Uzdrowiona za przyczyną bł. ks. FrelichowskiegoBłogosławiony ks. Stefan Wincenty Frelichowski przez całe swoje życie pomagał innym: ze swoją rodziną i znajomymi dzielił się ogromną radością, współwięźniom w obozie koncentracyjnym niósł pomoc duchową. Dziś wstawia się za nami do dobrego Boga w niebie. Jedną z osób uzdrowionych za jego przyczyną jest s. Joanna.![]() Wielki darByła młoda, wysportowana, pełna życia. Lubiła grać w koszykówkę, pływać i wędrować po Gorcach. Z rodzinnego Torunia przeniosła się do Warszawy, by studiować psychologię. Na III roku zaczęła specjalizację i przygotowania do pisania pracy magisterskiej w Zakładzie Neurofizjologii Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN. Jeszcze w czasie studiów pracowała jako wychowawczyni z dziećmi chorymi na gościec w Konstancinie.Pod koniec studiów zaczęła mieć kłopoty ze zdrowiem, co powoli burzyło jej dotychczasowy tryb życia. Musiała zrezygnować ze sportu, górskich wypraw, wreszcie z pracy. Przez trzy lata żaden z lekarzy nie potrafił postawić diagnozy. Padła nazwa choroby: stwardnienie rozsiane, jednak po kilku latach okazało się, że to inna, mało znana nieuleczalna choroba. Jej objawem były coraz większe trudności z poruszaniem się. Najpierw Joanna nie mogła obyć się bez kuli, potem bez wózka inwalidzkiego, aż wreszcie pozostało wyłącznie łóżko i bezruch. Młoda dziewczyna starała się nie poddawać chorobie. - Ucząc się żyć z przewlekłą chorobą, trzeba w pewnym momencie ustalić hierarchię ważności spraw. Lepiej zrobić to świadomie, niż dawać się "wodzić za nos" jakimś podświadomie sterowanym odruchom, obawom, lękom - wspomina. Najtrudniejszy czas zaczął się dla niej w 1995 roku. Stan jej zdrowia tak się pogorszył, że uległa całkowitemu paraliżowi. - W momencie kiedy okazało się, że nie jestem chora na SM, zapytałam wprost o rokowania na przyszłość. Nie umiałam żyć, nie znając prawdy. Okazało się, że nie mam szans na poprawę. Ten dzień będę zawsze pamiętać. Leżałam wtedy kompletnie sparaliżowana, dusząc się, mimo że pod tlenem - wspomina. Po półrocznym pobycie w szpitalu Joanna wróciła do Torunia, ponieważ tam łatwiej było jej rodzicom opiekować się córką. Mieszkanie rodziców znajdowało się nieopodal toruńskiego seminarium duchownego. Wielką łaską dla niej była codzienna wizyta kleryków z Komunią Świętą i opieka duszpasterska, jaką ją otaczano. Utrzymywała również listowny kontakt z Siostrami Karmelitankami Bosymi z Łasina. - To był niespodziewany dar od Boga. Dar, dzięki któremu tyle dobra i radości wniknęło w moje życie, że leżąc na noszach, w kaplicy łasińskiego klasztoru, złożyłam śluby Świeckiego Zakonu Karmelitów Bosych. To była chwila, w której jakby pełniej odnalazłam swoją tożsamość - wspomina. Dnia 8 grudnia 1998 roku w Wyższym Seminarium Duchownym w Toruniu rozpoczęła się nowenna o łaskę beatyfikacji jego patrona - sługi Bożego ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Zapytano Joannę, czy chciałaby, żeby podczas nowenny modlono się o jej uzdrowienie. Zgodziła się. Modlili się klerycy, modliły się karmelitanki, modliła się rodzina Joanny. Już drugiego dnia od rozpoczęcia nowenny zaczęła odczuwać poprawę - mogła poruszyć nogami, unieść głowę, przekręcić się z boku na bok, co wcześniej było niemożliwe. Ostatniego dnia nowenny Joanna odstawiła lekarstwa. W Święta Bożego Narodzenia mogła już siedzieć przez wiele godzin, a 1 stycznia 1999 roku robiła pierwsze kroki. - Jedyne słowo na określenie tego, co stało się moim udziałem, to Tajemnica - mówi s. Joanna. I ta tajemnica zaprowadziła ją do Karmelu. "Często nie pojmujemy Bożych dróg, ale nie wolno przestać ich szukać. Czasem trzeba iść w zupełnych ciemnościach, ale zawsze ku Nadziei Zmartwychwstania" - napisała s. Joanna w swoich wspomnieniach. Katarzyna Cegielska
Nasz Dziennik 22-23 lutego 2003
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |