Emigracja rodzi moralny dług wobec ojczyznyJest ogólnoświatową prawidłowością, że bogate ośrodki naukowe, lekarskie i techniczne ściągają najlepsze umysły z całego świata. Każdy, kogo stać na osiągnięcia, kto ma pomysły, patenty, szczególne zdolności, pragnie pracować na najlepszym sprzęcie, w najlepszych laboratoriach, w wiodących zespołach, z dostępem do najnowszej literatury tematu itd.Drenaż mózgówMaria Skłodowska-Curie nigdy by nie dokonała swych odkryć w Królestwie Kongresowym, gdzie się urodziła. Jej osiągnięcia to osiągnięcia francuskiej nauki. We Francji się uczyła i tam stworzono jej warunki do twórczej pracy. Z Kopernikiem było zupełnie inaczej. Wtedy Polska była krajem wiodącym. Jego odkrycie jest owocem krakowskiej szkoły astronomicznej i osobistego wysiłku twórczego. Owszem, uczył się we Włoszech, ale nie astronomii, tylko przedmiotów humanistycznych. Instrumenty pomiarowe tworzył sam. Jest to osiągnięcie nie tylko Polaka, ale i polskiego środowiska naukowego.Osiągnięcia w dziedzinie kultury i nauki czy techniki odgrywają ogromną rolę polityczną. Krajem, z którego pochodzą twórcy, trudno pogardzać. Jeżeli się słyszy coś złego o jakimś kraju (a o Polsce wiele złego mówi się dziś po świecie), a zna się z tego kraju kogoś poważnego, kogoś kto się liczy w uprawianej czy znanej dziedzinie, to te złe opinie są amortyzowane. Natomiast gdy w danym kraju nie ma nikogo, o kim by się pozytywnie słyszało, to opinię urabia wroga propaganda. By jednak ta amortyzacja funkcjonowała, by osiągnięcia mogły być uznane za polskie, Polak taki musi funkcjonować jako Polak. To, że prof. Andrzej V. Schally otrzymał w 1977 r. nagrodę Nobla z medycyny, idzie na konto nauki amerykańskiej. Ani w Polsce, ani po świecie nie ma to żadnego znaczenia, że Schally urodził się Polakiem. Zupełnie inaczej jest, gdy światową sławę zdobywa prof. Tołpa, Krystian Zimmerman czy Boniek. Aspekt moralnyZ całym tym zagadnieniem przechwytywania talentów łączy się aspekt moralny. Nim ktoś osiągnie liczącą się pozycję, ktoś inny musi go wykształcić, wychować. To kosztuje. Człowiek pracuje zawodowo mniej więcej połowę życia. Resztę czasu albo się uczy, albo jest na emeryturze. Nie jest moralnie obojętne, kogo się obciąża swoim wychowaniem i swoją emeryturą, a komu świadczy pracę.Jest coś niemoralnego w sytuacji, gdy kraje bogate ściągają młodych wykształconych ludzi z krajów biednych i zatrzymują ich u siebie, niczym nie rekompensując poniesionych kosztów wykształcenia. Dawne kraje kolonialne, szczególnie Anglia, pełne są kolorowych lekarzy i inżynierów, którzy przyjechali do Anglii na staż czy studia i zostali. Zostali, bo zapoznali się z technikami, których w rodzinnym kraju nie będą w stanie zastosować. Taki lekarz z Indii czy Pakistanu, przyuczony do pracy w angielskim szpitalu, nie ma ochoty wracać do rodzinnego środowiska, gdzie 10000 ludzi korzysta z jednej studni, a chorzy umierają na ulicach. To środowisko nędzy w nadziei lepszej przyszłości wykształciło go, wysłało na staż zagraniczny, by powiększył swą wiedzę i praktykę,... i straciło go. W imię wolności osobistej nikt nie zmusza go do powrotu. Przymus moralny nie działa. Kiedyś europejskie metropolie dawały krajom kolonialnym swoje najaktywniejsze jednostki, dawały postęp. Dziś odbierają byłym koloniom najbardziej twórcze jednostki. Oto jeden z objawów neokolonializmu. Pozbyto się kłopotów politycznych, utrzymano dostawy tanich surowców, a na dodatek ogałaca się kraje biedne z inteligencji. Polska też stała się krajem eksploatowanym na sposób neokolonialny. Odbieranie nam młodej inteligencji, lekarzy i naukowców jest boleśnie odczuwane. Jaka rada?Jak się z tym problemem uporać? Anglia i inne kraje europejskie swego czasu odczuwały amerykański drenaż mózgów. Broniąc się przed tym wywalczyły sobie pewne określone przepisy, utrudniające taką ucieczkę. Jest pewna forma stypendiów w USA, która obarczona jest klauzulą, że stypendysta musi odpracować pobyt za granicą przez dwa lata pracy w kraju, z którego przyjechał. Ten warunek odpracowania uniemożliwia złożenie papierów o prawo pobytu w USA przed upływem tego okresu. Chodzi o to, że nawet jeżeli ktoś zdecydował się zostać w Ameryce, musi wpierw wrócić do macierzystej jednostki i tam pracując przez dwa lata przekazać kolegom, czego się nauczył za granicą. Gdy podejmie taką pracę, często odejdzie mu ochota emigracji.Bardzo przydałoby się Polsce, by takie przepisy uzgodnić z krajami Europy Zachodniej. Myślę, że byłoby to możliwe, bo tam jest bezrobocie i Polaków nie potrzebują, a klimat do załatwienia takich spraw dzisiaj istnieje. W potrzebę udzielania azylu politycznego nikt już dziś nie wierzy. Ale strona prawna to tylko część zagadnienia. O wiele ważniejsze jest, byśmy postawili moralny opór, drenażowi mózgów. Byśmy uznali, że wyjazd to zagrożenie dla spokoju duszy. Chodzi o uświadomienie sobie, że emigracja rodzi moralny dług wobec ojczyzny, wobec ojcowizny. Nie można tak beztrosko wyjechać. Dług pozostaje. Będzie dręczył sumienie. Emigranci są tego nieraz świadomi. Pomoc dla Polski jest często rezultatem owego poczucia długu. Kto ma w sobie choć trochę patriotyzmu, poczuwa się do więzi z ojczyzną, będzie się zawsze czuł dłużnikiem wobec kraju, który dał mu wychowanie i wykształcenie. Czy każdy emigrant spłaca ten dług? Na pewno nie. Prawdziwa spłata to oddanie pracy całego życia. Każdy dar dla Polski będzie tylko namiastką powinności. Lepiej więc się nie zadłużać. Prof. dr hab. Maciej Giertych
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |