Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Drużynowa "Murów". Wspomnienie o Józefie Kantor

5 III 1896 - 25 IX 1990

25 września 1990 r. odeszła po nagrodę do Pana wielka duchem Polka - niewiasta ewangeliczna: harcmistrzyni Józefa Kantor. Nazwisko jej znane jest wielu, zwłaszcza wśród byłych więźniarek obozów koncentracyjnych i wśród młodzieży oraz instruktorów harcerskich.

Urodzona 5 marca 1896 r. w Tarnowie, rozpoczęła pracę nauczycielską jeszcze pod zaborem rosyjskim w okolicy Zamościa. Jako człowiek głębokiej wiary (była sodaliską) i pedagog z powołania cieszyła się ogromnym autorytetem, organizując życie młodzieży, a także prowadząc kursy dla analfabetów.

Po przeniesieniu się na Śląsk pracowała w szkole w Szopienicach, w organizacjach przykościelnych i w ZHP. Ukończywszy szkołę instruktorską na Buczu, otrzymała stopień harcmistrzyni. W czasie ostatniej wojny przebywała czas jakiś w Tarnowie i tam niosła pomoc Polakom wysiedlonym z Poznańskiego i Pomorza, zajmując się organizowaniem dla nich kuchni, a także kolportażem biuletynu podziemnego "Polska żyje".

Aresztowana 9 listopada 1940 r., po ciężkim przesłuchaniu w więzieniu w Tarnowie została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Ravensbriick, w którym otrzymała numer 7261. Zawsze czynna, oddana Bogu i ludziom nie załamała się i w tamtych nieludzkich warunkach, choć pracowała na nocnej zmianie w warsztatach okrutnego Bindera.

Organizowała wokół siebie potajemnie życie religijne. W niedzielę, gdy była chwila oddechu, pamiętając teksty liturgiczne, starała się odtworzyć Mszę św. ze szczegółami. Dla wielu więźniarek był to cudowny pokarm duchowy, pozwalający im przenieść udręczoną myśl do stron rodzinnych, do kościołów parafialnych, do samego Boga.

W listopadzie 1941 r., działając z najwyższą ostrożnością, druhna Kantor założyła w obozie tajną drużynę harcerską, która przetrwała do końca wojny pod nazwą "Mury". Wśród terroru i zbrodni, maltretowane niewolniczą pracą, w ciągłym lęku przed karą, 102 harcerki z "Murów" pomagały swym siostrom-współwięźniarkom przeżyć godnie koszmar obozu. Ileż kobiet zawdzięczało im ulgę w niedoli! Podanie kromki chleba czy kartofla, udzielenie przestrogi lub rady, znalezienie wyjścia z trudnej sytuacji, podzielenie się dobrą nowiną, uściskiem dłoni, uśmiechem, dla wielu było znakiem Opatrzności Bożej. Mądre i ostrożne "Mury" nie dały się do końca obozu wykryć, może i dlatego, że znały się tylko w zastępach, nic nie wiedząc o tajemniczej drużynowej, wydającej polecenia.

Oczywiście, nie wiedziały też, że ich drużynowa przechowuje z narażeniem życia sztandar z XIII warszawskiej drużyny harcerek, znaleziony wśród rzeczy ze zrabowanej Warszawy i zaszyty przez Ziutę w małej poduszeczce, z której wysypała wióry. Sztandar ten, jako największy skarb, Józefa Kantor zabrała ze sobą, gdy w 1945 r. przyszła pora opuszczenia obozu. W kwietniu bowiem tegoż roku Szwedzki Czerwony Krzyż uzyskawszy pozwolenie władz obozowych, rozpoczął akcję ewakuowania więźniarek do Szwecji. I oto Józefa Kantor i część "Murów" znalazły się na gościnnej ziemi szwedzkiej. Zdumieli się Szwedzi, gdy drużynowa rozwinęła prześliczny, przez nią uratowany sztandar. Wkrótce inteligentne, młode dziewczęta z "Murów" podbiły serca, zdobyły uznanie i sympatię społeczeństwa, godnie reprezentując moralne wartości swego narodu i polską kulturę. Ukazało się wiele entuzjastycznych artykułów w szwedzkiej prasie na temat dzielnych harcerek z Ravensbruck oraz ich bohaterskiej drużynowej. Zawiązały się trwałe przyjaźnie między skautami szwedzkimi i "Murami".

W listopadzie 1945 r. Józefa Kantor wróciła do Polski. Tu rzuciła się od razu w wir pracy pedagogicznej i społecznej. Widząc nie tylko gruzy domów, ale i ruinę moralną, poświęcała nawet wakacje na prowadzenie obozów i kolonii dla młodzieży w myśl dawnych chrześcijańskich ideałów: miłości Boga, Ojczyzny i człowieka. Współpracowała też z Kościołem w organizacjach duszpasterskich, w seminariach duchownych, a część swojej skromnej pensji poświęciła na kształcenie kapłanów. Doczekała się tej radości, że kilku jej uczniów zostało kapłanami. Przypomniała też byłym więźniarkom o danym jeszcze w obozie przyrzeczeniu odbycia po powrocie do Polski pielgrzymki dziękczynnej na Jasną Górę. Co roku prowadziła te wzruszające majowe pielgrzymki, choć w pewnych okresach za udział w nich groziły represje. Sama ułożyła piękną modlitwę dziękczynną, którą swym silnym głosem powtarzała u stóp Królowej Polski, wywołując dreszcz wzurszenia i strugi łez zgromadzonych w kaplicy. Zawsze umiała modlić się pięknie i porywać innych do modlitwy.

Ale nie wystarczyło Józefie Kantor sławić Matkę Bożą tylko na Jasnej Górze. Szukała jeszcze innych sanktuariów maryjnych, których jest tak wiele na naszej ziemi. Do pątni- czek udających się pod jej przewodnictwem uśmiechała się Matka Boża z Piekar, ze Stoczka i z Lichenia, z Różanego Stoku, ze Świętej Lipki i z Kodnia. Ucieszyła się Ziuta, gdy na swoje imieniny otrzymała od przyjaciół album pt. Sanktuaria Maryjne w Polsce. Wielką jej zasługą było organizowanie rekolekcji dla ogółu byłych więźniarek w Niepokalanowie i w Panew- nikach k. Katowic. Spotkania te jeszcze mocniej zezpoliły wszystkie dawne więźniarki.

Wiedząc, że Matka Boża nie da się prześcignąć w hojności, odważyła się poprosić Ją o możność odwiedzenia tych miejsc poza granicami Polski, gdzie objawiała się w szczególny sposób. I chociaż żelazna kurtyna oddzielała Polskę od innych krajów, autokary wiozące eks-więźniarki z ich nieustraszoną przewodniczką pokonywały kolejne przeszkody ówczesnej biurokracji, aby te, które przeżyły piekło obozów, mogły znaleźć się w przedsionku nieba w Lourdes i Fatimie, w La Salette, w Rzymie, Ostrej Bramie, a nawet w Ziemi Świętej. Uczestniczki tych pielgrzymek wracały z tych nieprawdopodobnych rekolekcji naładowane, poza cudownymi przeżyciami, łaską Bożą, pełne też wdzięczności dla Józefy Kantor, obdarzonej widocznym charyzmatem przez Boga. Skromna Józefa nie przywiązywała wagi do licznych odznaczeń, jakimi ją obdarowywano, najwyżej jednak ceniła sobie odznaczenie "Pro Ecclesia et Pontifice", otrzymane od papieża Pawła VI.

A co z drużyną "Mury"? Dzięki Józefie Kantor druhny nie zerwały kontaktu ze sobą. Silne i zwarte, stawały na każdy jej zew, uczestnicząc w zjazdach harcerskich przy różnych chorągwiach ZHP w Warszawie, w Poznaniu, w Łodzi, Wrocławiu, mimo że większość z nich zdążyła założyć swoje rodziny, a nawet zostać babciami. Objechały tak całą Polskę ze swą legendarną drużynową, nawiązując serdeczny kontakt z młodym pokoleniem poprzez śpiew, gawędę i wspólne ogniska harcerskie. Jeszcze w roku 1989 spędziły wspólnie dwa tygodnie w Spale dzięki dobroci pani Elżbiety Erb z Fundacji Maximilian Kolbe-Werk. Ubolewały tylko nad tym, że zawsze sprawna i dość silna, mimo kruchej postaci, Józefa Kantor zaczyna cierpieć na oczy. Mimo bolesnego cierpienia Ziuta nie traciła pogody i równowagi ducha.

Przyjąwszy z pokorą wyznaczony przez Boga krzyż, przygotowywała się z godnością na spotkanie z Panem. 25 września, gdy chore z tej samej sali szpitalnej pytają ją, dlaczego jest taka wesoła i śpiewa harcerskie piosenki, odpowiedziała: "Dzisiaj wybieram się do nieba, jakże się nie radować?" Nie omyliło jej przeczucie. W piątek 28 września odbył się w Szopienicach manifestacyjny pogrzeb harcmistrzyni Józefy Kantor, zaczęty uroczyście koncelebrowaną Mszą św. w kościele Św. Jadwigi. Jedno z przemówień wygłosił przy ołtarzu ze wzruszeniem jej dawny uczeń. Wokół trumny uwieńczonej kwiatami ustawiła się warta honorowa złożona z "Murów". Godzina była wczesna, ale tłumy wypełniły wnętrze kościoła. Zjechały delegacje z całej Polski z wieńcami, sztandarami, proporcami. Wszyscy chcieli pożegnać tę, która była duszą w obozie koncentracyjnym, jakby drugim Mojżeszem wyprowadzającym swoje kochane "Mury" z niewoli do Ziemi Obiecanej - do Polski. Po zakończonych egzekwiach, nad mogiłą Ziuty pochyliły się sztandary i popłynęły pieśni harcerskie: O Panie Boże, Ojcze nasz i pobudka Idzie noc. Z pobliskich drzew cmentarnych, odcinających się od czystego błękitu, powoli spływały na ukwieconą mogiłę złociste, jesienne liście, nieby wysłańcy nieba spieszący po świetlaną duszę Józefy Kantor, wiernej służebnicy Pańskiej .

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2024 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej