez kosmitów mają być tylko członkowie danej grupy.
  3. Kosmiczne objawienie - założyciele sekty mieli otrzymać bezpośrednie pouczenie od przybyszów z kosmosu, które legło u podstaw doktrynalnych nowo powstałej grupy.
     Należy jeszcze dodać, iż wiele z tych grup jest wrogo nastawionych do nauki Kościoła katolickiego. Niektóre działają nielegalnie, jak chociażby "Antrovis", który oficjalnie wyrejestrował swoją działalność, czy "Scjentologia", której działalność w wielu krajach jest prawnie zakazana (w Polsce działa pod przykrywką niektórych "Gabinetów Odnowy Biologicznej").

     Powinniśmy sobie uświadomić, że doktryny sekt ufologicznych nie mają nic wspólnego z Ewangelią. Jakże więc aktualnie brzmią słowa Listu św. Pawła do Tymoteusza: "Głość naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli, Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom" (2 Tm 4,2-4).

Grzegorz Fels
Rycerz Niepokalanej, nr 498


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej