Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Wciągnięci w ACTA

     Władza może podsłuchiwać, kontrolować, naginać prawo i żądać każdej wiedzy o obywatelu. Obywatel nie może oczekiwać od władzy niczego.

     Spór wokół prokuratury wojskowej oraz międzynarodowy traktat ACTA - co je łączy? Na pierwszy rzut oka niewiele, jednak po głębszej analizie okazuje się, że obie sprawy dotyczą swobód obywatelskich oraz są przejawem coraz bardziej widocznej u władzy chęci kontrolowania społeczeństwa.

     Od tygodni masowe protesty wywołuje nie tylko sposób procedowania nad umową ACTA. Również jej zapisy budzą sprzeciw, ponieważ zwiększają możliwości inwigilacji społeczeństwa. Dają prawo ścigania i karania bez wyroków sądowych ludzi podejrzanych o nielegalne ściąganie z internetu i pozwalają prywatnym firmom na zbieranie danych o użytkownikach sieci. Jak zaznaczał generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski, "podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji". "GIODO przewiduje, że na osoby fizyczne, osoby prawne i inne jednostki organizacyjne nakładane będą nieznane dziś prawu polskiemu obowiązki ujawnienia danych osobowych osób fizycznych podejrzewanych o naruszenie norm konwencyjnych" - czytamy w opinii generalnego inspektora, jaka trafiła do Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji. Choć w podobnym duchu wypowiadało się wiele osób i instytucji, rząd zdecydowanie podpisać w czwartek 26 stycznia w "Tokio porozumienie ACTA. W Polsce rozpocznie się proces jego ratyfikacji, ale wcześniej ma się odbyć debata na temat traktatu. Czy jednak nie jest spóźniona?

     ACTA SUNT SERVANDA?

     Ostrzeżenia związane z ACTA wydają się być racjonalne, zwłaszcza że obecna władza od lat prowadzi działania, które skutkują zwiększeniem kontroli społeczeństwa i prowadzą do patologii. Widać je w tle ostatniego sporu, jaki wybuchł wokół płk. Mikołaja Przybyła. Choć media zdają się tego nie zauważać, sprawa gen. Krzysztofa Parulskiego, szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, dotyczy także bezprawnej inwigilacji obywateli. Generał Parulski wsparł bowiem płk. Przybyła, a tym samym nie odciął się od działań podejmowanych przez Przybyła w śledztwie dotyczącym Marka Pasionka, podejrzewanego o udzielanie informacji ze smoleńskiego śledztwa osobom nieuprawnionym. Choć Przybył próbował to zatuszować, faktem jest, że w tej sprawie doszło do inwigilowania dziennikarzy. A to jest niezgodne z prawem. Mimo tego Parulskiego zdaje się popierać prezydent Bronisław Komorowski, choć za wnioskiem o odwołanie szefa NPW stoi jego niesubordynacja względem prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Politycy zajmujący się sprawą Przybyła i konfliktu w Prokuraturze Generalnej przeszli do porządku dziennego nad nielegalnymi działaniami polskiej prokuratury. Nielegalne podsłuchiwanie w Polsce przestaje być czymś karygodnym.

     CO ROBI OBYWATEL?

     Brak reakcji na nielegalne podsłuchy - również w świetle akceptacji dla ACTA - nie powinien nikogo dziwić. W Polsce co roku wzrasta liczba wniosków służb specjalnych i policji o dostęp do bilingów i stenogramów przechowywanych przez operatorów sieci komórkowych. W 2011 roku ponad milion razy służby wnioskowały o dostęp do danych dotyczących abonentów telefonii.

     Polacy są najbardziej podsłuchiwanym społeczeństwem Europy, a Platforma Obywatelska jeszcze zwiększa zakres możliwości i działań służb specjalnych. To za jej rządów powstał mający bardzo duże możliwości wywiad skarbowy, nad którym nie postawiono żadnego organu kontrolującego. Dochodzi do nadawania nowych uprawnień związanych ze stosowaniem m.in. podsłuchów. Powszechnym stał się patologiczny proceder przeszukiwania mieszkań bez nakazu sądowego, na tzw. blachę. Doszło do podsłuchiwania rozmów dziennikarzy (m.in. Cezarego Gmyza, Macieja Dudy, Bogdana Rymanowskiego, Grażyny Zawadki) z informatorami, a nawet adwokatów z klientem (Romana Giertycha z Wojciechem Sumlińskim). Za rządów PO gwarantem bezpieczeństwa cyfrowego został Krzysztof Bondaryk, który będąc pracownikiem operatora sieci komórkowej ERA miał być zamieszany w handlowanie danymi pochodzącymi z nielegalnej inwigilacji abonentów telefonii komórkowej.

     Zapędy władzy do wzmacniania kontroli nad obywatelami powinny studzić regulacje prawne. Niestety, w Polsce jest wręcz odwrotnie. Prawo sprzyja monitorowaniu zachowań społeczeństwa. Aż dziewięć służb ma dziś prawo podsłuchiwać Polaków. W kolejce wciąż stają nowe, które żądają podobnych uprawnień. Jesteśmy krajem, który najdłużej przechowuje dane dotyczące abonentów telefonii komórkowej, służby mogą składać wnioski dotyczące podsłuchów bez konieczności tłumaczenia swoich motywacji, a zgodne z prawem jest zakładanie podsłuchów, które trzeba legalizować dopiero po pięciu dniach. Sprawą regulacji prawnych dotyczących podsłuchiwania i kontroli obywateli zajął się niedawno nawet rzecznik praw obywatelskich. Pełniąca tę funkcję Irena Lipowieź złożyła wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności z konstytucją ustaw dotyczących podsłuchów. W opinii dołączonej do tego wniosku prokurator generalny zaznacza, że w jego ocenie rozwiązania prawne są niekonstytucyjne. Specjaliści zaznaczają, że ustawodawstwo polskie wygląda tak, jakby nasz kraj był stale zagrożony zamachami terrorystycznymi. Tylko takie zagrożenie uzasadniałoby dziś istnienie obecnego porządku prawnego w sprawie kontroli społeczeństwa. Choć zagrożenia zamachami wykluczyć się nie da, obecne przepisy zbyt daleko wkraczają w prywatność Polaków.

Stan prawny oraz praktyka ostatnich lat pokazują, że sfera kontroli obywateli stanowi coraz większy problem dla polskiej demokracji. Masowa inwigilacja nie mieści się w standardach państw demokratycznych, a liczba podsłuchów oraz przypadki nielegalnego podsłuchiwania adwokatów czy dziennikarzy zaczynają raczej kierować Polskę ku realiom świata autorytarnego.

     CO ROBI WŁADZA?

     Pod koniec grudnia 2011 roku w życie weszła ustawa o dostępie do informacji publicznej. Dzięki niej władze mogą odmówić udzielenia informacji "ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa". O tym, co kryje się za hasłem "ważny interes", będą decydować urzędnicy. Władze zyskały również prawo odrzucenia wniosków o upublicznienie opinii i ekspertyz, na podstawie których podejmowane są decyzje. Inicjatywa uchwalenia tego prawa zbiega się w czasie ze sporem o ekspertyzy, na jakie powołał się prezydent Komorowski, podejmując decyzję dotyczącą zmian w systemie emerytalnym. Mówił wtedy, że Kancelaria Prezydenta zleciła odpowiednie opinie ekspertom. Jednak wniosek o ujawnienie tych analiz nie został uwzględniony, a potem podczas rozprawy w sądzie okazało się, że żadnych ekspertyz nie ma. Okoliczności opracowania ustawy każą domniemywać, że władze dzięki nim chcą się uchylić przed odpowiedzialnością za swoje decyzje. O tym, czy miały świadomość skutków swoich działań, opinia publiczna się nie dowie. Społeczeństwo zostało bowiem pozbawione skutecznego mechanizmu kontroli rządzących.

     Ustawa o dostępie do informacji publicznej pokazuje, że Platforma Obywatelska chowa państwo przed obywatelami. Ma to umożliwić również nowelizacja ustawy o ochronie informacji niejawnych, która weszła w życie 5 sierpnia 2010. Rozszerza ona uprawnienia urzędników do nadawania klauzuli tajności dokumentom urzędowym. "Klauzule tajności nadaje osoba, która jest upoważniona do podpisania dokumentu lub oznaczenia innego niż dokument materiału" - możemy przeczytać w ustawie. Nowelizacja wprowadziła zasadę, że to autor dokumentu, który można podciągnąć pod kryteria opisane w ustawie, może nadać mu w sposób dowolny klauzulę tajności. Może nawet określić datę, do której klauzula ta ma obowiązywać. Na jej późniejszą zmianę lub zniesienie musi wydać zgodę osoba, która ją nadała. Zgodnie z regulacjami, przegląd klauzuli ma się odbywać zaledwie co pięć lat. Kierownicy jednostek mają wtedy przeprowadzać przegląd materiałów w celu ustalenia, czy spełniają ustawowe przesłanki ochrony. Dopiero co pięć lat administracja państwowa będzie sprawdzać, czy w sposób bezpodstawny nie zataiła przed opinią publiczną ważnych dla niej wiadomości. Jednak brak wiedzy o działaniach władz może doprowadzić do wielu nadużyć i negatywnych konsekwencji. Co wtedy?

     Widać tu dwa uzupełniające się procesy. Coraz bardziej schowane przed obywatelami państwo chce wiedzieć o nich coraz więcej. Władza może podsłuchiwać, kontrolować, naginać prawo i żądać każdej wiedzy o obywatelu. Obywatel nie może oczekiwać od władzy niczego - ani informacji, ani rzetelnych decyzji, ani przejrzystości w działaniu.

Stanisław Żaryn

Tekst pochodzi z Tygodnika

5 lutego 2012


   

Różaniec Różaniec
abp Grzegorz Ryś
Jeśli szukasz głębokich rozważań tajemnic różańcowych, dobrze trafiłeś. Przedstawiamy Ci osobiste, oparte na słowie Bożym rozważania abp. Grzegorza Rysia. Myśli duchownego skupiają się tutaj wokół poszczególnych tajemnic czterech części Różańca.... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej