Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Cierpienie to najpiękniejszy Boży dar

     Zawsze nosiłam w sercu pragnienie podzielenia się świadectwem o wielkiej dobroci Boga, o wielkiej Bożej miłości. Wiem, że nie uda mi się wyrazić tego w pełni słowami, bo miłość i cierpienie to wielka tajemnica, którą przeżywa się w sercu.

     Od dziecka bardzo ufałam Bogu. Pamiętam, jak lubiłam lekcje religii przygotowujące do Pierwszej Komunii świętej i spotkania w odległym o cztery kilometry kościele parafialnym. Podczas pieszych wędrówek do kościoła miałam dużo czasu na rozważania, modlitwę, pieśni. Rozmyślałam o życiu Maryi, o tym wszystkim, co musiała przeżyć, |ak bardzo Bóg Ją kochał, skoro po ziemskim życiu zabrał Ją do nieba. Do dzisiaj moją ulubioną modlitwą jest "Anioł Pański". Wtedy zrodziło się w moim dziecięcym serduszku wielkie pragnienie, które zawierzyłam Bogu. Chciałam w mym życiu naśladować Maryję, być do Niej choć trochę podobna. Mówiłam Bogu, że chciałabym Mu się podobać, może wstąpić do klasztoru. Sama byłam zawstydzona, że ośmielam się prosić o tak wielkie rzeczy, ja, mała dziewczynka, która pasie krowy w maleńkiej wiosce.

     Dzień Pierwszej Komunii świętej przeżyłam bardzo głęboko - odczuwałam mocno obecność Jezusa i prosiłam Go, aby towarzyszył mi przez całe moje życie, cokolwiek się w nim wydarzy. Powierzałam Mu wszystkie dziecinne troski i kłopoty. Kiedyś, gdy usnęłam przy pasieniu krów, śnił mi się mały Pan Jezus biegający po pięknej łące i Matka Boża opiekująca się Nim, i że ja jestem z Nimi. Cieszyłam się i płakałam. Obudziłam się bardzo szczęśliwa.

     Mijały lata, szykowałam się do podjęcia pracy. Rozmyślając o swoim życiu, żaliłam się Bogu, że nic specjalnego dla Niego nie zrobiłam, że Go zawiodłam, bo choć myślałam o klasztorze, życie ułożyło się inaczej. We śnie usłyszałam głos, który mówił mi, abym nie zamartwiała się i nie rozpaczała, że nie mogę pójść do klasztoru, że całe życie może być moim klasztorem. Obudziłam się, odczuwając radość i jednocześnie niepokój: Co mnie czeka? Uspokoił mnie wewnętrzny głos: "Dam ci mej siły".

     Po roku pracy poznałam chłopca, zaczęliśmy się spotykać, byliśmy oboje bardzo szczęśliwi. Znów miałam sen, jak teraz widzę, proroczy, choć wtedy tego nie rozumiałam. Śniło mi się, że idę tą samą drogą, którą chodziłam na przygotowania do Pierwszej Komunii świętej, i widzę z daleka czarno ubraną kobietę. Przyspieszyłam kroku, aby móc jej towarzyszyć. Kiedy byłam blisko i wzięłam Ją pod rękę, spojrzała na mnie, a ja zobaczyłam Jej piękną twarz. Płakała, chciałam więc Jej pomóc, pocieszyć, pytałam, co się stało. Odpowiedziała: "Miałam jedynego Syna i zabili Go". Wzruszyłam się i płakałam razem z Nią. Mówiłam, że chciałabym Jej pomóc, a Ona uśmiechnęła się i przytuliła mnie. Doszłyśmy do początku wioski, gdzie stoi figurka Matki Bożej Niepokalanej, ale figurki nie było, tylko duży krzyż. Kobieta zapytała mnie, czy chcę Jej rzeczywiście pomóc i dzielić Jej żałobę. Przytaknęłam i spostrzegłam, że już Jej koło mnie nie ma, mam w ręku czarne szaty, a Ona w pięknym stroju unosi się do nieba. Kiedy się obudziłam, spojrzałam na wiszący krzyż i pełna bólu pytałam Jezusa, co mnie czeka. I znów w sercu usłyszałam: "Dam ci mej siły".

     Narzeczeństwo było pięknym okresem w naszym życiu. Miałam wtedy dwadzieścia trzy lata. Niedługo przed ślubem śniło mi się, że jedziemy już do kościoła, a po drodze wstępujemy na cmentarz parafialny, gdzie zostawiam swoją wiązankę. Z cmentarza wychodzę sama i w kościele bezskutecznie czekam na narzeczonego, a w końcu sama podchodzę do ołtarza i ślubuję. Wracam z gośćmi do domu, a mąż uśmiechnięty wita mnie na progu domu, mówiąc: "To był piękny ślub". Idziemy oboje do sali tanecznej u sąsiadów, ale tylko pięć kroków razem, potem mój mąż zostaje, a ja idę dalej sama w ciemną noc. Jakiś chłopiec każe mi spojrzeć w górę i widzę świecące gwiazdy tworzące krzyż. Obudziłam się z myślą: "Co mnie czeka? Jestem teraz taka szczęśliwa, niedługo ślub". Prosiłam wtedy Jezusa, aby umacniał mnie w każdej chwili mojego życia i znów w sercu usłyszałam słowa: "Dam ci mej siły". Dziś jestem przekonana, że ten sen przygotowywał mnie na moje życie, na czekające mnie cierpienie.

     Pobraliśmy się, ale szczęście trwało krótko. Po pięciu miesiącach wspólnego życia mój kochany mąż zginął tragicznie na moich oczach. Od dwóch miesięcy byłam w stanie błogosławionym. W najpiękniejszych chwilach mego życia przyszło niespodziewane cierpienie, straszny ból, którego nie da się opisać słowami. Klęcząc pod krzyżem, powtarzałam: "Jezu, ufam Tobie". Powierzałam Mu swoje życie i dzieciątko, którego oczekiwałam. Pokój napełnił moje serce. Modliłam się dużo, stale ponawiałam akt oddania.

     Zamieszkałam u cioci, ponieważ stamtąd miałam bliżej do pracy. Zbliżał się grudzień, święto Matki Bożej Niepokalanie Poczętej i moje rozwiązanie. Odprawiłam nowennę do Matki Bożej, oddałam się pod Jej opiekę, prosząc o szczęśliwy poród. Kiedy przyszła na świat moja córeczka, najukochańsza, śliczna i zdrowa, przeżywałam nieopisane szczęście i radość. Bogu i Maryi dziękowałam za dzieciątko. Już nie będę sama, będę miała dla kogo żyć.

     W szpitalu na oddziale położniczym wykryto chorobę zakaźną, wstrzymano odwiedziny i wypisy. Siostra oddziałowa w tajemnicy powiedziała mi, że tylko moje dziecko jest zdrowe i że najlepiej zrobię, jeśli wypiszę się z nim na własne żądanie, zanim zachoruje. Tak też zrobiłam i lekarz, po początkowym oporze, zgodził się. Znów dziękowałam Bogu i Matce Najświętszej. Dziecko nie zachorowało. W te pierwsze wspólne święta Bożego Narodzenia prosiłam Maryję o opiekę nad moją córeczką i Jej ją powierzałam.

     Po trzyletnim urlopie wychowawczym wróciłam do pracy na dwie zmiany w zakładzie odzieżowym. Dojeżdżałam dwadzieścia kilometrów i w dni, kiedy miałam drugą zmianę, musiałam nocować w wynajętym pokoju, bo nie miałam czym wrócić do domu. Dopiero o szóstej rano jechałam do dziecka, a o trzynastej z powrotem do pracy. Po roku otrzymałam pracę na pierwszą zmianę i bardzo się cieszyłam, że już każdą noc będę spędzać ze swą córeczką. Codziennie modliłam się, powierzałam ją Bogu, a ona rosła, w zdrowiu, będąc pociechą i radością dla wszystkich.

     Kiedy kończyła sześć lat, w święto Matki Bożej Niepokalanej w naszym kościele miała się odbyć wielka uroczystość z udzieleniem przez biskupa błogosławieństwa dzieciom. Po powrocie z pracy usłyszałam od mamy, że moja córka zjadła kostki lodu z lodówki, ale że czuje się dobrze. Szybko ją ubrałam i poszłyśmy do kościoła. Było mroźno. Już w czasie Mszy świętej spostrzegłam, że ma rozpalone czoło i cała jest gorąca, że nie może ustać na nóżkach. Trzymałam ją na kolanach, przytulałam i podczas kazania ze łzami prosiłam Boga, przez ręce Matki Bożej Niepokalanej, aby nam dopomógł. Po kazaniu wszystkie matki podchodziły z dziećmi do błogosławieństwa. Ja nie mogłam udźwignąć mojej córeczki, była rozpalona, ciężko oddychała i na nic nie reagowała. W końcu mocno trzymając ją pod pachy, podchodzę do błogosławieństwa. Biskup czyni jej znak krzyża świętego na główce. Kiedy wchodzimy po błogosławieństwie do ławki, moja córka podnosi główkę, stoi prosto, patrzy na mnie i pyta: "Mamo, dlaczego ty mnie tak mocno trzymasz?". Spojrzałam na jej bladą buzię, która przed chwilą była tak okropnie rozpalona, a teraz się uśmiecha. Łzy uwielbienia Boga, radości, dziękczynienia Maryi spływały mi bez końca. Maryja, moja najlepsza Opiekunka, zawsze przychodziła mi, niegodnej, z pomocą. W drodze do domu moja córka podskakiwała, była zupełnie zdrowa.

     Z pomocą Bożą pracowałam i wychowywałam dziecko. Dostałam mieszkanie spółdzielcze i zamieszkałyśmy w mieście. Codzienne problemy powierzałam Świętej Rodzinie, gdy miałam jakieś męskie prace - zwracałam się o wsparcie do św. Józefa. I tyle różnych problemów w niewytłumaczalny sposób zostało rozwiązanych. Byłam wdzięczna Bogu za życie, czułam się zjednoczona z Jezusem i od Niego otrzymywałam siłę na każdy dzień. To były cudowne lata, jak tajemnice radosne. Cudowne lata, kiedy mogłam patrzeć, jak dziecko rośnie, znać jego troski i marzenia. Kiedyś podczas pielgrzymki moja córka, wówczas trzynastoletnia, zgubiła mi się w Wambie-rzycach. Zaniepokojona, szukałam jej, a ona naraz przyszła z siostrą zakonną. Okazało się, że zwiedzały razem. "Mamo, ty mnie szukałaś, podobnie jak Maryja Jezusa..." - powiedziała i zaraz odmówiłyśmy tajemnicę radosną - odnalezienie Pana Jezusa w świątyni.

     Moja córka skończyła szkołę podstawową, potem średnią. Dobrze się uczyła. Po maturze podjęła pracę. Ja wstąpiłam do Apostolatu Maryjnego. Przyrzekłam Bogu naśladować swoim życiem Maryję. Wówczas otrzymałam dar wewnętrznej, duchowej bliskości Maryi w każdym dniu. Mijały lata, a ja, szczęśliwa, patrzyłam na dorosłą córkę, ciągle powierzając ją Matce Najświętszej.

     Na początku nowego roku śniło mi się, że w kościele podczas Komunii świętej kapłan podaje mi Hostię oraz kielich z Krwią Pana Jezusa. Pijąc, czułam wielką gorycz, która po chwili zamieniła się w wielką słodycz. Sen był tak wyraźny, że po obudzeniu prosiłam Boga, by oddalił ode mnie ten kielich goryczy, który piłam. Mój niepokój trwał do Wielkiego Postu. Odprawiałam Drogę Krzyżową, Gorzkie Żale, bardzo się modliłam, ofiarowałam Panu Jezusowi cierpiącemu swój niepokój. I znów usłyszałam w sercu słowa: "Dam ci mej siły". Niepokój minął. "Bądź wola Twoja, cokolwiek mnie w życiu czeka, przyjmę z miłości do Ciebie, Panie" - odrzekłam.

     W dniu moich imienin moja córka życzyła mi wielu łask Bożych i abym była na dalsze życie, jak do tej pory, Bogiem silna. Wzruszyłam się. Wręczyła mi moje ulubione kwiaty i kasetę, na której nagrała, jak śpiewa pieśni kościelne. Pięknie śpiewała. Powiedziała, że gdy będzie gdzieś poza domem, to zawsze będę ją słyszała, będzie ze mną. "Gdzie ty miałabyś odjeżdżać ode mnie?" - zapytałam. "Nie wiadomo, co nas czeka, co nam sądzone, ale ja sercem zawsze byłam, jestem i będę z tobą." Ucałowała mnie mocno. To były ostatnie nasze wspólne imieniny.

     Nie będę opisywać całego zdarzenia i okoliczności śmierci mojej córki. Pojechała do znajomej rodziny i już nie wróciła. W dzień św. Józefa Bóg zabrał ją do swojej szczęśliwości. Przeżyłam straszne cierpienie, nie mogłam uwierzyć, że straciłam swoje jedyne dziecko. To było ponad moje siły. Podczas Mszy świętej pogrzebowej ujrzałam na ołtarzu kielich, z którego piłam w moim śnie. Podczas Ofiarowania oddałam Bogu swoje życie i cierpienie, swoją gorycz, która złączona z cierpieniem Jezusa przeradzała się w słodycz. Prosiłam także Maryję o pomoc i otrzymałam ją. Codzienny swój krzyż łączę z cierpieniami Jezusa, Eucharystia umacnia mnie, tak że odczuwam pokój serca i wewnętrzną siłę, aby kroczyć dalej i swym życiem naśladować Maryję. Miałam też wiele snów z moją córeczką. We śnie mówiła mi, że jest z dobrą Panią, którą ja też znam. Wiem, że jest szczęśliwa w niebie z najlepszą Panią, Maryją.

     Po śmierci córki poszłam do mego brata Jana i staruszków rodziców, aby im pomagać. Tak jak Maryja, która zamieszkała u ucznia Jana. Wróciłam do domu rodzinnego, gdzie wśród pól i lasów rozmyślam o Bożej Miłości. Dziękuję dziś Bogu za życie, za cierpienie, za siły, którymi mnie obdarza. Jak Maryja, trwając na modlitwie, pragnę powtarzać hymn uwielbienia. Kiedy patrzę na krzyż Jezusa, moje cierpienie odchodzi. Moje przewinienia, grzechy, cierpienia gładzi męka Chrystusa. Moje szare dni nabierają wartości. Wierzę, że jak w różańcu, tak i w życiu są tajemnice radosne i bolesne, i wiem, że kiedyś nadejdzie w tajemnicy chwalebnej najprawdziwszy poranek zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ufam, że dobry Bóg w swej łaskawości okaże mi swe miłosierdzie i przyjmie mnie, niegodną do Swego królestwa, gdzie ujrzę swoich najbliższych i wraz z Maryją będę wielbić Boga w Trójcy Jedynego. Bóg potrzebuje naszego cierpienia, by móc dalej zbawiać świat. Cierpienie to najpiękniejszy Boży dar, to wielka Miłość Miłosierna. Bóg zasługuje, aby cierpieć dla Niego.


Krystyna


Skazani na (nie)szczęście Skazani na (nie)szczęście
Rémi Parent
Któż nie doznał chwil wielkich i małych zranień – ran ciała lub serca? Być może cierpienia zostały częściowo oswojone, pamięć o nich przypomina jednak, że nieszczęście zawsze czyha gdzieś w pobliżu.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Kowal: 22.12.2016, 15:00
 Cierpienie=smutek.Smutek=depresja.Depresja=samobojstwo.Tyle w temacie
 A: 16.06.2016, 20:16
 Sandro, rozumiem cię, bo sama to przechodziłam i nadal przechodzę... rozumiem, że gniewasz się na Boga, nie dostrzegasz Jego miłosierdzia... to normalne. On nie chce, nie ma upodobania w cierpieniu swoich dzieci, szczególnie jeśli są w rozpaczy. Tylko, że nawet jeśli pokonasz swoją chorobę, będzie ci Boga brakowało... Myślę, że teraz On jest z Tobą, walczy w Tobie. I pomoże ci przez to przejść. Też miałam myśli samobójcze, ale On mnie uwolnił od tego. Bierz leki, korzystaj z pomocy, nie bój się. Choroba psychiczna, zwł. połączona z poczuciem opuszczenia to 1 z najgorszych doświadczeń. Sama o tym wiesz. Niech Cię Bóg błogosławi.
 Sandra: 23.05.2016, 10:45
 Jezeli Bog potrzebuje mojego cierpienia, to nie chce miec z nim nic wspolnego. Czlowiek nie urodzil sie, by cierpiec, ale by byc szczesliwym. Ja zaufalam Bogu i sie zawiodlam. Jesli jest milosierny, pomoglby mi pokonac koszmar choroby psychicznej, zamiast tego wyslal mnie na samo dno piekla, czyli wyrzekl sie mnie ! Skoro jest wszechmocny, potrafilby mnie uleczyc, ale nie chce.Chrystus cierpial tylko jeden dzien, z wlasnej woli, po czym zmartwychwstal.Ja cierpie juz trzy miesiace, bez gwarancji, ze w zamian dostane szczesliwe zycie bez trosk. Cierpienie jest wpisane w ludzki los, ale przemijajace, uzasadnione, a nie permanentne, ktorego nie jestesmy w stanie zniesc!!! Jesli kiedykolwiek wyzdrowieje(,w co watpie, bo mysle juz o samobojstwie), to dzieki lekarzom, a nie Bogu, ktory jest gluchy na moje blagania...
 aga: 24.01.2015, 22:04
 prosze o modlitwe za moje malzenstwo i dziecko i za moje dziecko w brzuchu
 senna: 09.12.2014, 21:28
 weszłam tu bo szukałam ludzi, którzy doświadczyli dziwnych snów na pograniczu jawy, jakieś 5-8 lat temu miałam niesamowity sen, tuż przed przebudzeniem. Śniło mi się, że umieram, chociaz nie cierpialam, obudziłam się w świetlistym niewielkim pokoju w białej pościeli, byłam zdziwiona, nie wiedziałam gdzie jestem, ale kompletnie nie czułam strachu, usłyszałam głos, ale jakby bez słów, niby go czułam, nie było tam chyba wyrazów, to było coś jak: "jesteś" lub "dałem ci zycie", naprawde nie wiem, ale najważniejsze było to co wtedy poczułam, a poczułam....(nawet nie wiem jak to nazwać) niczym nieograniczoną, bezmierną, ogromną miłość, jaką darzył mnie ten "Głos", tego się nawet nie da opisać słowami... musiałabym byc poetą, i jeszcze jedna ważna rzecz: wiedziałam, że ten głos niczego nie chce ode mnie w zamian, kompletnie nic, nawet nie wiedziałam, że taka Miłość może istnieć, żadna istota ziemska nie jest nawet w najmniejszym stopniu zdolna do takiej miłości... tak bardzo chciałabym z kimś porozmawiać o tym śnie/jawie... nie jestem jakąś szczególnie praktykującą katoliczką, grzeszę, błądzę, przeżywam częste kryzysy wiary
 czeslaw: 26.04.2014, 00:50
 BOZY DAR CIERPIENIE; DOBRE SOBIE , ALE AKURAT TO NIE JEST DOBRE LEKARSTWO, JA JUZ OD X LAT NIE SLYSZE MAM PROBLEM ZE SLUCHEM , BO MIALEM OPERACJE I WSZYSTKO MI WYCIELI Z UCHA MALO TEGO, TO NA DODATEK WYCIEKI MAM Z TEGO UCHA CHODZILEM PO LEKARZACH I CO I NIC ,CHCIALEM SE PEWNE RZECZY POROBIC ALE Z POWODU CHLUCHU NIE MOGE, CZY TO DOBRZE MOZE DLA KOGOS ALE DLA MNIE TO UDREKA , I JUZ NA NIC NIE LICZE MODLILEM SIE I NADAL MODLE PROSZE O PEWNE SPRAWY I NIC, MOZE BOGU OBOJETNA JEST MOJA MODLITWA I PROSBA MOZE NAWET NIE CHCE SLYSZEC MOJEJ MODLITWY NIE WIEM ,A INNI PISZA ZE JUZ IM ZYCIE ZBRZYDLO NO COZ JAK CZLOWIEK MA JUZ PODDOSTATKIEM WSZYSTKIEGO CIERPIENIA TO I ZYCIE NIE JEST MILE I NIE CHCE SIE NIC, MI NA DODATEK WSZCZEPILI ZOLTACZKE I CO MAM ZROBIC TO TRWA JUZ X LAT TEZ MI TO WSZYSTKO JUZ ZBRZYDLO CZEGO SIE NIE CZEPIE TO MI NIC NIE WYCHODZI KOMPLETNY CHAOS
 xyz: 25.04.2014, 22:08
 Czyżby schizofrenia?
 weronika: 29.03.2014, 20:16
 Boże wiem jaka byłam, wiem ile zla sobie robilam, ale dlaczego mnie tak pokarales, nie wiem, teraz nie chce zyc i nie umiem juz byc tak blisko Ciebie jak kiedyś
 Kamilianie=„specjaliści : 18.01.2014, 11:16
 Cierpienie jest trudne! Uciekamy przed nim, choć wcześniej czy później trzeba mu spojrzeć w oczy. Bez cierpienia nie żyje się w sposób prawdziwy: to jakby chodzić po jednej (tej przyjemniejszej) stronie „toru kolei życia”, który prowadzi... do nieba. Cierpienie to też „efekt uboczny” prawdziwej miłości. Kto kocha, chce się „ofiarować”...a to boli... Cierpienie to lek, który przyjęty w odpowiednim momencie życia i we właściwej dawce, pomaga otrząsnać się z choroby zła i otworzyć na nadzieję lepszego jutra z TYM, który nieskończenie miłuje. W Nim też można znaleźć sens tego co jest naprawdę godne miłości i za co można z odwagą zapłacić nawet cierpieniem! Chyba jest prawdą, że cierpienie powierzone drugiemu człowiekowi zmniejsza się, a radość którą się dzielisz rośnie?! Być przy człowieku cierpiącym to wielki dar, który pozwala przewartościować własne życie, znaleźć jego sens i docenić wartość każdej chwili... Jeśli chcesz poznać lepiej „specjalistów od cierpienia” – Zakon Kamilianów, założony przez Św. Kamila, który od ponad 400 lat wierny przesłaniu swego Założyciela troszczy się o cierpiących na ciele i na duszy. Zobacz: http://www.kamilianie.eu/index.php?k=8&p=3 lub napisz: O. Mariusz Kwiatkowski MI ul. Damrota 7 44-145 Pilchowice TEL. 662 142 415 Mail: oscampowol@interia.pl
 IWONA: 10.01.2014, 00:18
 BOG JEST MILOSCIA! JEST OJCEM KTURY KOCHA SWOJE DZIECI,I NIE CHCE ABY CIERPIALY....ZADEN OJCIEC NIE CHCE ABY JEGO DZIECI CIERPIALY.....POCZYTAJCIE SOBIE;HYMN O MILOSCI....TO MOZE WTEDY ZROZUMIECIE CO ONA OZNACZA.....DOBRY BOG EMANUJE DOBRO,I NIE JEST ZAZDROSNY NIE ZSYLA CIERPIENIA....TO ZRODLO NIE USTAJACEJ MILOSCI.... TYLKO DEMIUEGO JEST ZLYM I ZAZDROSNYM BOGIEM,I TO WLASNIE JEMU PRZECIWSTAWIL SIE SAM JEZUS,PRZEZ CO DEMIURGO GO PRZESLADOWYWAL!!!!! LUDZIE KTO WAM TAK W GLOWACH POPRZEWRACAL...TO PANI KRYSTYNA INSULTUJE I OBRAZA NASZEGO"DOBREGO I MILOSIERNEGO BOGA KTURY JEST ZRODLEM "CZYSTEJ MILOSCI".TO DEMIURGO ZYWI SIE NASZYM STRACHEM I NASZYM CIERPIENIEM A DO TEGO JEST ZAZDROSNY i MSCIWY,JIE MOZE ZNIESC KIEDY KTOS JEST SZCZESLIWY,WIEC ODBIERA LUDZIA TO CO JEST DLA NICH NAJDROZSZE I TO CO NAJBARDZIEJ KOCHAJA,PRAWDZIWA MILOSC NIGDY NIE ZAZDROSCI........
 IWONA: 09.01.2014, 23:50
 BOG JEST MILOSCIA! JEST OJCEM KTURY KOCHA SWOJE DZIECI,I NIE CHCE ABY CIERPIALY....ZADEN OJCIEC NIE CHCE ABY JEGO DZIECI CIERPIALY.....POCZYTAJCIE SOBIE;HYMN O MILOSCI....TO MOZE WTEDY ZROZUMIECIE CO ONA OZNACZA.....
 katarzyna: 29.10.2013, 13:04
 Dziękuję Krystyno za te słowa, dziękuję Tobie i Bogu,że daje nam takich ludzi jak Ty .Twoja historia to ŻYWA DOBRA NOWINA!!!!!! W chwili kiedy ktoś zadaje nam ból czujemy pokój, miłość. Tylko bliskość Boga sprawia,że cierpienie można ukochać!!! Proszę Cię o modlitwę za mnie, męża , dzieci i rodziców. Z Panem Bogiem!!!!!
 Artur: 16.09.2013, 22:02
 Wspaniałe świadectwo, każdy z nas powinien dążyć do takiego zaufania Bogu.
 Mateusz: 16.09.2013, 16:37
 Nie rozumiem jak można pisać takie głupoty: "CIERPIENIE TO NAJPIĘKNIEJSZY BOŻY DAR". Ludzie, Bóg nie zsyła na nikogo cierpienia, cierpienie nie jest żadnym darem. Gdyby tak było to oznaczało by to że Bóg jest okrutny, a tymczasem Bóg jest miłością. Jezus mówił że przyszedł żeby dać nam radość i pokój a nie cierpienie. Bóg nas może wspierać w cierpieniu ale to nie oznacza że On je na nas zsyła. Bóg daje nam dary Ducha Świętego a nie cierpienie. Jeżeli Bóg by dawał w darze cierpienie to dlaczego Jezus uzdrawiał chorych a nie dawał im w "darze" chorób? Bóg nie potrzebuje naszego cierpienia tylko naszej miłości. Jezus pytał Piotra: " czy miłujesz mnie bardziej niż inni" a nie pytał: "czy cierpisz Piotrze bardziej niż inni?" Bóg jest miłością i daje miłość a nie cierpienie. No chyba że wierzycie w jakiegoś innego boga, to wtedy może i zsyła cierpienie
 Niewierna kochająca: 12.09.2013, 10:11
 JEZUS CIE KOCHA
 Aś29: 05.09.2013, 20:59
 Krystyno,gdy czytałam Twoje świadectwo, byłam wzruszona.Jesteś tak bardzo blisko z Panem Bogiem i Matką Najświetszą,to jest coś pięknego. Wierzę ze Bog wybaczył mi wszelkie krzywdy jakie wyrzadziłam rodzinie i innym, i caly czas bedzie prowadził mnie tą samą drogą,bym nigdy wiecej już z niej nie zbładzila.I swoje cierpienia,troski również powierzam Panu i Matce Najświetszej. Niech Bog ma Nas w OPIECE!!
 K: 03.09.2013, 18:02
 Maryjo, Matko Boza, proszę Cię, pomoz mojej mamie. Cierpi przeze mnie, Ty patrzysz na to kazdego dnia-jak jej oczy puchną od placzu, jak wychozi z domu i chodxzi bez celu po miescie. Jak bardzo jest smutna, jak bardzo brak jej sily, nadziei, milosci, szacunku.Jak bardzoi mnie kocha... Maryjo, dziekuje Ci za milosc od mamy, dziekuje, ze ofiarowalas mi matkę,ktora umie wybaczac, dziekuje, ze moge z Toba porozmawiac. Jest mi bardzo ciezko. Kazdego dnia krzywdze moją mamę. Patrze na jej poworny bol, łzy i niezniszczalną milosc do mnie...Maryjo, Mateńko, bardzo Cię proszę, miej moja mamę w opiece. Czuwaj nad nią kazdego dnia i kazdej nocy. Wkej w jej smutne serce milosc, wiarę i usmiech. Wiem, ze nie powinnam prosic Cie o wybaczenie. Wiem, ze bardzo grzeszę. Krzywdze kogos, kto dał mi zycie. Maryjo, nie wiem co mam robic, zagubilam sie w zyciu, pragnę nawrocic sie, zmienic. Chce byc dobrym czlowiekiem, chce zniszczyc zlo, ktore jest we mnie. Maryjo, pomoz mi sie zmienic. Proszę Cię Matko Syna Bozego daj mojej mamie siłę i zdrowie. Kocham ją nad zycie mimo tego, ze slowem ją zabijam. Miej ją Matko w opiece.
 Ten o którym się nie mówi: 30.04.2012, 06:20
 św. Paweł od Krzyża († 1775): "Och, niech będą błogosławieni ci, którzy podejmują czyste cierpienie bez pociech i nadal służą Bogu! To prawdziwie wierni słudzy, którzy wchodzą do radości Boskiego Pana. Odwagi mój drogi. Bóg pragnie cię uczynić całego swoim i dlatego sprawdza cię i doświadcza cię i ćwiczy, abyś mógł być jego dobrym żołnierzem. Nie bój się, mój drogi, albowiem odniesiesz zwycięstwo." Mam podobnie jak autorka tekstu. Cierpienie to moje drugie imię, są czasem chwile, że nie daje już rady. Czasem wydaje mi się, że bóg wobec mnie jest "chamski", że zamiast mi pomagać to tylko dodaje mi ciężarów, ale wiem, że wszyscy uczniowie nazarejczyka na świecie cierpią podobnie jak ja. Moje cierpienia trwają ponad 20 lat mimo, ze mam tylko 30. Choroby, samotność, różne ciężkie doświadczenia życiowe. Normalnie ani chwili nie mam spokoju, czasem cierpię dzień i noc. Muszę iść tym "korytem rzeki", które uformował mi bóg, jednak patrze czasem na innych ludzi, że są szczęśliwi, że w życiu im się szczęści i chciałbym tak samo, a nie ciągle chodzić w smutku i cierpieniu. Oczywiście nie chce się pozbyć całkiem cierpienia, bo wówczas oznaczało by to, że bóg mnie zostawił, ale czasem mam ochotę na wytchnienie, a nie ciągłe nieszczęścia w życiu, których nie ma końca. Ale widocznie taki jest mój smutny los...
 Anuszka: 09.08.2010, 21:40
 Piekne swiadectwo... Czytalam je kilka razy, czesto z ogromnnym wzruszeniem... Dziékuje pani Krystyno za przepiekne i bardzo umacniajace swiadectwo...
 ella: 16.12.2009, 20:30
 KRYSTYNO TWOJE SWIADECTWO JEST DROGOWSKAZEM DLA WSZYSTKICH.DZIEKI PANU BOGU I MATECZCE NAJSWIETSZEJ ZA TE DARY I LASKI JAKIMI CIE OBDARZYL. ZYCZE CI ABYS MIALA SILE DO KONCA NIESC SWOJ KRZYZ. JESTES "DZIECKIEM" BOZYM-to odrazu widac jak CIE BOG UMILOWAL. DROGA USWIECENIA JEST DLUGA I TAJEMNICZA, a kto wie jakie PAN BOG MA PLANY DLA CIEBIE.POMODLE SIE ZA CIEBIE, ABYS DO KONCA WYTRWALA NATEJ DRODZE,KTORA CIE PROWADZI MATECZKA BOZA. NIECH PAN BOG CIE BLOGOSLAWI NA DALSZEJ DRODZE TWOJEGO ZYCIA. PROSZE WSZYSTKICH CHETNYCH O DZIESIATKE ROZANCA SWIETEGO W INTENCJI: O WSZELKIE LASKI POTRZEBNE DO ZBAWIENIA DUSZY I CIALA DLA MNIE I MOJEJ CALEJ RODZINY ORAZ CALEJ MOJEJ OJCZYZNY I DLA CALEGO SWIATA. BOG ZAPLAC WSZYSTKIM.
 
(1) [2]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej