Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Mąż wiary i modlitwy

Od dawna moim pragnieniem i potrzebą serca było napisać wspomnienie o swoim ojcu, któremu tak wiele zawdzięczam. Mieczysław Stępień wychował się w licznej, ubogiej rodzinie wiejskiej, głęboko religijnej, i jej atmosferę sam przeszczepił w założoną przez siebie rodzinę w Podgrodziu k. Dębicy. Bardzo sobie cenił swoje ojcostwo i cieszył się każdym nowym dzieckiem, uważając je zawsze za dar Boży.

O swoim wczesnym dzieciństwie mogę powiedzieć, że upłynęło ono w klimacie chrześcijańskiej radości, miłości i pokoju. Byłam najstarsza spośród ośmiorga rodzeństwa. Ojciec z wielkim poświęceniem i niestrudzoną pracowitością zdobywał środki na utrzymanie powiększającej się rodziny. Pan Bóg nie szczędził mu różnych talentów, które wykorzystywał. Zajmował się szewstwem - początkowo naprawiał buty w domu mieszkańcom wsi, często bezinteresownie, zaskarbiając sobie ofiarność klientów, którzy chętnie spieszyli mu z pomocą przy budowie domu i utrzymaniu rodziny. Przy tym wszystkim nie zapominał o Panu Bogu. Budował nas swoją głęboką wiarą i rozmodleniem. Przy różnych pracach w domu, a zwłaszcza gdy naprawiał buty, śpiewał pieśni religijne, odmawiał różaniec, a na jego twarzy można było wyczytać wielkie zjednoczenie z Bogiem. Ulubione jego pieśni to Kto się w opieką i Szczęśliwy kto sobie Patrona i inne. Pobożność ojca była bardzo prosta, zdrowa. Życie swej rodziny kształtował na Świętej Rodzinie z Nazaretu. Osobiście miał wielkie nabożeństwo do św. Józefa, który uchronił nas w czasie walk frontowych od śmierci. Od najwcześniejszych lat pamiętam, jak wspólnie z ojcem odmawialiśmy nowennę przed uroczystością św. Józefa jako wotum dziękczynne za ocalenie życia. Przy tej okazji opowiadał nam, jak to w 1944 r., gdy zbliżał się front, nastąpiło wysiedlenie wioski. Ojciec w ostatniej chwili zdjął ze ściany obraz św. Józefa i oddał w jego opiekę losy swojej rodziny mówiąc: "Św. Józefie, jak się opiekowałeś Świętą Rodziną, opiekuj się i moją". Św. Józef nie zawiódł ojca. 1)

Ojciec żywił też wielkie nabożeństwo do Matki Najświętszej. Kochał Różaniec i Godzinki. Pierwsza córka otrzymała imię Maria. Już jako czteroletnią dziewczynkę zapisał mnie do Milicji Niepokalanej. Opowiadał mi, że w czasie okupacji byłam bliska śmierci z powodu braku pożywienia. Wówczas ze łzami w oczach przyniósł mnie przed obraz Matki Bożej i oddał mnie Jej mówiąc: "Matko Boska, albo Ją sobie zabierz do nieba, albo wróć jej życie i wychowaj". Gdy nasza matka znalazła się w klinice w Krakowie, zachęcał nas do modlitwy o jej zdrowie. Klękał razem z nami do wspólnego pacierza, łącząc z nim nowennę do Matki Bożej o to zdrowie. Mówił do nas: "Dzieci, módlmy się, aby Pan Bóg nie zabrał nam mamy; gdyby ją zabrał, to będziemy mieć za mamę tę w niebie - Matkę Jezusa".

Utrzymywał kontakt z Niepokalanowem, prenumerował "Rycerza Niepokalanej" i sprowadzał książki o treści religijnej, a w miarę powiększania się rodziny prosił o przysłanie Cudownego Medalika, który własnoręcznie zakładał dziecku na szyję, gdy już coś wiedziało o Bogu. Będąc na odpuście parafialnym w Dębicy, kupił mi dużą figurę Niepokalanej, która do dnia dzisiejszego króluje w naszym rodzinnym domu i przed którą rozstrzygały się różne ważne i trudne decyzje moje i innych członków rodziny.

Ojciec bardzo sobie cenił uczestnictwo we Mszy św. Chodziliśmy do kościoła parafialnego w każdą niedzielę i święto 8 km drogi. Przeważnie braliśmy udział w dwóch Mszach Św.: jedna była dziękczynieniem za łaski i opiekę Bożą w minionym tygodniu, a w drugiej polecaliśmy Bogu nadchodzący tydzień i wszystkie jego sprawy. Ta duża odległość od kościoła nie pozwalała nam brać udziału w innych nabożeństwach, jak Gorzkie Żale, nabożeństwa majowe czy październikowe. Wówczas w domu łączyliśmy się duchowo z nabożeństwem w kościele, śpiewaliśmy Gorzkie Żale, a w maju chodziliśmy do przydrożnej kaplicy na majówkę.

Duch modlitwy i zawierzenia Bogu stwarzał klimat do rozwoju powołań zakonnych w mojej rodzinie. O nie także modlił się ojciec i cieszył się moją decyzją obrania życia zakonnego. To samo było i z moją młodszą siostrą, która poprosiła rodziców o pozwolenie na wstąpienie do klasztoru w dniu ich uroczystego j ubileuszu 25 - lecia pożycia małżeńskiego. Pragnął ojciec mieć syna kapłanem, ale nie doznał tej łaski. Powiedział: "Widocznie nie byłem godzien tego, ale Bóg powołał mi na swoją służbę dwie córki. Obyście były dobrymi zakonnicami i bym się nie musiał za was wstydzić". Gdy w różnych trudnych momentach mego życia zakonnego prosiłam ojca o modlitwę powiedział: "Modlę się codziennie za ciebie i za te siostry, wśród których żyjesz".

Jak już wspomniałam, ojciec trudnił się szewstwem, początkowo w domu, później podjął pracę w spółdzielni inwalidów. Jako pracownik był bardzo sumienny i obowiązkowy. Koledzy jednak nie podzielali jego chrześcijańskich poglądów i katolickiej postawy. Często spotykał się z ich strony z drwinami i wyśmiewaniem jego zdecydowanej postawy. Po kilku latach otrzymał zgodę na prowadzenie punktu szewskiego w swoim domu. Zdrowie i siły ojca dość szybko podupadły tak, że zmuszony był przejść na rentę; wówczas zajmował się pszczelarstwem i innymi pracami w gospodarstwie. Zresztą nigdy ojciec nie cieszył się czerstwym zdrowiem. Dość wcześnie Pan Bóg doświadczył go cierpieniem (wysoka cukrzyca, zawał serca, niedowład prawej ręki po wylewie i szereg innych dolegliwości, które znosił z wielkim poddaniem się woli Bożej). Porównywał swoją drogę z drogą cierpiącego Chrystusa i modlił się w różnych intencjach. Mimo wielu dolegliwości Pan Bóg pozwolił mu przeżyć uroczystość 40-lecia pożycia małżeńskiego i 20-lecia mojego życia zakonnego. Był to dzień wielkiej radości dla całej rodziny.

Tak powoli dojrzewał do Niebieskiej Ojczyzny, której bardzo pragnął. Często nam powtarzał: "Tam jest nasze miejsce". Spotkania z Bogiem się nie bał, do śmierci się przygotowywał, nie skarżył się w czasie choroby, a gdy przychodziły chwile, że ból przewyższał granice wytrzymałości ludzkiej, modlił się: "Boże, jak ja Ciebie kocham, zabierz mnie do Siebie, bo ja już tego bólu nie mogę znieść". Umarł 19 grudnia 1983 r., mając 63 lata. Choć dość długa choroba ojca przygotowywała całą rodzinę na jego śmierć, to jednak przeżyliśmy ją bardzo. Sama odczułam, że odszedł ktoś bardzo bliski dla mnie, z kim tak bardzo się rozumiałam. Ufam Panu, że za trudy jego życia nagrodził go wiecznym szczęściem i że dla nas jest on teraz orędownikiem na drodze naszego pielgrzymowania do domu Ojca.

1) Na pewnym odcinku trasy wysiedlenia w stronę Tarnowa podszedł do ojca Niemiec i kazał mu stłuc ten obraz. Ojciec odpowiedział, że tego nie uczyni. Wtedy żołnierz wycelował w niego karabin, a on zasłonił się obrazem. Po chwili Niemiec wyładował serię kul w ziemię.

S. Józefa Maria Stępień OSB



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa na Uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi PannyModlitwa na Uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny

Rozważanie i medytacja na Zwiastowanie PańskieRozważanie i medytacja na Zwiastowanie Pańskie

Włączeni w fiat NiepokalanejWłączeni w "fiat" Niepokalanej

Fiat znaczy niech się staniejFiat znaczy niech się stanie

Wiersze na Zwiastowanie PańskieWiersze na Zwiastowanie Pańskie

Duchowa AdopcjaDuchowa Adopcja

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej