Opowieść o Aniele Stróżu
Mój Anioł Stróż
delikatnymi rękami
nie potrafi nawet
utrzymać noża aby
ukroić chleb
rani boleśnie
smukłe palce
mdleje na widok
niebiesko przezroczystej
krwi
Rankiem
drżącymi skrzydłami
przeciera oczy
boi się każdego dnia
gdy listonosz
dzwoni do drzwi
podskakuje na krześle
wzlatuje wysoko
tłukąc aureolą
w sufit
Na ulicy stąpa
o pół kroku
ostrożny i skulony
chce wracać do domu
na jego białych skrzydłach
osiada kurz
który trzeba zdmuchiwać
aby nie złamać
krótkowiecznego
pióra
Wieczorami
pisze długie
białe poematy
szepce do ucha
niedobre rady
z anielską cierpliwością
każe wierzyć
w boską
i człowieczą
miłość
Przecież nie powiem ci
Aniele Boży
skoro na otarcie łez
podajesz mi
niebieskie migdały że
nie ustrzeżesz mnie
dlatego muszę sama
nosić Cię w walizce
z której wystają Twoje
zakurzone skrzydła
Autor nieznany

|