Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Obietnica i pewność, czyli nadzieja w Piśmie Świętym

     Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dat obietnicę (Hbr 10,23).

     Cała historia zaczęła się następująco:

     Pan Bóg Wszechmogący, królujący z wieka, raczył na swój święty kształt stworzyć człowieka. Nad wszystko stworzenia bardzo wspaniałego, aby znał i chwalił Pana, Boga swego...

     Bóg, istniejąca odwiecznie Miłość, zapragnął stworzyć człowieka, którego mógłby obdarzyć swoją miłością i który mógłby na tę miłość odpowiedzieć. I oto w człowieku odbiło się to, co w tym świecie najpiękniejsze i najbardziej cenne: odbił się sam Bóg. Napisze potem Ezechiel: Byłeś odbiciem ęloskonałości, pełen mądrości i niezrównanie piękny. Mieszkałeś w Edenie, ogrodzie Bożym; okrywały cię wszelkiego rodzaju szlachetne kamienie, a ze złota wykonano okręt- ki i oprawy na tobie, przygotowane w dniu twego stworzenia (Ez 28,12-13). Napisano, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. A cóż jest obrazem Boga jak nie Jego Syn? Napisano wszakże: On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia (Kol 1,15). Ten obraz nosimy w sobie, czy chcemy czy nie, może być on w nas zamazany, ale nigdy nie da się go usunąć, bo JESTEŚMY stworzeni na obraz Boga. Człowieczeństwo Chrystusa, które w nim było pierwej zanim wszechświat powstał (mówię tu o Człowieczeństwie - por. Mdr 7,22-23 - nie o cielesności, bo to są dwie odmienne rzeczy) stało się tym obrazem, na wzór którego zostało uczynione nasze człowieczeństwo. A naszym podobieństwem w chwili stworzenia był Duch Święty. Jak opowiada św. Ireneusz z Lyonu, jeden z bardzo mądrych ludzi wczesnego chrześcijaństwa, skoro pisze się, że Bóg człowieka "ulepił" (biorąc z ziemi to co najczystsze i najdelikatniejsze), to można iść za tym obrazem dalej. I tak dochodzi do tej myśli, że czym się lepi cokolwiek, jeśli nie rękami, a te, kim mogą być, jeśli nie Jego Synem i Duchem Świętym, inaczej Słowem i Mądrością? A jak wiadomo w glinie odciskają się ślady dłoni, więc czemu tu miałoby być inaczej? Oto człowiek nosi w sobie dotyk tych dwóch dłoni, niezniszczalną pieczęć Boga, Jego kształt. Wynika też z tego, że Stwórca musi być w pobliżu swego stworzenia, a tak naprawdę to jest bardzo, bardzo blisko, bo nigdy nie wypuszcza z objęć miłości tego, co ulepiły Jego "ręce". Jak bardzo jest to istotne okaże się za chwilę. Tak więc mamy obraz i podobieństwo, obraz jest stały, ale podobieństwo może być mniejsze lub większe, z czego wynika, że człowiek może wzrastać, że jest postawiony na rozstaju dróg, między śmiercią, a życiem, nieśmiertelnością a śmiertelnością. W chwili stworzenia był jak dziecko, już dziecko Boga, ale dziecko, w którym jeszcze nie ujawniło się czym będzie, choć miało być PODOBNE do Boga w całym tego słowa znaczeniu (por. 1 J 3,2). Takie były zamierzenia i takie były plany Boga. Niestety, jak opowiada historia, w chwili próby człowiek nie zdał egzaminu dojrzałości wybierając śmierć i przekleństwo. Bo oto co się zdarzyło:

     ...Wnet mu diabeł zajrzał takiej szczęśliwości, zwiódł go nieszlachetnik w swej wielkiej chytrości, ii nad wolą Pana, Stworzyciela swego, nędzny owoc z drzewa jadł zakazanego...

     Co tak naprawdę wydarzyło się wtedy, nie wiemy. Po skutkach jednak można poznać, że przekroczenie przykazania było sprawą na tyle poważną, że dotknęło cały wszechświat. Człowiek był bowiem panem stworzenia, kiedy odszedł, pociągnął wszystko za sobą i tak całe stworzenie zastało poddane marności, nie z własnej winy jak napisze św. Paweł, ale z woli Tego, który je poddał w NADZIEI, że i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych (Rz 8,20-21). Tu pojawia się temat nadziei. Bo oto co wydarzyło się pod drzewem wiadomości dobra i zła. Człowiek po raz pierwszy złożył swoją nadzieję w kimś innym niż w Bogu, ZAUFAŁ szatanowi i ten, który jest kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8,44) zdradził go, tak samo jak wcześniej zdradził Boga. Można więc powiedzieć, że to pierwsze przestępstwo było zdradą nadziei, nadziei, jaką Bóg był dla człowieka i zdradą zaufania, jakim Bóg człowieka obdarzył. A nadzieja ta była to sprawa nie pobożnych życzeń, ale pełnia możliwości, jakie przed człowiekiem były rozciągnięte i z których mógł czerpać do woli. Albowiem w biblijnym słowie nadzieja jest już uobecnienie tego, czego się wyczekuje, mieć nadzieję, to nie znaczy myśleć, że być może... ale to być pewnym otrzymania tego, na co się oczekuje. Nadzieja w Piśmie jest tą spokojną pewnością, która pozwala iść naprzód poprzez ciemne doliny i największe pustynie, albowiem gdzieś w środku pozostaje pewność, że Pan JEST ze mną (Ps 23,4) i że w domu Ojca JEST mieszkań wiele (J 14,2). I oto tamtego dnia człowiek wyrzekł się tej nadziei. Zamienił swoją chwałę na podobieństwo cielca jedzącego siano (por. Ps 106,20).

     ...Tu na nieboraczka przyszła wielka trwoga gdy widział, ii wypadł z łaski Pana Boga. Precz wszystko stworzenie od niego uciekło, tui nad szyją widział czarta, śmierć i piekło (...)

     Dopiero w chwili odstępstwa okazało się, że nadzieja pokładana w kimś innym niż w Bogu staje się daremnym oczekiwaniem i marnością: Tak jest z drogą niepomnych na Boga: nadzieja nieprawych zaginie, na krótko im starczy nadziei, ich ufność jak nić pajęczyny. Kio się jej uchwyci, ten nie ustoi, upadnie szukając oparcia (Job 8,13-15). A wolnością nie jest możliwość wyboru między dobrem a złem. ale możliwość posłuszeństwa i wzrastania w dobru. I nie można odwrócić się od życia i żyć dalej. Ten, kto się od życia odwraca, stanie twarzą w twarzą ze śmiercią. Ten. kto odrzuca Boga i pełnię, jaka w Nim jest, stanie naprzeciw nicości i staje się nicością (por. Jr 2,5). Człowieka ogarnia lęk, a lęk jest jak wiadomo przeciwieństwem miłości (por. 1 J 4,18). Tak więc zamiast wspinać się ku górze po stopniach miłości i zaufania, człowiek rozpoczyna wędrówkę w dół po stopniach swego lęku. Daje się oszukać strachowi i nieufności, który zaszczepił w nim grzech, boi oę na powrót położyć nadzieję w Bogu, ocydaje się bowiem, że po tak strasznym dstępstwie, którego echo jeszcze do dziś odbija się w całym kosmosie, nie ma dla .iego powrotu i nie ma dla niego przebaczenia i nie ma dla niego miłości, jest tylko tkieś przerażające oczekiwanie sądu i jedyne co może uczynić, to ukryć się przed Bogiem, zejść Mu z oczu, czyli odwrócić się od Niego jeszcze bardziej. Tak wygląda sytuacja ze strony człowieka. A ze strony Boga?

     ...Ciesząc po tym duszę człowieczą, nędznicę, często Pan powtarzał wdzięczną obietnicę, przez proroki święte przodkiem Abramowi, takie też i słudze swemu Dawidowi...

     Powiedzieliśmy, że Bóg ulepił człowieka rękami i przez to tak naprawdę nigdy go z objęć nie wypuścił. Kiedy człowiek po popełnieniu grzechu poszedł za strachem, a nie za miłością, Bóg wyszedł go szukać, albowiem paradoksalnie On nie przestał ufać człowiekowi, wiedząc, że człowiek nie musi pozostawać na wieki w tej żałosnej sytuacji, jaką na siebie ściągnął i jaką umocnił poprzez pójście za swoim lękiem. Bóg daje Obietnicę, a ta Obietnica jest jakby na wpół ucieleśnioną nadzieją, jest jej innym obrazem. I tu zaczyna się swoisty zamęt z czasem. Oto obietnica wybiega w przyszłość, ale człowiek już ją posiada. Między nim a Bogiem jest otchłań śmierci, ale już wie, że po drugiej stronie Otchłani jest wybawienie, tak jak jest Ziemia Obiecana po drugiej stronie pustyni i nieważne się staje, czy wejdzie się do niej po trzech miesiącach, czy po czterdziestu latach, ona już jest dana i choć jeszcze nie zdobyta i odległa już przynależy na wieki do Izraela. I oto znowu człowiekowi dana jest szansa i dany jest wybór: albo zaufa Bogu i w Nim położy swoją nadzieję, albo zaufa światu czy książętom tego świata. Cała historia toczyć się będzie tak naprawdę na pustyni, pomiędzy posłuszeństwem a buntem, wiernością a zdradą, Egiptem (Babilonem, Asyrią, etc.) a Ziemią Nadziei i Obietnicy. Oto Izrael może walczyć RAZEM z Bogiem, ale może też walczyć PRZECIWKO Niemu. W tych zmaganiach miłość Boga pozostaje niezmieniona, a Obietnica wieczna. I Kto pokłada nadzieję w Bogu uświęca się podobnie jak Bóg jest święty (J 3,3). Bóg rzekł i stało się (por. Rdz 1,3). Dał Obietnicę, która miała być w przyszłości, ale w chwili, gdy ją wypowiedział ona już stała się obecna.

     ...Że się z ich potomstwa ma dziecię narodzić co ma czarta złego mocą swą pochodzić. Śmierć wieczną, świat, piekło jak możny Pan skrócić a nam wieczny żywot stracony przywrócić...

     Istniał zwyczaj w Izraelu, że w bramach świątyni stali starsi wiekiem mężowie, którzy brali w dłonie każdego przynoszonego tam pierworodnego chłopca i unosząc go w górę pytali się Pana: czy może on będzie oczekiwanym Mesjaszem? Nie do końca wiedziano, kim ten Mesjasz ma być, co ma zrobić, ale wiedziano, że jego przyjście odmieni wszystko, że przyniesie ze sobą wyzwolenie. I wiedziano, że przyjdzie, bo Pan rzekł. I stało się tak.

     ...Otóż się narodził Krystus obiecany, syn Boga Żywego, Pan nad wszemi Pany. Ono wieczne słowo nam się ciałem stało, aby Ojcu za nas dosyć udziałało (...)

     To co się wtedy wydarzyło oddaje najlepiej ten cytat: a Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami (J 1,14). Nadzieja stała się rzeczywistością, albo raczej rzeczywistość, która już była obecna od momentu Obietnicy Pana, stała się dostępna naszym oczom i naszemu poznaniu. Patrzyliśmy na nią, dotykaliśmy jej, słuchali (por 1 J 1,1-5).

     ...Wszystko to Pan podjął człowiecze dla ciebie, aby cię swym Duchem potargnął do siebie, a wiódł cię pod krzyżem do Ojca swojego, gdyż On sam jest droga i drzwiami do Niego...

     I to właściwie mógłby być koniec tej całej historii, ale słowo Pana ma jeszcze jedną cechę - nie przemija. I tak jak Izrael dość szybko odkrył, że choć Ziemia Obiecana jest nad wszystko cenniejsza (por. Mdr 12,7) to jednak będzie nowe niebo, nowa ziemia i nowe Jeruzalem, tak i tu. Oto okazało się, że nie wystarczyło Panu wybawić człowieka i dać mu nadzieję, że po występkach daje nawrócenie (Mdr 12,19), ale Pan zechciał uczynić go swoim dzieckiem i nie tylko dzieckiem, ale i dziedzicem niezniszczalno- ści, dziedzicem całej rzeczywistości. I oto wracamy jakby do początku, tylko że jest to inny początek, jest to początek Obecności, początek tego, co nazywamy Niebem, już teraz, już w tej chwili. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów - odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem jużjesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy (Rz 8,20-25). Bo godny zaufania jest ten, który dał obietnicę (Hbr 10,23). W NADZIEI bowiem JUŻ jesteśmy zbawieni.

Agnieszka Myszewska

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej