Wieczorny pacierz przyrody
Gdy słońce
senne chyliło swą głowę
W wieńcu z barwnej mgiełki
nadwarciańskiej wody.
Poszedłem między łąki,
zboża płowe
Posłuchać pacierza
wieczornej przyrody...
Na łące rozwija się mgła srebrzysta.
Otula puchem trawy, kwiaty, zioła;
A cisza rozlewa się uroczysta -
I tylko szepty traw słychać dokoła.
A wonna konwalia, biała lilija
Płatki swe zwija,
Oczęta mruży,
Do snu się zbiera
Szepcąc cichutko:
"Zdrowaś Maryja..."
Już łąka się kończy, pole zaczyna;
Idę jak duch cicho, w blaskach skąpany;
Przede mną konopi las,
lnu gęstwina:
Kobierzec zielony,
lila nakrapiany.
Len mruży do snu
swe modre oczęta:
O Panno Święta Bielsza i czystsza
Ponad te blaski.
Ów len Ci szepcze.
Że "Pełnaś łaski!"...
Stoi na boku w krwawych
blaskach słońca
Samotna osika,
która drży cała
Listkami.
Wiecznie struchlała,
płacząca.
Bo niegdyś Chrystusa ukrzyżowała...
Listkami się trzęsie,
płacze nad sobą.
Dzwoni listkami.
Drży bojaźliwie Do końca świata...
I łka cichutko: "Pan z Tobą..."
Słoneczko już rzuca ostatnie blaski;
Hen idę teraz bez końca miedzami;
W promykach żółcą się miejscami piaski;
A żyto szumi srebrzyście kioskami.
Kłania się Niepokalanej falami.
I każdy kłosek
Szepcze Jej z cicha
A razem z tego Cudna muzyka:
"Błogosławionaś Ty między niewiastami..."
Skończyły się pola, woń lasu bije;
Wchodzę w podwoje królestwa mrocznego;
I pierś swą rozszerzam, żywicę piję.
Słucham pacierza drzew uroczystego.
Co mocą swoją uzdrawia chorego:
Bo sosny siostrzyczki.
Skupione w modlitwie
Gałęzie rąk wznoszą
Paciorek swój szepcząc:
"I błogosławion Owoc Żywota Twego..."
Promyki słońca już pozłacają
Wierzchołki świerków, które wyprężone
Stoją wysmukłe: straż lasu trzymają
Włożywszy na się mundury zielone.
Na tle zachodu hen pali się zorza.
A świerki te sztywne
Modlitwę żołnierską
Szepczą chóralnie,
A dosłyszalnie:
"Jezus! Święta Maryjo, Matko Boża..."
Opodal dęby sędziwe, schylone
Na barki swe wieków kilka włożyły;
Stoją ciche, zadumane, zgarbione
Tęskniące do odpoczynku-mogiły...
I wolno kiwając brodami swymi
Półgłosem pacierz Seplenią stare.
I szept się niesie Po całym lesie:
"Módl się za nami grzesznymi..."
Na tle niebios zachodnich w
krąg się rozpostarła
Łuna w postaci kielicha złotego.
Część chmur, powyżej nieco -
cudnie się rozwarła
Lejąc do wnętrza snop światła jasnego.
Rzekłbyś, że jawi się świata
Sakrament... A cała przyroda:
Pola, lasy, zioła.
Niebo, ziemia, woda -
Wszystko dookoła Przysięga Ci wierność.
I my szepczemy.
Że z Tobą będziemy
"Teraz i w godzinę
śmierci naszej... Amen!"
TADEUSZ POPIEL

|