Leonard ŻarnowieckiPamięci ojca, który zginąłLeonard Żarnowiecki - patriota, harcerz, ojciec licznej rodziny, jedna z bardziej znaczących osób ruchu oporu, działającego na terenie Wielkopolski podczas hitlerowskiej okupacji. W kwietniu 1941 wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, później przekształconego w AK. Sabotażem w fabryce Cegielskiego trudnił się już wcześniej. Od marca 1943 był organizatorem i dowódcą patrolu dywersyjnego, działającego w fabryce. Do ich osiągnięć należało m. in. zastąpienie żelazem stali do produkcji luf dział przeciwlotniczych (zrobiono kilkaset takich "stalowych" luf).Jeszcze czuję jego rękęZachowały się dwa rodzinne zdjęcia. Na pierwszym są jeszcze razem z ojcem, pogodni: Oto szare dni okupacji na chwilę rozświetliło słońce, szesnastoletnia Felicja wyrwała się od obowiązków przymusowej pracy dla niemieckiej rodziny Millerów, obok mama, będąca w błogosławionym stanie, siostry, braciszek i ojciec, o którego konspiracyjnej działalności nic nie wiedzą, ledwie się domyślają, że niektóre jego spotkania poza domem są jakieś dziwne, pewnie wiążą się z tajemnicami nie dla nich przeznaczonymi. Czasy są takie, że lepiej nie wiedzieć zbyt wiele i o nic nie pytać, rozumieją to nawet starsze z dzieci.Drugie zdjęcie rodzinne przygnębia nagle postarzałą twarzą matki, jakimś jej zagubieniem, kontrastującym ze znacznie spokojniejszymi buziami dzieci. Ojciec w tym czasie przebywa w Forcie VII, dni jego są już policzone. Z cenionego w fabryce, także przez okupantów, specjalisty, stal się wrogiem hitlerowskiej Rzeszy. Był nim, to oczywiste, jak miliony uczciwych ludzi w Polsce i poza nią. Odważył się na więcej - czynnie wystąpił przeciwko hitlerowcom, narażając się na śmierć, o czym na pewno wiedział. Polacy przymusowo produkujący tu, w Poznaniu, broń dla Hitlera, postanowili osłabić siłę morderczego systemu - uciekli się do konspiracji i sabotażu. Szlachetne szaleństwo?Patrząc tak po ludzku: Czy ten ojciec siedmiorga dzieci miał prawo aż tak ryzykować? Dopuszczać możliwość, że wyda się jego działalność i osieroci, zostawi na pastwę wydarzeń, swoją liczną rodzinę? Musiał o tym myśleć, i to nieraz. Wiedział o zasadach, jakimi rządził się świat, budowany przez hitlerowców, był człowiekiem wierzącym i wysoce moralnym, który - na pewno - nie chciał krzywdy najbliższych. Jednak wiedział jednocześnie, że w świecie nie ustaje walka z Hitlerem, że wynik jej nie jest pewny i każde ręce użyte przeciwko wrogowi mogą przechylić szalę. On, przedwojenny harcerz, był może i takiego zdania, że świat zupełnie spodlony i zniewolony nie jest miejscem, w którym wzrastać powinny dzieci. Że gdyby wszystkich najbliższych czekała jedynie przyszłość "untermenschów", to lepiej podjąć ryzyko.Szkodził złu, jak długo potrafił. Gdy wykryto, co robił, okupantom nie wystarczała pokazowa kaźń - długie, ciężkie pobicie na terenie fabryki. (Podczas tej sceny buntowali się nawet Niemcy, uznając rodzaj kary za barbarzyństwo). Zwolniono go tylko "na trochę". Gdy żona, mająca nadzieję, że już go zostawią w spokoju, błagała, by nie uciekał, pozostał z dziećmi - posłuchał. Może wtedy uznał, że zbyt by ich naraził na gniew, wymykając się z rąk prześladowców? I stało się - znowu aresztowany, przeżył gehennę Fortu VII. Wyrokiem oprawców został skazany na rozstrzelanie. Wyrok wykonano w Żabikowie 20 sierpnia 1944 roku.
Jakiego zapamiętali?Kolejne zdjęcie, dużo wcześniejsze: Młody, ładnie się prezentujący w mundurze harcerz. To Leonard Żarnowiecki na wiele długich lat przed tragedią, gdy działał w drużynie funkcjonującej w Polonii berlińskiej. Bliższe jego dojrzałej osobowości są wspomnienia córek:- Ja nie pamiętam ojca, miałam półtora roku, gdy zginął, natomiast doskonale go znam z opowiadania i wspomnień rodzeństwa i mamy - wyjaśnia pani Nina Budzisz. - Był człowiekiem mającym wielu przyjaciół, nie "kamratów", ale ludzi dobrze mu życzących. Ciemne włosy, ale nie kruczoczarne - wspomina pani Felicja Nowicka. - Zawsze siedział wyprostowany, w domu zazwyczaj miał któreś z nas na kolanach. Jego niektóre charakterystyczne gesty, np. przy poprawianiu ubrania, dostrzegam u syna i u moich czterech siostrzeńców. Ubierał się niewyróżniająco, ale zawsze dbał o swoją powierzchowność - na każdym zdjęciu ma krawat. Nachylony nad deską kreślarską przypinał krawat spinką do koszuli, aby się nie pobrudzić. Bardzo dbał o ręce, chociaż w fabryce pracował przecież w żelastwie. Dzisiaj o pamięci potomnych świadczy tablica pamiątkowa w Mauzoleum Martyrologii w Źabikowie. Pomylono imię - jest Ryszard, powinno być Leonard. Rodzina sprostowywała, ale dopiero gdy ta pomyłka stała się faktem. Wcześniej nie konsultowano treści z bliskimi, korzystano prawdopodobnie ze starych dokumentów, skąd niewyraźne słowo źle odczytano. Teraz powinno się ten błąd naprawić. O wielkopolskiej konspiracji akowskiej, do której należał Leonard Żarnowiecki, latami milczano. Istnieje przekonanie, w dużej mierze zresztą prawdziwe, że silniejsza niż w Generalnej Guberni kontrola ograniczała rozszerzanie ruchu oporu, prawdą jest jednak i to, że takie warunki zmuszały do bardzo głębokiego zakonspirowania wszelkich działań. A po wojnie chętnie powoływano się jedynie na przeszłość związaną z konspiracyjną lewicą. Stąd niewiele wiadomo Czytelnikom o akowcach z poznańskiej fabryki Cegielskiego (wtedy nazywała się Deutsche Waffen und Munition Fabrik) i z jej filii w Ostrowie czy Kaliszu. Nawet historycy uzupełniają jesz cze ciągle wiedzę o tamtych czasach. Najważniejsze chwileKiedy doprowadzona do ostateczności pracą nad siły Felicja uciekła z kolejnego miejsca zatrudnienia i nielegalnie wróciła do domu, ojciec o nic nie zapytał. Leonard Żarnowiecki, sam obciążony swoją rolą ponad miarę, zniewolony pracą i dobrowolnie wziętymi na siebie patriotycznymi zadaniami, po prostu siedział z tym nad wiek dojrzałym swoim dzieckiem, w milczeniu, półtorej godziny, trzymając jej rękę. Wtedy nie wiedziała, co myśleć, dlaczego nie pyta, nie robi wyrzutów, nie złości się, nie pociesza. Obrażony na nią? Zły? Pocieszeniem, współczuciem był tylko ten dotyk ojcowskiej dłoni. Dzisiaj pani Felicja myśli, że mówił tym gestem: "Wszyscy cierpimy. Ty też. O tym, co przeżywałaś i przeżywasz i wiem, i nie wiem. Niech tak pozostanie". - Długo trwało, zanim do tego doszłam, pomyślałam, że może właśnie to chciał mi przekazać - mówi. - Jeszcze dzisiaj czuję jego rękę, gdy wspominam to wszystko.W Forcie VII sprawa jego uznawana była za tak niebezpieczną, że współwięźniowie bali się podchodzić, gdy leżał po przesłuchaniach, żeby się nie narazić na "gorsze paragrafy". Czy i wtedy, cierpiąc w samotności, nie żałował tego, co zrobił "dla sprawy"? Nigdy się nie dowiemy. Jednak nie dał się użyć w śledztwie przeciwko swoim. Cierpiał do chwili, gdy "wysłużył" sobie chwalebną śmierć. Felicja zapamiętała, że przed aresztowaniem trochę domyślała się jednak stopnia zaangażowania ojca, po tym, że zawsze miał podziemne gazetki, drukowane na powielaczu, skrzętnie chowane w dwóch skrytkach: na szafie, w skrzyneczce z jedwabiem do szycia, pod jedną z szufladek albo w wysokim, sznurowanym bucie, pod podszewką cholewki. Mogła czasami przeczytać takie informacje, w drugim pokoju, i zaraz potem zwrócić to trzeba było ojcu. Z więzienia w Forcie VII rodzina Leonarda Żarnowieckiego dostawała jego bieliznę. Zachował się pakowy papier, w jaki była zawinięta: patrzę na starannie wypisany pismem technicznym adres. Człowiek, który to pisał, przeżywał wtedy piekło na ziemi. Koszula, która była w środku, miała na sobie ślady krwi, rodzina wiedziała więc, że był torturowany. MARIA STAWIŃSKA
Przewodnik Katolicki nr 25/2001
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |