Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Żywot św. Wojciecha i niektóre wiadomości o jego pobycie w diecezji chełmińskiej

     W 1897 roku, w 900. rocznicę śmierci św. Wojciecha pelplińska drukarnia Edwarda Michałowskiego, następcy Jana Nepomucena i Stanisława i syna) Romanów, zasłużonych XIX-wiecznych wydawców pelpliń- skich. wydała niewielką książkę ks. Romualda Frydrychowicza pt. Żywot św. Wojciecha i niektóre wiadomości o jego pobycie w diecezji chełmińskiej. W 1998 roku Wydawnictwo Diecezji Pelplińskiej "Bernardinum" wznowiło tę niedostępną już dzisiaj książkę. Prof. Gerard Labuda z Poznania, wybitny znawca dziejów Pomorza, zaopatrzył ją we wstęp, komentarz, posłowie i załączniki, których łączna objętość znacznie przewyższa tekst ks. Romualda Frydrychowicza. Redakcja naukowa prof. Gerarda Labudy stanowi wielką wartość tej książki.

     Z okazji przypadającej w tym roku 1000. rocznicy kanonizacji św. Wojciecha postanowiliśmy przypomnieć na łamach "Pielgrzyma" oryginalny tekst ks. Romualda Frydrychowicza, bez komentarzy i przypisów, chociaż wiadomo, że przed stu laty wiedza o życiu św. Wojciecha i jego dziele misyjnym, jak pisze prof. Gerard Labuda, była bardzo uboga. "Historia kultu św. Wojciecha - stwierdza prof. Labuda w zakończeniu Posłowia do omawianej książki - czeka wciąż na swojego badacza. Przyczynek ks. Romualda Frydrychowicza o tym kulcie na Pomorzu Nadwiślańskim wciąż zachowuje swoją dokumentacyjną wartość, choć jego warstwa interpretacyjna uległa od tego czasu dużym przeobrażeniom".

     Wierne przypomnienie, sto lat liczącej publikacji historyka ze "szkoły pelplińskiej", uznaliśmy za swój obowiązek, a wnikliwych Czytelników odsyłamy do krytycznego opracowania i uzupełnień współczesnego znawcy dziejów.

     Rozdział pierwszy     

1. Żywot św. Wojciecha

     Św. Wojciech pochodził z znakomitej, w Czechach zamieszkałej rodziny. Ojcem jego był Sławnik, hrabia na Libiczu, herbu Poraj, spokrewniony z cesarzem niemieckim Henrykiem I, matką Strzeżysława, siostra króla czeskiego św. Wacława. Oboje odznaczali się wielu cnotami, osobliwie miłosierdziem dla ubogich, wdów i sierot. Ich małżeństwo pobłogosławił Pan Bóg siedmiorgiem synów, między którymi najmłodszym był św. Wojciech, około r. 956 urodzony. Powodowany jego czerstwością i dziarskością, zamierzał go ojciec wyćwiczyć w sztuce wojskowej. Ale Pan Bóg w niwecz obrócił te zamiary, do zaszczytniejszej go przeznaczywszy służby. Nagle bowiem dziecię niebezpiecznie zachorowało. W tej niedoli stroskani rodzice Panu Bogu je na służbę ofiarowali i na ołtarzu Bogarodzicy złożyli. Skoro tam śluby swoje za niego ponowili, dziecię niebawem zupełnie zdrowie odzyskało.

     W domu rodzicielskim pozostał św. Wojciech aż do piętnastego roku życia swego i już tu całego psałterza Dawidowego doskonale się na pamięć nauczył. R. 972 oddali go rodzice do sławnej na on czas szkoły w Magdeburgu pod szczególny dozór arcybiskupa Adalberta, który go tak polubił, że mu przy bierzmowaniu dał własne imię swoje. W Magdeburgu uczęszczał św. Wojciech głównie na wykłady sławnego filozofa Oteryka i robił wielkie postępy w naukach. Jego współuczniami byli tu między innymi znakomity kronikarz Thietmar z Merzeburga i św. Brunon, któremu najlepszy żywot św. Wojciecha zawdzięczamy i który r. 1008 wśród Jadźwingów poniósł śmierć męczeńską. Po 9-letnim pobycie w Magdeburgu wrócił św. Wojciech r. 981 do domu, wzbogacony wiedząi cnotami. Niedługo potem udał się do Pragi, gdzie go biskup Dytmar przyjął do liczby kleryków swej dyecezyi i nim rok upłynął na kapłana wyświęcił. Po tegoż śmierci został św. Wojciech r. 983 jednomyślnie jego następcą obrany. Wzbraniał się jednak przyjąć tak wysoką godność, odwołując się na swój wiek młodociany i na swą nieudolność piastowania tak odpowiedzialnego urzędu, ale daremnie. Cesarz Otton II, bawiący wówczas w Weronie, wybór potwierdził, a arcybiskup moguncki Willigizy, towarzyszący cesarzowi na jego wyprawie włoskiej, tamże r. 983 w uroczystość apostołów Piotra i Pawła wyświęcił go na biskupa, uznając go równocześnie swoim sufraganem. Wróciwszy do kraju, boso wszedł do swej stolicy, błagając Boga o pomoc w wypełnianiu swoich obowiązków.

     Zaraz po objęciu rządów swej dyecezyi podzielił swoje dochody na cztery części. Pierwszą przeznaczył na swoich kapłanów i kleryków, drugą na ubogich, z których 12 co dzień podejmował u stołu swego, trzecią na kościoły, czwartą wreszcie zatrzymał na swoje skromne potrzeby. Łóżko jego było odpowiednio biskupiej godności uczciwie usłane, ale miejscem jego snu krótkiego była goła ziemia i kamień pod głowę podłożony. Oprócz świąt południe go nigdy nie widziało jedzącego, a północ nigdy śpiącego. Umartwiał bowiem ciało swe częstemi postami, a sen nocny przerywał gorącemi modlitwami. Usilnie się starał o polepszenie rozwiązłych obyczajów i o wytępienie pozostałych jeszcze resztek pogaństwa, zaszczepiając za to światło prawdziwej wiary chrześcijańskiej, która nie tak dawno tu świtać zaczęła. Niestety, po pięcioletniej pracy przekonał się ze smutkiem, że jego zabiegi u wielu były bezskuteczne, bo na złą rolę padły. Dla tego postanowił opuścić owce, które nie chciały słuchać głosu pasterza swego i powierzywszy zarząd dyecezyi proboszczowi kapitulnemu Willikonowi, udał się r. 989 razem z bratem swoim Radzimem pieszo do Rzymu, albowiem chciał wszystko czynić według woli Ojca św. Na stolicy apostolskiej zasiadał wówczas papież Jan XV. Jemu to przedstawił św. Wojciech swoje smutne położenie i prosił go o zwolnienie od obowiązków nad dyecezyą, co też Ojciec św. uczynił. Potem, odstąpiwszy od zamiaru odbycia pielgrzymki do ziemi świętej, przebywał przez niejaki czas w sławnym klasztorze Benedyktynów na Monte Cassino w Kampanii. Wróciwszy do Rzymu, wstąpił tu r. 990 wraz z bratem Radzimem do benedyktyńskiego klasztoru św. Bonifacego i Aleksego na Awentynie, gdzie w ręce opata Leona śluby zakonne złożył. Tu przez pięć lat z największą pokorą pełnił swoje obowiązki. Z tego czasu zachowała się jeszcze po nim łacińska homilia tj. objaśnienie ewangelii św. na dzień św. Aleksego, rozpoczynającej się od słów Piotra Św., powiedzianych do Jezusa: "Otośmy opuścili wszystko i poszliśmy z tobą, cóż nam wtedy będzie?"Jest to więc oprócz pieśni "Boga Rodzica", którą Polacy śpiewali przed bitwą i którą dziś jeszcze usłyszeć można co niedzielę i święto w katedrze gnieźnieńskiej, druga duchowa spuścizna po tym apostole stron naszych.

     Tymczasem Czesi zaczęli tęsknić za swoim arcypasterzem. Wysłali więc dwóch posłów, którzy wziąwszy ze sobą list arcybiskupa mogunckiego, udali się do Ojca św. z prośbą, aby osieroconym owieczkom wrócił ich pasterza. Posłuszny rozkazowi papieża i opata swego, powrócił św. Wojciech do kraju ojczystego, zastrzegłszy jednak sobie, że gdyby jego usiłowania znów miałyby daremne, wolno mu będzie wrócić do klasztoru. Z wielką radością witali dyecezyanie swego biskupa przyrzekając mu miłość, poprawę i posłuszeństwo. Ale te obietnice wnet zapomnieli i wnet do dawnych zdrożności wrócili. Ta zatwardziałość spowodowała, że św. Wojciech opuścił ich powtórnie. W drodze opowiadał Węgrom słowo Boże i ochrzcił księcia tego kraju Gejzę i syna jego św. Stefana. Wróciwszy do Rzymu,wstąpił znów do swego klasztoru, gdzie zaraz urzędem przeora został zaszczycony. Cesarz Otton III, podczas swego pobytu w Rzymie, często go tu odwiedzał. Nie długo jednak Wojciech św. tym razem zamieszkał w mieście wiecznem. Na usilne żądanie arcybiskupa mogunckiego kazał mu papież Grzegorz V znów wrócić do dyecezyi swojej. Poddał się mąż św. temu rozkazowi i przez Francyą, gdzie zwiedził miejsca cudami uświęcone, i przez Niemcy dążył do stolicy swojej. Lecz w drodze dowiedział się, że Czesi czterech braci jego pomordowali i Włosi ich w perzynę obrócili. Minął więc Pragę i Śląsk, gdzie liczne o nim przechowywały się legendy, i udał się do Polski do księcia Bolesława Chrobrego, od którego jako mąż święty i z nim pokrewniony z wielką czcią przyjęty został. Św. Wojciech był bowiem ciotecznym bratem księcia, gdyż Dąbrówka, matka Bolesława i Strzeżysława, matka św. Wojciecha, były rodzonemi siostrami. W Polsce opowiadał najprzód w Krakowie ewangelią św. Tam, gdzie ofiarę św. sprawował i kazania miewał, już około r. 999 stanął kościół pod jego wezwaniem, w którego miejsce r. 1611 nowy w stylu romańskim zbudowany został. Stąd udał się do Gniezna na dwór Bolesława, gdzie przodków naszych w wierze utwierdzał, posilając ich słowem Bożem i przyświecając im swojem życiem pobożnem. Tymczasem poszło do prażan poselstwo z oświadczeniem, że ich pasterz gotów jest wrócić do nich, jeżeliby byli gotowi przyjąć go jako swego biskupa i poprawę przyrzec. Odebrawszy jednak odmowną odpowiedź, postanowił nawracać pogańskich Prusów. Upoważniony do tego przez papieża Grzegorza V zabrał ze sobą jako pomocników Radzima i Benedykta, i podążył z nimi ku Wiśle.

     Rozdział drugi

     Podróż św. Wojciecha z Wyszogrodu do Gdańska

     I. Św. Wojciech w Wyszogrodzie pod Fordonem.

     Legenda niesie, że pod Wyszogrodem blisko Fordonu, tam gdzie Brda wpada do Wisły, czekał na św. Wojciecha statek Bolesława i trzydziestu zbrojnych, których mu książę dał dla jego bezpieczeństwa. Wówczas bowiem stał tu na wzgórzu przy Wiśle zamek warowny, na którym zasiadał kasztelan, a osada przy zamku położona nieraz nawet miastem była nazwana. Tu jako na pograniczu ziemi pomorskiej i kujawskiej znajdowała się także komora celna, tędy szedł główny trakt z Wyszogrodu do Świecia. To też zamek tutejszy słusznie uchodził jako klucz do Pomorza, o który dla tego często boje staczano. Stary kościół tutejszy, tytułu św. Maryi Magdaleny, stał także nad Wisłą o jakie 15 staj ów od Fordona, a wiarogodne podanie, zapisane także w wizytacji biskupa Rozdrażewskiego z r. 1583 opiewa, że św. Wojciech, gdy tędy dążył do Prus, wówczas go konsekrował. Choć zamek wyszogrodzki już r. 1349 został zburzony, jednak stary kościół, którego fordoński pierwotnie był filią, ocalał i istniał jeszcze w 16. wieku, w którym ostatecznie podupadł.

     Nadmieniamy jeszcze, że Wyszogród także pobytem św. Jacka jest uświęcony. Czytamy bowiem w jego żywotach, że w drodze do Kijowa przyszedł pod Wyszogrodem do Wisły, bardzo na wówczas wezbranej. Nie znalazłszy tam ani łodzi, ani przewoźnika, udał się o pomoc do Boga i zrobiwszy nad wodą znak krzyża Św.. na płaszczu swoim razem z towarzyszami swoimi suchą nogą przepławił się przez rzekę.

     II. Św. Wojciech w Jeżewie pod Laskowicami.

     Płynąc Wisłą dalej, zatrzymał się św. Wojciech po drodze i tu, i tam na brzeg występował, utwierdzając lud w wierze, która w tych stronach niedawno temu rozkwitać zaczęła. Zboczył też. jak się domyślać można z tradycyi tu między ludem dotychczas się utrzymującej, i do Jeżewa. Być może, iż go do tego nakłoniła wieść, że w tej okolicy znajdował się pogański kamień ofiarny. Głaz ten ogromny leży tam jeszcze dziś pod Belnem w lesie, jest przeszło 8 stóp wysoki i obejmuje 28 stóp w obwodzie. Naokoło niego występują z ziemi mniejsze kamienie, odgradzające dawniej to w oczach pogan święte miejsce. Stare podanie głosi, że wówczas stała w Jeżewie na tem miejscu, gdzie dziś jest kościół katolicki, świątynia pogańska. Dopiero gdy św. Wojciech szedł nauczać Prusów, zaczęli się mieszkańcy nawracać i na miejscu starej świątyni kościół wybudowali.

     Że w Jeżewie już od prastarych czasów kościół istniał, tego dowodzi już sam tytuł Trójcy św. Kościoły bowiem Trójcy św. poświęcone należą po większej części do najstarszych w naszej dyecezyi, czego dowodem kościoły w Goręczynie, Lubiszewie, Raciążu, Chełmży, Oliwie, Sulęczynie i w Byszewie.

     W końcu przypominamy jeszcze, że w Jeżewie znajduje się w wielkim ołtarzu ten sam obraz jak w dużym ołtarzu katedry pelplińskiej. Obraz ten wyobraża Ukoronowanie Najśw. Maryi Panny, jest tylko mniejszych rozmiarów. Parafian zaś jeżewskich ucieszy wiadomość, że według wizytacyi archidyakona pomorskiego Augustyna Klińskiego z r. 1746, z czterech ówczesnych ołtarzy stary ołtarz Trójcy Św., stojący przy sakraryum, uchodził za cudowny, co w "Cudownych Obrazach" X. Fankidejskiego nie jest jeszcze zapisane.

     Rozdział drugi III. Św. Wojciech w Gmbowie pod Skórczem.

     Grabowo, gdzie jest kościół filialiy, należy do najstarszych osad tutejszej okolicy. Już za czasów ksią- ąt pomorskich znajdował się tu ród warowny, o którym dziś jeszcze wiadczą przy wsi nad jeziorem się iągnące tzw. "pierwotne okopy. Nad tem jeziorem, leżącem na połudie od wsi, znajdował się dawniej kamień znacznych rozmiarów, a ludzie owiadają, że św. Wojciech w podróży swej do Prusów przybył i do Grabowa, i opowiadał tu słowo Boże z akiem powodzeniem, że go tutejsi lieszkańcy wcale opuścić nie chcieli. Zbierały się więc coraz większe łumy, tak iż go ci, co na ostatku orzybyli, wcale widzieć nie mogli. Wskazali mu tedy ów wielki kamień, którego dalej do nich mówił.

    Gdy r. 1868 ś.p. X. sufragan Jechke budował kościół w Janowie za Wisłą, naprzeciw Gniewu, wyprosił obie ten kamień dla tego nowego :ościoła. Parafianie zgodzili się na o pod tym warunkiem, że najpiękbueiejsza część kamienia pozostanie we wsi i że z niej Boża męka wykuta ędzie. Po rozłupaniu dali włeściaiie te drugie kawały zawieść do Janowa, gdzie z nich zrobione zostały chody na chór wiodące. W nagrodę za to dał X sufragan te drugie surowe części na miejscu ociosać i z nich Bożą mękę wystawić, która na tern samem miejscu stoi, gdzie ów cały kamień pierwotnie leżał. Figura ta składa się z czterech części: podstawy, słupa i korony. W górnej części słupa jest framuga, w której stoi posąg Najśw. Maryi Panny z piaskowca wyciosany. Na koronie stoi krzyż żelazny. Kościół, tutejszy, tytułu św. Trzech Króli, od niepamiętnych czasów należał do Skórcza, gdzie według wizytacyi archidiakona Klińskiego z r. 1746 (str. 550) znajduje się relikwiarz z głową św. Konstancyi, której autentyczność stwierdził biskup kujawski Krzysztof Szembek (1720-38).

     W pobliskim zaś Bobowie jest św. Wojciech tytularnym patronem kościoła parafialnego, w którym też jest ołtarz tegoż świętego według wizytacyi Klińskiego około r. 1749 kosztem ówczesnego proboszcza zbudowany (ob. str. 482.).

     IV. Św. Wojciech w Gorzędzieju pod Subkowami.

     Wieś kościelna Gorzędziej leży wysoko na lewym brzegu Wisły, 7 kilometrów na południe od Tczewa. Jest to prastara osada, która już za czasów książąt pomorskich była miastem i grodem warownym. W 1280 nadał jąksiążę Mestwin biskupowi płockiemu Tomaszowi, zezwalając zarazem osadzić ją na niemiec- kiem prawie miejskiem i należycie obwarować.

     Korzystając z tego przywileju, nadał ją biskup r. 1287 Mikołajowi Wildenberg z prawem magdeburskiem i obszarem 60 włók obejmującym. Z tych lokator, który ma być zarazem sołtysem w mieście, dostaje 6, kościoł 4. Biskup zastrzega sobie jednak zamek i gród, który stał w pobliżu kościoła. Gdy r. 1885 cmentarz na nowo ogrodzony został, natrafiono jeszcze na głębokie fundamenta. R. 1312 ustąpił biskup płocki Gorzędziej Krzyżakom w zamian za inne dobra.

     Patronem tutejszego kościoła jest św. Wojciech. Podanie bowiem ludowe, zapisane także w wizytacyi Klińskiego z r. 1746., utrzymuje, że św. Wojciech, płynąc Wisłą, w Gorzędzieju wyszedł na ląd i tu pod namiotem mszę św. odprawił. Na tem miejscu wystawili mieszkańcy na pamiątkę kaplicę, która później na kościół parafialny zmienioną została. Dopiero r. 1696 przyłączył go biskup jako filialny do Subków.

     V. Sw. Wojciech pod Gdańskiem.

     Z Gorzędzieja udał się św. Wojciech w dalszą drogę i zatrzymał się znów przez dłuższy czas pod Gdańskiem. Wiara chrześcijańska była tu już wprawdzie zaszczepiona, ale wiele żyło jeszcze w bałwochwalstwie. Począł więc ten gorliwy apostoł pogańskim Prusom na uroczem wzgórzu nad Raduniąz wielkim powodzeniem opowiadać słowo Boże, tak iż liczne tłumy dały się ochrzcić. Tu też pod rozłożystym dębem odprawił mszę Św., ofiarując Ojcu Niebieskiemu Chrystusa, któremu, jak opiewa życiopis, wnet samego siebie miał przynieść w ofierze. Na jego pamiątkę została na owem wzgórzu wnet po jego śmierci męczeńskiej wybudowana kaplica, której mury obwodowe zachowały się aż do dzisiejszych czasów. Co rok przybywa dotąd w dzień św. Wojciecha uroczysta procesya, a na umyślnie ku temu zbudowanej ambonie miewa kapłan w języku polskim kazanie o dobrym pasterzu. - Choć pobyt św. Wojciecha pod Gdańskiem był tylko krótki, to jednak ziarno Słowa Bożego padło tu na urodzajną rolę i wydało owoc stokrotny, a pamięć świętego męczennika przechodziła z pokolenia na pokolenie. Dowodzą tego liczne kościoły i ołtarze pod jego wezwaniem w dyecezyi naszej wzniesione. Oprócz budującego się właśnie kościoła parafialnego w Działdowie jest św. Wojciech patronem kościołów w Bobowie, jak już wyżej nadmieniliśmy, dalej w Boluminku, Jabłonowie, Jeleńczu, Kielnie, Lidzbarku, Rogoźnie, Rozłazinie i u św. Wojciecha pod Gdańskiem. Także kościoły filialne w Cerkwicy pod Kamieniem, w wspomnianym już Gorzędzieju, w Pawłowie pod Chojnicami i w Złotoryi nad ujściem Drwęcy do Wisły były Jemu poświęcone. I w Dąbrówce pod Niezabyszewem istniał aż do r. 1849 kościół tytułu św. Wojciecha, tak samo w M. Świętem pod Sartawicami, zniesiony r. 1835 i w Wiewiórkach pod Wąbrzeźnem, który r. 1836 rozebrany został.

     Rozdział trzeci.

     I. Podróż św. Wojciecha do Prus i męczeństwo jego

     Po odprawionej ostatniej Mszy św. zabrał św. Wojciech pozostałe hostye św. ze sobą, aby się niemi zasilić w dalszej podróży. Dnia następnego pożegnał wszystkich i statkiem Bolesława popłynął do Prus, właściwego celu swej podróży. Przy pomyślnym wietrze przybył wkrótce do wybrzeży pruskich. Podziękowawszy żołnierzom, dotychczas mu towarzyszącym, do domu im wracać kazał, zatrzymawszy tylko małą łódkę przy sobie i Radzima i Benedykta. Potem z nimi na małej wysepce wylądował. Lecz tu nie doznał tak gościnnego przyjęcia jak na Pomorzu. Właśnie gdy się modlił z psałterza, został nagle przez krajowców napadnięty i przez jednego z nich wiosłem tak silnie uderzony, że upuścił psałterz, i padł jak nieżywy na ziemię. Przyszedłszy do siebie, podziękował Bogu za tę łaskę, że mu dozwolił ucierpieć to dla Chrystusa. Potem opuścił z towarzyszami to niegościnne miejsce i znalazł tymczasem przytułek u pewnego możnego naczelnika. Lecz skoro się krajowcy dowiedzieli o przybyciu cudzoziemców, obstąpili tłumnie dom, żądając, aby im wyjaśnili, skąd i po co przybyli. Nie uląkł się ich św. Wojciech, lecz za przykładem Zbawiciela wyszedł ku nim i w te do nich odezwał się słowa: Jestem /rodu Słowianinem, na imię mi Wojciech, niegdyś byłem biskupem, teraz jednak jestem zakonnikiem i waszym apostołem. Pobudką naszej podróży jest wasze zbawienie, abyście porzuciwszy niemych bożków, poznali Stworzyciela waszego, a wierząc w imię Jego zasłużyli sobie na chwałę wiekuistą w niebie. Lecz nie chcieli go usłuchać Prusowie. Mamy własne prawa i zwyczaje, mówili, a wy, co inemi się rządzicie, ustąpcie stąd, bo was śmierć czeka. Tejże nocy zmusili ich wsiąść do łódki i miejsce to opuścić.

     Udali się więc w przeciwną stronę 17 kwietnia wylądowali na wybrzeżach sambijskich, gdzie znużeni pięć dni zabawili. Dnia 22. kwietnia w wigilię św. Jerzego puścili się w dalszą podróż i przybyli pod miasto Cholinum, gdzie właśnie wielki targ się odbywał. W pobliżu był lasek piękny, w którym znaleźli otwarte miejsce, gdzie przenocować postanowili. Nazajutrz odprawił św. Wojciech mszę św. i zdjąwszy tylko ornat udał się w szatach biskupich z towarzyszami do miasta. Przyszedłszy do długiej i ciemnej bramy, zakołatał do niej mówiąc: "Otwórz, odźwierny, przychodzi bowiem do was posłaniec Boga chwały, który rządzi niebem i ziemią". Strażnik jednak odpowiedział: Nie jest u nas zwyczajem, kogobądź wpuszczać do miasta; wstąp na poblizki pagórek i ukaż się tam, abyśmy mogli poznać, ktoś ty jest. Gdy to św. Wojciech uczynił, wzniósł jeden ze stróżów głośny okrzyk. Wnet zbiegły się tłumy ludu i obstąpiwszy go na około pytali się go, kim jest i skąd pochodzi. Lecz wnet podżegani przez jednego z krajowców, poczęli rzucać na niego kamieniami. Ale mąż Św., choć krew tryskała z ran jego, jednak nie przestał ich pouczać, aż się rozeszli, sądząc, że i tak wnet ducha wyzionie. Św. Wojciech zaś, przeczuwając śmierć bliską, wrócił do swoich towarzyszów i począł odmawiać godzinki za zmarłych. Gdy już dochodził do końca, spostrzegł Benedykt, że z tyłu przybliżało się do nich ośm krajowców. Powiadomił o tem św. męczennika, który jednak nie przerwał pacierzy, aż jeden z nich przypadłszy do niego włócznią śmiertelny cios mu zadał. Było to w piątek d. 23. kwietnia roku 997 w dzień św. Jerzego.

    Według innych żywotów został św. Wojciech wraz z towarzyszami przez strażników dla tego pojmany i powrozami skrępowany, że przekroczył granicę lasu świętego, do którego pod karą śmierci nikomu nie było wolno wstępować oprócz kapłanom. Jeden też z nich pierwszy przebił go dzidą. Za jego przykładem i inni poganie rzucili się na św. Męczennika, który przeszyty siedmiu włóczniami, modląc się za swoich prześladowców, zasnął w Panu. Głowę jego okrutni odcięli i na słup wysoki zatknęgli, tułów zaś na polu zostawiwszy, wrócili do domów swoich.

     II. Gdzie św. Wojciech poniósł śmierć męczeńską.

     Nie wszyscy historycy godzą się na zdanie, że św. Wojciech na sambijskiej ziemi został zabity. Jedni szukają tego miejsca w Komorowie w pow. suskim, inni zaś mniemają, że św. Wojciech, wsiadłszy na statek pod Wyszogrodem, dojechał tylko do Chełmna i już pod Starogrodem przez Prusów umęczony został.

     Za Sambiąjednak przemawia tradycja kilku wieków i inne dowody. Wybrzeża sambijskie bowiem obfitowały jak dziś tak i dawniej w drogocenny bursztyn, stanowiący jeden z najcenniejszych przedmiotów ówczesnego handlu. Do nich przybywali dlatego kupcy z najodleglejszych stron świata. Główne zaś targowisko sambijskie leżało między Rybakami (Fischhausen) a Medenowem, więc właśnie tam, gdzie według tradycji św. Wojciech poniósł śmierć męczeńską. Wymienione zaś wyżej "Cholinum" przypomina po odtrąceniu łacińskiej końcówki dosyć wyraźnie poblizką wieś Kallen. Jak zatem apostołowie i późniejsi misyonarze na swoich podróżach dążyli zwykle do głównych miast krajowych, tak uczynił i apostoł Prus, św. Wojciech i udał się do tego sambijskiego targowiska, aby tam rozpocząć swoją misję pruską. Jest też rzeczą prawdopodobną, że pamięć o miejscu, gdzie tak sławny biskup, nadto blizki krewmy cesarza rzymskiego i przyjaciel króla polskiego koroną męczeńską został uwieńczony, nie zatarła się tak łatwo, lecz przechodziła z pokolenia na pokolenie. Toteż gdy r. 1302 biskup sambijski Siegfried fundował katedrę w Królewcu, obrał dla niej jako patrona św. Wojciecha, który, jak opiewa odnośny przywilej, ziemię sambijską krwią swoją męczeńską uświęcił. Dlatego też i kapituła sambijska wizerunek jego umieściła w swej pieczęci.

red
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 8/99


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej