Cudowne uzdrowienie nie jest znakiem świętościTakashi Nagai - to nazwisko prawie nie znane w Polsce. Lekarz radiolog, żyjący w Japonii w latach 1908-1951. Wychowany w religii shinto, w tradycji buddyzmu i zenu, pod wpływem studiów został ateistą, później - agnostykiem. Zetknąwszy się z "Myślami" Pascala uparcie szukał Prawdy. Przeżył nawrócenie i przyjął chrzest w katedrze Urakami w Nagasaki. Był już zimnym uczonym, mężem i ojcem dwójki dzieci, gdy Nagasaki przeżyło niewyobrażalny koszmar wybuchu bomby atomowej. Takashi dotknięty stratą najbliższych oraz śmiertelną chorobą nie załamuje się. Pisze, modli się, medytuje - zostaje nie tylko bardzo znaną postacią, lecz także symbolem - dowodem na to, iż możliwa jest nadzieja. Umiera w opinii świętości. (Red.)
Pieśń doktora Nagaia8 września 1945 r. u Nagaia wystąpiły silne symptomy choroby wywołanej wybuchem bomby nuklearnej. Jego temperatura podniosła się do 40 stopni i utrzymywała się przez tydzień. Całe ciało napuchło, twarz nabrzmiała jak piłka. Na zranionej skroni zaczęło psuć się ciało, otwarła się rana i na nowo krwawiła. Doktor Tomita i siostra Morita na zmianę uciskali tętnicę na skroni, dniem i nocą. Inaczej wykrwawiłby się na śmierć w ciągu 3 godzin. Stracił już bardzo wiele krwi, jego tętno i bicie serca zdradzały nieomylne znaki zbliżającego się końca. Ktos zrobił mu zastrzyk. A, to koramina, pomyślał Nagai, sądząc po bólu. Przybył ojciec Tagawa i Nagai zwrócił się do niego z prostą o odbycie generalnej spowiedzi. Potem przyjął Eucharystię. "Doznałem ogromnego pokoju, byłem gotowy na śmierć" - pisze. Poprosił o pędzelek i atrament do napisania jisei no uta, czyli tradycyjnej pieśni pożegnalnej. Z dawien dawna, według kodeksu honorowego bushido, prawdziwy samuraj umiera w spokoju, całkowicie panując nad sobą i zostawiając rodzinie i przyjaciołom poemat na pożegnanie opiewający często otaczające go piękno przyrody.Nagai czerpał natchnienie do swej pieśni z jasnego jesiennego nieba, które mógł dostrzec przez okno. Pisząc lekkimi pociągnięciami pędzla powiedział sayonara światu, od którego otrzymał tak wiele rozkoszy: Hikari tsutsu Akizora takaku... Ku ni Keri. "Wysokie i słoneczne jesienne niebo... Odchodzę". Wkrótce po napisaniu wiersza stracił przytomność. Gdy ponownie otworzył oczy, stwierdził, że coraz gorzej oddycha i obliczył, iż zostało mu kilka godzin do śmierci. Spoglądając na doktora Tomitę, który przyciskał jego tętnicę na skroni, wyszeptał: "Cykl oddychania Cheyne-Stokes?", a doktor Tomita odrzekł: "Tak". Nagai czuł, że jego płuca były teraz "jakby krążył w nich samochód, któremu zabrakło benzyny". Doktor Shih poszedł do Nagasaki z nadzieją, że któryś z kolegów uniwersyteckich posłuży mu radą łub da lekarstwo, aby Nagai mógł przeżyć. Znalazł trzech profesorów z fakultetu medycyny, doktorów Shirabe, Kageura i Koyano. Kiedy Fuse opisał symptomy, każdy z nich dał tę samą odpowiedź: Nagai umiera i nic nie można zrobić. Nagai od czasu do czasu tracił i odzyskiwał przytomność. Teraz zdał sobie sprawę, że nie może ruszyć głową ani otworzyć oczu i pomyślał: wkrótce zaczną się drgawki. Słyszał modlitwy i głos syna. Zapragnął żyć. Usłyszał niewieści głos mówiący z przekonaniem. Ach, to babunia. - To jest woda z groty Najświętszej Panny przy klasztorze Hongochi w Nagasaki - szeptała z dobrocią, a jej słowa przywiodły mu na myśl bardzo jasny obraz groty Lourdes i dodające otuchy oblicze Maryi, Matki Bożej. Nagai opowiada dalej: "Usłyszałem wtedy głos, w jaki sposób tego nie wiem. Lecz ja jedynie słyszałem i to wyraźnie. Głos mówił mi, abym prosił ojca Maksymiliana Kolbego, aby modlił się za mnie. Zrobiłem to, co mi mówił, błagałem ojca Kolbego o modlitwę. Potem zwróciłem się do Chrystusa i mówiłem: "Panie, oddaję siebie w Twoje Boskie ręce"". Pielęgniarka Morita, która uciskała rozciętą tętnicę, nagle odwróciła się do doktora Tomity i powiedziała: - Krwawienie ustało! Rozległa rana, która nie dawała się wyleczyć, zabliźniła się bez pomocy lekarskiej. Nagai dokładnie opisał to przeżycie w jednej ze swych późniejszych książek. Zauważając, że zawsze można pomylić się w dziedzinie cudownych uzdrowień, stwierdza, iż on sam i obecni przy nim lekarze uznali za cud jego powrót do zdrowia. Szybko dodaje, że cudowne uzdrowienie nie jest znakiem świętości, podkreślając, iż w takim miejscu jak Lourdes ludzie małej wiary lub niewierzący znaleźli się pomiędzy przypadkami, jakie lekarze-eksperci uznali za medycznie nie wyjaśnione. Nagai uważał, że zawdzięczał swoje uzdrowienie ojcu Kolbemu. Kolbe był polskim zakonnikiem, franciszkaninem, przybyłym do Japonii w 1930 r. Założył on klasztor w Nagasaki i wybudował z tyłu za nim grotę Lourdes, która stała się teraz miejscem pielgrzymek z całego kraju. Miesięcznik maryjny, który zaczął wydawać, jest nadal najbardziej poczytnym pismem katolickim. Nagai dobrze znał Ojca i miał okazję wykonać mu prześwietlenie rentgenowskie w celu badania gruźlicy płuc. W 1936 r. Kolbe został wezwany z powrotem do Polski, aby zostać przeorem bardzo dużego klasztoru. Pod jego zwierzchnictwem klasztor wydawał katolickie gazety w nakładzie miliona egzemplarzy tygodniowo. Jego znaczenie i wpływ wkrótce ściągnęły okupantów hitlerowskich, chcących zgnieść każdą formę "oporu". W maju 1941 r. stał się numerem 16 670 w Oświęcimiu. W lipcu, kiedy uciekł jeden więzień, komendant Fritsch ustawił w szeregu wszystkich z bloku i wybrał dziesięciu więźniów. Byli skazani na zamknięcie w bunkrze bez jedzenia i picia aż "wyschną jak cebulki tulipana", jak mówił Fritsch. Sierżant Franciszek Gajowniczek był jednym ze skazanych i wyszeptał, nie kierując się do nikogo w szczególności: "Moja biedna żona i dzieci". Kolbe wystąpił o krok do przodu, powiedział, że nie ma rodziny i poprosił o zajęcie miejsca sierżanta. Kolbe wraz z dziewięciu innymi został zamknięty w bunkrze dnia 3! lipca. Do 14 sierpnia wszyscy zmarli z wyjątkiem ojca Kolbego. Posłano strażnika, aby z nim skończył robiąc zastrzyk fenolu. Cenzura prasy przeszkodziła, aby Nagaiowie dowiedzieli się czegokolwiek na ten temat. Jednakże Midori [żona doktora] myślała czasami o ojcu Kolbem, kiedy odbywała pielgrzymkę do groty Lourdes, przez niego zbudowanej. Babunia używała wody z sanktuarium, aby zwilżyć usta umierającego doktora, ale nie wspominała o ojcu Kolbem. Ani nikt inny z obecnych w pokoju. Sam Nagai nie miał wątpliwości, że zawdzięcza uzdrowienie modlitwom polskiego zakonnika, który nie był wówczas znanym, kanonizowanym świętym. Teraz jednak większość przybywających z pielgrzymką do Nagasaki odwiedza sanktuarium Kolbego i chatkę Nagaia. Jest w tym racja, bo w pewien sposób te płomienie z Oświęcimia i z Nagasaki, o potwornej barwie, zostały połączone i przekształcone w jasne światło, gdy przeszły przez serca tych dwóch ludzi. Paul Glynn
Z książki Pieśń dla Nagasaki, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1996, s. 165-167. Rycerz Niepokalanej nr 493-494
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |