Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Celina Borzęcka - matka naturalna i duchowa

Celina Chludzińska (ur. 1833), herbowa szlachcianka kresowa, z szacownej rodziny piastującej wysokie godności wśród ziemian, spełniając wolę rodziców, wyszła w wieku 20 lat za mąż za Józefa Borzęckiego z równie godnego rodu, z zielni grodzieńskiej.

Odtąd, wraz z mężem, rozpoczęła budowę szczęścia rodzinnego pod własnym dachem. Oboje wnieśli do małżeństwa poszanowanie dla pracy, sumienność w spełnianiu obowiązków i odpowiedzialność za nie oraz niezwykłą serdeczność dla ludu, który mimo uwłaszczenia utrzymywał ścisłą więź z dworem. Nade wszystko zaś wnieśli silną wiarę i odpowiadający jej klimat duchowy, który w obu rodzinach od pokoleń przesycony był Bogiem. "Wychowani w środowiskach głęboko wierzących Józef i Celina wiedzieli, skąd czerpać siły do codziennej pracy. Ich domowa kaplica często gościła proboszcza..., który odprawiał Mszę św. i karmił rodzinę Chlebem eucharystycznym i słowem Bożym". Bóg obdarzył ich czworgiem dzieci, ale dwoje zmarło w niemowlęctwie. Przy życiu pozostały dwie córki: Celinka i Jadwi- nia. "W stosunku do swych dzieci, z dobrym skutkiem praktykowali te metody wychowawcze, których sami doświadczyli w dzieciństwie... dzieci miały wciąż przed oczyma żywy przykład cnót rodziców. Niepotrzebne były wielkie słowa o posłuszeństwie i wzajemnej zgodzie, życie ojca i matki wystarczało za najlepsze kazanie czy wzywanie do sumienności". Ich dom żył miłością Boga, bliźnich i Ojczyzny.

Ale niedługo trwało to szczęście rodzinne.

Na dnie duszy Celiny przez cały czas spoczywała tęsknota do pogłębienia łączności z Bogiem, toteż Pan postanowił przywieść ją do tego celu.

Na przestrzeni kilku lat odeszło do wieczności aż ośmioro ukochanych członków bliskiej rodziny, co bardzo boleśnie ją zraniło. Jednocześnie niepomyślne zbiegi okoliczności przyczyniły się do znacznego zmniejszenia dochodów. To zaś ogromnie przygnębiało jej męża.

Celina w najtrudniejszych sytuacjach wprowadzała poważne oszczędności w zarządzaniu domem, zaprzestając wydawania przyjęć towarzyskich, czy zajmując się osobiście dziećmi. Niestety, Bóg doświadczał ich dalej. Udręczony kłopotami, Józef Borzęcki doznał wylewu krwi do mózgu, w wyniku czego stracił władzę w nogach. Był to cios, który żonę dotknął najmocniej, ale nie załamała się. Przez pięć lat, z bezgranicznym poświęceniem, pełna ofiarnej miłości, nie odstępowała chorego. Była dla niego nie tylko pielęgniarką, ale także wielką pociechą duchową i wsparciem moralnym. Mąż jej zmarł w 52 roku życia.

Od tej pory mogła liczyć jedynie na własne siły. Jej "anioł opiekuńczy uleciał", ale życie toczyło się dalej, toteż mimo bolesnej goryczy energicznie zajęła się zaległymi sprawami finansowymi, doprowadzając majątek do wzorowego ładu. Jednak najintensywniej zatroszczyła się o wychowanie córek. Mimo miłości, którą starała się wynagrodzić brak ojca piętnastoletniej Celince i dziesięcioletniej Jadwini, dawała im twardą szkołę życia. Będąc konsekwentną - do końca egzekwowała wszelkie polecenia; nie pobłażała żadnym słabościom, nie pozwalała na wybuchy dziecięcej złości ani na dąsy, żądała opanowania i tępiła samowolę.

Wymagała, by w stosunkach z ludźmi dziewczęta były prawdomówne i nie upierały się przy swoim zdaniu. Domagała się poszanowania czasu i nie pozwalała go marnować. Ukazując brzydotę złego postępku uczyła, że najlepszym lekarstwem na zwalczanie złych skłonności jest wysiłek w pracy, uważała bowiem, iż praca wyzwala człowieka z bezpłodnych marzeń, chroni przed roztkliwianiem się nad sobą i wyolbrzymianiem własnych cierpień. Uczyła córki poprzestawać na tym, co miały, bez zaspokajania dziecinnych zachcianek. Przyzwyczajała do wyrabiania zalet i nawyków niezbędnych każdej kobiecie. Wdrażanie zasad wychowawczych było dla niej o tyle łatwe, że dziewczynki od najmłodszych lat związane były z Bogiem i wiedziały, czego On od nich oczekuje, posługując się ich matką. Tłumaczyła: "Pan Bóg daje ci okazję do staczania ciągłej walki ze sobą, ażeby pycha i zarozumiałość nie wcisnęły się do twego serca, bo człowiek jest niewiele wart, jeśli bezustannie nie stara się być lepszym". Zachęcała córki, by rozwijały w sobie miłość ku bliźnim, by ich sądziły łagodnie, by nie wynosiły się ponad nich i nikogo nie poniżały. W związku z tym nie pozwalała domagać się usługi od innych, gdy mogły sobie same poradzić, a służbie zabroniła usługiwać dziewczynkom, żeby nie przyzwyczaiły się do wygód i rozkazywania.

Niezwykłą roztropnością wychowawczą było dostrzeżenie i uznanie przez matkę inności swoich córek, bowiem każda z nich miała inne skłonności i inne usposobienie. Celinka, bardziej żywa, wesoła i towarzyska, wykazywała wyraźne powołanie do małżeństwa, toteż matka wprowadziła ją w szersze grono młodzieży. Dorósłszy, panna szybko wyszła za mąż i żyjąc w rodzinie po latach szczęśliwie doczekała się wnuków. Natomiast Jadwinia mimo żywiołości swego temperamentu nie znosiła hałasu i nużył ją gwar sali balowej. Była bardziej skupiona; kochała spokojną, słodką a nawet poważną muzykę i "coraz bardziej czuła się pociągana przez Pana Jezusa do bliższej z Nim zażyłości". Widząc to, matka, która sama marzyła za młodu o życiu zakonnym, stopniowo wprowadzała młodszą córkę na tę samą drogę. Podczas pobytu z Jadwigą w Rzymie w 1875 r. - przypadkowo poznały o. Piotra Semenenko, kapłana ze zgromadzenia OO. Zmartwychwstańców, który jako spowiednik rozpoczął ich duchową formację. Po niedługim czasie "stwierdził, że wierność Celiny, jej posłuszeństwo i oddanie się sprawie Bożej stanowią dobrą rękojmię, iż będzie ona mogła kiedyś spełniać kierowniczą rolę w żeńskiej wspólnocie zmartwychwstańczej". Od tej pory o. Semenenko coraz bardziej oswajał ją z ideą tworzenia nowego zgromadzenia zakonnego i przygotowywał do roli przełożonej. Po upływie 10 lat, czyli w 1885 r., Celina złożyła akt całkowitego oddania się Bogu. Ale pieczęcią Pana na tym dziele były nieustanne kłopoty i cierpienia. Nowemu zgromadzeniu nie sprzyjała opinia publiczna w kraju ani na emigracji, zwłaszcza w Rzymie.

Jadwiga jako młodsza teoretycznie powinna być mniej odporna psychicznie na niepowodzenia, lecz w rzeczywistości nie ustępowała matce, a nawet pod pewnymi względami przewyższała ją. Współczuła matce i współcierpiała z nią z powodu niepewnego losu Zmartwychwstanek, ale własne smutki i zmęczenie starała się ukrywać, by jej nie zasmucić. A gdy matka doznawała szczególnie ciężkich przeżyć, w tajemnicy przed nią wzywała o. Piotra na pomoc, po czym chętnie odstępowała jej swój własny czas przeznaczony na rozmowy z nim. Celina najczęściej nie była świadoma tego, że kosztuje najsłodszych owoców właściwego i nienagannego wychowania swojego dziecka.

Mimo licznych zmartwień oparcie w o. Semenenko umacniało je. Niestety, w 1886 r. Pan Bóg powołał go do siebie, co przeżyły jako wielki cios. Odtąd obie założycielki i fundatorki musiały liczyć wyłącznie na siebie, gdyż po śmierci opiekuna jego zgromadzenie nie chciało mieć nic wspólnego ze Zmartwychwstankami. Ale nie poddały się. Były już przyzwyczajone, że każdy dzień przynosił im coraz więcej okazji do cierpliwego dźwigania krzyża. Nieprzyjazne opinie o Matce Celinie dotarły aż do Kardynała Wikariusza Rzymu, który wydał im nakaz opuszczenia Wiecznego Miasta. Wszystko zdawało się lec w gruzach, ale Pan Bóg nie zawiódł ich wielkiej wiary, bo nagle zły los odwrócił się. Nim zdążyły opuścić Rzym - sam Kardynał Wikariusz odwiedził ich dom, a wkrótce uzyskały audiencję u Papieża Leona XIII. To sprawiło, że zgromadzenie zaczęło się dynamicznie rozwijać, ale rozwój ten trzeba było okupić niezwykle ciężką pracą oraz morzem goryczy i upokorzeń.

Mimo że początkowo matka i córka miały w wielu sprawach różne punkty widzenia - obecnie zdążały do stanu doskonałego zrozumienia. Jadwiga, całkowicie podporządkowana matce jako swej władzy, była zawsze do jej dyspozycji bez jakichkolwiek oporów. "Matka Celina wysyłała swą córkę wszędzie tam, gdzie trzeba było szczególnej odwagi, poświęcenia i roztropności", zaś córka "jak najwierniejszy Cyrenejczyk szła krok w krok za swą przełożoną i matką, starając się przerzucić ciężar krzyża na swoje ramiona. Mając taką pomocnicę, m. Celina zapomniała, ile ma lat i z energią niemal dorównującą córce - wytyczała zgromadzeniu coraz to nowe szlaki".

W stosunkowo krótkim czasie oprócz domu rzymskiego powstały nowe - w Polsce, w Bułgarii i w Ameryce Północnej. Dokonano też wielu aktów formalno-pra- wnych. Po otrzymaniu dekretu potwierdzającego zgromadzenie (1905 r.) matka mogła już oficjalnie mianować swą córkę asystentką generalną i pierwszą radną.

Ale w pewną wrześniową noc 1906 r. 43-letnia Jadwiga nagle zmarła. Matka była wstrząśnięta do głębi, ale bez szemrania poddała się woli Bożej. Mimo bólu szybko doprowadziła życie zakonne do normy i jeszcze przez siedem lat pracowała z niezwykłą energią - ofiarna, życzliwa, wyrozumiała, ale i wymagająca. Była przedmiotem najgłębszego podziwu, a siostry nowego domu w Ameryce - patrzyły na nią jak na żywą Regułę.

W jesieni 1913 r., będąc w Krakowie, poważnie zachorowała. I tu w pełni ujawniła się miłość drugiej córki, która przez cały czas żyła w świecie. Chorą zdążyli jeszcze odwiedzić najwyżsi dostojnicy kościelni Galicji, przybyła też rodzina. Celina nie mogła już mówić, więc tylko napisała: "Cierpienie moje ofiaruję Bogu. Błogosławię. W Bogu zawsze szczęście". Po krótkiej chorobie, trwającej tylko tydzień, 26 X 1913 r. zmarła.

Odeszła do Boga matka duchowa nowego zgromadzenia zakonnego i matka naturalna, która potrafiła wzorowo wychować swoje córki.

W 1982 r. Ojciec Święty Jan Paweł II ogłosił dekret o heroiczności cnót matki i córki. Celina Borzęcka została beatyfikowana w Rzymie 27 października 2007 roku przez papieża Benedykta XVI w Bazylice św. Jana na Lateranie. Jej wspomnienie liturgiczne w Kościele katolickim obchodzone jest 26 października.

Julia Szwarc

Literatura: S. Teresa Matea Florczak CR, Podwójny węzeł, Poznań 1986, Księgarnia Św. Wojciecha.


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Josemarii EscrivyModlitwa do św. Josemarii Escrivy

Modlitwa do św. braci męczenników Jana i PawłaModlitwa do św. braci męczenników Jana i Pawła

Przyczyny wchodzenia młodych w świat przestępczościPrzyczyny wchodzenia młodych w świat przestępczości

Uczenie dzieci odróżniania dobra od zła to zadanie na lataUczenie dzieci odróżniania dobra od zła to zadanie na lata

Dlaczego młodzi wchodzą w konflikt z prawem? Co ich pociąga?Dlaczego młodzi wchodzą w konflikt z prawem? Co ich pociąga?

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej