Bale karnawałowe w II Rzeczypospolitej mają swoją wspaniałą historięJeszcze jeden mazur dzisiajchoć poranek świta, Czy pozwoli panna Krysia młody ułan pyta... Karnawałowe bale w II Rzeczypospolitej mają swoją wspaniałą historię. W Poznaniu okazałe bale w salach redutowych hotelu "Bazar" na ogół organizowało zamożne wielkopolskie, ziemiaństwo. Osobną kartę stanowiły bale wojskowe, licznie stacjonujących przed II wojną światową pułków piechoty, lotnictwa czy kawalerii.
Bal nad balamiWłaśnie bale ułańskie 15 Pułku Ulanów stacjonujących przy ul. Grunwaldzkiej i 7 Pułku Strzelców Konnych z ul. Taborowej były ozdobą karnawałowego szaleństwa, popisem oryginalności i wyszukanych manier. Po nich pozostawały wspomnienia, Izy wzruszeń, zwycięstwa lub zawodu. Ale bezdyskusyjną palmę pierwszeństwa pośród 27 pułków ułanów II Rzeczypospolitej dzierżył bal Ułanów Ja- złowieckich ze Lwowa.Bal Ulanów Jazło- wieckich od 1927 roku odbywał się zawsze 1 lutego w dniu imienin prezydenta RP, patrona pułku. Ponieważ pułk stacjonował we Lwowie, bal urządzano w najbardziej reprezentacyjnym hotelu miasta, u słynnego "George'a", znanym z pięknych wnętrz. Pod koniec grudnia dowódca pułku rozsyłał zaproszenia na bal, na pięknym papierze czerpanym. Zapraszał lwowskie elity, przedstawicieli ziemiań- stwa oraz dowódcę korpusu i generali- cję. Osobiście dowódca putku zaprasza! prezydenta RP prof. Ignacego Mościckiego, który na bal delegował swojego przedstawiciela. Do balu oficerowie byli w pełnej mobilizacji - jak do bitwy: każdy miał przez dowódcę wyznaczoną funkcję i zadania do wykonania. Były również surowe rozkazy dowódcy. Jednym z takich był rozkaz tańczenia przez oficera tylko jeden raz z poszczególną damą. Chodziło o to, aby wszystkie damy tańczyły, a na bal przychodziły również panie niezbyt powabne, chociaż dostojne. Nie do pomyślenia było, aby oficerowie nadużywali podczas balu alkoholu. Obowiązywał całkowity zakaz spożywania dowolnego trunku, poza kilkoma określonymi toastami. Bal rozpoczynał się o godzinie dziewiątej wieczorem. W głównej sali balowej grała orkiestra pułkowa. Przy dźwiękach marsza generalskiego do sali wchodzili generałowie, a kiedy ostatni wchodził przedstawiciel prezydenta RP - orkiestra grała hymn państwowy. Zaczynano polonezem. Ustawiały się pary. W pierwszej parze szedł reprezentant prezydenta z najbardziej dostojną, zasłużoną damą, w drugiej dowódca pułku z żoną, a za nimi sto pięćdziesiąt par! Polonez trwał niedługo, po czym trębacze zaczynali grać walca. Nareszcie zaczyna! się prawdziwy bal. Grano walce, tanga, slow - foxy, foxtroty, bluesy, samby. O północy milkła orkiestra. Stali uczestnicy balów wiedzieli, jaka ich czeka niespodzianka. Po marmurowych schodach, wystanych czerwonym dywanem, wolno, dostojnie wchodziła bułana klacz, a na kopytach miała założone czarne kalosze, aby nie ślizgać się po posadzkach. Prowadził ją podoficer w galowym mundurze. Gdy do sali balowej wkraczała klacz o nazwie Grażynka - panie wydawały krzyk radości. Po obu stronach klaczy podążali dwaj żołnierze, niosąc na lśniących tacach kostki cukru. Biegły więc szanowne damy i młodziutkie panie karmić Grażynkę cukrem i marchwią. Na grzebiecie Grażynki umieszczono siodło z płaskim koszem z bukiecikami kwiatów do kotyliona. Przypinano je sobie, wśród wybuchów radości i podniecenia. W białej sali lustrzanej, oświetlonej kryształowymi kandelabrami i pająkami, wirowały w tańcu dziesiątki malowniczych par: panie w długich sukniach, wydekoltowane, strojne perłami, szmaragdami, w ramionach panów we frakach, częściej w galowych mundurach oficerskich. Wodzireje, a było ich kilku, zmieniający się dla wypoczynku, prowadzili tańce z doświadczeniem i wymaganą elegancją. Kiedy bal trwał w najlepsze, bułana klacz została odprowadzona do stajni koszarowej, gdzie wreszcie mogła najeść się do syta. A bal trwał, strzelały butelki szampana, rodziły się flirty, rodziły się i gasły uczucia, nadzieje, czułe słowa, powłóczyste spojrzenia rozmarzonych dam w ramionach tańczących oficerów. O szóstej przed hotel zajeżdżały pojazdy pułkowe, prawie zawsze o tej porze roku - sanie. Sanie dowódcy pułku, zaprzężone w białe konie, następne, dowódców szwadronów w kare. Przy uprzęży wszystkie miały dzwoniące janczary. Odeszły w przeszłość ułańskie bale i ów najsławniejszy - Ułanów Jazłowieckich, razem ze Lwowem oderwanym od Polski bezprawiem Jałty: "Ten Lwów, ta joj - to miasto snów Ten Stryj ski park, ten Wschodni Park Te szanowanie, padam do nóg - miał tylko jeden Lwów". LECH PACZKOWSKI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |