Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

O Tym, który wiedział


     "Mam nadzieję... nie tracę nadziei... ufam..." - ileż razy każdy z nas w swoim życiu wypowiedział te słowa w jakże różnych okolicznościach! Dlatego może pojawić się myśl, by zbadać, w jakich momentach wypowiadał te słowa sam Jezus. Bierzemy więc do rąk Ewangelie... i tu czeka nas rozczarowanie!

     Jezus, Ten, który przyniósł nam Wielką Nadzieję, On, który jest nasza Nadzieją, nigdy nie mówi o swoich nadziejach, podobnie jak nie mówi o swojej wierze (jedyny raz, gdy termin "nadzieja" pojawia się w Jego ustach, odnosi się on do słuchaczy: ...Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję - J 5,45). Bowiem "wiara" i "nadzieja" nie są adekwatnymi określeniami dla Syna Bożego. Nikt z nas nie mówi: "wierzę, że istnieją moi rodzice" ani też: "mam nadzieję, że dwa plus dwa równa się cztery". Syn Boży, który miał świadomość swej jedności z Ojcem, nie musiał szukać dowodów Jego istnienia, był też pewien, że wróci do Domu Ojca, z którego przyszedł na świat. Nadzieja bowiem zakłada pewną niejasność, jest jakimś "skokiem w ciemność". Jezus natomiast przeszedł przez życie w postawie całkowitego zawierzenia Ojcu. Czy jednak to znaczy, że żył sobie spokojnie i beztrosko... bo przecież i tak wszystko dobrze się skończy? Mówiąc inaczej: czy pewność dobrego końca usuwa ból? Nie! Wskazuje nam na to całe życie Jezusa, a zwłaszcza Jego męka. Zawierzenie nie jest naiwnością, zakłada ono świadomość, że nie wszystko w życiu będzie łatwe i proste. Jezus wiedział, że najlepszy Ojciec kieruje wszystkim, wiedział też, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć (Łk 9,22). Wiedział, że miłość często wymaga ofiary i że Jego Męka jest potrzebna dla zbawienia ludzi. Patrzył z realizmem na własne życie, na własną przyszłość; z tym samym realizmem patrzył też na otaczających Go ludzi: nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał... i wiedział, co jest w człowieku (J 2,24n). Wyjawił uczniom swe pragnienia (Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął - Łk 12,49), ale też miał pełną świadomość, że Jego nauka spotka się z wieloma oporami: jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować (J 15,20). A jednak chciałoby się powiedzieć: Jemu było łatwo... Czy rzeczywiście? Przypomnij sobie, co czujesz, gdy idziesz do dentysty: wiesz przecież, że wizyta potrwa tylko kilkanaście... najwyżej kilkadziesiąt minut i nawet jeśli potem odczujesz trochę bólu, to wszystko minie i skończą się dotychczasowe dolegliwości. Czy ta pewność, wielokrotnie poparta doświadczeniem, usuwa twój strach? Dlatego nie mów: "Jezusowi było łatwiej umierać, bo wiedział, że zmartwychwstanie!" Tak, wiedział, ale na krzyżu cierpiał jak każdy człowiek, dusił się, krwawił, boleśnie odczuwał szyderstwa, opuszczenie... Nie wystarczy WIEDZIEĆ, aby NIE CZUĆ!

     On wiedział, że zmartwychwstanie... ale czyż i my nie WIEMY? Czy nasza wiara w Bożą mądrość i dobroć, w sensowność tego świata, a w konsekwencji w nasze zmartwychwstanie, opiera się jedynie na mrocznych dociekaniach logicznych? Nie! Ona opiera się na Słowie samego Boga: On tak powiedział, dlatego na pewno tak się stanie. Oczywiście, nasze doświadczanie Bożych rzeczywistości jest bez porównania trudniejsze i mniej oczywiste niż u Jezusa. On miał pewność i jasność; w naszym przypadku jest to nadzieja: tylko nadzieja i AŻ nadzieja, bo wiem,Komu zaufałem.

Danuta Piekarz

Kwartalnik Katolicki
ESPE, nr 50


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej