Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dominikanie w obronie przedmurza

Młode jeszcze chrześcijaństwo w Polsce stanęło przed zadaniem niesienia Ewangelii na Wschód i postawienia tamy nawale muzułmańskich najeźdźców. Obok Piastów Śląskich szczególną rolę odegrali wtedy dominikanie.

Lubią mówić, że życie dominikańskie jest jak jazz. Każdy zakonnik to inny instrument, który gra własną melodię i nagle z chaosu wyłania się harmonia. Dominikańskiej duchowości nie da się bowiem zamknąć w schematach. Dlatego w konwencie dzień każdego z ojców wygląda inaczej. A tym. co sprawia, że mimo wszystko zachowują jedność, jest liturgia: klamra spinająca różne zada nia, osobowości i talenty.

- Święty Dominik nie zostawił nam wzoru zakonnika. Nie ma gotowego schematu. Jest wezwanie: głosić Chrystusa - mówi o. Tytus Piłat OP, sekretarz kapituły i duszpasterz młodzieży w kościele św. Jakuba w Sandomierzu. - A jak to w praktyce zrobić, musimy rozeznać sami.

Kompasem, który od stuleci prowadzi duchowych synów św. Dominika, są dwa wypowiedziane przez założyciela zdania: "Głosić Boga wszystkim i na wszystkie sposoby" oraz "Mówić z Bogiem i o Bogu". Wyraża to łacińska nazwa zgromadzenia ordo predicatoń, zakon kaznodziejski, stąd litery skrótu OP. - To jest prawdziwy dominikański duch - mówi o. Norbert Oczkowski OP, promotor kultu bł. Czesława we Wrocławiu. - Każdy przychodzi do zakonu inny i nikt od nas nie wymaga, byśmy się do siebie upodabniali. Nasze charaktery i talenty zostają w sposób naturalny wykorzystane do służby zgromadzeniu. Jeśli wstępując jesteś z wykształcenia lekarzem, pracujesz jako lekarz. Jeśli masz duszę artysty - tworzysz.

Tak niezwykłe podejście zaowocowało na przestrzeni wieków rzeszą świętych, którzy na trwałe odcisnęli ślad na europejskiej duchowości, nauce i kulturze. To z kuźni św. Dominika wychodziły osobowości tak niezwykłe i różne zarazem jak św. Tomasz z Akwinu, św. Albert Wielki, Jakub de Voragine, Mistrz Ekhart, bł. Fra Angelico czy wywodząca się z żeńskiej, kontemplacyjnej gałęzi św. Katarzyna ze Sieny.

W DRODZE DO POLSKI

Jak głosi legenda, historia św. Dominika Guzmana oraz założonego przez niego zgromadzenia zaczęła się od snu. Matka świętego bł. Joanna, nosząc go pod sercem, zobaczyła we śnie biegnącego psa z gorejącą pochodnią w pysku. Sen okazał się proroczy i miał symbolizować charyzmat zakonu założonego przez jej syna. I choć dominikanie swą nazwę w rzeczywistości zawdzięczają imieniu założyciela, do dziś bywają nazywani "Pańskimi psami" - z łacińskiego Domini cannes - co ma podkreślać gorliwą wierność w służbie Bożej. Pochodnia w psim pysku to symbol Ewangelii, którą św. Dominik miał podpalić cały świat. To wszystko możemy zobaczyć na obrazie u warszawskich dominikanów na Freta. W czasach, w których przyszło żyć świętemu, przez XIII-wieczną Europę przetaczały się fale heretyckich ruchów, wśród których prym wiedli waldensi, katarzy i albigensi. Szczególnym powołaniem młodego zgromadzenia stało się więc kaznodziejstwo oparte na solidnym przygotowaniu teologicznym.

Do Polski zakonnicy przybyli na początku XIII wieku za sprawą biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża. On to, wraz ze swoimi krewniakami znanymi dziś jako św. Jacek, bł. Czesław oraz bł. Herman, miał zwrócić się z prośbą do św. Dominika o przysłanie na ziemie polskie dominikańskich misjonarzy. Założyciel zgromadzenia prośby tej nie spełnił, zdołał jednak wywrzeć na posłańcach tak wielkie wrażenie, że z jego rąk sami ochoczo przywdziali białe habity i czarne płaszcze. Założone przez nich w różnych częściach Polski konwenty miały stać się misyjną bazą do niesienia pochodni Ewangelii dalej na wschód. Dziś wiemy, że najgorliwszy w misyjnym zapale okazał się św. Jacek, który jako kaznodzieja wędrowny dotarł aż do Kijowa.

Po krótkim nowicjacie bracia Odrowążowie wrócili do Polski i z zapałem przystąpili do pracy. Pierwszy, macierzysty klasztor pod wezwaniem Trójcy Świętej założył w 1222 roku w Krakowie św. Jacek. Po nim powstały klasztory w Sandomierzu (1226), Wrocławiu (1226), Gdańsku (1227) i Poznaniu (1243). Płomień św. Dominika szybko ogarniał piastowskie ziemie. Wkrótce jednak historia postawiła młodemu zgromadzeniu wyzwanie, któremu sprostanie miało stać się być albo nie być nie tylko dla obecności dominikanów, ale w ogóle chrześcijan na ziemiach polskich. WOJOWNICY NIEZŁOMNI Nad zaabsorbowaną zwalczaniem herezji XIII-wieczną Europą zawisła niespodziewanie groźba tyleż poważna, co niespodziewana. Z dalekich stepów środkowej Azji nadciągnęły ludy pasterskie wywodzące się z całkowicie nieznanego mieszkańcom naszego kontynentu kręgu cywilizacyjnego: Mongołowie, zwani również Tatarami. Rozproszone dotąd plemiona zjednoczył na przełomie XII i XIII wieku Temudżyn, który przyjął tytuł Czingis-chana i rozpoczął ekspansję na zachód. W1240 roku Batu-chan zdobył Kijów, co otworzyło mu drogę w głąb Europy. Rozpoczęła się wojna dwóch cywilizacji, nazwana później wojną w obronie wiary i Europy.

W starciu z pogańską potęgą niezdyscyplinowane wojska europejskie często okazywały się zbyt słabe, zwłaszcza że siłę najeźdźcy czerpali nie tylko z wojennej taktyki, ale też z zapożyczonych z Chin nowinek pirotechnicznych. Jako pierwszy ich ofiarą padł zaciekle broniony Sandomierz, kilka dni później Kraków. Na zdziesiątkowaną ludność padł blady strach; najeźdźcy opisywani byli jako "podobni diabłom i wywołujący przerażenie wszędzie, gdziekolwiek się zjawili", jak miał o nich powiedzieć XIII-wieczny historyk Kierakos. Liczne źródła podają, że w śmiertelnym starciu z pogańską potęgą kluczową rolę odegrali nie tylko władcy i ich wojska, lecz także chrześcijańscy kapłani, w czym niemały udział przypadł właśnie dominikanom.

Pierwszą wzmiankę o bohaterskiej postawie zakonnika, który swą odwagą i żarliwą wiarą odpędził widmo krwawej rzezi od piastowskiego grodu, znajdujemy w życiorysie bł. Czesława, jednego z ojców założycieli polskich dominikanów. On to, po otwarciu klasztoru przy kościele św. Wojciecha we Wrocławiu, pełnił w nim w latach 1233-36 funkcję prowincjała. On też, jak podaje Jan Długosz, kiedy w 1241 roku wojska tatarskie oblegały jego gród, żarliwą modlitwą wyprosił cud, który skłonił Mongołów do odstąpienia. Jak podaje kronikarz, gdy przeor modlił się o ocalenie miasta, nad jego głową ukazał się zstępujący z nieba wielki słup ognia, który tak przeraził atakujących, że w panice uciekli.

Interpretacja tego faktu wciąż budzi spory zarówno wśród historyków, jak i samych dominikanów. Część badaczy w opisanym przez Długosza zjawisku upatruje wyniku silnej eksplozji przywiezionego z Chin przez Tatarów prochu. Tu jednak pojawia się wątpliwość. Czy obeznane z tą materią wojska mogły wystraszyć się własnej broni? - Trzeba zrozumieć, że legenda ma za zadanie oddać pewną prawdę, a nie opisać, czy dane wydarzenie faktycznie tak wyglądało - twierdzi o. Norbert Oczkowski. - Wiemy, że ani Jan Długosz, ani inny autor pierwszej biografii bł. Czesława Abraham Bzowski nie byli obecni na miejscu bitwy. Dlatego przy tłumaczeniu legend trzeba być ostrożnym. Ja widziałbym w tym opisie raczej nawiązanie do symbolu biblijnego. Błogosławiony Czesław musiał być człowiekiem mocnym i charyzmatycznym. Nie wiadopio, w jaki dokładnie sposób wpłynął na przebieg oblężenia. Ale jego wpływ był niezaprzeczalny, i tak właśnie zostało to nam przez Długosza przekazane.

Postać bł. Czesława, przez kilka wieków zapomniana, powróciła w glorii chwały podczas Odsieczy Wiedeńskiej. Jan III Sobieski zobaczył w dominikaninie idealnego patrona dla swojej wyprawy przeciwko nacierającym muzułmanom. Dzięki królowi zmarły w 1242 roku wrocławski przeor doczekał się wreszcie wyniesienia na ołtarze. Papież Klemens XI zatwierdził 18 października 1713 roku kult błogosławionego dla zakonu dominikanów i archidiecezji wrocławskiej, natomiast w 1753 roku Klemens XIII rozszerzył go na wszystkie polskie diecezje. Dziś szczątki błogosławionego spoczywają we wzniesionej w latach 1711-30 barokowej kaplicy, która jako jedna z nielicznych wrocławskich budowli ocalała z pożogi w czasie II wojny światowej. Wtedy też, upatrując w tym kolejnego znaku błogosławionego, dominikanie rozpoczęli starania o uczynienie go głównym patronem miasta, do czego doszło w 1963 roku. SALVE REGINA Jedną z pierwszych dominikańskich fundacji w Polsce był konwent w Sandomierzu, który w czasie mongolskich najazdów poniósł straty wprost niewyobrażalne. Tutejszy kościół św. Jakuba ufundowała w 1226 roku księżna Adelajda, córka księcia krakowskiego Kazimierza Sprawiedliwego. - Od samego początku dominikanie byli mocno zżyci z tutejszą społecznością - mówi o. Wojciech Krok OP, przeor sandomierskiego zgromadzenia. - Świadczy o tym fakt, że dobrowolnie podzielili z mieszkańcami tej ziemi ich straszliwy los.

Źródła podają, że osadzeni przy jednym z największych w regionie szlaków handlowych zakonnicy aktywnie wspierali kupiectwo. Sprzedawali wino pochodzące z własnych winnic i tłoczni. Wybudowali w Sandomierzu młyn i kuźnię. Prężny rozwój osady przerwała mongolska nawałnica, która dosłownie zmiotła ją z powierzchni ziemi, a wraz z nią wrośniętych już w krajobraz dominikanów.

Do najazdu, który skończył się rzezią mieszkańców miasta, doszło w 1260 roku. Wedle legendy, w noc poprzedzającą rzeź klasztoru ojcowie wraz z przeorem czytali martyrologium przypadające na dzień następny. Odczytujący listę męczenników nowicjusz miał zobaczyć wypisane złotymi literami słowa: "W Sandomierzu 49 męczenników". Przeor Sadok odczytał to jako znak, że Bóg powołuje ich do chwały męczeństwa. W płomiennej mowie przekonał współbraci, by przyjęli je jako zaszczyt i dar. Następnego dnia najeźdźcy zastali ich gotowych i śpiewających "Salve Regina". - Jest to tajemnica męczeństwa, kiedy święci, którzy mogliby uciec i uratować życie, decydują się przyjąć śmierć dobrowolnie - mówi o. Wojciech Krok. - Miłość do Jezusa pomaga przezwyciężyć strach i oddać życie za wiarę. Kult męczenników sandomierskich był żywy już w średniowieczu. Początkowo otaczano czcią wszystkich poległych wtedy mieszkańców, bez wyróżniania spośród nich dominikanów. Błogosławieni Sadok i bracia zostali wyróżnieni z grona wszystkich wymordowanych dopiero w XVIII wieku. Prowadzone współcześnie prace archeologiczne potwierdziły wersję przekazaną przez kronikarzy. Na terenie klasztoru archeolodzy odkryli masowe groby zakonników.

Szczątki, które nosiły ślady uderzeń mieczem oraz razy grotów strzał charakterystycznych dla mongolskich wojowników, spoczęły w Kaplicy Męczenników Sandomierskich, ufundowanej około 1600 roku przez Teofila Szemberka. Oficjalnie kult zatwierdził w 1807 roku papież Pius VII. Niestety, carska kasata dominikańskiego klasztoru w 1864 roku przeszkodziła w jego rozprzestrzenianiu.

- Usunięcie dominikanów z Sandomierza było odwetem za powstanie styczniowe, podczas którego bracia wspierali powstańców - twierdzi o. Wojciech Krok. - Zakonnicy zostali przeniesieni do zbiorczego konwentu w Klimontowie, gdzie mieli prawo żyć bez przyjmowania kogokolwiek do nowicjatu, co było równoznaczne ze skazaniem ich na wymarcie. Majątek klasztorny i zawartość biblioteki wywieziono w głąb Rosji. Do Sandomierza dominikanie powrócili dopiero w 2001 roku, po 137 latach nieobecności, dzięki staraniom bp. Wacława Świerzawskiego. - Powrót był pragnieniem wielu z nas - mówi o. Tytus Piłat. - Wróciliśmy niejako do swojego domu, do korzeni.

Wraz z dominikanami na ziemię sandomierską wróciła pamięć o tragicznych wydarzeniach sprzed lat i kult braci męczenników.

Historia walki z pogańskim najeźdźcą to nie tylko historia dominikanów. Trzeba wspomnieć, że gdy wojska mongolskie za sprawą bl. Czesława odstąpiły od oblegania Wrocławia, nie opuściły polskich ziem. Batu-chan z całą swą potęgą pociągnął pod Legnicę. Na Śląsku panował wówczas najpotężniejszy wówczas piastowski ród: dynastia Henryków Śląskich. Źródła podają, że filarem spajającym książęcą rodzinę była matka ówcześnie panującego Henryka Pobożnego, znana dziś jako św. Jadwiga Śląska. NA LEGNICKIM POLU Do decydującej bitwy pomiędzy mongolskimi hordami pod wodzą Batu-cha- na a rycerstwem śląskim, wielkopolskim i resztkami małopolskiego, wspieranym siłami zakonów rycerskich: Krzyżaków, joannitów i templariuszy, doszło 9 kwietnia 1241 roku na Legnickim Polu. Bój był zacięty i zakończył się klęską wojsk piastowskiego księcia, ale miasta Mongołowie nie zdobyli. W bitwie poległ sam Henryk Pobożny, a jego zatkniętą na lancy głowę zwycięzcy zabrali jako trofeum. Legenda głosi, że przebywająca w tym czasie w Krośnie Odrzańskim św. Jadwiga w zesłanej przez Boga wizji ujrzała śmierć syna.

- W czasie najazdów tatarskich zniszczeniu uległo dzieło Jadwigi i jej męża Henryka Brodatego - mówi brat Marcin Wojtczak SDS, przewodnik po sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. - Tatarzy napadli i splądrowali Śląsk. Najtragiczniejsza w skutkach dla piastowskiej monarchii była sama śmierć Henryka Pobożnego, co położyło kres wieloletnim staraniom św. Jadwigi o zjednoczenie podzielonej Polski pod jego panowaniem.

Mimo klęski, ofiara poległych nie poszła na marne. Wojska Batu-chana, po bezskutecznej próbie zdobycia Legnicy, odeszły. Choć groźba podboju przez innowierców ze Wschodu została ostatecznie zażegnana dopiero w XVII wieku za sprawą Jana III Śobieskiego i odsieczy wiedeńskiej, bitwa pod Legnicą była punktem zwrotnym w walce o zachowanie chrześcijańskiej tożsamości i pozostanie w kręgu cywilizacji łacińskiej. Można powiedzieć, że triumfalny marsz Mongołów na Europę został wtedy zatrzymany po raz pierwszy. IDŹCIE I GŁOŚCIE Dziś w Polskiej Prowincji Dominikanów żyje ponad 400 braci zgromadzonych w 14 klasztorach. Zgodnie z duchem św. Dominika, jego synowie - jak mówią o sobie w Sandomierzu - gdziekolwiek się znajdą, z zapałem realizują kaznodziejski charyzmat. Przy klasztorach kwitną rozmaite instytucje, od Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, poprzez Instytut Historyczny, aż do duszpasterstwa młodzieży i studentów. Bo co dominikanin, to inny talent i sposób na głoszenie.

Mówiąc o dominikanach, nie można zapomnieć o ich najsłynniejszym "wynalazku". Dzięki swej niezwykłej prostocie i głębi Różaniec od wieków jest najpopularniejszą modlitwą katolików na całym świecie. A trzeba wiedzieć, że dla jego twórcy św. Dominika był potężną bronią w walce o nawrócenie heretyków.

Gdy w 1571 roku wojska imperium tureckiego starły się z siłami Świętej Ligii pod Lepanto, papież Pius V, dominikanin i gorący propagator Różańca, wezwał wszystkich do modlitwy różańcowej. Gdy o zwycięstwie chrześcijan przesądziła nieoczekiwana zmiana pogody, wdzięczni zwycięzcy napisali: Non virtus, non arma, non duces, sed Mańae Rosiae victores nos fecit, czyli "Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maria Różańcowa dała nam zwycięstwo". Prawdziwym hitem i znakiem firmowym naszych rodzimych dominikanów stał się w ostatnim trzydziestoleciu wzorowany na chorale gregoriańskim i kanonach Taize śpiew czterogłosowy, który obowiązkowo rozbrzmiewa w każdym przyklasztornym kościele. Tradycja ta narodziła się we Francji za sprawą o. Andre Gouzes'a, ojca prawdziwej "liturgicznej rewolucji", która do Polski zawędrowała w latach 80. Szybko i na naszym podwórku pojawili się muzycznie utalentowani ojcowie, jak choćby o. Dawid Kusz, którzy tworzyli własne pieśni oraz zajęli się tłumaczeniem dzieł francuskiego prekursora. Dołączyły do nich zastępy świeckich wychowanków dominikańskich duszpasterstw, m. in. Paweł Bębenek czy Piotr Pałka.

- Od czasów św. Dominika rytm liturgii wyznaczał nasze życie - twierdzi o. Tytus Piłat. - Liturgia to nasz kontakt z Bogiem i tego nie wolno zaniedbać. Dzięki niej możemy uczestniczyć w życiu samego Boga. To, co dziś obserwujemy, że w każdym klasztorze są schole i śpiew wielogłosowy, że powstają ośrodki liturgiczne, to emanacja tego. co nazywamy duchem dominikańskim. Nie da się oddzielić głoszenia słowa od liturgii.

Jak dziś zakonnicy widzą swoje posłannictwo i jak przez wieki zmieniał się charyzmat kaznodziejskiego zgromadzenia? - Głoszenie nie zmienia się co do istoty - mówi o. Wojciech Krok. - Ewangelia jest ciągle ta sama. Zmieniają się natomiast warunki, okoliczności i techniki. Dawniej kaznodziejstwo było wędrowne, dominikanie szli od miasta do miasta i jeszcze do XVIIII wieku praktykowali głoszenie kazań na rynkach i placach. Dziś podejmujemy tradycyjne misje, rekolekcje adwentowe czy wielkopostne. Ale dochodzą nowe techniki, pozwalające dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, chociażby radio, telewizja, internet, a my, wzorem św. Dominika, mamy Ewangelię głosić wszędzie, na wszystkie możliwe sposoby.

ŚLADAMI DOMINIKANÓW, CZYLI CO TRZEBA ZOBACZYĆ

WROCŁAW:
Położony kilkaset metrów od Rynku XII-wieczny kościół św. Wojciecha. Świątynia kryje w sobie wzniesioną w latach 1711 -30 kaplicę bł. Czesława, a w niej:
- relikwiarz błogosławionego
- rzeźby Jerzego Leonarda Webera i Józefa Mangoldta oraz obrazy Jana Franciszka de Beckera i freski Jakuba Eybel- wisera
- zrekonstruowane oblicze bł. Czesława, dzięki któremu możemy przekonać się, jak wyglądał

SANDOMIERZ:
Położony przy ul. Staromiejskiej kościół św. Jakuba kryje w sobie:
- kaplicę męczenników dominikańskich, wzorowanej na "perle polskiego renesansu", czyli Kaplicy Zygmuntowskiej. Pod nią znajduje się krypta zawierającą szczątki pomordowanych w 1260 roku dominikanów
- rosnąca "korzeniami do góry" lipa zasadzona przez św. Jacka, dzięki której, jak głosi legenda, uzyskał grunt pod budowę sandomierskiego klasztoru
- późnoromański portal z XIII wieku, zwany Bramą Niebios. Widoczna po prawej stronie główka przedstawia bp. Iwona Odrowąża lub św. Jakuba.

KRAKÓW:
Pierwszy w Polsce kościół Dominikanów, w którym w 1223 roku osiadł św. Jacek po powrocie z Rzymu. Zobaczymy w nim:
- grób św. Jacka wzniesiony w XVI wieku na miejscu, gdzie znajdowała się cela zakonna założyciela Polskiej Prowincji Dominikanów
- płyta nagrobna Filipa Buonacorsiego zwanego Kallimachem, dzieło Wita Stwosza
- obrazy Tomasza Dolabelli: Wizja św. Jacka, Ostatnia Wieczerza, oraz dwa XVII-wieczne obrazy: Męczeństwo św. Stanisława i św. Wojciecha.

Iwona Świerżewska
Tygodnik Idziemy



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej