Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ostatnie słowo wszechświata

     Jeśli nie teraz, to za tydzień lub dwa, może za miesiąc... Jeśli nie zdecydujesz się wówczas, to poczujesz takie pragnienie przy następnej okazji. Nieważne kiedy. Ale gdy nadejdzie taki moment, że zapragniesz doświadczyć Go mocniej, wówczas wyłącz radio, przeproś przyjaciół, odłóż wszystko... Ten dzień - cały! - przeżyj tylko dla Niego, dla Jezusa... Spotkaj Go w Słowie Bożym, w Eucharystii, w medytacji. Może poniższe rozważanie okaże się przydatne...

1

     Czy wiesz, jakie będzie ostatnie słowo wszechświata? Kiedy już nadejdzie moment, że ogień i woda staną się jednością, lew ukołysze koźlę, góry staną się dolinami, wszystkie kwiaty zakwitną na wieczność, ziemia przestanie się obracać, a ludzie z ulgą zostawią swoje istnienie w obecnych wymiarach, wówczas, w tej jednej sekundzie, która stanie się wiecznością, cały wszechświat wypowie jedno słowo. Tylko jedno słowo. Ostatnie. I ja wiem jakie!

2

     Domyślam się, że pragniesz poznać to słowo. Ale chciałbym zachować je przez chwilę w tajemnicy, by wcześniej skierować naszą uwagę ku pierwszemu słowu, jakie zabrzmiało ponad światem. Pierwsze słowo. Gdzie można odnaleźć jego echo? Bo rzeczywiście, ono trwa, wciąż brzmi, nie przeminęło. Bóg przez Słowo stwarzając wszystko i zachowując, daje ludziom poprzez rzeczy stworzone trwałe świadectwo o sobie; a chcąc otworzyć drogę do zbawienia nadziemskiego, objawił ponadto siebie samego pierwszym rodzicom zaraz na początku (Sobór Watykański II, Dei verbum, 3). Co oznacza ta wypowiedź?      Pierwszym słowem, jakie Bóg wyrzekł, jest samo stworzenie. Dokonał tego przez wyjątkowe Słowo, które było na początku, albowiem to Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało (J 1,1-3). Wspólne dzieło Ojca i Syna zabrzmiało: świat stał się. Bóg przemówił. A wody, drzewa, śnieg i zwierzęta nie tyle usłyszały tę "mowę" Boga - one same stały się tą mową. Nie ulega więc wątpliwości, że wszystko, co powiedział Bóg było dobre (por. Rdz 1,1-31), bo jakżeby Doskonały mógł uczynić coś ułomnego? W tym Bożym "expose" pojawia się słowo szczególne, najpiękniejsze, jakie wyszło z Jego ust, słowo, w którym Bóg zawarł cząstkę siebie, swój obraz i podobieństwo - to człowiek. I choć Księga Rodzaju tego wprost nie mówi, to jedna jest racja tej inicjatywy Bożej: Bóg nieskończenie doskonały i szczęśliwy zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia... (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1). Racją tą jest miłość i pragnienie jej udzielania. Bóg z miłości objawił się i udzielił człowiekowi. Przynosi w ten sposób ostateczną i przeobfitą odpowiedź na pytania, jakie stawia sobie człowiek o sens i cel swego życia (KKK, 68).

     Oto jest pierwsze słowo j akie Bóg wyrzekł w stworzeniu: kocham! Miłość jako racja stworzenia, miłość jako zasada istnienia i miłość jako istota porozumienia: Człowiek już od swego początku zapraszany jest do rozmowy z Bogiem: istnieje bowiem tylko dlatego, że Bóg stworzył go z miłości i wciąż z miłości zachowuje, a żyje w pełni wedle prawdy, gdy dobrowolnie uznaje ową miłość i powierza się swemu Stwórcy (Sobór Watykański II, Gaudium et Spes, 19). Odkrywamy więc, że Bóg nie tylko stworzył świat z miłości, nie tylko podtrzymuje go w istnieniu przez miłość, ale także pragnie prowadzić ze światem - z człowiekiem! - dialog miłości. Bóg pragnie z nami rozmawiać, by kolejne "słowa" tego dialogu owocowały dobrem, przyjaźnią, otwarciem, szczerością, przebaczeniem, jednym słowem: miłością.

3

     Czy już możemy powiedzieć o ostatnim słowie wszechświata? Wybacz, że jeszcze wystawię Twoją cierpliwość na próbę... Jakże bowiem nie zauważyć, że Bóg powiedział również... "środkowe" słowo historii wszechświata. Może lepiej byłoby powiedzieć centralne słowo, kulminacyjne. I znowu pytanie: kiedy ono zabrzmiało?

     Gdy Pan wypowiedział pierwsze słowo, człowiek nie podjął w pełni zaproszenia do rozmowy. Historia zbawienia ukazuje nam bardzo dobitnie dobrego Boga, który mówi i człowieka, który ignoruje dialog. Oto dlaczego Pan postanowił wypowiedzieć słowo szczególne. Gdy jednak nadeszła pełnia czasów, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty... (Ga 4,4). I znowu miłość, i znowu zaproszenie... Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę woli swojej, dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami Boskiej natury (Sobór Watykański II, Dei verbum, 2). Podobnie jak za pierwszym razem, tak i obecnie, Bóg w sposób całkowicie wolny postanowił powiedzieć po raz drugi: kocham! Ale jakże inne jest to słowo! Nie było i nie będzie bardziej przekonywującego sposobu, by wyrazić stosunek Boga do świata i człowieka, jak ten, który ujawnił się w Słowie Wcielonym, Jednorodzonym Synu Bożym. Jezus Chrystus stał się niezbitym dowodem miłości Bożej i centralnym słowem dialogu Boga ze światem.

     W chwili, gdy Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (J 1,14), Bóg po raz kolejny powtórzył swoje zaproszenie do twórczej rozmowy, gdzie najważniejsze słowo to "miłuję". Jezus w akcie oddania siebie w miłości na drzewie krzyża nadał nową wartość całemu stworzeniu i wezwał do dialogu z Bogiem, z drugim człowiekiem i z całym uniwersum. W obliczu krzyża rodzi się zdumiewająca konstatacja: My kochamy ludzi, bo istnieją, ale z Bogiem jest odwrotnie: ponieważ On kocha - ludzie istnieją. To ważna prawda, bo oznacza, że we wszystkim, co stworzył, jest coś godnego miłości... (George Basil Hume, W poszukiwaniu Boga, s.163). We wszystkim jest wartość do kochania... W świecie, a nade wszystko w człowieku. W każdym... (pomyśl o tym!).

4

     Czy Bóg może powiedzieć coś więcej? Nie musi. W Jezusie Chrystusie zawarł wszystko. To pełnia objawienia. Od tamtej chwili, Bóg nie mówi inaczej jak w swoim Synu - Wcielonym Słowie i Baranku za nas ofiarowanym. Każdy, kto otworzy się na to orędzie musi przyznać, że większego dowodu Jego dobroci już oczekiwać nie można. Każdy, kto spojrzy w stronę krzyża musi zamilknąć oniemiały bezmiarem miłości... Rzecz w tym, aby pozwolić, by z tego milczenia, narodziło się... słowo. Oto bowiem pokorne i wdzięczne milczenie w obliczu krzyża, wobec owego "centralnego słowa wszechświata", musi zaowocować słowem-odpowiedzią. I jeśli w ciągu dziejów Nowego Przymierza z naszych ust dobywa się nieśmiałe i bojaźliwe "kocham", to jest oczywiste, że ostatnie słowo wszechświata nie może być inne. Skoro Bóg Go [Jezusa] nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych... (Flp 2,10), to w wielkim finale wszechświata zabrzmi jedno słowo w ustach całego stworzenia. Każdy, młody i stary, zły i dobry, mądry i głupi, nędznik, szubrawiec czy święty, każdy człowiek i cały kosmos w takiej chwili wykrzyknie ostatnim słowem wszechświata: Bóg jest miłością! (J 4,8).

5

     Bóg jest miłością! Tylko takie stwierdzenie będzie wówczas miało sens, tylko takie uznamy za jedynie ważne i istotne. Skoro bowiem teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz (1 Kor 13,12) to nie możemy powiedzieć nic innego, jak nazwać Boga po imieniu, powiedzieć to, co ujrzymy, wyrazić to, co teraz jedynie intuicyjnie wyczuwamy. Zobaczymy przecież twarzą w twarz Miłość nieogarnioną, zdumiewającą, nieopisaną. To ostatnie słowo wszechświata będzie oddaniem chwały Bogu, uwielbieniem, prostym stwierdzeniem Jego istoty, aklamacją Jego dzieł, wyznaniem w obliczu widzenia. Będzie więc zdecydowanie czymś więcej, niż przyznaniem "Bóg kocha!". Każdy bowiem uzna w owej chwili, że Bóg nie tylko kocha, ale że On sam jeden jest źródłem miłości, że jest samą miłością. To przekonanie zrodzi się w człowieku już nie przez akt wiary, ale dzięki widzeniu. Kiedy bowiem wszystko ujawni się, a my ujrzymy Go takim, jakim jest (1 J 3,2), kiedy doświadczymy prawdy Boga wszystkimi "zmysłami", wówczas pieśń chwały zagości na naszych ustach - prawdziwie Bóg jest miłością!

6

     Czy to oznacza, że ostatnie słowo wszechświata należy do człowieka? Tak! Ale jeśli św. Jan podaje prawdę o Bogu, który jest Miłością, to nie tylko dlatego, by stała się jedynie zapowiedzią rzeczy przyszłych. Chodzi o to, aby już teraz, dzisiaj, dojść do wewnętrznego, głębokiego przekonania, że taki właśnie jest Bóg. Niewątpliwie codzienność dostarcza zdarzeń, które wydają się przeczyć temu stwierdzeniu. Ileż pytań słyszy się wokół: Dlaczego, skoro On jest miłością, stało się to albo tamto? Dlaczego Go nie było? Dlaczego milczy? Dlaczego nie przerwie tego cierpienia, nieszczęścia, wojny? Dlaczego...

     A jednak, myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością (1 J 4,16). Św. Jan wypowiada te słowa z całym osobistym przekonaniem - jest! Tak, myśmy poznali i uwierzyli... I oto słowa te stają się wyzwaniem, zobowiązaniem. Czy zauważyłeś, co się stało? Oto już nie my pytamy, czy On jest miłością, ale to Bóg nas pyta: czy poznałeś Mnie jako Miłość, czy uwierzyłeś Miłości?

7

     W ten zaskakujący sposób, od prawdy Bóg jest miłością, przechodzimy do pytania o wewnętrzne doświadczenie tej miłości, o moją wiarę w Bożą miłość i o moje zaufanie Jego miłości. Warto głębiej wniknąć w siebie, by zweryfikować swoje rozumienie Boga. Warto, by nie usłyszeć kiedyś tych ostrych słów Jezusa wypowiedzianych w dyskusji z Żydami ...wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga (J 5,42). Dzięki łasce Ducha Świętego zawsze mamy bowiem szansę na rozpalenie miłości i przekonanie siebie o prawdziwej naturze Boga. Nawet pomimo bolesnych doświadczeń życia...

     Z chwilą, gdy podejmiemy ten wysiłek, pojawia się słuszne pytanie: Jak można przekonać siebie o miłości Boga ? Odpowiedzi nie należy szukać daleko. Św. Paweł pisząc do chrześcijan w Rzymie wyraża przekonanie, że nic nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym (Rz 8,39). W ten prosty sposób uczy nas, że pełnia Boża zawarta jest w Jezusie. Pierwszą więc odpowiedzią na powyższe pytanie jest sam Jezus: W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat... (1 J 4,9). Istotne jest także pierwszeństwo inicjatywy: W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy - pisze Św. Jan (1 J 4,10). Gest Boga jest tym bardziej zdumiewający, że On okazuje nam swoją miłość [właśnie] przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (Rz 5,8). Jezus Chrystus jest więc pierwszym i podstawowym dowodem miłości Boga.

     Jeśli z uwagą przysłuchamy się słowom św. Jana - myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam... (1 J 4,16) - to natychmiast rysuje się pewna prawidłowość: im Chrystus będzie nam bliższy a Jego osoba i dzieło życia bardziej przez nas poznane, tym większy będzie nasz zachwyt Bogiem i Jego miłością. Oznacza to, że medytacja nad Jezusem Chrystusem jest koniecznym warunkiem rozwoju naszego doświadczenia miłości Boga.

8

     W ten oto sposób św. Jan stawia człowiekowi zadanie: poznaj Chrystusa, abyś mógł uwierzyć miłości Ojca! Przybliż się do Jezusa, usiądź przy Nim, rozmawiaj, odkrywaj. Niech Jego miłość stanie się twoim codziennym pokarmem, Jego historia częścią twojej historii. Zjednocz się z Nim - wówczas poznasz miłość Bożą. Poznasz i uwierzysz jej...

     Ale św. Jan dopisuje kolejne słowa. Wie, że człowiekowi z trudem przychodzi przełamać pewne bariery. W swojej przenikliwości dostrzega najpoważniejsze niebezpieczeństwo: Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność... W miłości nie ma lęku... Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości (1 J 4,17-18) - jest nim brak ufności i lęk. Oto dlaczego Jezus Chrystus tyle czasu poświęcił przekonywaniu słuchaczy o prawdziwym obrazie Boga. Nasz Mistrz pragnął wyzwolić w nas głębokie przekonanie, zbudować mocną ufność, uwolnić od lęku, niepokoju, niedowierzania: Bóg jest Ojcem, który kocha miłością nieskończoną - zaufaj Memu Ojcu! Wszystkie Jego pouczenia, przypowieści, komentarze koncentrują się na tej prawdzie. Bardzo charakterystyczna jest choćby ta...

9

     ...o gospodarzu i przewrotnych rolnikach. Posłuży nam ona, by zobaczyć Chrystusowe przekonywanie o naturze Ojca. Przeczytaj tekst Mt 21,33-44. Zastanów się i spróbuj odpowiedzieć na następujące pytania: kim jest gospodarz? Co symbolizuje winnica? Co oznacza "czas zbiorów"? Kim są słudzy a kim rolnicy? Kogo Chrystus ukrywa pod postacią syna? (Postaraj się jak najdokładniej odczytać i zrozumieć tę przypowieść, może nawet na pewien czas odłóż dalsze czytanie niniejszego rozważania).

     Warto wspomnieć o okolicznościach, w jakich Jezus wypowiada tę przypowieść.

     Chwila Jego odejścia się zbliża, faryzeusze są zdeterminowani, szukają tylko okazji, by go zgładzić. Jezus jest mocno atakowany i może właśnie dlatego tłumaczy braciom naturę Ojca oraz swoją rolę w Jego planie. Opowiada im przypowieść, która nawiązuje do Księgi Izajasza. Żydzi doskonale znali ten fragment i wiedzieli, że prorok z jeszcze większą skrupulatnością opisuje starania gospodarza i jego troskliwość wobec winnicy. Warto, abyś i ty poznał ten piękny tekst. Przeczytaj więc uważnie Iz 5,1-2. Kiedy Jezus mówi przypowieść, w wyobraźni słuchaczy rysuje się postępowanie gospodarza, który z taką pieczołowitością przystępuje do założenia winnicy: wybrał żyzną ziemię, upatrzył pagórek, by było dobre nasłonecznienie, teren okopał i oczyścił z wszystkiego, co przeszkadza, zwłaszcza z kamieni, nie posadził też byle jakiej winorośli, lecz tylko szlachetną, nadto postawił wieżę, by można było z niej strzec i doglądać winnicy. By uzyskiwać właściwy winnicy plon wykuł tłocznię. Winnica była prawdziwie doskonała. I pyta Pan: Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Pyta jak kochająca osoba, która dziwi się odepchniętą miłością... Jezus zostawia swoim słuchaczom przekonanie: gospodarz jest troskliwy, dbały, opiekuńczy. Bóg jest taki! Po tym wprowadzeniu, Mistrz kreśli nową sytuację. Gospodarz wyjeżdża, winnicę dzierżawi rolnikom. Faryzeusze odkrywają swoją rolę. To oni otrzymali zadanie pielęgnowania wiary w narodzie. Bóg powierzył swój naród wybranym ludziom, którzy są jak owi rolnicy pracujący w winnicy Pana. Kiedy nadszedł czas, gospodarz posyła swoje sługi - proroków - by odebrali plon. Ale w umysłach rolników rodzi się przewrotna myśl: zachowajmy wszystko dla siebie, niech całe dobro będzie nasze, nie dopuśćmy pana do radości, to wszystko co jest, jest dzięki nam, myśmy się trudzili, po co więc mamy dawać to panu... W ten sposób pycha i egoizm zwyciężyły w duszach dzierżawców. Dopuścili się nawet morderstwa. Rodzi się pytanie: dlaczego gospodarz dał winnicę przypadkowym osobom, dlaczego ich nie sprawdził? Czy to nie jest brak roztropności i elementarnej przezorności? Po ludzku patrząc tak. Każdy z nas poczyniłby wiele wysiłku, aby zabezpieczyć swój majątek. Każdy z nas, ale nie Bóg... Nie klasyfikuje, nie szufladkuje, nie przebiera w ludziach, ufa. Po prostu ufa - nawet obcym. Liczy na odpowiedzialność, na ludzką rzetelność. I można to poczytać za słabość Boga, ale niewątpliwie należy zauważyć, że w tym wyraża się miłość prawdziwa: bez wcześniejszych układów, kalkulacji, szczera i dająca szansę. Miłość domaga się zaufania. I albo na niej buduje, albo nie jest miłością...

     Zauważmy, co dzieje się dalej. Zapewne rolnicy uświadomili sobie pierwszy czyn. Może nawet odczuli wyrzut sumienia: to był błąd, to był grzech. Ale czekają. Postawa wyczekiwania jest charakterystyczna. To odkładanie szczerego rozrachnku. Bo właściwie w takim momencie należało co prędzej posłać do gospodarza przeproszenie. Ale człowiek woli odczekać, przeczekać. Okazuje się, że miał rację... Pan posyła następne sługi. A więc gospodarz jest słaby i naiwny! Można z nim tak postępować, bo nie zna się na rzeczy. Rozumowanie dzisiejszego człowieka jest analogiczne: popełniłem błąd, ale nie spotkała mnie żadna kara. Nadal chodzę, dobrze się czuję i wszystko mi się udaje. Czego mam się bać? Dlaczego nie mogę postąpić tak jak poprzednio? To wcale nie było głupie. Moje środki są skuteczne. Oto prawdziwe pogrążanie się w grzechu, a każdy poprzedni grzech jest jak kamień spadający do studni, który wciąga mnie jeszcze bardziej, bo... do niego jestem przywiązany. Tylko zdecydowane odcięcie tego "sznura" może mnie uratować... A Pan? Właściciel wciąż ufa ludziom - posyła kolejne sługi. Na próżno. Rolnicy zachowali się dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem.

     Trzecia sytuacja. Gdyby Pan był człowiekiem, zapewne posłałby oddział wojska, by w zbuntowanej miejscowości zrobić porządek. Ale Pan nie reaguje jak człowiek. On ma inną duszę. Jego serce bije miłością, która wyczynia przedziwne rzeczy. Jest irracjonalna. Bo nie da się zrozumieć zachowania gospodarza. Po dwukrotnych doświadczeniach, właściciel decyduje się posłać swojego syna. To, co zrobił można ocenić tylko w dwóch kategoriach: albo jako szczytową naiwność, albo jako niewytłumaczalną nadzieję. Rozumując w kategoriach ludzkich przyjęlibyśmy zapewne tę pierwszą ewentualność. Rozumując w perspektywie ducha, należy stwierdzić jedno: pan ufa nadal, wciąż wierzy w lojalność gospodarzy i ich dobrą wolę, poprzednie zachowanie uznaje za błąd, który mogą naprawić i daje im ku temu okazję, nie odwołuje się do przemocy, ryzykuje, by pokazać swoją gotowość przebaczenia, wszystko stawia na jedną kartę, ale sam czyni pierwszy ruch... Nie można tego zachowania zrozumieć inaczej, jak tylko uznając w Bogu nadzwyczajne cechy: absolutną życzliwość, miłość i zaufanie. Pan czyni krok, którego żaden z ojców ziemskich nie uczyniłby. Składa dowód swojego zaufania do rolników: jest nim bezbronny syn. Jezus Chrystus jest tym Synem. A Bóg? Bóg jest Ojcem, którego trudno nam zrozumieć. Bo jak można kochać Syna, a jednocześnie zdecydować się na taki krok?

     Wydaje się, że jedno jest tylko wytłumaczenie tego, co uczynił Bóg. Nie można tego zaakceptować inaczej, jak tylko przyjmując, że owych rolników Bóg traktuje... tak samo jak swego jedynego Syna. Otóż dla Boga to był prawdziwy pat: ktokolwiek miałby wówczas zginąć, Jego serce krwawiłoby tak samo... To nieprawdopodobne! Kochanego Syna posyła do zbuntowanych, ale równie kochanych ludzi! Zachęcam Cię, byś poświęcił czas na poznawanie kolejnych cech miłującego Boga. Naprawdę warto! Zanurz się w bogactwo treści innych przypowieści: Mt 20,1- 16; Łk 15,11-32; Mt 25,14-30; Łk 13,6-9.

10

     Bóg Ojciec znalazł się w sytuacji gospodarza z analizowanej przypowieści. W historii nastał taki moment, w którym Stwórca stanął wobec sytuacji bez wyjścia. Jeśli ocali człowieka, to zginąć musi Jednorodzony Syn, a Jego serce zostanie przeszyte. Jeśli ocali Syna, a zmiażdży rolników, również będzie cierpiał. Bo cóż z tego, że Jego Syn nie umrze, skoro umierać będzie człowiek? Miłość w nim będzie ginąć. Ludzkie serce będzie martwe... Cierpienie Boga będzie wówczas cierpieniem odrzuconej, niechcianej miłości. Oto do jakiego dramatu doprowadza siebie Bóg! Dlaczego? Czy tak musiało być? Gdzie tkwi źródło tych przedziwnych problemów Boga Ojca?

     Odpowiedź jest wbrew pozorom prosta: w Jego naturze. To konsekwencja "osobowości" Boga, która zbudowana jest na dwóch podstawowych cechach: miłości i zaufaniu. Te dwie Boże cnoty skłoniły Go do udzielenia człowiekowi (już w samym akcie stworzenia) daru, który jest prawdziwie boskim: wolności. Wbrew wolności ludzkiej Bóg nigdy nie wystąpi. Zawsze ją uszanuje. Wolność ludzka jest bowiem odbiciem wolności Boga. W niej wyraża się bodaj najbardziej obraz i podobieństwo do Stwórcy. W przypowieści Jezusa znajdujemy ewidentne tego potwierdzenie. Posyłając Syna, Gospodarz zdobywa się na akt uszanowania woli człowieka, który jest zarazem ze strony Boga wielką ofiarą: niech wybiorą, niech zdecydują jak się zachować. Mają wolność...

     Oto jak poprzez analizowaną przypowieść Jezus ukazuje nam Boga Ojca, który jest miłością. Miłością cierpiącą. Miłością "z zasadami". Miłością, która jest nierozerwalnie związana z zaufaniem. Ten przykład uczy nas, że taka jest każda miłość. Jeśli brakuje w miłości zaufania i jeśli nie respektuje ona wolności drugiej osoby, to taka miłość nie jest prawdziwa. To tylko pozór. Zapamiętaj to koniecznie: miłość musi ufać i miłość musi dawać wolność. Jeśli zniewala, to nie jest miłością!

     Ten przykład uczy nas, że także w ludzkiej odpowiedzi na miłość Boga musi znaleźć się zaufanie. Nie bez racji Chrystus tyle razy ukazywał swoim uczniom dziecko jako wzór do naśladowania. Ono bowiem nie potrafi kochać miłością z wyrachowania. Dziecko albo ufa i kocha, albo nie ufa i ucieka. Dlatego św. Jan pisał, że miłość osiąga swą doskonałość, jeśli zdobywa się na zaufanie (por. 1 J 4,17), a autor do Listu do Hebrajczyków tak to ujmuje: przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę (Hbr 10,22n). Godny zaufania jest Bóg. I to jest wyzwaniem dla chrześcijanina, dla ciebie: zaufać Mu!

11

     Bóg stawia ci zatem pytanie: czy poznałeś Mnie jako Miłość, czy zaufałeś Mojej Miłości? A św. Jan ukazuje miarę, według której możemy oceniać nasze życie - Przez to miłość osiąga w nas kres doskonałości, że mamy pełną ufność... (1J 4,17). Miłość twoja jest niedoskonała tak długo, dopóki nie zaufasz bezwarunkowo, dopóki nie złożysz w Panu całego swego życia, swoich trosk i kłopotów, swoich radości i sukcesów, swojej przeszłości i przyszłości, swoich talentów, nadziei, całego swego "ja".

     Carlo Carretto w sposób niezwykle przenikliwy odsłania tajemniczy proces dojrzewania miłości w człowieku. Wsłuchaj się w tę.wypowiedź: ...na początku twej drogi wyczuwasz Boga w znakach stworzonego świata. Później rozum pomaga ci rozważyć i uporządkować te tajemnicze sprawy oraz odkryć w nich pewną logikę zmuszając cię, abyś określił znaczenie całej rzeczywistości, która cię otacza. I w końcu zupełnie odgradzasz się od rozumu, ponieważ oszukuje cię on na skutek swojej ograniczoności i wyniosłego pragnienia, żeby samemu dowiedzieć się wszystkiego jak najlepiej. Pojawia się wówczas miłość, wielka Miłość, i właśnie wtedy, gdy nie potrafisz już medytować, widzisz, że spoczywasz uśpiony w ramionach owej Miłości. Jest to kontemplacja, która jest autentycznym objawieniem Boga. Jest to "osobowe, wyczuwalne, mroczne, bierne, często nacechowane cierpieniem objawienie Boga", jak mówi Maritain. Kiedy kochasz, naprawdę kochasz, wszystko staje się prostsze, i czujesz, że znalazłeś. Tak, znalazłem, ponieważ kochałem. Znalazłem dlatego, że dobrowolnie zanurzyłem się w ciemności. Ale ciemności są dla Niego światłem i może On mnie dotknąć, kiedy tylko zechce, bo nie ma już żadnej zasłony między moją nagością i Jego nagością pełną miłości. Czymś doprawdy fantastycznym jest Miłość! I domaga się ode mnie tylko jednej rzeczy: abym dał Mu więcej, abym dał Mu wszystko. Ale cóż jest we mnie najbardziej cennego, co mógłbym Mu ofiarować? Jaki dar ceni On sobie najbardziej? Takim darem jest ufność. Albowiem ze wszystkich darów, jakie możesz komuś wręczyć, największym darem okazuje się ufność. Ufam Ci. Polegam na Tobie. Czuję się dobrze przy Tobie. Ty wiesz, Ty możesz, Ty się starasz! Jest to czysta wiara, jest to naga wiara, jest to wiara kogoś, kto potrafi kochać (C.Carretto, Szukałem i znalazłem).      Czymś doprawdy fantastycznym jest miłość! Ale taka, która zbudowana jest na ufności... Oto wyzwanie dla ciebie, dla twojej miłości. To kosztuje. Wymaga samozaparcia, odwagi, wyrzeczenia dla Umiłowanego. Ale zarazem, im mniej ma się do ofiarowania, do poświęcenia, tym słabiej zdaje sobie człowiek sprawę ze swojego nastawienia i powstaje ryzyko, że ześlizgniemy się w nie-miłość (Augustę Valensin, Radość z wiary). Tylko budowanie na zaufaniu połączonym z autentycznym dawaniem siebie tworzy najszlachetniejszą miłość. Taką, która nigdy nie ustaje (por. 1 Kor 13,1-13).

12

     Bóg jest miłością! - ostatnie słowo wszechświata... Myślę, że zgodzisz się w tym ze mną. Niewątpliwie całe stworzenie wypowie tę właśnie prawdę. Tyle tylko, że w finale dziejów jedni te słowa wypowiedzą swoim sercem, bo przygotowali je całym życiem - przez trud, wyrzeczenie, uporczywe przekonywanie siebie, przez dojrzewanie do miłości ufnej i ofiarnej. Dla innych, to słowo stanie się osądem - owszem, również zakrzykną u końca dziejów Bóg jest miłością, ale oni tej Miłości nie uwierzyli, nie zaufali... I to będzie dla nich sądem...

     W której grupie ty będziesz?

ks. Józef Tarnawski SP

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej