Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Z miłości i do miłości

     Życie w pojedynkę można uznać za jedną z wielu dróg realizacji powołania człowieka, jeżeli dana osoba przyjmuje ją jako zaproszenie do miłości.

     Chciałbym porozmawiać o ludziach dorosłych, którzy nie żyją w małżeństwie i zarazem nie wybrali życia konsekrowanego i o ich drodze do Boga.

     Ks. Damian Brył: Na początek warto zauważyć, że osoby te mogą znajdować się w różnych sytuacjach. Są osoby, które żyją w samotności i to jest ich świadomy i dobrowolny wybór. Właśnie w ten sposób odczytali swoją drogę życiową i zgodzili się na nią. Ale są także osoby, które odczytały zaproszenie do małżeństwa, szukały współmałżonka i go nie znalazły. Jeszcze inna jest sytuacja ludzi, którzy żyli w małżeństwie i zostali porzuceni lub sami z różnych powodów odeszli, a świadomi przyrzeczonych zobowiązań trwają samotni. Odmienna jest sytuacja osoby, której współmałżonek umarł.

     I wreszcie mamy tak zwanych singli - formę życia dzisiaj bardzo modną. Chodzi o osoby, które nie wiążą się z nikim, aby nie mieć zobowiązań wobec drugiej osoby, często też nie są gotowi lub nie chcą brać odpowiedzialności za kogoś innego. Dla wielu osób tak żyjących bycie samemu nie jest powołaniem, lecz raczej stylem życia z konieczności.

     Czy można mówić o istnieniu powołania do życia w pojedynkę?

     Pan Bóg powołuje człowieka z miłości i do miłości. Można powiedzieć, że powołanie które otrzymaliśmy na chrzcie świętym, które realizuje się przez życie w wierze nadziei i miłości jest fundamentalnym, najważniejszym powołaniem każdego człowieka. Powołanie to może przybierać różne formy.

     Życie w pojedynkę można uznać za jedną z wielu dróg realizacji powołania człowieka, jeśli jest drogą w miłości, jeżeli dana osoba przyjmuje ją jako zaproszenie do miłości, nie traktując tej drogi jako ucieczki od miłości.

     Myślę, że Pan Bóg prawdziwie powołuje takich ludzi, a niektórych zaprasza do szczególnych dzieł. Wokół nas nie brakuje osób, które całkowicie poświęcają się w służbie dla innych.

     Natomiast bardzo często problemem jest odkrycie takiego powołania i przyjęcie go. Jeśli ktoś odkrywa taką drogę i przyjmuje ją, może pięknie służyć Bogu i ludziom.

     Ale przecież "niedobrze, aby człowiek był sam". Czy więc Pan Bóg naprawdę powołuje do samotności?

     Samotności, o której tu mówimy nie można rozumieć jako negacji relacji, więzi, kontaktów. Niektórzy wolą mówić, że osoby te są "same", ale nie "samotne".

     Jak wcześniej wspomniałem, nie istnieje powołanie, które byłoby ucieczką od miłości, od relacji z drugim człowiekiem. Życie bez współmałżonka nie może oznaczać negacji miłości, to byłoby zaprzeczenie powołania. Bycie singlem - w znaczeniu, o jakim mówiłem wcześniej - nie jest chrześcijańskim powołaniem. Czy można w takim razie powiedzieć, że każda osoba, która nie spotkała kogoś kto zostałby jej małżonkiem i zarazem nie wybrała drogi powołania kapłańskiego czy życia konsekrowanego jest powołana do życia w samotności?

     Może przyjąć taką formę życia jako rodzaj powołania. Może rozeznać powołanie do życia samotnego.

     A jak ktoś ma poczucie, że jest powołany do życia małżeńskiego, ale po prostu nikogo nie spotkał?

     To może nie do końca dobrze rozeznał swoje powołanie. Zdarza się, że przekonanie, które nam może towarzyszyć na jakimś etapie naszego życia, nie jest znakiem Bożego powołania.

     W sytuacji, gdy ktoś jest otwarty na życie w małżeństwie i nie może spotkać drugiej osoby, może starać się przyjąć stan, w którym jest. Pan Bóg takiemu człowiekowi nie odmawia błogosławieństwa, jeśli szczerze rozeznaje i podejmuje tę sytuację.

     Jakiej by więc udzielił Ksiądz konkretnej rady osobie, która szuka, ale nie może w takiej sytuacji zrealizować drogi swojego powołania?

     Na początek warto się zastanowić, co przeszkadza w podjęciu takiej drogi powołania. Czasami zdarza się, że szukamy woli Bożej, szukamy powołania, mając już jakby gotową odpowiedź. Czyli w gruncie rzeczy nie szukamy, tylko chcemy, aby Pan Bóg potwierdził nasz wybór, brak nam wtedy otwartości.

     W rozeznawaniu powołania potrzeba dużo spokoju i cierpliwości, a nade wszystko klimatu modlitwy.

     U osób samotnych zauważyć można pewną formę niezgody na przeżywaną sytuację, szczególnie gdy osoba miała wielkie i piękne plany matrymonialne. W takiej sytuacji ważnym krokiem jest modlitwa o przyjęcie sytuacji, w której się jest, o zgodę że dzisiaj, tu i teraz, żyję w takich a nie innych okolicznościach. W pewnym momencie życia trzeba przyjąć prawdę o samotności. Niekiedy droga do przyjęcia tej prawdy, prawdy, że do końca życia mogę żyć sam, jest bardzo trudna, wymaga otwarcia się na łaskę Pana Boga, ale też dużego wysiłku osobistego, by zgodzić się na taką sytuację.

     Trzeba zaakceptować, że na tej drodze można kochać prawdziwie i autentycznie, czyli realizować swoje powołanie. Często wydaje się, ze jeśli ktoś nie ma bliskiej osoby, to miłość go nie dotyczy. A przecież istotą życia chrześcijańskiego i jego rozwoju jest życie w miłości.

     Często osoby nie żyjące w małżeństwie czują się gorsze.

     Czują się gorsze, bo nie odkryły w tym swojego powołania. Osobiste odkrycie i przyjęcie takiego powołania powoduje, że ta osoba odnajduje się jako człowiek i jakoo chrześcijanin.

     Z drugiej strony patrząc, ważne jest, aby inni, szczególnie osoby żyjące w małżeństwie, nie patrzyły na ludzi żyjących samotnie jako osoby drugiej kategorii.

     Czy więc nie można mówić o lepszym lub gorszym powołaniu?

     Jan Paweł II w "Familiaris Consortio" przypomina: "Kościół w ciągu swych dziejów zawsze bronił wyższości charyzmatu dziewictwa w stosunku do charyzmatu małżeństwa z uwagi na jego szczególne powiązanie z Królestwem Bożym" (n. 16).

     Warto jednak zauważyć, że już Sobór Watykański II, kładzie jednocześnie nacisk na wzajemną komplementarność powołań.

     Chciałbym w takim razie zapytać o duszpasterstwo osób samotnych. Mam wrażenie, że zbyt wiele troski się im nie poświęca. Nie ma dla nich żadnego specjalnego duszpasterstwa. Nawet nauki stanowe w trakcie rekolekcji parafialnych, choć formalnie przeznaczone dla wszystkich kobiet czy dla wszystkich mężczyzn, w praktyce najczęściej poruszają problemy życia małżeńskiego.

     Rzeczywiście, wydaje mi się, że brakuje duszpasterstwa specjalnego, czy mówiąc dokładniej, specyficznie nachylonego nad problemami osób samotnych.

     Warto, abyśmy nie zapomnieli o tych adresatach Dobrej Nowiny, abyśmy bardziej pochylali się nad tymi osobami i pomogli im odnaleźć się w ich sytuacji.

     Formy pomocy mogą być różne. Mogą to być rekolekcje specjalnie dla osób samotnych. Inną formą, w moim odczuciu ważniejszą, jest towarzyszenie indywidualne. Sytuacja każdej z tych osób jest jedyna i niepowtarzalna. Pochylenie się nad konkretnym człowiekiem i towarzyszenie mu przez kierownictwo duchowe, czy posługę stałego spowiednika, byłoby wielką pomocą dla tych osób.

     Ważną rzeczą w zaangażowaniu duszpasterskim jest, aby pomóc tym osobom w przyjęciu sytuacji, w której są i odkryciu, że ich życie nie jest przegrane. Będąc samemu też można pięknie żyć na tym świecie, służyć Panu Bogu i ludziom, być szczęśliwym człowiekiem.


Rozmawiał Krzysztof Jankowiak


Tekst pochodzi z pisma
Ruchu Światło-Życie "Wieczernik" nr 150


Ks. Damian Brył jest ojcem duchownym Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu,
adiunktem na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,
specjalistą od teologii moralnej i duchowości. Jest kierownikiem duchowym i spowiednikiem
wielu osób świeckich.




   


E-mail od Pana Boga do młodzieży E-mail od Pana Boga do młodzieży
Clarie Cloninger i Curt Cloninger
Stoisz przed życiowym wyborem? Zdajesz do nowej szkoły, a może niebawem czeka cię egzamin maturalny, na studia lub obrona pracy dyplomowej? Starasz się o przyjęcie do pracy? Zajrzyj do swojej skrzynki z e-mailami. Wśród wielu listów od kolegów i przyjaciół znajdziesz dziś wiadomość specjalną - list od Pana Boga... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Agucha: 05.01.2014, 19:21
 Różnie to w życiu jest. Mam koleżankę po 50tce, która odeszła od meżą tyrana i żyje teraz samotnie, jej syn pracuje za granicą - odwiedz ją czasem tylko. Jest teraz faktycznie sama i dobrze sobie radzi, a co więcej - dobrze się czuje - jest wesołą osobą i cieszy się tym stanem:) Miałam też w rodzinie ciocię, która miała męża pijaka ale wytrwałaprzynim około 20 lat. Potem on zmarł, dzieci nie mieli, a ona wtedy poznała wdowca - ożenili się. On również zmarł, a ona wróciła i żyła samotnie, ale nigdy nie narzekała i zawsze ufała Panu Bogu, że on sie nią jakoś zaopiekuje :) Pod sam koniec jej życia zaopiekowała się nią jej siostrzenica. Pan Bóg był dla niej łaskawy, ufajmy mu zawsze!
 Sandr: 01.05.2013, 22:15
 Myślę,że życie w samotności ma ogromny sens. Jest o wiele trudniejsze od życia w samotności i wymaga dużo siły od człowieka, a także wiary w Pana Boga.Każde życie od urodzenia aż do śmierci jest ważne tak samo. Człowiek, który zostaje sam dżwiga większy ciężar, jeśli nie ma się z kim podzielić swoimi uczuciami, problemami. Nie jest sprawiedliwe, jeżeli osoby żyjące w związku czują sięlepsze i odtrącają taką osobę. Przecież doceniając każdego człowieka bez względu na to co ma pokazujemy, że umiemy kochać. Jeżeli miłość małżeńska będzie zamknięta na szacunek dla drugiego, to jeszcze nie będzie doskonała... Pozdrawiam, życzę wszystkim samotnym siły, odwagi, miłości niczym nie ograniczonej, docenienia wartości życia samego w sobie. Pan Jezus też był na ziemi sam, a kochał wszystkich ludzi:)
 :): 30.12.2012, 09:48
 Do Agi: Człowiek w każdej chwili może zostać sam,mąż ci nie daj Boże umrze,dzieci mogą wyjechać na drugi koniec świata i co wtedy? Ile jest starszych ludzi oddawanych przez własne dzieci do domu starców? 0 zainteresowania ze strony dzieci. To niestety nie daje gwarancji,że będziesz szczęśliwa.
 aga: 04.11.2012, 20:37
 nie zgadzam się,jak Cię nie ma kto przytulić i pocałować kiedy tego potrzebujesz czujesz się nie zaspokojona.Kto ma wtedy to zrobić?Mąż koleżanki?przecież to bez sensu Nikt nie powinien zostać sam z taką potrzebą,,,ani uciekać od niej
 W.: 25.04.2011, 13:38
 A skąd wiecie,że małżeństwo daje szczęście? To skąd się biorą te rozwody?
 Anonim: 19.02.2011, 08:49
 Nieraz kapłan polecił mi udać się do lekarza. Psychiatra powiedział mi, że mam zespół Aspergera i nerwicę natręctw (Kościół powinien pomagać osobom z tymi problemami). Na świecie widać wielką nędzę, kryzys wiary i moralności (szczególnie uciążliwy wydaje się mi problem nieczystości - św. Alfons Liquori powiedział, że 99% spośród potępionych utraciło zbawienie właśnie przez ten grzech). Szkoda, że ci, którzy nie mają takich problemów, nie dbają tak o cnotę. W moim domu rodzinnym panuje bieda duchowa - agresja, zbytnie przywiązanie do dóbr doczesnych. Mam bardzo dziwaczne myśli i styl odbioru rzeczywistości. W ostatnim czasie dręczy mnie osobliwy popęd płciowy. Dane osobowe (imię, nazwisko), spojrzenie na koleżanki stają się niepożądanym bodźcem. Popełnienie grzechu nieczystego, gdy odczuwa się popęd płciowy jest jak zjedzenie muchomora w głodzie - tylko ci zaszkodzi. Po co ranić Stwórcę i zabijać duszę, samemu cierpieć? Moją wolą jest, aby na każdego patrzeć czysto. Chcę pozbyć się tego, co złe, chcę wytrwać w anielskiej czystości do końca życia. Nie wiem, jakie mam powołanie - czy w takim stanie (głównie z powodu zaburzeń psychicznych) mogę być kapłanem, osobą konsekrowaną (chcę, aby na świecie było jak najwięcej świętych powołań). Dla mnie wydaje się, że powołanie do życia w samotności (poza małżeństwem) będzie większą ofiarą, czymś bardziej ascetycznym, ale moją wolą nie jest realizowanie własnych planów. Niech czystość zapanuje w każdej duszy!
 X: 06.04.2010, 18:57
 Nie zgadzam się z tym artykułem. Co do zasadny nie ma powołania do samotności. Wyjątkiem są sporadyczne sytuacje gdy ktoś jest powołany do jakiegoś szczególnego dzieła np opieka nad niepełnosprawnymi, ciężko chorymi itp. Pozostali samotni to ludzie głęboko nieszczęśliwi. Człowiek samotny zawsze pozostanie nieszczęśliwy nawet jak zaakceptuje swoją samotność. No bo jak inaczej nazwać sytuację gdy nie są zaspokojone podstawowe ludzkie potrzeby takie jak potrzeba bliskości drugiej osoby, czułości, dotyku, potrzeby seksualne. Taka osoba może co najwyżej przyzwyczaić się do samotności. Proces akceptacji poprzedzony jest czasami latami cierpienia trudnego do zniesienia i jest wynikiem bezsilności i niemożności zmiany tej sytuacji. W mojej ocenie osoby samotne trzeba zachęcać do modlitwy o zmianę ich przykrego położenia a nie do jego akceptacji
 Agata: 19.01.2010, 16:13
 Kiedyś uważałam, że miłość nie jest dla mnie po czym spotkałam kogoś kogo pokochałam. Byłam szczęśliwa – jakie to wspaniałe uczucie. Po jakimś czasie coś się popsuło, ja nadal kochałam ale nie mogliśmy być już razem bo człowiek ten wcale mnie nie kochał, miał wobec mnie inne wymagania na które ja nie byłam gotowa i nie mogłam ich spełnić… Po roku pozbierałam się jakoś i czekam na kogoś kto będzie mnie kochał i szanował taką jaką jestem z moimi wadami i defektami. Jeśli chodzi o to co przeżyłam, nie żałuję tego, w życiu nie powinno się niczego żałować bo każdy błąd uczy. Dziś mam 18 lat jestem nadal sama i szukam dalej człowieka z którym porankiem mogłabym smażyć jajecznice i powiedzieć mu po przebudzeniu „dzień dobry” a kiedy coś pójdzie nie tak „przepraszam”. Chciałabym powrotem kogoś pokochać tak mocno gdyż 3 lata mnie to już nie spotkało a wiem jakie to jest wspaniałe uczucie. Zostawiam tu więc swojego maila jeśliby chciał ktoś porozmawiać ze mną, niekoniecznie na ten temat. autsajder000@o2.pl
 Piotr: 26.09.2009, 10:26
 Ja jeszcze nie spotkałem tej jednej jedynej na swojej drodze. Ale nigdy się nie poddam nigdy i nigdy nie pogodzę się z tym że mógłbym żyć samotnie. Kto raz się zakocha i zazna tego uczucia nigdy się już od tego nie uwolni i nigdy się nie pogodzi z samotnym życiem!!
 Dorota: 27.07.2009, 19:36
 Rzeczywiście, brakuje duszpasterstwa osób samotnych. Podczas rekolekcji parafialnych usłyzałam coś bardzo przykrego-że kobiety,które nie maja dzieci są mniej wartościowe.Bardzo mnie to zabolało,bo jestem osobą samotną po40-stce. Nie wyszłam za mąż,ponieważ boję się bliskich relacji i myślę,że nie jest to moja wina...zawsze też musiałam opiekować się innymi-np bratankami,bo brat i bratowa nadużywają alkoholu.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej