Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ormianie w Polsce. Obczyzna-ojczyzna

     Z prof. Andrzejem Pisowiczem armenistą z Uniwersytetu Jagiellońskiego rozmawia Barbara Ćwioro

     Dziś Ormianie używają jako języka literackiego aszcharabaru, w odróżnieniu od grabaru, języka ormiańskiego przekładu Pisma Świętego.

     Aszcharabarem nazywa się język nowooromiański, grabar to język staroormiański używany do dzisiaj przez Ormian w liturgii. Pierwsze teksty liturgiczne w rodzimym języku Ormian pochodzą z początków V wieku. Ormianie przyjęli chrześcijaństwo na początku IV wieku - przyjmuje się rok 301, a więc w tym roku przypada 1700. rocznica ich chrześcijaństwa. Przez cały IV wiek liturgia była odprawiana po grecku albo syryjsku. Właśnie istnienie dwóch języków liturgicznych i rozbiór Armenii w 387 roku przez potężne, sąsiadujące ze sobą mocarstwa: cesarstwo rzymskie i imperium perskich Sasanidów - miały wpływ na stworzenie nowego alfabetu. Gdy lokalny król ormiański stał się wasalem Sasanidów, w porozumieniu ze zwierzchnikiem Kościoła ormiańskiego postanowił wprowadzić do liturgii język narodowy, który miał się stać czynnikiem podtrzymującym poczucie tożsamości narodowej. Zadanie opracowania alfabetu powierzono osobie, której życiorys jest dobrze znany, bo zachował się tekst napisany przez jego ucznia - mnichowi Mesropowi Masztocowi. Około 400 roku na podstawie studiów różnych pism, z którymi mógł się stykać na Bliskim Wschodzie - przede wszystkim z pismem greckim i różnymi wariantami pism semickich, również używanych przez języki irańskie - stworzył on alfabet ormiański. Wygląda na to, że pewien wpływ wywarł tu alfabet aramejski w zastosowaniu do języka awestyjskiego - irańskiego starożytnego języka liturgicznego. Na podstawie studiów porównawczych, a także własnych koncepcji Mesrop Masztoc uzupełnił te alfabety o wymyślone przez siebie litery mające oddać głoski, których w tych językach nie było. Grabar był używany do XIX wieku, jako główny język literacki, w różnych dziedzinach życia.

     Natomiast w ciągu XIX wieku, w związku z rozpowszechnianiem się oświaty, okazało się, że język ten jest już tak obcy Ormianom, iż podjęto próbę wprowadzenia języka współczesnego. Stało się to w dwóch ośrodkach, gdzie powstały dwa języki nowoormiańskie, wschodnio- i zachodnio-ormiański.

     Wschodnioormiański powstał na terenach, które należały do Rosji, opierał się na dialekcie tzw. ararackim, inaczej zwanym erywańskim, a także na dialekcie Ormian tyfliskich, ze stolicy Gruzji, Tyflisu. Wschodnioormiański został wypracowany jako pewien kompromis pomiędzy dialektami pełnymi zapożyczeń perskich, arabskich, tureckich a bogatym językiem starożytnym, który tych zapożyczeń nie miał. Natomiast zachodnio-ormiański został wypracowany w Stambule, głównym ośrodku Ormian tureckich. Różnice między tymi językami są dość spore, ale termin "aszcharabar" dotyczy ich obu.

     W Polsce nie ma niestety wydziału armenistyki, ale Pan Profesor prowadzi lektorat języka ormiańskiego na UJ. Który to jest zatem język nowoormiański, zachodni czy wschodni?

     Różnie. Przez wiele lat prowadziłem i nadal prowadzę zajęcia głównie ze współczesnego języka wschodnioormiańskiego, który znam najlepiej, bo przez dwa lata, mniej więcej 40 lat temu, odbywałem studia filologiczne w Erewanie (Erywaniu), stolicy Armenii. Języka zachodnioormiańskiego uczyłem się krócej, w Paryżu, w Szkole Języków Orientalnych, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. W najbliższym roku akademickim mam zamiar rozpocząć dwuletni kurs języka staroormiańskiego, czyli tzw. grabaru, ponieważ zebrała się grupa osób nim zainteresowanych.      Jaka jest w skrócie historia nauczania języka ormiańskiego w Polsce?

     Na przełomie XIX i XX wieku na Uniwersytecie Lwowskim jeden z księży polsko-ormiańskich prowadził lektorat języka ormiańskiego. Z kolei z Krakowem był związany docent Uniwersytetu Wiedeńskiego Jan Hanusz. W latach osiemdziesiątych XIX wieku odbył on podróż naukową do miejscowości Kuty nad Czeremoszem, gdzie polscy Ormianie jako ostatni używali języka ormiańskiego w formie dialektalnej. Materiały, które zebrał Hanusz, posłużyły mu do wydania dwóch cennych dzieł naukowych: fonetyki historycznej tych dialektów oraz słownika etymologicznego liczącego około 1500 wyrazów, w którym podaje etymologię dialektalnych wyrazów ormiańskich w odniesieniu do staroormiańskiego.

     Około 1960 roku ówczesny kierownik Katedry Filologii Orientalnej, wybitny arabista prof. Tadeusz Lewicki, mający pewne sympatie ormiańskie (jego babka pochodziła z rodziny polskich Ormian), zaangażował polsko-ormiańskiego księdza, Kazimierza Roszkę pracującego w Gliwicach. Ks. Roszko uczył języka zachodnioormiańskiego, z którym miał najwięcej kontaktów, głównie dzięki wyjazdom do dwóch ważnych ośrodków katolików ormiańskich - do klasztorów mechitarzystów (mechitarystów), które powstały w pierwszej połowie XVIII wieku i działały na zasadzie reguły św. Benedykta. Są to, w pewnym uproszczeniu, benedyktyni ormiańscy. Nazywają się mechitarzystami od imienia swojego założyciela, Mechitara, którego imię dosłownie znaczy Pocieszyciel. Kongregacja ta ma dwa ośrodki: w Wenecji na wyspie San Lazzaro i w Wiedniu, gdzie się mieści bardzo bogate muzeum, uważane za drugie poza Armenią muzeum kultury ormiańskiej na świecie. Możemy tam znaleźć różne dokumenty polskich Ormian, np. akty urodzenia przechowywane w archiwach mechitarzystów wiedeńskich, którzy utrzymywali kontakty z Polską. Na przykład poprzedni opat wiedeńskiego odgałęzienia mechitarzystów pochodził z Siedmiogrodu, regionu, który według jurysdykcji katolickiego Kościoła ormiańskiego podlegał rezydującemu we Lwowie zwierzchnikowi Ormian katolickich w Polsce, abp. Józefowi Teodorowiczowi. Właśnie abp Teodorowicz wyświęcał na kapłana owego opata, którego ojczystym językiem był zresztą węgierski...

     Niedawno w Gliwicach powstało Towarzystwo Polskich Ormian, imienia abp. Teodorowicza.

     Ormianie polscy zaczęli się organizować w 1980 roku. Z tym że nie miało to nic wspólnego ze słynnym Sierpniem; początki organizacyjne polskich Ormian miały miejsce na wiosnę tegoż roku, kiedy jeszcze nic nie zapowiadało, co się stanie latem. Polakowi sympatyzującemu z Ormianami, etnografowi dr. Januszowi Kamockiemu, udało się przekonać polskich Ormian, żeby się zorganizowali bez obawy, że zostaną zesłani do Armenii sowieckiej. Doszło do powstania apolitycznego Koła Zainteresowań Kulturą Ormian w obrębie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Od tamtej pory odbywają się w Krakowie comiesięczne zebrania KZKO, na których wygłaszane są odczyty dotyczące Ormian i Armenii. Ponadto w 1990 roku powstało tu Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne, które ma prawo do działalności gospodarczej, wydaje również książki i biuletyn, na co otrzymuje dotacje z Ministerstwa Kultury. W Warszawie i Gdańsku powstały analogiczne koła. Liczniejsze jest kolo warszawskie, które także wydaje przekłady oraz oryginalne opracowania popularne dotyczące Ormian i Armenii. W 1998 roku powstał w Katowicach Związek Ormian w Polsce "Ararat", organizacja Ormian nowo przybyłych do Polski, których jest już prawdopodobnie kilkadziesiąt tysięcy. Szefem jest pan Karen Arustamian.

     Liczba emigrantów ormiańskich wzrasta. Ciekawe, czy ludzie ci czują się mniejszością narodową tudzież wspólnotą subetniczną, czy może są to już Polacy pochodzenia ormiańskiego?

     "Nowi" Ormianie czują się oczywiście Ormianami i tylko Ormianami, w przeciwieństwie do tych polskich Ormian, którzy są niemal całkowicie zasymilowani. Tu powołam się na badania etnografa polskiego z Poznania, dr. Grzegorza Pełczyńskiego, który obronił pracę doktorską na temat tożsamości narodowej polskich Ormian. Według niego Ormianie, których polskie korzenie sięgają nawet XIV wieku, stanowią tzw. grupę subetniczną w obrębie narodu polskiego. Nikt z nich nie kwestionuje przynależności do narodu polskiego, choć zachowują tradycje ormiańskich przodków. Pewien Ormianin polski ze starej emigracji w Gdańsku wręcz protestował przeciwko traktowaniu Ormian jako mniejszości narodowej.

     Wspomniany tu abp Józef Teodorowicz był z pochodzenia Ormianinem, ale przede wszystkim był płomiennym patriotą polskim. Ormianie przybywający do naszego kraju często są zaskoczeni, ponieważ sytuacja w Polsce jest pod tym względem wyjątkowa. W innych krajach Ormianie na ogół zachowują odrębność, jakkolwiek tam również występują procesy asymilacyjne. Na przykład w Bułgarii jest coraz więcej małżeństw mieszanych, coraz mniej Ormian bułgarskich mówi po ormiańsku, ale język ten nadal w tym kraju istnieje, podobnie jak odrębność religijna. W ostatnich latach Ormianie masowo emigrują w związku z konfliktem zbrojnym z Azerbejdżanem, dotyczącym Górskiego (Górnego) Karabachu, jak również z racji zmian ustrojowych i ogólnie ciężkiej sytuacji w byłym Związku Radzieckim. Zycie w Armenii jest bardzo ciężkie, wiem to z bezpośredniego doświadczenia (w sierpniu byłem w Armenii). Większość Ormian przybywających do Polski jest przekonana, że odnajdą tu swoich rodaków. Oczekują od nich pomocy, co nie zawsze jest proste. Jednak wielu polskich Ormian bardzo serdecznie się do nich odnosi - wymienię tu chociażby prezesa Krakowskiego Towarzystwa Ormiańskiego, mgr. inż. Adama Terleckiego.

     Możemy więc mówić o gente Armenia natione Polonia?

     Owszem. Polscy Ormianie, ci dawni, uważają się za Polaków pochodzenia ormiańskiego. Napływający teraz Ormianie, którzy tylko czasowo przebywają w Polsce, nie mają tego poczucia. Dużo zależy od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Niewykluczone, że wielu Ormian, dla których wrota Europy Zachodniej są teraz zamknięte, pojedzie np. do Francji; znajduje się tam liczna diaspora ormiańska - potomkowie uciekinierów po rzezi 1915 roku. Ormianie mają silną tradycję radzenia sobie na obczyźnie, podobnie zresztą jak Polacy. Niestety, nie wszyscy polscy Ormianie sięgają do swoich korzeni. Są jednak i tacy, którzy pod wpływem kontaktów z polskimi Ormianami odnajdują tożsamość narodową. Nie można również wykluczyć, że wśród dawnych polskich Ormian obudzi się wkrótce świadomość narodowa i będą się uważać bardziej za Ormian niż Polaków, a może nawet przystąpią do nowej fali emigracyjnej i ruszą dalej, na Zachód.

     Nie miałam wprawdzie kontaktu z Ormianami w Polsce, ale spotkałam wielu w Iranie, gdzie trudnią się głównie handlem. W Polsce było podobnie od polowy XIV wieku, kiedy to król Kazimierz Wielki przyłączy! do Rzeczypospolitej Ruś Halicko-Włodzimierską. Kolejni królowie polscy - Władysław Jagiełło, Zygmunt August, Jan III Sobieski - nadawali i potwierdzali przywileje Ormian, dzięki czemu mogli oni żyć w Polsce w dobrze zorganizowanych gminach. Jak to wygląda teraz?

     Rzeczywiście, dominującym zajęciem polskich Ormian był handel, ale z biegiem czasu sytuacja się zmieniła. W XVIII wieku wielu z tych, którzy się dorobili, kupowało majątki ziemskie. Wtedy wraz z postępującą polonizacją ambicje tych ludzi kierowały się ku polskim klasom - nie kupieckim, lecz ziemiańskim. Wielu z nich otrzymało szlachectwo jeszcze za czasów niepodległej Polski. Inni w XIX wieku, od cesarzy austriackich. W drugiej połowie XIX wieku część szlachty zubożała i zaczęła uprawiać inne zawody. Byli wśród nich nauczyciele, prawnicy, muzycy, artyści. Obecnie handel nie jest już typowym zajęciem polskich Ormian, którzy wtopili się w naród polski, a ściślej - w polską inteligencję.

     Wrócił Pan właśnie z Armenii. Jak wyglądają przygotowania do obchodów 1700-lecia przyjęcia chrześcijaństwa? Czy jest jakaś szczególna atmosfera?

     Oczywiście. Ograniczę się do jednego wspomnienia, które jest dla mnie symboliczne. Otóż na głównym placu stolicy Armenii, Erywania, w miejscu gdzie stał ogromny pomnik Lenina (pamiętam to jeszcze sprzed 40 lat), stoi teraz olbrzymi krzyż. Widać stąd plac budowy katedry, która będzie poświęcona we wrześniu, podczas uroczystości jubileuszowych. Chrześcijaństwo w Armenii, jak i w Górnym Karabachu, gdzie również ostatnio byłem, nie jest tak powszechne jak u nas, w Polsce. Okres sowiecki: prześladowania Kościoła, wysadzanie świątyń w powietrze - przyniósł tam pewne zahamowanie tradycji. Zdołano ją jednak utrzymać. Znamienne jest, że ważne spory moralne, dotyczące np. aborcji, dopiero torują sobie drogę, bowiem liczba chrześcijan w pełni świadomych, uformowanych, jest ciągle mała. Chrześcijaństwo w Armenii często ogranicza się do symboliki narodowej, ale niewątpliwie jest odczuwalny pewien renesans religii. Liczba ludzi, którzy deklarują swą wiarę i wyznają ją, jest duża i wzrasta.

     W wywiadzie, którego udzieliłem telewizji Stepanakertu, stolicy Górskiego Karabachu, wspominałem o uczuciach, jakich doznałem, uczestnicząc we Mszy św. w miejscowym maleńkim kościele, który został uprzednio zmieniony w teatr, a teraz odzyskuje swoje prawa. Mówiłem o przeżyciach, jakie wzbudził we mnie śpiew kościelny; słuchając go, zdawałem sobie sprawę, że ma on bardzo długą tradycję. W tym śpiewie słyszy się dążenie do wyrażenia uczuć religijnych, uduchowienia, wielowiekowe staranie, by się wznieść ponad ziemskie sprawy. Byłem tym naprawdę wzruszony. Uczestnicząc w owej Mszy Św., zdałem sobie sprawę, że trzeba pochylić głowę przed ludźmi, nieraz prostymi, którzy przez długie lata żyli pod niewolą muzułmańską, a później sowiecką, a jednak przez 1700 lat przekazywali wiarę chrześcijańską i odrębność narodową. Nasza słowiańska świadomość jest znacznie młodsza. WIV wieku nie było mowy o Polakach, Czechach, Rosjanach. Byliśmy wtedy tylko wspólnotą słowiańską, w przeciwieństwie do Ormian, którzy w chwili przyjęcia chrześcijaństwa mieli już za sobą co najmniej siedem wieków istnienia, także jako potęga polityczna. W I wieku przed narodzeniem Chrystusa Królestwo Ormiańskie pod panowaniem króla Tigrana Wielkiego było już lokalnym mocarstwem. Myślę, że należy patrzeć na Ormian z szacunkiem.

Rozmawiała Barbara Ćwioro

Miejsca Święte nr 59


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej