Jaki na co dzień był Prymas Wyszyński. Skąd czerpał swą moc i siłę?Sąsiedzi z Zuzeli - rodzinnej miejscowości kard. Wyszyńskiego - wspominają, że kiedykolwiek przechodził koło ich domu, zawsze "zagadał, wypytał o znajomych, o zdrowie, o kłopoty. Zawsze był uśmiechnięty i zawsze dla dzieciaków miał cukierki".Współczesny świętyGdy jeszcze jako ksiądz przyjeżdżał na odpoczynek lub święta do domu rodzinnego, j ale wspomina jego siostra Julia, zawsze wprowadzał miłą, radosną atmosferę. Trafnie też potrafił określić niektóre sytuacje: gdy kiedyś ona była zmęczona i chciała na leżący się pomodlić wieczorem, skwitował: "Kto mówi pacierz na leżący, tego Pan Bóg słucha na śpiący".W towarzystwie kard. WojtyłyGdy prymas Wyszyński wyjeżdżał na odpoczynek w góry, często przebywał z nim kard. Karol Wojtyła, wówczas arcybiskup Krakowa. Kiedyś Wojtyła sam poszedł na narty. Spotkał go jakiś turysta i krzyknął: "O, ksiądz kardynał na nartach!" Kard. Wojtyła natomiast odpaił: "Tak, w Polsce połowa kardynałów jeździ na nartach". A wtedy w Polsce było dwóch kardynałów: on i kard. Wyszyński.
Moc modlitwyPotwierdzają to zresztą inni uczestnicy prywatnych spotkań z kard. Wyszyńskim: - W czasie Bożego Narodzenia Ksiądz Prymas zapraszał do siebie studentów na pączki. Ku naszemu zdumieniu, nadziewał je na widelec i osobiście każdego częstował, mówiąc: nikt nie może wyjść głodny od Prymasa Polski - opowiada Krzysztof Gołębiowski, uczestnik słynnych "pączków".Szacunek dla każdegoLubił czytać. Wolny czas spędzał właściwie zawsze czytając. Codziennie po obiedzie kard. Wyszyński przeglądał gazety, interesował się tym, co się dzieje na świecie. Telewizji w zasadzie nie oglądał.Kochał przyrodę. To ona, obok książki, była jego wielkim przyjacielem. Pomagała odpoczywać, nabrać sił. Dlatego regularnie, raz w tygodniu, zawsze w poniedziałek - był to dzień wolny Prymasa - przyjeżdżał do Choszczówki pod Warszawą, by tam właśnie, w pobliżu lasu, odrobić zaległości z całego tygodnia. Przywoził stosy papierów i pracował. W przerwie - spacerował po lesie. Także tam odpowiadał na listy. Wszystkie bez wyjątku. Odpisywał nawet dzieciom, wielkim szacunkiem darzył każdego. Szczególnie zaś - kobiety. Matka nauczyła go w domu rodzinnym, że gdy wchodzi kobieta, mężczyzna powinien wstać. Taki nawyk kard. Wyszyński miał przez całe życie. Gdy kobieta wchodziła do jego biura, zawsze wstawał. Czy lubił się zwierzać, rozmawiać na tematy osobiste? - Raczej nie - mówi Dębińska. - Bardzo rzadko, nawet w mniejszym gronie, wśród zaufanych osób. Wszystko, co się działo Ksiądz Prymas przyjmował jako wydarzenie, w którym jest obecny Bóg. To On był jego najlepszym Przyjacielem, tylko Jemu się zwierzał. Gdy coś się działo, zatapiał się w modlitwie. Służba ludziom rodzajem modlitwyOdtwarzając tę postać, zrozumiałem, jak silny może być człowiek dzięki swej wierze - powiedział w jednym z wywiadów Andrzej Seweryn, który grał tytułową rolę w filmie "Prymas". Kard. Wyszyński był bowiem człowiekiem wielkiej wiary, nieugiętym, bezkompromisowym. Wszystlde ważne decyzje podejmował na kolanach, przed Obrazem Matki Bożej, której całkowicie zawierzył. Modlitwa zajmowała wiele miejsca w życiu Prymasa, choć bardzo napięty program zajęć nie zawsze pozwalał mu na spędzanie zbyt wiele czasu w kaplicy.Jak twierdzi Dębińska, uważał, że służba ludziom też jest rodzajem modlitwy. Właśnie służba ludziom, troska o człowieka, jego godność i dobro, była nadrzędnym motywem działania Prymasa. "Człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie - prócz Boga" - uważał kard. Wyszyński. Poszanowanie praw osoby ludzkiej ukazywał jako fundament sprawiedliwego ustroju. - Rozumiał to szczególnie, gdyż przed II wojną światową był duszpasterzem robotników we Włocławku i działaczem chrześcijańskich związków zawodowych - mówi Anna Rasta- wicka z Instytutu Prymasowskiego. Rozumiał to także później, już jako Prymas, gdy w czasie wypadków marcowych w roku 1968 mówił o prawie do prawdy, wolności osobistej i godności człowieka, jako dziecka Bożego. Podobnie w czasach Solidarności domagał się przestrzegania podstawowych praw osoby ludzkiej, w tym prawa do swobodnego zrzeszania się.
Moc modlitwyModlitwa zawsze pomagała Prymasowi przetrwać trudne chwile: gdy podpisywał porozumienie z rządem w 1950 roku, pierwsze tego typu w bloku komunistycznym, w którym Kościół otrzymywał zapewnienia m.in. utrzymania religii w szkołach, istnienia KUL-u, zakonów, prasy. Podobnie, gdy nadeszły wydarzenia 1953 roku: słynne "Non possumus: Rzeczy Bożych na ołtarzach cezara składać nie można" - jako odpowiedź Prymasa na próby podporządkowania Kościoła państwu, a potem jego aresztowanie - wszystkiemu towarzyszyła głęboka, żarliwa modlitwa i ufność. "Chryste, pomóż mi rozwiązywać Twoje dłonie w duszach ludzkich, byś swobodnie mógł działać. Ale miej litość nad tymi, którzy Twoje dłonie krępują" - pisał w "Zapiskach więziennych".Podobnie po przełomie roku 1956, kiedy po krótkim okresie normalizacji w stosunkach państwo-Kościół, ekipa Gomułki zaczęła akcje zdejmowania krzyży, usuwania religii ze szkół, ograniczanie budowy nowych kościołów, Prymas znajdował oparcie w modlitwie. Po kraju wędrowała kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. "Jedyny program - to Ona" - mówił przed śmiercią. Przesłanie Prymasa drogowskazemWydarzenia te na nowo uświadamiają, że wszedł on już w historię, ale też ją tworzył. Ze jego dziedzictwo nie jest zamkniętą przeszłością, ale pozostaje żywym elementem naszej tożsamości."Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego okresu zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem" - powiedział Jan Paweł II 22 października 1978 roku, na rozpoczęcie pontyfikatu. - Obalenie komunizmu to jego zasługa, to kard. Wyszyński kształtował postawy społeczne, nie bał się podejmowania niepopularnych decyzji - dodaje Rastawicka. - Dziedzictwo Prymasa niesie przesłanie, którego nie można lekceważyć. Jest drogowskazem, wyrastającym z tradycji i wiary. "Współczesny wielki święty" - powiedział o nim ks. Stanisław Skorodecki, współwięzień kard. Wyszyńskiego w latach 1953-1956, zapytany jak najkrócej scharakteryzowałby Prymasa. MILENA KINDZIUK
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |