Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Godność nie do utracenia

     Rozmawiamy o części Katechizmu Kościoła Katolickiego poświęconej stworzeniu człowieka (nr. 355-384).

     kl. Michał Wilk SP: Kiedy otworzymy Biblię, w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju napotkamy sceny opisujące stworzenie świata i człowieka. Skoro współczesna nauka coraz bardziej podkreśla to, że człowiek jest wynikiem działania ewolucji w świecie, wobec takich opisów budzi się zrozumiała wątpliwość. Naukowcy twierdzą, że z gałęzi naczelnych wyodrębnił się około sześciu milionów lat temu, pół miliona lat temu to czas zaistnienia homo sapiens, a nasze DNA prawie w sześćdziesięciu procentach jest podobne do DNA szympansa. Jakie stanowisko zajmuje dzisiaj Kościół - w świetle słów Biblii, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz, a także w świetle dokumentów soborowych - wobec teorii ewolucji?

     ks. Józef Tarnawski SP: Panuje mylne przekonanie, że teoria ewolucji wyjaśnia wszystko i oto już wiemy, skąd się wziął człowiek. To nieporozumienie. Ta hipoteza może określić sposób powstania biologicznego materiału, który złoży się na człowieka. Ale czy człowiek to tylko ciało? Kto wyjaśni genezę ducha, wrażliwości, reakcji wyższego rzędu, które są obecne w człowieku, a których brakuje u pozostałych istot żywych? I czy te zdolności da się zredukować do prostego ciągu ewolucyjnego, czy też są one efektem niewytłumaczalnego skoku jakościowego? Co więcej, jeśli nawet ewolucja zostanie uznana za proces pewny, to odwieczne pytanie: Skąd wzięła się pierwsza istota żywa? - powróci.

     Pojęcie dusza często oznacza w Piśmie Świętym życie ludzkie lub całą osobę ludzką. Oznacza także to wszystko, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne i najwartościowsze; to, co sprawia, że człowiek jest w sposób najbardziej szczególny obrazem Boga: "dusza" oznacza zasadę duchową w człowieku (KKK 363).

     Do tej pory nie odpowiedziałem na Twoje pytanie. Wbrew pozorom Kościół nie ma nic przeciwko teorii ewolucji i jest ona zupełnie niesprzeczna z biblijnym opisem stworzenia świata. U podłoża takiego stwierdzenia leży niezwykle ważna kwestia: odczytanie przesłania obu biblijnych opisów stworzenia. Nie wdając się w wyliczanie całego szeregu teologicznych wniosków, które wynikają z tych pierwszych rozdziałów, możemy powiedzieć jedno: opis biblijny chce powiedzieć przede wszystkim, iż Twórcą świata jest Bóg i tylko On, że od Niego wszystko pochodzi i wszystko zostało uczynione z niczego (ex nihilo). To zaś, w jaki sposób Bóg przewidział rozwój świata, jego ewolucję, proces powstawania człowieka, to już jest inne pytanie, na które opis biblijny nie odpowiada. Dodać należy, że także w przypadku przyjęcia hipotezy ewolucji człowieka ze stworzeń niższych, do Boga będzie należał tak zwany moment uczłowieczenia, czyli ta chwila w dziej ach, w której człowiek z swego protoplasty stał się homo sapiens poprzez otrzymanie duszy.

     I jeszcze warto dodać. Teoria ewolucji wydaje się być bardzo przekonywująca, ale nie brakuje w niej poważnych znaków zapytania. W miarę badań rodzą się nowe wątpliwości. Wciąż jest to hipoteza, której daleko jeszcze do przekształcenia się w twierdzenie naukowe.

     W pełnym spojrzeniu na człowieka szczególne miejsce zajmuje temat jego godności. W Piśmie Świętym czytamy: stworzył go na swój obraz, na swoje podobieństwo go stworzył. Co tak naprawdę mówią nam te słowa?

     To zdanie ma niezwykłą wartość - w nim bowiem zawarta jest prawda o nadzwyczajnej godności człowieka. Jej fundamentem jest fakt, że zostaliśmy uczynieni na Bożą miarę, na Jego obraz i podobieństwo. To jakiś przedziwny akt odbicia w nas boskiego śladu. Miarą wielkości człowieka nie jest doskonałość budowy jego ciała, nie jest to, że jest sprawniejszy czy szybszy w swoich reakcjach od innych stworzeń. O godności człowieka nie decyduje to, że żyje dłużej albo że ma doskonalsze zmysły. Nie, pod tym względem zawsze znajdziemy zwierzęta doskonalsze od nas. Jesteśmy na szczycie hierarchii stworzeń, ponieważ wzorcem naszego człowieczeństwa, czyli zawartych w nas dyspozycji miłowania, odczuwania, wolnego działania, szlachetnych inspiracji jest nie kto inny, tylko Bóg. On sam jest więc gwarantem wielkości człowieka, która przekracza wartość każdej innej istoty żywej.

     Zgadzam się, ale... w świecie jest dużo dobra i dużo zła. Są ludzie, o których można powiedzieć "święci" i są tacy, w których jest bardzo dużo zła. O nich trudno myśleć, że są stworzeni na obraz i podobieństwo Boże...

     A jednak tak jest! Każdy człowiek jest wielki! Niekiedy, obserwując konkretne osoby, bardzo trudno to zaakceptować, ale należy odróżnić słabość i moralną niedyspozycję danego człowieka, co jest przypadłością, od jego habitualnej wartości, której nigdy nie straci, bo jest częścią integralną jego istoty. Jeśli Bóg stworzył człowieka na swój obraz, to tego aktu nie uwarunkował np. posłuszeństwem czy szlachetnością danej osoby. Jego decyzja była definitywna i bezwarunkowa. Wpisał tym samym swój odblask w naszą istotę i tego nigdy nie utracimy.

     Co to oznacza w praktyce? Otrzymałem niedawno list od dziewczyny, która pisała o swoim domu, o kłopotach i planach na przyszłość. Wyznała, że jej tato jest alkoholikiem. W ostatni wieczór powiedział coś bardzo przykrego - wyszła i pół nocy przeszlochała w swoim pokoju. Ale nie przestała go kochać i jemu współczuć. Wie, że choroba jest silniejsza od niego, bardzo rani ją i matkę, żyje się im coraz trudniej. Ale jednocześnie potrafi oddzielić zło i grzech od nieutracalnej godności ojca. To jest bardzo trudne i wiele osób sobie z taką postawą nie radzi. Ale w świetle słowa Bożego nie ma innej drogi. Tak postępował również Jezus - nikogo nie potępił, choć bardzo często potępiał grzech.

     Człowiek to dusza i ciało, człowiek jest stworzony jednym ciałem i duszą. Są to czynniki istotowe. Czy w chwili śmierci człowiek traci coś ze swej istoty?

     Nie. Chrześcijaństwo wnosi wiele światła w rozstrzygnięcie tego problemu: człowiek jest jednością ciała i duszy, dusza jest nieśmiertelna, a ciało dozna zmartwychwstania. Na tym polega integralność mojej osoby. To oczywiste, że tego ciała nie odzyskam w takiej postaci, w jakiej posiadam obecne, bo jest ono śmiertelne, aprzecież ja przejdę do wieczności. Więc moje ciało nabierze charakteru wiecznego. Jakie ono będzie? Możemy snuć domysły na podstawie opisów Chrystusa zmartwychwstaego. Okazuje się, że jest to ten sam Chrystus - rozpoznawalny przez uczniów - a jednocześnie jest to Chrystus, który zaskakuje w łaściwościami swego ciała: przemieszcza się z pominięciem praw fizyki, przenika zamknięte drzwi, ukazuje się wielu osobom naraz. Wyraźnie widać, że ciało służy podkreśleniu Jego tożsamości, ale nie jest dla Niego żadnym ograniczeniem. W takie zmartwychwstanie ciała wierzymy.

     Czy Kościół jest przeciwny kremacji ciała?

     Nie jest przeciwny kremacji ciała, o ile w ślad za kremacją nie idzie utrata wiary w zmartwychwstanie ciała.

     Dużo dzisiaj mówi się o higienie ciała, bardzo się to eksponuje w reklamach, w środkach masowego przekazu. Czy można sformułować jakieś zasady odnoszące się do pielęgnowania świątyni ducha?

     Oczywiście, że tak. Bo troska o świątynię ducha, to nic innego jak troska o rozwój duchowy człowieka. To więc wszystko, co służy budowaniu naszego ducha na wzór ducha Jezusa Chrystusa, tworzy zestaw zasad, którymi powinniśmy się kierować. Warto taki schemat indywidualnych powinności sobie konstruować. Dużą pomocą w tym będzie konsultacja ze spowiednikiem i korzystanie z porad kierownika duchowego. Higiena ducha będzie w istocie przyjęciem konkretnych norm wyrastających z Ewangelii a jednocześnie dostosowanych dla mnie i tylko dla mnie. Celem tego procesu jest odwzorowanie we mnie Jezusa Chrystusa.

     Pierwszy człowiek nie tylko został stworzony jako dobry, lecz także ukonstytuowany w przyjaźni ze swoim Stwórcą oraz w harmonii z sobą samym i otaczającym go stworzeniem. Stan ten przewyższy jedynie chwała nowego stworzenia w Chrystusie (KKK 374).

     Chciałbym też odwrócić Twoje pytanie. Mówimy o higienie ducha, ale w obliczu przesadnej troski o higienę ciała także należy zapytać o normy i kryteria dla niej. Czy dzisiaj nie obserwujemy przerostu tej troski, gdy ogromne pieniądze wydawane są na kosmetyki, środki pielęgnacji ciała, zabiegi kosmetyczne w salonach. Warto zapytać, czy osoby, które im się oddają, w równym stopniu troszczą się o sprawy duchowe? Czy wraz z wydatkami na higienę, rosną wydatki na biednych, potrzebujących i niezaradnych? Czy duch ewangelicznej solidarności jest u nich obecny? Bo nie wystarczy okazjonalnie włączyć się w licytację przedmiotów na jakiś szlachetny cel czy odpisać sobie od podatku jakąś darowiznę...

     Tak podkreślana obecnie idea postrzegania człowieka integralnego ciałem i duchem była sformułowana dawno. Odważnie głosił ją święty Tomasz z Akwinu. Ale mentalność ludzi Kościoła trudno akceptowała równość tych dwóch czynników. Wydaje się, że wartość ciała była pomniejszana. Czy słusznie?

     Faktem jest, że raz po raz rodziły się w historii Kościoła ruchy deprecjonujące ciało. Często wyrastały one ze szlachetnych intencji, ale zatracały równowagę i gubiły ewangelicznego ducha. Kiedy indziej już od samego początku były absolutnym nieporozumieniem, jak choćby herezja katarów. Niezależnie od tego, czy będziemy analizować ruch biczowników czy wielowątkowe przyczyny herezji katarów należy stwierdzić jedno: ciało jest darem, dobrym darem od Boga, jest dobrem służącym naszemu zbawieniu i nie może być odrzucane bądź pogardzane. Wraz z duszą stanowi o naszej tożsamości. Domaga się więc dbałości i szacunku. Ale zarazem, ponieważ nie jest ono samo całym człowiekiem, nie może zostać ubóstwione stając się przedmiotem największej troski człowieka. Zauważ, jak to harmonijnie wygląda u świętych - osadzeni w ciele tęsknią za niebem i wyzwoleniem z ciała, ale go nie porzucają, gdy jednak przychodzi takie wyzwanie potrafią pożegnać się ze swoją cielesnością, przyjmując męczeństwo, by duchem stanąć przed Bogiem. Chciałoby się powiedzieć: dbajmy o ciało, ale inwestujmy w ducha...

     Jaki jest więc sens ascezy i umartwień?

     To jest środek w drodze ku wolności. Asceza nie ma sensu sama w sobie. Jest świadomym zadawaniem sobie jakiegoś bólu - fizycznego bądź duchowego. Oznacza jakąś rezygnację, a to zawsze kosztuje. Jeśli miałaby to być rezygnacja dla rezygnacji, to po co? Umartwienie musi prowadzić do jakiegoś celu, dopiero wówczas możemy je zaakceptować. Tym celem jest wolność i miłość. Jeśli z miłości do Boga potrafię zrezygnować z oglądania filmu (bo na przykład niewiele wnosi do mojej kultury, albo - co więcej - mogę wówczas wykonać jakieś dobro dla bliźniego), to takie wyrzeczenie ma sens. Dałem wyraz temu, że potrafię kierować moją wolą, wybieram, to ja żądzę filmem, a nie film mną... Efektem tego jest też jakieś wymierne dobro. Ascezę można więc porównać do treningu zawodnika. Trzeba spędzić wiele czasu na walce z samym sobą, by w starciu z realnym przeciwnikiem odnieść zwycięstwo.

     Muszę też coś wyjaśnić. Powiedziałem wyżej, że asceza jest świadomym zadawaniem sobie bólu. Ma to jednak swoje granice. Asceza naruszająca zdrowie, a tym bardziej życie, jest niedopuszczalna. Jak w wielu innych wypadkach, tak i tutaj niezbędna jest roztropność i mądrość.

     Człowiek został stworzony na obraz Boży i - jak przypomina nam punkt 356 KKK - uczestniczył w życiu Bożym, trwając w stanie świętości i sprawiedliwości. Doskonała harmonia z Bogiem była niezwykłym darem. Konsekwencją niewierności było wygnanie z raju. Cała historia Starego Testamentu jest oczekiwaniem na obiecanego Odkupiciela. Gdy Jezus Chrystus przychodzi na ziemię realizuje plan odkupienia i zakłada Kościół. Okazuje się jednak, że człowiek nie odzyskał swojej pierwotnej świętości. Oczekujemy nadal na powtórne przyjście Chrystusa, ciągle jesteśmy między tym, co się dokonało a tym, co ma się stać. Pytanie: Czy wraz z ostatecznym przyjściem Chrystusa nastąpi powrót do pierwotnego stanu w raju, czy to będzie coś więcej?

     W wielkanocnym hymnie Exsultet słyszymy takie słowa: o, szczęśliwa wina - i coś w tym jest. Kościół naucza nas bowiem, że łaska wysłużona przez Chrystusa przewyższa dar dany nam przez Boga w stanie pierwotnej szczęśliwości. Punkt 412 KKK jest w tym względzie bardzo znamienny, dlatego przytoczę go we fragmentach: Św. Leon Wielki odpowiada: "Niewypowiedziana łaska Chrystusa dała nam większe dobra niż te, których nas pozbawiła zawiść demona Sw. Tomasz z Akwinu mówi: "Nic nie sprzeciwia się temu, żeby natura ludzka po grzechu została przeznaczona do jeszcze większego celu. Bóg bowiem dopuszcza zło, by wyprowadzić z niego jeszcze większe dobro". Stąd słowa św. Pawła: "Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska " (Rz 5,20). Przed nami rozpościera się zatem rzeczywistość, która przewyższa dar dany Adamowi i Ewie. I w tym ujawnia się niezwykła mądrość Boga, że nawet z - wydawałoby się - bezwzględnego zła i tragedii potrafi wyprowadzić zwycięstwo. I swoje, i człowieka.

ks. Józef Tarnawski SP - kl. Michał Wilk SP
eSPe, nr 61


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej