Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jeśli chcesz pójść za Jezusem - walka duchowa

     Na wojnę!

     Jak byś zareagował, Drogi Czytelniku, na takie słowa, gdybyś usłyszał je... od samego Pana Boga? Niemożliwe, pomyślisz, modlimy się o pokój, różaniec w garści, sam papież nieustannie wzywa do takiej modlitwy... (Piszę te słowa w dniu Matki Bożej Różańcowej - "Różaniec do Granic" też w intencji pokoju.)

     A jednak: takie wezwanie, na wojnę, usłyszała młoda Urszula Giuliani. Podjęła to wezwanie. Najpierw zaczęła uczyć się szermierki (rzecz dzieje się pod koniec XVII wieku), podobno nawet doszła do niezłej wprawy. Z czasem odkryła, że Pan Bóg wzywa ją do walki w zupełnie innym wymiarze. Do walki duchowej. Jako osiemnastoletnia dziewczyna wstąpiła do Zakonu Mniszek Klarysek Kapucynek. Walczyła przez wiele lat. Zwyciężyła. Dziś znamy ją jako świętą Weronikę Giuliani, jedną z największych mistyczek Kościoła.

     No więc, jak to jest z tą wojną? Może reagujemy jak Urszula: walka, czyli miecz i tarcza? Albo jak św. Franciszek na hasło "odbuduj Mój Kościół" (pamiętasz, Drogi Czytelniku, tę historię: zbiera kamienie i miesza zaprawę murarską), zanim odkryjemy, że Pan Bóg (znając nasze ograniczone możliwości) sprawy duchowe, które najczęściej przekraczają nasze pojęciowanie, stawia nam przed oczy za pomocą obrazów z naszego, ludzkiego życia?

     Walka duchowa - temat z nadzwyczajną starannością "rozpracowany" i opisany przez pierwszych mnichów Kościoła, pustelników żyjących w eremach Egiptu i Syrii, w III-IV wieku - wielu z nas nic już nie mówi, choć stanowi naszą codzienność. Jest faktem opisanym słowami Księgi Rodzaju (3,15) o nie- przyjaźni pomiędzy wężem a człowiekiem, potomstwem węża a potomstwem ludzkim. O wrogości. O zmaganiu. Jako dzieci Ewy, ludzie, a we Chrzcie świętym dzieci Kościoła, na mocy naszego powołania ludzkiego i chrześcijańskiego, stajemy i trwamy "na froncie" tej duchowej wojny. Wojna ta nie stanowi problemu. Problemem (a może jego pierwszą odsłoną) jest to, że nie uświadamiamy sobie tego faktu i przez to samo jesteśmy na "przegranej pozycji", bo się nie "zbroimy" odpowiednio, nie ćwiczymy "sztuk walki", krótko mówiąc - leżymy... rozłożeni na obie łopatki. A to boli. Nie przynosi satysfakcji. Frustruje. Druga odsłona problemu to brak odróżniania wroga od przyjaciela. Wrogiem jest szatan, świat i ciało (w znaczeniu sił przeciwnych samemu Bogu, skażonych buntem przeciw Niemu), a nie ktoś, kto "nastąpił mi na odcisk", kogo nie lubię (a mogę też nie lubić samego siebie...). Inna jeszcze odsłona tegoż problemu to fakt, że ZAPOMINAMY o tym, że ta wojna JEST JUŻ WYGRANA!!! Naszym Wodzem, który swoją potęgą JUŻ zwyciężył nieprzyjaciela, jest Jezus Chrystus! Dlatego, jak żaden inny żołnierz na świecie, idziemy na pole bitwy już "po gotowe". Po Niebo.

     A jak to działa w praktyce? Wróćmy do Urszuli... W skrócie: wstępuje do Zakonu. Dostaje habit i nowe imię: Weronika. Pierwsze dni są pełne entuzjazmu, radości, słodyczy i uniesień na modlitwie. Żyć, nie umierać! Bardzo szybko jednak zauważa, że siostry, o których myślała,, że są już prawie aniołami (przez sam fakt życia w klasztorze), są tylko ludźmi, kobietami mającymi swoje małe i większe słabości; że się mylą i popełniają grzechy. Doświadcza zazdrości siostry, z którą jest w nowicjacie, i braku zrozumienia ze strony siostry mistrzyni. Na domiar złego, sam Pan Bóg jakby się "schował", modlitwa nie przynosi już radości, wierne chodzenie na modlitwy do kaplicy zaczyna być ciężarem... Rozczarowanie sobą potrafi być nie do zniesienia! Szarość codzienności zaczyna prowadzić do zniechęcenia... Tutaj pozwolę sobie na osobiste "wyznanie": to standard. Z perspektywy prawie dwudziestu lat w Zakonie zauważam, czytając "Dziennik" świętej Weroniki, że podobne doświadczenie jest udziałem bardzo wielu osób, które Pan Bóg zaprasza do kroczenia za Nim w życiu duchowym w sposób "głębszy": w różnych wspólnotach, ruchach kościelnych czy też w życiu konsekrowanym. Po zachwycie "pierwszej miłości" często bardzo szybko przychodzi zmaganie z szarą codziennością, w której upatrujemy naszego "wroga", przyczynę naszego dyskomfortu. Rodzi się pragnienie "zniszczenia przeciwnika" (patrz wyżej: mylimy pojęcia - kto nim jest), pragnienie walki o szczęście (rozumiane po swojemu, ale to Panu Bogu nie przeszkadza, bo On pierwszy pragnie naszego szczęścia).

     No dobrze, ale jak ta walka ma wyglądać? Upominać, punktować grzechy innym albo samemu sobie? Gorszyć się nimi, sobą? Atakować Boga za to, że inni - czy też ja - są do niczego? Zbuntować się? Przeciwko ludziom, sobie samemu, przeciwko Bogu? Żeby - wygrać? Zachować swój "stan posiadania", święty spokój, poczucie, że jestem w porządku, a inni są źli? I mieć z tego satysfakcję? Chyba czujesz, Drogi Czytelniku, że nie tędy droga... Że raczej zaplątujemy się w jakąś sieć, która zaczyna nas dusić. A potem chcemy się z niej wyrwać, uciec... No i często uciekamy, najpierw od samych siebie, potem nawet od Pana Boga albo od swojego powołania. Weronika na początku drogi formacji zakonnej też wpadła w tę pułapkę: zamknęła się na relacje ze swoją mistrzynią nowicjatu, załamała swoją grzesznością. Na szczęście Pan Bóg znowu okazał się większy od ludzkiej słabości. Nie pozwolił swojej Oblubienicy zjechać po tej "równi pochyłej" donikąd...

     Weronikę uratowała wytrwałość. Wierne trwanie na drodze, którą Pan ją prowadził. Wbrew temu, co czuła tylko po ludzku. Odkryła, że walka polega na trwaniu. Trwaniu w wierze, że Pan Bóg kocha ją (mnie! - bo identycznie jest w życiu każdego z nas!) niezależnie od okoliczności zewnętrznych, niezależnie od osobistego grzechu i słabości. Trwała tam, gdzie Pan ją powołał - we wspólnocie mniszek klarysek kapucynek - choć w jej otoczeniu nic się nie zmieniło, nie było jej "łatwiej"... I to trwanie stało się jej zwycięstwem. Opisuję całą tę historię w dużym uproszczeniu po to, aby równie prosto dojść do prostej zasady walki duchowej, którą pięknie definiuje Kard. Robert Sarah w swojej ostatniej książce "Moc modlitwy": Wytrwała cierpliwość, wspierana przez Opatrzność, jest sprzymierzeńcem we wszystkich naszych codziennych bitwach. Walka ze złem rozgrywa się w czasie i ważne jest, żeby być wytrwałym i nie tracić nadziei. Bóg przemienia serca, a zło nigdy nie ma ostatniego słowa.

     A Święty Paweł, w Liście do Efezjan (6,10-18), daje nam opis tej wojny i uczy, jak się do niej przygotować, aby iść po zwycięstwo: W końcu bądźcie mocni w Panu - siłą Jego potęgi. Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła (Przeciwnik!). Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc do walki (Na wojnę! - mój komentarz) przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usil- nością...

     Drogi Czytelniku - czy jesteś gotowy wyruszyć na wojnę?

s. M. Zuzanna od Dobrego Pasterza, klaryska kapucynka

Mniszki Klaryski Kapucynki
ul. Lemańska 5,12-100 Szczytno
www.kapucynki.szczvtno.pl


   

Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba Targ zamknięty. Droga do zbawienia - lekcje Hioba
o. Adam Szustak OP
To konferencja, która całkowicie odrzuca w kąt starotestamentalną zasadę handlowania z Panem Bogiem. O. Adam Szustak na pierwszy plan wysuwa tutaj to, co mamy najcenniejsze, czyli... naszą relację z Bogiem, opartą na wolności. Żeby Ci to pokazać, o. Adam Szustak sięga po historię Hioba i... niemal odwraca ją do góry nogami, ukazując nieznane dotąd spojrzenie. ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej