Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Muzyka na beatyfikację

     Usłyszymy ją na placu św. Piotra 1 maja. Kompozytor Michał Lorenc właśnie wrócił z nagrań z afrykańskim chórem w Kamerunie.

     Muzyka powstała do najnowszego, póitoragodzinnego filmu "Jan Pawłeł II - Szukałem was". Składają się nań wywiady z osobistościami tego świata, m.in. Dalajlamą i królem Jemenu. Film został już zaprezentowany w Watykanie. Będzie miał też dłuższą wersję, telewizyjną, na którą złoży się 10 godzinnych odcinków.

     - Są sugestie, żeby towarzysząca mu muzyka zabrzmiała w dniu beatyfikacji na placu św. Piotra - zdradza Michał Lorenc. - Nagrałem ją w dwa tygodnie. Potem otrzymałem dodatkowy czas na pracę, więc pomyślałem o wprowadzeniu nowych elementów. Zrodził się pomysł, żeby pojawiły się w niej chóry afrykańskie, które śpiewały dla Jana Pawła II w czasie pielgrzymek.

     Kiedy rozmawialiśmy z Michałem Lorencem przed wyjazdem do Kamerunu, mówił o towarzyszących mu obawach. Czy nagranie będzie można zrealizować, skoro w Kamerunie trwa właśnie pora deszczowa? Uderzający o blaszaną zabudowę deszcz - wobec braku profesjonalnego studia - mógłby popsuć efekt. - Udało się! - ocenia z entuzjazmem kompozytor po powrocie. Ale wyjazd obfitował w niespodzianki.

     W Kamerunie ekipa - z ks. prof. Jarosławem Różańskim, misjologiem z UKSW - spędziła tydzień. Zabrali ze sobą sprzęt do nagrywania. Niedogodnością były braki w dostawie prądu. W hotelu musieli ładować baterie i tak pracowali.

     Nagrywali z 35-osobowym, istniejącym od kilku lat chórem, po kilka godzin dziennie. Część chórzystów pracuje na miejscowym uniwersytecie, gdzie odbywały się próby. Brali udział w sesjach w czasie wolnym od zawodowych obowiązków.

     - Afrykańczycy muzykę mają we krwi. W ogóle nie czytają nut - opowiada kompozytor. - Początkowo w ogóle się nie rozumieliśmy: inna skala, inny rytm, do którego trudno było znaleźć klucz. Dyrygent też tylko od czasu do czasu pokazywał chórowi jakieś znaki. Bardzo pomocna była obecność Marty Maślanki, która jest wybitnym muzykiem perkusyjnym. Wreszcie wszystko poszło genialnie, równo. I było niesamowite. Nagraliśmy trzy pieśni: Ave Maria, Agnus Dei i Sanctus, które teraz opracowuję.

     - Kiedy mieliśmy próby w wielkim patio uniwersytetu, z okolicy zewsząd dobiegało śpiewanie. Nie jest to niczym nadzwyczajnym, bo cały Kamerun jest rozśpiewany - podkreśla Michał Lorenc.

     Muzykę napisał do drugiego już filmu o papieżu-Polaku. Za ścieżkę dźwiękową do "Oddalenia" Jan Paweł II wręczył mu medal papieski. - Miałem zaszczyt spotkać się z nim w Watykanie w dniu projekcji filmu - mówi kompozytor. - Chociaż zdawałem sobie sprawę z wielkiego formatu tego człowieka, dopiero wtedy zacząłem mu się przyglądać z bliska i dzięki temu odkrywać nowy aspekt chrześcijaństwa. Jego obecności doświadczam od 1999 r. i jest to bardzo mocne przeżycie.

     PAMIĘCI KATYNIA

     Do swojej osoby i twórczości Michał Lorenc ma bardzo krytyczny stosunek, choć jest jednym z najlepszych kompozytorów w Polsce i jednym z najbardziej znanych za granicą. - Mam za sobą doświadczenie trudu pracy. Nie jestem miłośnikiem własnych dokonań, nie słucham swojej muzyki. Nie czuję specjalnej misji, którą miałbym wypełniać - stwierdza.

     Jego muzyka z filmu "Różyczka" posłużyła jako podkład dźwiękowy w Telewizji Polskiej do relacji z wydarzeń związanych z katastrofą smoleńską. - To był zupełny przypadek - mówi Michał Lorenc - miało być inaczej. Wcześniej bowiem, przed obchodami rocznicy katyńskiej, wydawca "Wiadomości" zwrócił się do niego o możliwość wykorzystania fragmentów ścieżki z filmu o pułkowniku Kuklińskim. Lorenc dograł jeszcze hymn narodowy. Muzyka miała być podkładem do relacji TVP z uroczystości w Katyniu, w których miał brać udział prezydent Lech Kaczyński.

     Muzyka Lorenca zabrzmiała w innych okolicznościach. - Wydawca miał wtedy moje nagranie do "Różyczki". I ono zostało wykorzystane w telewizji następnego dnia po katastrofie - wyjaśnia twórca. - To jest dla mnie ważne, że miałem swój udział w uszanowaniu tych, którzy zginęli - podkreśla.

     Jego muzyka zabrzmiała też w filmie "Trzej kumple" oraz "Solidarni 2010". -Z Ewą Stankiewicz, ich autorką, pracowałem przy kilku filmach - mówi Michał Lorenc.

     Zdarza się, że ze względów etycznych odmawia napisania muzyki. - Tak było, kiedy przyszedł do mnie reżyser, który chciał zrobić komedię o "łowcy skór" z Łodzi - wspomina. - Nie potrafię wciągnąć się w humor komedii opowiadających o inwazji na Czechosłowację, o życiu w KL Auschwitz czy ukrywających się Żydach.

     Lorenc napisał muzykę do ponad 175 spektakli teatralnych, seriali telewizyjnych i filmów takich jak "Ojciec Mateusz", "Przedwiośnie", "Cztery noce z Anną", Kroll", "Psy", "Zabić Sekala", "Złoto dezerterów", "300 mil do nieba". Współpracował z najlepszymi reżyserami z Polski, Czech, Wielkiej Brytanii i USA. W 1996 r. wyjechał do Hollywood. Tam dostał propozycję napisania muzyki do filmu "Exit in red" z Mickey'em Rourkem. To po tym filmie, w tym samym roku, przyszła propozycja muzyki do superprodukcji kultowego reżysera Boba Rafelsona "Krew i wino", z gwiazdorską obsadą: Jackiem Nicholsonem i Jennifer Lopez. Następnie zaproponowano mu stałą pracę w USA i pisanie muzyki do filmów, o co inni starają się latami.

     WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO

     Wrócił jednak z żoną Agnieszką do kraju. - Przed wyjazdem z Polski poznałem Drogę Neokatechumenalną, ale nie to było przyczyną naszego powrotu - mówi Michał Lorenc. - Dopiero później, w neokatechumenacie, świat wywrócił mi się do góry nogami. Zobaczyłem, że najważniejszą sprawą nie jest: wyjechać do USA czy zostać, ale dać się prowadzić Panu Bogu.

     Do wspólnoty trafił przed 16 laty za sprawą Marcina Pospieszalskiego.

     - Miałem bardzo poważne problemy z rzeczywistością. Marcin, z którym przyjaźnię się do dzisiaj, powiedział, że nade mną się pomodli. Kolega modlący się nade mną przy stole - było to dla mnie czymś bardzo osobistym i tak bardzo upokarzającym - wspomina Michał Lorenc.

     Skutek byl natychmiastowy: poszedł do łazienki i wyrzuci! wszystkie używki. - Dopiero po latach uświadomiłem sobie, jaką moc może mieć modlitwa - komentuje. Trafił do neo-katechumenatu. Potem do wspólnoty dołączyli żona, córka i syn.

     - Neokatechumenat to najmocniejsze przeżycie, jakie zdarzyło mi się w życiu. Wszystko się zmieniło, choć z pozoru nie zmieniło się nic. Wcześniej byłem pewny, że ja jestem centralną postacią tego niedoskonałego świata. Teraz widzę, jak jestem niedoskonały. Bycie we wspólnocie uczy, by nie osądzać drugiego człowieka, pomaga go zrozumieć. To rzeczywistość, w której człowieka zaczyna uświadamiać sobie, że Bóg go kocha takim, jakim jest, choć wcześniej człowiek sądził, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. - Mam coraz więcej zaskakujących obserwacji, że Pan Bóg chce mojego dobra i Jego decyzje są lepsze od moich - stwierdza z przekonaniem Lorenc. - Dzięki neokatechumenatowi przeżyłem śmierć mojego ojca jako pożegnanie, a nie rozstanie. Wiem, że kiedyś się zobaczymy - dodaje.

     Dużo czasu spędzają z żoną Agnieszką na weekendowych wyjazdach formacyjnych wspólnoty, na wakacyjnych rekolekcjach, na modlitwie w ciągu tygodnia. W domu razem odmawiają jutrznię i modlitwę godzin. - Mamy wielkiego formatu katechistów i ludzi, którzy tworzą ciekawą duchową rzeczywistość - stwierdza muzyk.

     MUZYCZNY NIKIFOR

     Michał Lorenc co roku otrzymuje z Polski i zagranicy po kilka propozycji napisania muzyki. Emocjonalność i prostota wyrażania uczuć to charakterystyczne cechy cenione w jego muzyce.

     - Nie raz i nie dwa jestem niezadowolony z tego, co napisałem, ale producent myśli inaczej - podkreśla muzyk. - Nie chcę nazywać się kompozytorem. Jestem autorem muzyki filmowej. Pisząc muzykę muszę słyszeć temat i nastrój, a potem często jestem zaskoczony brzemieniem nagrań.

     - U mnie pisanie podszyte jest "nikiforyzmem" - mówi o swojej pracy. - Nikifor uważał, że maluje najprościej, jak można, ale zawsze wiedział, co chce przekazać, jak ma wyglądać całość.

     - Dopiero teraz zaczynam widzieć pewien porządek w tym, co przytrafiło mi się w życiu - mówi na koniec naszego spotkania. - Sam nigdy bym tego nie wymyślił.


Irena Świerdzewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

6 lutego 2011


Nauczanie moralne Jana Pawła II: Bioetyka Nauczanie moralne Jana Pawła II: Bioetyka
Jan Paweł II
Doskonały przewodnik po nauczaniu Jana Pawła II. Między innymi: aborcja, eutanazja, homoseksualizm, klonowanie, sztuczne zapłodnienie, transplantacja organów... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej