Wspomnienia o św. Maksymilianie: szkoła średnia i nowicjat we LwowieOjca Maksymiliana poznałem w roku 1907 we Lwowie. Miał wówczas 13 lat. Przyjechał z Pabianic, gdzie uczęszczał do szkoły handlowej ze swoim bratem Franciszkiem, dwa lata starszym. Wzrostem niewiele się różnili między sobą.Kochali się wzajemnie. Rajmund wybił się z czasem na lepszego ucznia, Franciszek pozostał średnim. W gimnazjum szły im słabiej języki, a zwłaszcza łacina, bo w trzeciej klasie gimnazjalnej, od której zaczęli naukę we Lwowie, wymagania z łaciny były już duże, oni natomiast słabe mieli początki, łaciny uczyli się prywatnie. Z czasem jakoś wyrównali braki, choć należeli w tym przedmiocie raczej do słabszych. Rajmund wybił się wkrótce w matematyce. W czasie pogawędek opowiadali bracia Kolbowie, jak to nie mając paszportów, bez których Rosja nie puszczała za granicę, nawiązali znajomość z jakimś gospodarzem, który zwoził zboże koło Miechowa i tak prze- kradli się do Krakowa, potem do Lwowa, gdzie mieścił się internat, czyli małe seminarium. Obydwaj należeli do zapaleńców przesiąkniętych prądami narodowymi oraz niechęcią do carskiej Rosji. Z pewną dumą mówili o swych wyczynach, przejściu przez granicę i o wrażeniach z dwóch lat rewolucji w Królestwie, którą pojmowali nie jako ruch społeczny, ale narodowy. "Uciska nas Rosjanin - powtarzali - jego usunąć, a wszystko będzie dobrze". Koledzy uważali ich z tego powodu za marzycieli. Wszystkie ich dążenia, pragnienia, streszczały się w Polsce, o której wolności marzyli, której przeszłość poznawali coraz lepiej na lekcjach historii, literatury i tym więcej ją kochali. Zwłaszcza czytanie dzieł Sienkiewicza, czasem po kryjomu, bo w pierwszych latach internatu uważano je za moralnie niebezpieczne, wywarło na nich duże wrażenie. Marzenia rozbudzały się jeszcze, gdy puszczono nas do teatru na Obronę Częstochowy czy jasełka Rydla Betlejem polskie. Rajmund był miłym kolegą. Trzymał raczej z młodszymi, Franciszek zaś ze średnimi. Atmosfera duchowa ich życia była czysta, szlachetna. Z klasztorem Rajmund związał się więcej niż koledzy, gdyż nie mogąc wyjechać na wakacje do domu spędzał je w klasztorze, a częściowo na gospodarce naszej w Czysz- kach. Nie przypominam sobie z tych lat żadnej ujemnej cechy jego postępowania, jakiejś kłótni itp. Ogół kochał go, szanował, a wielu uciekało się do niego o pomoc, zwłaszcza w matematyce. W internacie był trzy lata, ukończył sześć klas gimnazjum, a z niektórych przedmiotów klasę siódmą. W roku 1910 przyjęto go wraz z bratem na nowicjat. Magistrem ich był o. Dionizy Sowiak, mający surowe wymagania zakonne. Nowicjat przerobił br. Maksymiliana. Przyszedł do nowicjatu jako dobry, szlachetny młodzieniec. Różne marzenia i plany rozsadzały mu głowę i serce, ale to wszystko było przyrodzone. Teraz zrozumiał, że żyje dla Boga i Jego chwały. Modlitwy jego stały się gorące, szczególnie po Komunii Św., bo wtedy rozpoczęła się praktyka codziennego przystępowania do Komunii św. Dziękczynienia jego były serdeczne i świeże. Klęczał bez oparcia o klęcznik, z zamkniętymi oczyma, z twarzą promieniującą radością i pogodą nadprzyrodzoną. W ciągu dnia też był czas na modlitwę. Zachowywano ścisłe milczenie. Na rekreacji br. Maksymilian był pełen uprzejmości, ale i skromności. Nowicjat uczynił z niego człowieka modlitwy, a marzenia i plany ziemskie przełożył na nadprzyrodzone, siły i zdolności skierował do Boga. Po roku nowicjatu pozostał we Lwowie, aby ukończyć gimnazjum. Pomagał kolegom w trudnościach. Obmyślał wynalazki i szukał sposobu zrealizowania perpetuum mobile.
Po wakacjach przeniesiono nas do Krakowa. Wychowawcą (magistrem) kleryków był wówczas o. Czesław Kellar, profesor filozofii na I roku. Br. Maksymilian wykazał tak duże zrozumienie logiki, że gdy prowincjał o. Pe- regryn Haczela postanowił wysłać siedmiu kleryków do Rzymu, magister wskazał między innymi na br. Maksymiliana jako na kandydata. W ten sposób br. Maksymilian znalazł się w Rzymie.
O. Anzelm Kubit, były prowincjał, byty gwardian Niepokalanowa Rajmund był wzrostu średniego. Twarz miał lekko owalną, piwne oczy, krucze włosy, ruchy ogromnie żywe. Z oczu promieniowała dobroć, miłość, stanowczość i przenikliwość. Zdawało się, że dla tego wzroku ciało nie stanowi przeszkody ani zasłony, że czyta nim skrytości serca. Usposobienie miał żywe z pewną dozą u- czuciowości. Umysł bystry, przedsiębiorczy, z głęboką intuicją i wyjątkowym uzdolnieniem do nauk ścisłych, zwłaszcza matematyki. Swoją subtelnością i bystrością umysłu ujmował wszystkich. Miał duszę czystą. Czuł odrazę do lektury niezdrowej, jaką dziś karmi się wielu młodych. Rajmund należał w internacie lwowskim do uczniów celujących. Szczególne zdolności wykazywał w fizyce, matematyce i geometrii. Najtrudniejsze nawet zadania rozwiązywał bez trudności swoistym sposobem w bardzo krótkim czasie. Profesor matematyki nie miał dla Rajmunda takiego zadania, którego by on nie rozwiązał. Toteż Rajmund był przedmiotem podziwu tak ze strony profesora, jak i kolegów. Mniej celował w nauce języków i historii. Pewnego razu Rajmund przechadzając się ze swymi kolegami po tzw. Kajzerwaldzie (we Lwowie), naszkicował praktyczny sposób obwarowania miasta. Kiedy indziej znowu w czasie przechadzki obliczył ze ścisłą dokładnością możliwości podróży na Księżyc za pomocą rakiety, podając wszystko w liczbach. Gdyby Rajmund poszedł w innym kierunku, zostałby na pewno wielkim wynalazcą lub genialnym strategiem. Po skończeniu szóstej klasy gimnazjum wstąpił Rajmund 10 września 1910 roku na nowicjat 00. Franciszkanów. Przy obłóczynach otrzymał nowe imię: Maksymilian. O. Anzelm Kubit, były prowincjał, byty gwardian Niepokalanowa
Rycerz Niepokalnej, nr 356
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |