Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kiedy powstali i skąd się biorą Świadkowie Jehowy?

Kiedy powstali Świadkowie Jehowy? Jak podaje jedna z licznych ich ulotek reklamowych, ruch ten sięga swoim początkiem lat siedemdziesiątych XIX stulecia. W takiej perspektywie wydaje się on kopciuszkiem w porównaniu z religią katolicką, starszą o ponad 1800 lat.

Charles Taze Russell - założyciel tej sekty urodził się w 1852 r. w Allegany w Stanach Zjednoczonych w rodzinie kupieckiej. W swoim życiu czterokrotnie zmieniał wyznanie, by wreszcie założyć odrębną sektę dla której napisał założenia doktrynalne. Zawarł w nich jednak doświadczenia i wiedzę zaczerpniętą z doktryn protestanckich kościołów, w których uczestniczył przed założeniem swojej sekty.

Russel był nie tylko ojcem duchowym rozrastającego się w szybkim tempie ruchu, lecz także radzącym sobie doskonale z handlem i reklamą synem kupca. Założył on w roku 1881 Towarzystwo Wydawnicze Strażnica Syjońska, które stało się ramieniem szerzącego się ruchu, umożliwiając rozprzestrzenienie się jego zasad po całym świecie. Świadkowie Jehowy wykorzystali tragedie jakie w XX wieku nawiedziły świat. Obie wojny miały być jakoby przepowiedziane przez wieszczów Jehowych, odczytane przez nich z kart Pisma św. Wielu przestraszonych i zdezorientowanych ludzi dało wiarę tym przepowiedniom o zbliżającym się końcu świata i obietnicom zbawienia w szeregach Świadków Jehowy.

Nigdy wcześniej nie miałem niestety możliwości spotkapia i rozmowy z badaczami Pisma Św., bo takiej nazwy również używa ten ruch, gdyż interesują mnie oni jako ludzie. Chciałem wiedzieć czym kierują się podejmując swoją misjonarską pracę, narażając się często na obelgi, wyrzucenie za drzwi i groźby pobicia? Dlatego z zainteresowaniem udałem się w dniach od 9 do 12 sierpnia 1990 na stadion X-lecia, aby uczestniczyć w spotkaniu pod hasłem "czysta mowa", w którym wzięli udział również wyznawcy ze Związku Radzieckiego.

Pierwszym zaskoczeniem była ogromna czujność ze strony służb porządkowych, być może podyktowana chęcią zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom spotkania. Pytaniom nie było końca: skąd pochodzę, dlaczego nie mam znaczka rozpoznawczego, od kogo dowiedziałem się o zjeździe, dlaczego przyszedłem. Seria tych pytań w różnych odmianach pojawiła się kilkakrotnie, zanim dotarłem na miejsce na trybunach stadionu. W stan porządkowego pogotowia było postawionych kilkaset osób, ale trzeba przyznać, że porządek był prawie wojskowy. Elegancko ubrani panowie i panie, skromnie i bez ekstrawagancji, co jak się później dowiedziałem stanowiło element świadectwa, jakie mieli dawać uczestnicy zjazdu nawet w drodze na stadion. Każdy niemal ze Świadków Jehowy miał przed sobą notatnik, a wielu posiadało też Pismo Św., w którym skrzętnie coś notowali i odnajdywali używane w referatach cytaty i ciekawsze myśli. Wszyscy byli skupieni i zasłuchani choć nie wyczuwało się żadnego napięcia, czy przeżycia religijnego. Był to raczej pewien rodzaj sympozjum, na którym porusza się istotne sprawy.

Czułem się zawiedziony, bo chociaż referaty były dość sugestywne.

to nie chwytały za serce, nie budziły żadnych uczuć, nie czułem w tym ani świętości, ani tajemnicy, gdyż słowa Pisma Świętego znałem nie od dziś. Skojarzyłem to z głuchym pękniętym garnkiem, który wydaje przeraźliwy dźwięk, całkiem odmienny od dzwonu, który chwyta za serce, podnosi na duchu, wyzwala radość. Nie wiem, może trzeba być Świadkiem Jehowy, aby czuć coś wzniosłego i przeżywać takie spotkanie. Niektóre wszakże z poruszanych tam problemów nazwałbym aktualnymi i ważnymi, np,: sprawa odbudowy godności rodziny, modlitwy codziennej, studium Pisma św. w rodzinie. Jednak prezentowane tam publicznie świadectwa ludzi młodych, a także pouczający dramat wydały mi się lichą propagandą na niskim poziomie. Raziła mnie i denerwowała powierzchowność, wielkie uproszczenia i uogólnienia. Myśli jakie można wysnuć z tego przedstawienia były następujące: jeżeli będziesz przestrzegał wszystkich przykazań, nakazów i zakazów, jakie my ci podajemy, to przejdziesz przez życie bez najmniejszych problemów, a wszystkie cierpienia ustąpią niemal jak ręką odjął, w sposób prawie cu- downy. Wspaniała recepta na życie, mogło by się wydawać, lecz nie zgadza się z nauką Chrystusa o krzyżu i cierpieniu. Jest to obiecanie czegoś, czego nawet sam Chrystus nie obiecywał swoim wyznawcom i Apostołom, a nawet przestrzegał ich, że będą prześladowani z powodu głoszonej nauki, mówił o cierpliwym noszeniu krzyża i obiecał szczęście w niebie. Dlatego śmieszyła mnie trochę finałowa scena, w której młody człowiek wybiera zasady Jehowy, a jego życie od tej pory stało się szczęściem. Raziło mnie to sztucznością i pretensjonalnością.

Chciałbym dotknąć teraz problemu, który dotyczy może szczególnie sekty Świadków Jehowy. Jest to pewien zasadniczy błąd, który popełnia wiele grup i to nie tylko religijnych. Nie bez przyczyny nazywam Świadków Jehowy sektą, gdyż w ich nauce zawarte jest właśnie błędne przekonanie o własnej wyjątkowości, a nawet nadprzyrodzo- ności. Wyraźnie bowiem dzielą świat na lepszy, do którego należą oni i gorszy, który oni z pogardą odrzucają. Czyny Świadków Jehowy mogą być niezrozumiałe i nieap- robowalne przez świat - tłumaczą - gdyż są to czyny nowego świata, który ma nadejść z Chrystusem. Jest to wspaniała teoria podbudowująca własną nieomylność. Dlatego odcinają się oni od wszelkiego ekumenizmu, czy jakiejkolwiek rzeczowej dyskusji. Ich metodą jest bowiem przekonywanie innych, a nie dialog. Jeżeli ktoś przedstawi im nawet rzeczowe pytania, problemy, czy wątpliwości, nie zdoła w nich zachwiać przekonania o nieomylności własnej, jedynie słusznej nauki, bo ich mowa jest czysta, nasza natomiast jest mową złego świata, świata, który trzeba odrzucić.

Nie jest moim cejem szczegółowe zajęcie się nauką Świadków Jehowy. Zastanawia mnie natomiast, na czym polega sprawa ogromnej popularności tej, rozwijającej się z dużym dynamizmem, sekty. Nie wierzę bowiem w materialne jedynie dążenia członków tego ruchu. Chociaż dotacje finansowe z Zachodu są oczywiste: choćby darmowe rozdawanie różnych czasopism reklamowych i różnego typu wydawnictw, bogato ilustrowanych, wydanych na wspaniałym papierze, a to, jak wiemy, przecież drogo kosztuje.

Natomiast pewien wyższy standard życia jehowitów może wynikać często z rygorystycznie przestrzeganych zasad powstrzymywania się od alkoholu i nikotyny, co w wielu naszych rodzinach pochłania niekiedy ponad połowę dochodów. Nie prowadzą też oni wystawnego tzw. światowego stylu życia. Myślę jednak, że o popularności Świadków Jehowy w Polsce (a także innych sekt zarówno protestanckich, muzułmańskich czy innych), decyduje złożona sytuacja społeczna. Wielu ludzi czuje się bezradnymi atomami anonimowej masy i to nie tylko w społeczeństwie, ale przede wszystkim w Kościele. O ile postawa anonimowości była potrzebna do przetrwania w okresie komunizmu, to teraz wielu ludzi, szczególnie młodych zaczyna szukać swojej indywidualności. Są to niejednokrotnie działania prowadzone na ślepo, bez rozeznania swoich potrzeb duchowych. Dlatego popularne stają się grupy z pogranicza, albo sekty religijne, które łączą swoich członków silnymi więzami organizacyjnymi czy doktrynalnymi. Daje to wrażenie siły, jedności, wspólnoty, realizuje najgłębszą tęsknotę stłamszonego człowieka. Są możliwością prezentacji swojej inności na tle codziennej szarości.

Przed wspólnotą Kościoła katolickiego staje więc zadanie, aby przywrócić człowiekowi jego indywidualność, aby nie był on tylko człowiekiem z tłumu, jednym z ciemnych, anonimowych parafian. I to zarówno w życiu parafialnym, jak też w czasie liturgii Mszy Św., która ma być spotkaniem wspólnoty jednoczącym ją, ale jednocześnie musi się w niej wyrażać osobiste spotkanie człowieka z Bogiem, swoisty dialog. Każdy z wierzących powinien to rozumieć i przeżywać. Mam niestety wrażenie, że namiastkę takiego poczucia wspólnoty, odpowiedzialności, osobistego włączenia w sprawy Boże, w ich poznanie i głoszenie, daje wielu swoim członkom ruch Świadków Jehowy. Być może to jest to, czego nadaremnie szukali w Kościele? Pozostaje więc wciąż przed Kościołem katolickim sprawa wyzwania, jakie stawiają mu konkretne potrzeby i niedostatki dzisiejszego człowieka, na które trzeba odpowiadać, w sposób chrześcijański, zgodny z nauką Chrystusa, ale konkretnie i owemu pogubionemu w świecie człowiekowi życzliwie.

kl. Wojciech Juszczuk SAC


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Nawrócony zbrodniarz - świętym?Nawrócony zbrodniarz - świętym?

Problematyka masonerii współczesnejProblematyka masonerii współczesnej

Jaka była rodzina św. Maksymiliana KolbeJaka była rodzina św. Maksymiliana Kolbe

Sprawdzian z uczciwościSprawdzian z uczciwości

Życzenia dla kapłanaŻyczenia dla kapłana

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej