Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Maryjność Prymasa Tysiąclecia w oczach współwięźnia

Ks. kanonik Stanisław Skorodecki, 75-letni proboszcz parafii katedralnej w Szczecinie, był współwięźniem Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego, w czasie jego internowania w Stoczku Warmińskim i Prudniku. Prymas szereg razy wymienia ks. Stanisława na stronicach swoich Zapisków więziennych. Po czterdziestu latach od stalinowskiego uwięzienia Wielkiego Prymasa rozmawiam z ks. Skorodeckim na temat osobowości Sługi Bożego.

- Mówiąc o Prymasie Tysiąclecia, o którym nigdy dosyć, zwłaszcza w tak niespokojnych politycznie, społecznie i ekonomicznie czasach, najbardziej pragnę podkreślić jego maryjność - mówi ks. proboszcz Stanisław Skorodecki. - Była ona rozmaicie widziana i oceniana. Nawet spotkałem się ze zdaniem, że tego było za dużo, że to dewocja. Zwłaszcza wymawiano mu to na Zachodzie. Kard. Wyszyński nie zrażał się. Realizował swoje hasło: "Wszystko postawiłem na Maryję". Powiedział kiedyś: "Chciałem ubezpieczyć los Narodu Polskiego i Kościoła w naszej Ojczyźnie w rękach Niepokalanej". Stąd ta wspaniała jego idee oddania się w niewolę Maryi za wolność Kościoła zaraz na początku jego uwięzienia w Stoczku, w dniu 8 grudnia 1953 r. Prymas oddając siebie w niewolę Maryi jako głowa Kościoła w Polsce oddał również cały Kościół i Polskę w niewolę Matki Chrystusa.

- Kard. Wyszyński swoje takie szczególne umiłowanie Matki Bożej wyniósł z domu rodzinnego?

- Oczywiście. Atmosfera maryjna charakteryzowała jego dom rodzinny w Zuzeli. o czym zresztą wspominał nieraz w swoich Zapiskach więziennych i w czasie różnych wystąpień. Każdego roku matka Prymasa pielgrzymowała do sanktuarium Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie, zaś ojciec spieszył szlakiem pątniczym na Jasną Górę. W swoich Zapiskach Sługa Boży odnotował, że on stale modli się do Matki Boskiej Częstochowskiej, ja zaś - do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, której gorliwym czcicielem byłem i jestem przez całe życie. W czasie internowania bardzo dużo modliliśmy się wspólnie i osobno.

- Wiem, że kard. Stefan Wyszyński nie rozstawał się z Różańcem w Komańczy. Czy nie inaczej było w Prudniku oraz w Stoczku Warmińskim?

- Już w czasie pierwszego spotkania się ze mną w Stoczku kard. Wyszyński powiedział do mnie: "Życie się nam ułoży, poznamy się. Jedno najważniejsze: obiecujemy sobie i Matce Najświętszej, że każdego dnia naszego wspólnego uwięzienia będziemy odmawiali cały Różaniec, czyli wszystkie trzy części. Będziemy się modlili, jeśli na taką łaskę zasłużymy, by nasze wyjście z internowania nastąpiło w święto lub dzień Matki Boskiej lub w Jej miesiącu". W czasie uwięzienia codziennie odmawialiśmy wspólnie trzy części Różańca, po rannej Mszy św. (czasem na spacerze w ogrodzie) - część radosną, po obiedzie na przechadzce - cześć bolesną i wieczorem po kolacji - część chwalebną. To serdeczne rozmodlenie różańcowe stworzyło w umyśle maryjnego Prymasa wielkie plany duszpasterskie Narodu, m.in. odnowienie Ślubów króla Jana Kazimierza, nawiedzenie Obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej i obchodzy 1000-lecia Chrztu Polski. Kiedyś wyciągnął z kieszeni różaniec i trzymając go w ręku proroczo powiedział do mnie: "Ten różaniec nas stąd wyprowadzi!" Matka Boża wysłuchała Prymasa Wyszyńskiego. Rzeczywiście, najważniejsze wydarzenia w życiu tego Prymasa, tak jak i jego Poprzednika, miały miejsce w różańcowym miesiącu, jakim jest październik. Kard. August Hlond umierając w warszawskim szpitalu w dniu 22 października 1948 r. powiedział ostatnie słowa: "Zwycięstwo, gdy przyjdzie, to będzie zwycięstwo przez Maryję". Wyszyński do Stoczka został przywieziony nocą z 12 na 13 października, w następnym roku 6 października został przetransportowany do Prudnika, potem do Komańczy w dniu 27 października i wreszcie Prymas Wyszyński wychodzi na wolność 26 października 1956 r. w sobotę (dzień Maryjny), w przeddzień święta Chrystusa Króla, co było szczególną oznaką jego triumfu i zwycięstwa. Oczywiście pierwsze kroki skierował na Jasną Górę i tam mnie też zaprosił. Potem, 22 lata później w dniu 16 października 1978 r., konklawe wybiera kard. Wojtyłę papieżem. Z Rzymu Prymas Wyszyński przysyła mi odręczną kartkę (nawet tam o mnie, zwykłym kapłanie, pamiętał): "Popatrz, Stasiu, znów Maryja zwyciężyła!" Papież, rodem z Polski, w swoim herbie podkreślił też przywiązanie do Matki Boskiej: "Totus Tuus", czyli "Cały twój".

- Czy nie uważa Ksiądz Kanonik, że to wyjątkowe ukochanie Matki Boskiej przez Prymasa Wyszyńskiego, a także Papieża Jana Pawła II, wynika też stąd, że obaj już w dzieciństwie stracili swoje rodzone matki?

- Na pewno tak. Kard. Wyszyński nawet wspominał o tym, jak to umierająca jego matka powiedziała do niego: "Stefan, ubieraj się!" Nie rozumiał tego, przecież był ubrany. Po chwili dodała bardziej zrozumiale: "Bądź gotowy do służby Panu Bogu!" Niewątpliwie myślała o jego przyszłym kapłaństwie, bo przecież każda matka ma intuicję.

- Nierzadko Kard. Wyszyński dodawał do swego biskupiego zawołania SOLI DEO, czyli "Bogu samemu", dwa dalsze słowa PER MARIAM, czyli "przez Maryję". Czy mógłby Ksiądz, który przez dwa lata towarzyszył Stefanowi Wyszyńskiemu w jego niedoli więziennej, scharakteryzować maryjność Prymasa Tysiąclecia?

- Żeby ułatwić zrozumienie maryjności Prymasa, często posługuję się takim obrazem: proszę zwrócić uwagę na matkę trzymającą w swoich ramionach dziecko, jak ono ją obejmuje rączkami i obcałowuje, jak się uśmiecha do swojej matki, jakie jest szczęśliwe w jej ramionach! Maryjność kard. Wyszyńskiego była taka dziecięca. Przeżywał ją jako Maryjne dziecięctwo. Ale maryjność ta nie była ani dewocyjna, ani bigoteryjna. Zmarły Prymas Polski zawsze podkreślał, że Matka Boska niczego nie zatrzymuje dla siebie, tylko zawsze przekazuje swemu Synowi. To właśnie Ona powiedziała: "Czyńcie cokolwiek wam Syn mój każe". Matka Najświętsza jest tylko Pośredniczką i Wspomożycielką. Nie stawiamy Jej ponad Pana Jezusa czy nawet na równi z Chrystusem; tylko na takiej pozycji, na jaką sobie zasłużyła i jaka się Jej należy w Kościele.

- Czego warto się nauczyć od Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, by godnie żyć i pracować w trudnych czasach kończącego się drugiego tysiąclecia chrześcijaństwa?

- Jego niezłomnej wiary i nadziei. Zawsze miał trzeźwe spojrzenie na sytuację i właściwą jej ocenę. Nie ulegał emocjom. Wielu przywódców politycznych kieruje się dziś emocjami i przez to popełnia błędy, przez które cierpią inni. Kard. Wyszyński podchodził do wszystkiego z bardzo wielkim spokojem. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu przyszli do niego czołowi działacze "Solidarności", mocno podekscytowani. On ich bardzo uspokoił, co można by porównać do wylania kubła zimnej wody na gorące głowy. To było wielkie zawierzenie Maryi i przez Nią Opatrzności Bożej.

Powinniśmy uczyć się od tego Wielkiego Więźnia patriotyzmu, czego dziś nam tak brakuje. Kiedyś oświadczył w czasie internowania: "Raczej dałbym sobie serce z piersi wyjąc i pokrajać w kawałki niż opuścić Ojczyznę - jakby w odpowiedzi na ewentualne wywiezienie go poza Polskę, np. na Riwierę Francusk Zawsze, jako Ojciec Narodu, chciał z nim byc w doli i niedoli. Pocieszał mnie, gdy się buntowałem, że niewinnie siedzimy, mówiąc: "to jest łaska, że możemy cierpieć razem z narodem". W każdej modlitwie, głośnej i cichej, modlił się za Polskę, a przede wszystkim za młodzież, wszak od niej zależy przyszłos. naszej katolickiej Ojczyzny. Kard. Stefan Wyszyński to był wielki Polak i książę Kościoła. Nic więc dziwnego, że na jego pogrzebie niesiono wieniec z napisem na szarfie: "Niekoronowanemu królowi Polski - naród".

Bogdan Nowak


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej