Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

 

Sensacje świadków Jehowy

     Wywody jehowitów wydają się logiczne, proste i oparte na Biblii; w dodatku słyszymy wiele nieznanych nam greckich i hebrajskich wyrazów i przyjmujemy ich argumentację z powodu braku wiedzy. Zaczynamy wątpić: a może faktycznie Kościół nas oszukuje?

     Kiedy rozmawiamy ze świadkami Jehowy lub czytamy Strażnicę, dowiadujemy się o wielu sensacjach, które zawiera Pismo św. i które podobno ukrywa przed nami Kościół. Dla ludzi nie znających Pisma Św. i prawd wiary, które objawił nam Jezus Chrystus, objaśnienia jehowitów wydająsię logiczne, proste i oparte na Biblii; w dodatku słyszymy wiele nieznanych nam greckich i hebrajskich wyrazów i przyjmujemy ich argumentację z powodu braku wiedzy. Zaczynamy wątpić: a może faktycznie Kościół nas oszukuje?

     Tymczasem świadkowie Jehowy pouczają nas o sprawach, jakie bez trudu możemy sprawdzić, sięgając do rzetelnych, naukowych opracowań. Najprościej jest przekonać się o braku spójności i logiki "świadków", jeżeli zweryfikujemy "rewelacje" dotyczące Imienia Boga, końca świata i ukrzyżowania.

Jak brzmi Imię Boga?

     Pierwszą sensacją, która pozwoliła jehowitom zgromadzić nowych wyznawców, było "ujawnienie" Imienia Bożego. Według "świadków" Kościół ukrywa przed ludźmi prawdziwe Imię Boga, objawione Mojżeszowi. Według nich imię to brzmi, Jehowa", bo tak jest napisane w Biblii hebrajskiej.

     Okazuje się jednak, że to nie taka prosta sprawa. Owszem, to prawda, że w Biblii jest napisane "Jehowa", ale prawdą ogólnie znaną jest również to, iż to Imię brzmi zupełnie inaczej. Każdy, kto poznał podstawy hebrajszczyzny, wie, że język ten posługuje się pismem spółgłoskowym. Znaczy to, że pierwotnie alfabet hebrajski w ogóle nie zawierał samogłosek, a struktura tego języka umożliwia pisanie i czytanie bez ich zastosowania. Dla przykładu: wyraz gewer (mężczyzna) zapisuje się tylko literami gimel-bet-resz (GWR), wyraz kadosz (święty) - literami kof-dalet-szin (KDSZ) itd. Z reguły z kontekstu wynika, jak należy czytać dany wyraz i co on oznacza w konkretnym przypadku, jednak czasami znaczenie słowa zależy od samogłosek. Na przykład aby zapisać hebrajskie słowo gibor (potężny, wielki), użylibyśmy tych samych liter GWR, a wyraz kodesz (to, co święte) zapisalibyśmy identycznie jak kadosz: KDSZ.

     Oczywiście taki sposób zapisu nieuchronnie prowadzi do nieporozumień i żydowscy mędrcy zauważyli to już w starożytności. Dlatego w czasach talmudycznych został stworzony system znaków (kombinacje kropek i kresek), za pomocą którego każde słowo w Biblii hebrajskiej otrzymało symbole oznaczające samogłoski; dzięki temu każde z tych słów można już było przeczytać i zrozumieć niezależnie od kontekstu. Jedynym wyjątkiem było właśnie Imię Boże. Dlaczego?

     Otóż jak wiadomo z historii, Izrael bardzo przestrzegał przykazania,,Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy", a zwłaszcza przejmował się groźbą, że "Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy" (Wj 20, 7). Wypowiadanie Imienia Bożego w życiu codziennym uważano za niedopuszczalne bezczeszczenie świętości Bożej, w związku z czym już w czasach Jezusa Imię Boga wymawiał tylko arcykapłan, składając raz w roku ofiarę w Miejscu Najświętszym. W każdej innej sytuacji Żydzi zastępowali je słowem Adonai (Pan) albo Haszem (imię).

     Z tego właśnie powodu powstało coś, co wprowadziło w błąd jehowitów. Mianowicie w starożytnym tekście Biblii Imię Boga pojawia się wielokrotnie i jest zapisane za pomocą czterech liter oznaczających spółgłoski: jud-he-waw-he. Uczeni żydowscy, którzy dokładnie wiedzieli, jak należy wymawiać Imię Pańskie, nie wpisali pomiędzy J, H, W i H odpowiednich znaków symbolizujących samogłoski, tylko umieścili przy nich litery: 'a, o oraz a, sugerujące wymawianie zamiast Imienia słowa Adonai. Nikomu to nie przeszkadzało, dopóki "świadkowie" nie ogłosili swojej "rewelacji". Otóż przeczytali oni to, co zobaczyli, jako: JeHoWaH, nie mając zielonego pojęcia o tym, że owe samogłoski pochodzą od zupełnie innego wyrazu! To "sensacyjne odkrycie" Imienia Bożego w tekście oryginalnym spowodowało zamieszanie w umysłach wielu ludzi, którzy uciekli z "heretyckich" Kościołów i przyłączyli się do świadków Jehowy.

     Jeżeli jednak o mnie chodzi,to ja w żaden sposób nie mogę zaufać w sprawach wiary ludziom, którzy z powodu braku elementarnej wiedzy tworzą "sensacyjne" odkrycia. To przecież tak, jak gdyby nagle jakiś historyk w Polsce odkrył "prawdziwe" imię Piasta Kołodzieja, ukrywane przed ludzkością, które brzmi "Posotiej" - bo połączył spółgłoski "Piasta" z samogłoskami "Kołodzieja"...

     Najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że choć - poznawszy przytłaczające dowody uczonych (między innymi katolickich) na kompletną fałszywość swej interpretacji przytoczonego wyżej zapisu — "Świadkowie" już się nie upierająprzy tym dziwacznym brzmieniu Imienia Bożego, to jednak nadal uważają siebie za "Świadków JeHoWy", mimo że przecież wiedzą, jakim nonsensem jest odkryty przez nich "sensacyjny" zlepek liter dwóch całkowicie różnych słów.

Ile może być końców świata?

     Sprawy "końców świata" w ogóle bym nie poruszał, gdyby nie fakt, że dzisiaj jehowici nader skrzętnie pomijają ten niesławny epizod w swojej historii. W ciągu zaledwie stu lat wyznaczali oni kilkanaście "końców śwjata" - i wszystko to jedynie po to, by się przekonać, że "nikt nie zna dnia ani godziny" (zob. Mt 25, 13). Czy warto więc zrywać z Kościołem, przechodzić do świadków Jehowy i przez sto lat wierzyć w kolejne "daty końca świata" - tylko po to, by ostatecznie dojść do wniosku, że nauczanie Kościoła w tej kwestii jest biblijne i nieomylne? I z drugiej strony: jeżeli po tylu wpadkach z "końcem świata" ktoś zaczyna mnie pouczać o życiu wiecznym, zmartwychwstaniu, duszy i innych sprawach ostatecznych, to czy mogę mu zaufać?

     Dla mnie sprawa jest jednoznaczna: koniec świata albo był, albo go nie było. Jeżeli święty Piotr pisze, że "niebiosa z wielkim trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone ogniem stopnieją, a ziemia i rzeczy, które są na niej, spalone będą" (2 P 3, 10) - to moim zdaniem koniec świata jeszcze nie nastąpił. Ostatecznie jestem jednak na tyle otwarty, że mógłbym przyjąć, iż jakiś tam niewidzialny koniec świata nastąpił, że Jezus objął władzę gdzieś tam w niebie - chciałbym jednak wiedzieć, jak to się ma do kilkunastu "końców świata" wyznaczonych przez świadków Jehowy. Bo przecież jeżeli nastąpiło to w 1914 roku, to dlaczego wyznaczano przez tyle lat po tym kolejne "końce świata"? A jeżeli świat się skończył w 1975 roku, to po co te sensacje z rokiem 1914 i 1989?

     Zastanawiające jest, jak zacięcie cały świat przeciwstawia się nieomylności papieża. Jednakże ludzie ci zapominają przy tym, iż papieska nieomylność jest związana wyłącznie z definiowaniem prawd wiary, które zostały objawione nam przez Boga. Kiedy natomiast świadkowie Jehowy ogłaszają "co trzy lata koniec świata" - i to za każdym razem już ten "prawdziwy", "ostateczny" - nadal znajdują się ludzie gotowi wierzyć w ich nieomylność...

Rzymski krzyż czy "żydowski" pal?

     Równie łatwo jest zweryfikować naukę jehowitów o palu. Mianowicie według wyznawców tej sekty Pana Jezusa nie ukrzyżowano, tylko wbito Go na pal. Dowodem tego ma rzekomo być wzmianka o wężu na pustyni, którą posłużył się sam Pan Jezus (zob. J 3,14). "Wąż był wbity na pal - twierdzą "świadkowie" - więc i Jezus musiał być wbity na pal, a nie na krzyż". Z tym palem są jednak związane dwa problemy historyczne: pierwszy z nich dotyczy Rzymian, a drugi - chrześcijan pierwszych stuleci.

     Jeżeli chodzi o Rzymian, to trzeba w tym miejscu przypomnieć, że oni nie znali takiej egzekucji jak wbijanie na pal. Wprowadzili ukrzyżowanie jako haniebną kaźń na długo przed ukrzyżowaniem Chrystusa i praktykowali je jeszcze długo po Jego śmierci. Źródła historyczne zawsze opisują rzymski krzyż jako cna składający się z ramienia pionowego (łac. stipes lub staticulum) oraz poziomego (łac. patibulum). Z reguły belka pionowa była na stałe utwierdzona w miejscu, gdzie dokonywano egzekucji - po to, by przypominać ludności o tym, kto tu rządzi. Belkę poziomą natomiast skazany musiał nieść sam. Nad głową ukrzyżowanego (a nie nad złożonymi rękami skazańca, jak to się rysuje w Strażnicy) umieszczano titulus, czyli tabliczkę informującą o jego przewinieniu.

     Gdybyśmy chcieli przyjąć wersję ukrzyżowania proponowaną przez świadków Jehowy, musielibyśmy uwierzyć, że dla nieznanych przyczyn Piłat postąpił absolutnie wbrew rzymskim regulaminom, rezygnując z poprzecznej belki rzymskiego krzyża. Musielibyśmy uwierzyć również w to, że apostołowie, którzy - jak pamiętamy - pochodzili z niższych warstw społecznych, wysłali do Piłata poselstwo z prośbą o uwzględnienie Jezusowej aluzji do miedzianego węża i wbicie Zbawiciela na pal zamiast przybicia Go do krzyża - i że Piłat tę ich prośbę wykonał. Albo że sam Jezus wybłagał u Piłata łaskę bycia żywcem wbitym na pal zamiast ukrzyżowania, bo tak napisał przed tysiącem lat Mojżesz w żydowskich księgach (choć Mojżesz akceptował jedynie wbicie na pal zwłok przestępców - zob. Pwt 21, 22-23). Musielibyśmy uwierzyć także i w to, że dla Jezusa specjalnie wyrwali z Golgoty staticulum i przynieśli je do pretorium, by On miał co nieść na Golgotę (a właściwie nie On, tylko Szymon z Cyreny). I w końcu musielibyśmy uznać za prawdę to, że te wszystkie udziwnienia zostały pominięte przez ewangelistów lub usunięte z Biblii przez zakłamanych księży katolickich - jedynie w tym celu, by świadkowie Jehowy mogli po dwóch tysiącach lat odkryć prawdę...

     Warto jednak w tym miejscu przypomnieć, że w początkach istnienia nieomylnej sekty braci z Brooklynu ich symbolem był ów "pogański" krzyż skrzyżowany z koroną. Można go sobie obejrzeć na każdej nieomylnej publikacji wydawanej przez Stowarzyszenie Strażnicy aż do roku 1931. Dopiero potem się okazało, że Kościół oszukuje wiernych, każąc im wierzyć w śmierć Jezusa na krzyżu, a nieomylni "świadkowie" od zawsze są strażnikami Prawdy...

     Musimy jednak pamiętać, że według brooklińskiej wersji historii prawdziwy pal został zastąpiony fałszywym pogańskim krzyżem w IV stuleciu. Pomija się przy tym całkowicie fakt istnienia Kościołów chrześcijańskich daleko poza granicami Imperium Rzymskiego i poza zasięgiem chrześcijaństwa rzymskiego, które niosąc Ewangelię aż do Indii i Chin, głosiły "moc krzyża Chrystusowego" i nie wiedziały nic o żadnym palu. Świadectwo Tertuliana z roku 195 głosi, że chrześcijanie w czasie modlitwy wznoszą ręce z otwartymi dłońmi na wysokość barków, przybierając pozę Jezusa na krzyżu, a lecące ptaki rozpościerają skrzydła, przypominając kształt narzędzia męki Chrystusa. Jeżeli więc w II wieku chrześcijanie znali "prawdę o palu", to dlaczego nie składali rąk nad głową, jak to widzimy na obrazkach w Strażnicy? Co więcej, Justyn Męczennik ok. roku 135, opisując krzyż Chrystusa, porównuje go z różnymi znanymi czytelnikowi przedmiotami, z których żaden nie jest tylko pionowym palem. Również świadectwa archeologiczne potwierdzają używanie znaku krzyża przez gminy chrześcijańskie już w pierwszym wieku, zarówno w Pompejach, jak i na terenie Izraela (w Aradzie i Jerozolimie). Jeżeli więc "świadkowie" całkowicie kompromitują się w dziedzinie tak podstawowej wiedzy, bez większego trudu dostępnej dzisiejszemu człowiekowi, to jak mogą być autorytetem w zakresie wiedzy duchowej, ukrytej, niezrozumiałej?

     Jezus powiedział: "Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to j akżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich?" (J 3, 12). Jak zatem mogą "świadkowie" zrozumieć duchowe przesłanie Biblii, kiedy negują niezaprzeczalne fakty historyczne, tradycję i wiedzę Kościoła?

     W moim przekonaniu to wygląda przecież tak, jakbym przyszedł na operację do lekarza, od którego usłyszę piękne teorie o zdrowiu człowieka, o medycynie i chirurgii, a czasami cytaty z łacińskich i greckich tekstów naukowych. Oczywiście, tym wszystkim mi on zaimponuje, ale kiedy poproszę go o zwykłe wypisanie recepty, okaże się, że ów medyk nie umie pisać nawet po polsku! A w trakcie dalszej rozmowy, kiedy spróbuję ustalić, co i jak on chce operować, odkryję, że człowiek ten nie odróżnia serca od wątroby... Powinienem chyba zadać sobie pytanie: czy jest w stanie mi w ogóle pomóc? Jak jego piękne teorie przełożą się na moje zdrowie, jeżeli on nie posiada podstawowego wykształcenia i elementarnej wiedzy o anatomii?

     Dokładnie to samo pytanie powinniśmy sobie zadać, zanim choć odrobinę przejmiemy się straszeniem, że Jehowa zniszczy wszystkich chrześcijan i ich Kościół. Zastanówmy się bowiem nad tym, jaką to wiedzę językową posiadają ludzie, którzy nie dość, że nawet nie umieją poprawnie odczytać Imienia Boga, to na dodatek, jeśli się im o tym powie, nadal uparcie obstają przy swojej wersji przez ponad sto lat. Czego mogą oni nas nauczyć o historii zbawienia, jeżeli zaprzeczają najbardziej oczywistym i ogólnie znanym faktom z historii powszechnej? Co oni mogą wiedzieć o przyszłym świecie, rzeczywistości duchowej i życiu wiecznym, jeśli już kilkanaście razy precyzyjnie wyznaczyli "ostateczną datę końca świata" - i dalej nie są pewni, czy on nastąpił, czy nie? Jak można zaufać im w sprawach ostatecznych, kiedy w sprawach doczesnych wykazują się najzupełniej elementarną ignorancją?

Mirosław Rucki

Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2007

Wasze komentarze:
 Dariusz: 06.11.2008, 01:25
 Cieszę się że autor artykułu jest na tyle otwarty jak sam mówi że mógłby przyjąć że gdzieś tam w niebie zaczął rządzić niewidzialny Boży Rząd. Wymienia przy tej okazji rok 1914. Pyta jednak jak do tej daty maja się inne np: 1975 i wcześniejsze. To prawda były to przedwczesne alarmy, związane jednak z wyczekiwaniem związanym z faktycznie zbliżającym sie nieuchronnie dniem końca. Przypomina to ostrzeżenia przed nadciągającym kataklizmem który pomimo widocznych symptomów jednak nie nadchodzi chociaż wszystko wskazuje na to że zaraz nadejdzie. Tak jest np: Z przewidywaniem wybuchu wulkanu. Sejsmolodzy obserwują symptomy ,badają naprężenia skorupy ziemi, skład chemiczny wód gruntowych itp. Wiadomo że wulkan na pewno wybuchnie. Czasami jednak następuje to dopiero po którejś już z kolei ewakuacji i wielu alarmach. Zachodzi więc pytanie .Czy ludzie podnoszący alarm w takich okolicznościach działają na czyjąś szkodę. Nie oni chcą uratować innym życie. Często skutek tego jest taki że spora część społeczeństwa przestaje słuchać którychś już z kolei ostrzeżeń i w decydującym momencie gdy następuje faktyczny wybuch gine. Sam Jezus powiedział .Gdy ujrzycie pod murami miasta obrzydliwość uciekajcie w góry. Byli tacy co uciekli od razu gdy rzymianie wycofali się w 66 r.n.e. Byli również i tacy którzy uczynili to potem. Jednak przez prawie cztery lata nic sie nie działo. Wielu uznało więc to proroctwo za fałszywy alarm i wróciło do miasta. Jednak czy ostatecznie był to fałszywy alarm. Nie. Bo choć w 66 r.n.e. nic sie nie stało to w 70 r miasto zostało zrównane z ziemią a ci co wrócili zginęli . Zawsze gdy o tym mówię przypomina mi się scena z filmu szczęki w której policjant widząc cień na wodzie krzyczy by wychodzić z wody bo widzi rekina. Tak ten policjant widział tylko cień ale gdyby to był jednak rekin. Jak wszyscy oczywiście wiedzą to nie on się ostatecznie mylił tylko ci którzy mu nie ufali.
 Wiara: 05.11.2008, 20:36
 Ale ty jestes namolny.....moze powinienes takze nawiazac do czasow staroegipskich...tam bys mial duze pole do popisow....a Biblie zostaw w spokoju... szanuje Ja i powaza caly swiat...za wyjatkiem twoich pobratyncow...zegnaj! Nie powiem z Bogiem, bo do Niego nie nalezysz.....
 napisz: 05.11.2008, 18:40
 no to kiedy bedzie nastepny termin "konca swiata"?
 Dariusz: 05.11.2008, 11:28
 A wy oczerniacie tworząc tendencyjne artykuły .Dlaczego autor nie napisał że istnieją wykopaliska figurek osoby przybitej do pala, tylko pominął to milczeniem. Niby że wasza strona to możecie oczerniać. Trzeba być obiektywnym. Ja taki jestem. Przecież nigdzie nie stwierdziłem że ukrzyżowanie jest nieprawdopodobne. Twierdzę jednak że pomimo tego że Rzymianie stosowali taką karę co potwierdza np: ukrzyżowanie jeńców z powstania Spatakusa narzędzie stracenia tych jeńców też nie było krzyżem z jakim sie go obecnie kojarzy. tamte krzyże miały kształt litery T i Y. Biblia jednak wskazuje i jest to bardziej prawdopodobne na to że narzędziem stracenia Jezusa był pal. Wielu Katolików twierdzi również że nie mógł być to pal bo Jezus by go nie uniósł. Jak można tak twierdzić skoro rozpiętość ramion człowieka jest równa jego wysokości. Zatem poprzeczna belka byłaby niewiele mniejsza od samego pala do której trzeba by ją potem przybić. Poza tym wiemy że Jezusowi pomagano ją wnieść bo sam nie był w stanie tego zrobić. To wszystko są oczywiście tylko sugestie do przemyśleń. Trzeba jednak najpierw samemu sprawdzić jak jest a następnie oczerniać. Kościół przez lata nauczał że Ziemia jest centrum wszechświata albo że jest płaska co o mały włos ludzie tacy jak Kopernik ,Galileusz czy nawet sam Krzysztof Kolumb nie przypłacili życiem. A jak było naprawdę ?
 Dobrze ci zycze: 04.11.2008, 02:45
 Zejdz z tej strony...i juz nie wracaj........Kusisz SZATANIE!!!!
 Dariusz: 03.11.2008, 18:35
 A skąd pewność że krzyż skoro pisze drzewo. I to nie w sensie drewno na opał. Tylko w tym samym sensie co drzewo z Est i drzewo z Joz czyli narzędzia śmierci i to nie do wbijania na nie tylko wieszania na nim. W ewangeliach natomiast słowo tłumaczone na krzyż to greckie słowo stauron lub stauros które nigdy nie oznaczało krzyża tylko belkę. Pisałem o tym wcześniej. Łacińskie słowo crucs czyli krzyż pojawiło się w Biblii dopiero w IV w.n.e. Przecież egipski bóg Ra paraduje blisko 3000 lat p.n.e. z krzyżem na piersi a Ozyrys zostaje według egipskiej mitologi ukrzyżowany .Izyda doprowadza póżniej do jego zmartwychwstania i to pod postacią zająca. Poczytajcie sobie staroegipskie mity a dowiecie się skąd pochodzą wasze wierzenia .
 do jehowity: 02.11.2008, 21:27
 czy drzewo - to pal? Skad taka pewnosc? Nie wmawiaj nam , ze ty masz racje......
 Ciekawa: 02.11.2008, 19:19
 a z czego byl krzyz zrobiony ?
 do ciebie,niedowiarku: 02.11.2008, 18:05
 mozesz sie zgadzac, albo niezgadzac, ale nie musisz sie tu na tej stronie wypowiadac... jesli masz zastrzezenia co do naszej wiary , to najlepiej jak podyskutujesz z Rzymem, bo tutaj NIKT nie bedzie czytal twoich ...wypocin, a ze jestes Jehowita, to slychac i czuc na odleglosc....
 Barbara Katoliczka: 02.11.2008, 15:10
 Drzewo z DZ AP. to krzyz.....bo to czasy panowania rzymskiego, wtedy nie wbijano na pal, a o tym co bylo wczesniej - tego nikt nie neguje.....a Bog jest jeden, On wie, ze do Niego sie zwracamy , nie wazne jest tu, czy Bog ma imie, czy nie...W modlitwach nie mowi sie imienia Boga, bo nie potrzeba, ....pamietaj BOG jest jeden , ale a trzech OSOBACH !!!
 Dariusz: 02.11.2008, 12:50
 Sam autor artykułu sugeruje że Kościół Katolicki przejął tradycję Żydów by nie wymawiać imienia Bożego do czczych rzeczy, a w potocznych rozmowach zastąpić je słowem Adonaj . Autor pisze .Już w czasach Jezusa. Jakby czasy Jezusa były dla systemu żydowskiego jakimś świetlistym początkiem . Czasy Jezusa były zmierzchem tego systemu którego Syn Boży Jezus nie pochwalał. Przecież Jezus piętnował ten system i jego przywódców Mateusza rozdział 23 cały . Jezus powiedział przecież do Przywódców Żydowskich i Rabinów .Unieważniliście prawo Boże. Miłosierdzia chcę a nie ofiary. Jest oczywiste że zanim stworzono te niebiblijne prawa imię Boże było wzywane w Świątyni i wymawiane w celach kultu oraz w modlitwach przez osoby prywatne Kościół Katolicki przejął jednak tradycję Żydów z okresu ich istnienia który został potępiony przez Jezusa a ostatecznie zniszczony w 70 r.n.e co sam Syn Boży zapowiedział .Z tego też powodu nie pozostał tam kamień na kamieniu. Żydzi bowiem nie dość że wymazali z pism Boże imię niesłusznie zasłaniając się tradycją to jeszcze zabili syna samego Boga.
 Dariusz: 01.11.2008, 23:21
 Nie zgadzam sie również z tym że brak stuprocentowej wiedzy na temat tego jak pierwotnie wymawiano imię Boga upoważnia do zupełnego zaprzestania wymawianie go. To prawda znamy spółgłoski JHWH .Znamy też jedną samogłoskę i to na pewno bo jest zapisana w słowie Hallelujah czyli Alleluja co znaczy tyle co Chwalcie Jah. Wiemy wiec na pewno że Bóg ma na imię JaHWH. Poza tym imię Mojżesza ,Abrahama ,Izaaka ,Jakuba czy innych ludzi opisanych w pismach hebrajskich również zapisano tylko spółgłoskami a jednak uznaje się dziś ich polskie brzmienie np : Jozue ,chociaż w czasach gdy żył wymawiało się je inaczej bo Jehoszua ,a jeszcze inaczej zapisywało. Znanie i posługiwanie się imieniem Boga w modlitwie czy podczas nauczania nie jest wymawianiem go na daremno. Zatem zasłanianie sie starą żydowską zresztą tradycja jest wielkim błędem. Znając więc na pewno formę JaHWH wymawiając to imię Jahwe lub Jehowa w celu wysławiania Boga na pewno nie grzeszymy zwłaszcza że gdyby miało być inaczej pisarze nie umieścili by tego imienia w Biblii kilka tysięcy razy.
 Dariusz: 01.11.2008, 22:34
 Masz rację wypaczył.
 Dariusz: 01.11.2008, 22:32
 Do Barbary. Jak zatem wytłumaczysz te wersety napisane niewątpliwie w czasach Rzymu Dz Ap 5:30 , 10:39 oraz Gal 3:13. Wszystkie pochodzą z przekładu Biblii Tysiąclecia. Podkreślam że w przekładach greckiej Septuaginty mamy tu ten sam wyraz co w księgach Joz i Est xsulu tłumaczony na drzewo w sensie pal .Z Est 5:14 wyrażnie wynika że był on wkopywany w ziemię. Dlaczego drzewo z Dz Ap miało by być krzyżem . Rycina katolickiego uczonego Justusa Lipsusa również bierze pod uwagę opcję krzyżowania na palu ,więc czy można zdecydowanie odrzucić ten wariant jeżeli Biblia sama dowodzi czegoś wręcz przeciwnego.
 Znowu pomylka: 31.10.2008, 01:10
 Nie wypatrzyl....tylko ...wypaczyl
 Barbara Katoliczka: 30.10.2008, 19:33
 Wieszanie na drzewie, te o ktorych ty piszesz to czasy duzo wczesniejsze, Rzym tam nie mial nic wspolnego z Zydami...Krol Aj - to czasy Jozuego (1200 lat pne.), a Haman to czasy Babilonu(500 lat pne). Jak widzisz - na nic twoje tlumaczenia----- MYLISZ SIE !
 do Dariusza: 30.10.2008, 18:57
 Gdzie w Biblii sa wzmanki o tym,o czym piszesz(Haman Est. i Krol Aj Joz)? Odpisz
 Dariusz: 30.10.2008, 10:25
 Albo wszyscy zawiśli na krzyżach albo na drzewach. Jeżeli nie to dlaczego taka różnica zwłaszcza że Dz Ap i Gal wersety poniżej też mowa o drzewie. Przykładowo można zginąć od wody i od lodu. Jak wyobrażamy sobie śmierć od wody. Głównie utopienie. A od lodu. Może poprzez uderzenie lub zamarżnięcie . Jednak gdybym nazwał lód wodą to czy bym skłamał. Nie. Ale wypatrzył bym wyobrażenie o sposobie czyjejś śmierci. I właśnie z czymś podobnym mamy tutaj do czynienia. Pozdrawiam.
 Dariusz: 29.10.2008, 21:13
 Historię starorzymską znam doskonale bo interesuję sie starożytnością, a wersety na które sie powołałem pochodzą z przekładu Biblii Tysiąclecia pod którą podpisał sie Prymas Wyszyński. Ponadto proszę pani ja nikogo nie obrażam. Nie widzę powodów by ktoś nie mógł sprawdzić w swojej własnej Biblii że te same słowa tłumaczy sie na dwa sposoby. W przypadku Hamana Est 5:14,7:10 i króla Aj Joz 8:29 na drzewo ,a w przypadku Jezusa na krzyż
 bylo ich 12-tu: 26.10.2008, 16:03
 Pierwszymi chrzescijanami byli....jehowi ... Dariusz....a mnie sie wydaje, ze pierwszymi chrzescijanami byli...jehowi....ale bys sie ucieszyl, gdyby to byla prawda..
(1) [2]


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 


O stronie... | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa