Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Na ten pogrzeb musiałem pojechać


     Zamieszczamy na naszych łamach tekst, który napisał w 1984 r. jeden z uczestników pogrzebu ks. Jerzego Popiełuszki. Tekst ten wywieszony był w Bazylice św. Mikołaja w Gdańsku w gazecie gablotkowej pt. "Skarbczyk Dominikański". Nie wprowadziliśmy do niego żadnych zmian. Red.

     Po porwaniu śp. ks. Jerzego Popiełuszki uczestniczyłem w kilku zgromadzeniach modlitewno-pokutnych sprawowanych w Jego intencji w Bazylice św. Mikołaja w Gdańsku u 00. Dominikanów. Jak się później miało okazać, stanowiły one duchowe przygotowanie do udziału w pogrzebie Kapłana-Ofiary.

     Na ten pogrzeb musiałem pojechać. Kierował mną wewnętrzny przymus. Wyjechałem samotniczo zatłoczonym pociągiem osobowym z Gdyni. W chlebaku miałem przedziwny przewodnik: "Dzienniczek Sługi Bożej S. M. Faustyny Kowalskiej". Nie czytałem go jeszcze, jednak już znacznie wcześniej poznałem fragmenty z książek poświęconych s. Faustynie. I chociaż nie zajrzałem do niego w ciągu dwóch nocy spędzonych w pociągu ani w ciągu dnia, sama świadomość, że mam go przy sobie, ułatwiała mi zachowanie ładu wewnętrznego w czasie pogrzebowych uroczystości, których dramatyzm był dla wszystkich tak oczywisty, a zwłaszcza dla Polaków czujących po polsku.

     U wielu pasażerów zauważyłem emblematy i biało-czerwone kokardki z kirem, z czego łatwo było wywnioskować, że również jadą na pogrzeb. W jednym z przedziałów przy oknie w ciągu całej podróży płonęła gruba świeca.

     Na dworcu Warszawa Centralna gdańszczanie utworzyli długą kolumnę. Na przedzie pojawił się transparent z napisem: "Gdańsk nie zapomni" i olbrzymi herb Gdańska w formie wieńca wykonanego z białych i czerwonych goździków.

     Wyszedłem na miasto. Gdyby nie myśli i uczucia, które niosłem w sobie, nic nie świadczyłoby o wyjątkowości tego dnia. Miasto budziło się do życia. Ruch był jeszcze niewielki. Szedłem Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem... Tu wstąpiłem do kościoła Św. Krzyża. Uklęknąłem w lewej* nawie w pobliżu prezbiterium naprzeciwko obrazu "Jezu, ufam Tobie" z informacją: "Dar stoczniowców gdyńskich - sierpień - 1980". Zawsze w tym miejscu przypominam sobie o innych obrazach Jezusa Miłosiernego towarzyszących strajkującym stoczniowcom, m.in. o tym na dachu budynku Stoczni Gdańskiej przy przystanku Gdańsk Stocznia.

     Po prawej stronie obok ołtarza z Najświętszym Sakramentem na prowizorycznym ołtarzu udrapowanym fioletową materią napis: "Zło dobrem zwyciężaj", mszał z przełożoną stułą i powyżej zarys Chrystusa Zmartwychwstałego.

     W gablotach przy wyjściu teksty komunikatów Episkopatu Polski, wypowiedzi hierarchów Kościoła i zdjęcie śp. ks. Jerzego Popiełuszki. Zobaczyłem Go po raz pierwszy.

     Jakże stał mi się bliski w ciągu ostatnich kilkunastu dni. Na zewnątrz przeczytałem pierwszy nekrolog podpisany przez Samorząd Studentów SGGW. Przy brzozowym krzyżyku na narożnym kamieniu przy kościele - kwiaty, znicze i zdjęcie.

     Szedłem dalej. Minąłem Krakowskie Przedmieście, plac Zamkowy i ulicą Świętojańską doszedłem do archikatedry św. Jana Chrzciciela. Uczestniczyłem we Mszy Św., którą odprawiał kapłan przed cudownym krucyfiksem tzw. Baryczkowskim. Krucyfiks ten też w ostatnim okresie został sprofanowany przez złodziei.

     W tym z kolei miejscu trudno nie uświadomić sobie bliskości grobu Prymasa Tysiąclecia, ks. kardynała Wyszyńskiego, który 28 maja 1972 r. udzielił święceń śp. ks. Jerzemu Popiełuszce.

     Przy nekrologu wywieszonym na drzwiach archikatedry mała karteczka z tekstem i podpis: "Dla uczczenia pamięci ks. Popiełuszki wyrzekam się alkoholu. A Ty?"

     Wstąpiłem jeszcze do Sanktuarium Matki Boskiej Łaskawej, kościoła 00. Dominikanów na Nowym Mieście i kościoła Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Dochodziła dziewiąta. Tu gromadzili się przedstawiciele środowisk twórczych.

     Cofnąłem się do ulicy Długiej, by następnie dojść do placu Krasińskich. Odtąd szedłem w śpiesznym potoku ludzkim poprzetykanym sutannami oraz habitami zakonników i zakonnic. Wszystkich przyciągał kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Ludzie, widząc przeładowane autobusy, bo tramwaje kursowały już rzadko, decydowali się iść pieszo. Potok ludzki gęstniał, a od ulicy Adama Mickiewicza i placu Inwalidów zaczął dzielić się na odnogi. Na ulicy Alojzego Felińskiego nie można już było swobodnie się poruszać. Znalazłem się na osi nawy głównej kościoła. Nigdy tu jeszcze nie byłem.

     Zapatrzyłem się w strzeliste wieżyce, których złociste kule i krzyże błyszczały w promieniach słońca.

     To tu... To stąd wyruszył i tu powróciło Jego zmaltretowane ciało na zawsze. Ale Jego duch rozprzestrzenił się błyskawicznie, przekraczając wszelkie granice I tak już pozostanie.

     Dochodziła dziesiąta. Ostatnia godzina modlitewnego trwania mijała szybko. Fragmenty kazań śp. ks. Jerzego Popiełuszki, śpiewy solowe i zespołowe, zbiorowe wezwania modlitewne. Tkwiłem w ściśniętym tłumie. Zdyscyplinowanie zgromadzonych jak w czasie wielkich poruszeń sierpniowych i papieskich pielgrzymek do Ojczyzny. Dookoła transparenty, ludzie na drzewach i dachach. Stawiła się solidarnie cała Polska. Wszystkie regiony.

     Głęboko przeżyta Msza św. i pogrzebowy obrządek przy wtórze dzwonów żałoby i zwycięstwa.

     Homilię Prymasa Polski, ks. kardynała Józefa Glempa i słowa pożegnania wypowiedziane przez najbliższych przyjaciół i współpracowników w obecności Rodziców i Rodzeństwa Zamordowanego Kapłana oraz kilkusettysięcznej wspólnoty zgromadzonych zaliczyć już można do dokumentów naszego czasu, które przemodlone i przemyślane wielokrotnie stanowić będą porywający przykład religijnego i patriotycznego wychowania - Męczennika Miłości i Świadka Prawdy - śp. księdza Jerzego Popiełuszki - Wyznawcy Jezusa Chrystusa, ucznia ze szkoły Prymasa Tysiąclecia, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II.

     Nie dotarłem do wnętrza kościoła, nie przeszedłem obok świeżej mogiły. Około godziny 16.30 zacząłem się oddalać z postanowieniem, że tu powrócę. Zdawało się, że oblężony przez rzesze wiernych kościół św. Stanisława Kostki z wykutym na zewnętrznej ścianie bocznej napisem: "Bóg i Ojczyzna" wypierany jest w górę. Tonął w kwiatach poprzeplatanych transparentami, w smugach płonących zniczy. Spostrzegam gdańskie transparenty przy ul. Kozietulskiego: "Nieustraszonemu Ks. Jerzemu Popiełuszce twórcy i budowniczowie Pomnika Stoczniowców w Gdańsku", "Gdańskie Środowiska Twórcze", "Gdańsk nie zapomni", "Solidarny Gdańsk żegna Ks. Jerzego". Przepisuję treść kilku innych: "PLO Batory", Ruch "Odwaga i Prawda" im. Ks. Jerzego Popiełuszki" - Nowa Huta, "Ksiądz Jerzy - świętym Jerzym naszych czasów" - Harcerki i Harcerze Regionu Mazowsze.

     Na placu Komuny Paryskiej spontaniczna owacja: Niech żyje Gdańsk. Jadąc stąd autobusem do dworca Warszawa Centralna, mogłem się przekonać, że również Żoliborz był oblężony. Oblegały go zmasowane siły bezpieczeństwa.

     Módlmy się o cud pojednania wszystkich sił w naszej Ojczyźnie. Dworzec był zatłoczony. Na każdym kroku uczestnicy pogrzebu. Grupa kobiet w kapelusikach z napisem Nowa Huta i kirem, chłop z wiejskim krzyżem procesyjnym pod pachą. Przypominam sobie więźnia Oświęcimia, który rano w opustoszałym jeszcze hallu zaznaczał swój marsz stukotem drewniaków.

     Zamierzałem zrealizować swoje postanowienie i dotrzeć do kościoła parafii Świętego Jakuba pw. Niepokalanego poczęcia NMP przy ul. Grójeckiej na Ochocie. Pragnąłem znaleźć się w kościele, w którym modliła się s. Faustyna po przybyciu do Warszawy latem 1924 roku. W październiku nawiedziłem niezwykły kościół pw. Miłosierdzia Bożego przy ul. Żytniej 3/9 w Warszawie. Poprzednio poznałem już krakowski Józefów na Łagiewnikach.

     Masyw kościoła przy placu Narutowicza (ul. Grójecka) z ciemnoczerwonej cegły tonął w mroku. Kończyła się właśnie jedna Msza św. z wypominkami za Zmarłych, a za chwilę o 18.30 rozpoczynała druga. Sprawował ją młody kapłan. Z krótkiej homilii, którą wygłosił, niewiele zapamiętałem. Zapamiętałem jednak jedno, że dzień 3 listopada 1984 roku trzeba dobrze zachować w pamięci, że przeszedł on do historii. Następnie mówił o tym wszystkim, co działo się w kościele św. Stanisława Kostki, o swoim tam czuwaniu, o przełomowych spowiedziach. Słuchałem tego, znajdując się przed zbudowanym po lewej stronie nawy ołtarzem ze znanym już zdjęciem śp. ks. Jerzego Popiełuszki pod napisem "Ufajmy". Na ołtarzu mszał, kielich przewiązany kirem, a za ołtarzem prosty krzyż z wyheblowanych desek z przewieszoną stułą. Po tej samej stronie, trochę dalej za tym ołtarzem, na marmurowym fragmencie bocznej ściany wykuty napis "Jezu, ufam Tobie" i jasny w kolorycie obraz Miłosiernego Jezusa.

     Z tego kościoła udałem się na dworzec Warszawa Zachodnia.

     Nie znałem osobiście ks. Jerzego Popiełuszki. Nie słyszałem bezpośrednio żadnego z Jego kazań. Wiedziałem, że jest taki kapłan w warszawskiej parafii, w kościele pw. św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Wiedziałem, że Jego kazania przyciągają tłumy wiernych, że skupia wokół siebie przedstawicieli różnych środowisk - robotników, aktorów, pracowników służby zdrowia. Wiedziałem, że jest to kapłan odważny, szykanowany na każdym kroku.

     Ale ostatecznie był jednym z wielu, wybitnym, ale jednym z wielu. Męczeństwo wyniosło Go ponad wszystkich.

Stanisław Skodnia
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 23/99


   

Wasze komentarze:
 czcicielka : 12.12.2018, 01:15
 swiety jerzy popieluszko modl sie za polske i pomagaj nam wszystkim amen ...
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej