Kazimierz Matusiewicz "Wujek Kazik"
Jestem rycrką Niepokalanej. Moja mama posiada dyplomik MI z 1936 r., podpisany przez o. Maksymiliana Kolbego. Pamiętam z dzieciństwa wieczory, gdy pokazywała nam swoje "skarby". Rycerstwo i jego ideały mam w pamięci jako coś cennego. Pragnę podzielić się tym, jak bardzo Rycerstwo potrafi promieniować na całe życie i jego wartość.
ODDZIAŁ KAZIKAWujek Kazik wiele przeżył. To, co w jego życiu wartościowe, sam ocenia jako skutek zawierzenia Niepokalanej."Władze bolszewickie - wspomina Kazik - prowadziły wrogą propagandę wobec Polaków, nazywając ich bandytami, choć ci nieraz nawet nie należeli do AK. Podejrzanych o współpracę wywożono na Sybir... Terror stalinowski szalał w pełni..." Kazik ze swoim oddziałem, działając w konspiracji, starał się bronić Polaków przed uciskiem nowej władzy, wymuszającej kontyngenty i przystępowanie do kołchozów, skazującej niewinnych. O tych, którzy wówczas pchali się do władzy - tzw. "aktywistach" - Kazik miał wyrobione zdanie: "nieroby, pijacy, ludzie bez skrupułów, konfidenci". Nienawiść do Polaków łączyła się z nienawiścią do religii. Polak religijny to wróg Sowietów, "bo takiego człowieka nie można wynarodowić, on nikogo nie wyda i nie idzie na współpracę z nimi". Akcje oddziału Kazika polegały na zastraszaniu aktywistów i denuncjatorów, na uprzedzaniu przed doniesieniami oraz rozpoznawaniu zagrożenia i na niesieniu nadziei obecnością obrońców. W styczniu 1946 r. bezpieczeństwo bliskich i niemożliwość pozostawania po radzieckiej stronie nowej granicy zmusiła oddział patriotów do podjęcia próby dostania się do Polski. Niestety 29 stycznia na stacji Waliły, podczas próby ucieczki koleją, grupa została osaczona i ostrzelana. Ci, którzy nie zginęli na miejscu, a wśród nich Kazik, zostali pojmani, związani i skatowani. "Byliśmy skopani, posiniaczeni, okrwawieni... Gdy kto został uderzony butem z całej siły w twarz, wołał: "0 Matko Boska!" albo "0 Jezu!" Te słowa wywoływały drwiny: "Niech twoja Matka Boska teraz wyzwoli cię z naszych rąk..." Te drwiny wlały jednak we mnie siłę; stałem się pewny, że mi nic się nie stanie..." SKAZANY NA ŁAGRYPo dwóch miesiącach śledztwa Kazika skazano na 10 lat łagru. Wraz z innymi więźniami wywieziono go na Sybir. Przemieszano przy tym politycznych z kryminalistami, którzy w tej wielonarodowej społeczności stali niejako ponad prawem, stosowali bezkarnie przemoc wobec współwięźniów. Kazik dostał się za druty w pobliżu Tajszetu. "Myślałem sobie, że i tak nie wytrzymam 10 lat obozu, to czy prędzej, czy później - wszystko jedno, i nie lękałem się... Codziennie się modliłem.Życie w łagrze było koszmarne: liczenie więźniów rano i wieczorem; częste zabieranie własności, szczególnie ubrania przywiezionego z domu, 55° mrozu, surowy klimat i surowi ludzie. Czy ktoś z żyjących poza granicami zasięgu Armii Czerwonej może wyobrazić sobie, co zgotowali komuniści własnemu narodowi i innym narodom? Do czego jest zdolny człowiek, któremu wyrwano Boga z serca!" SYBERYJSKI SZPITAL"W piekle syberyjskim byli ludzie-aniołowie, którzy w prosty, zwykły sposób nieśli drobną pomoc. Jednak w warunkach obozowych urastała ona do potężnych rozmiarów, gdy siły ludzkie nie były w stanie znieść nieludzkich warunków moralnych i materialnych".Tygodnie pracy ponad siły, głód i zimno, spowodowały, że wujek się rozchorował. Musiał udać się do lekarza Rumuna. Obozowych lekarzy nazywano "pomocnikami śmierci". Kazik podczas badania zgubił swój różaniec. Następnego dnia lekarz spytał wujka o narodowość i oddał mu różaniec. Kilka tygodni później ściągnął niedomagającego coraz bardziej Polaka z różańcem do pracy w szpitalu. Tu, w warunkach względnego ciepła i bez głodu, przetrwał obóz do kolejnego syberyjskiego lata. Pomagał chorym współwięźniom, wspierając ich modlitwą, gdy umierali. Kolejnej zimy Kazik ciężko zachorował na gruźlicę. "Myślałem - wspomina - że taka jest wola Boża". W tym stanie przyszło mu pracować przy wożeniu ziemi taczkami. Brygadzista, Rosjanin, postanowił jednak wykurować Polaka. Dawał mu lżejszą pracę na słońcu i podwójną porcję jedzenia. Kazik pisze: "W wolnych chwilach odmawiałem różaniec, a litanię nauczyłem się na pamięć, zanim ukradli mi książeczkę do nabożeństwa". BATALIA O RÓŻANIECGdy trafił do szpitalu w Brackui gdzie przebywali ludzie różnych narodowości (Koreańczycy, Gruzini, Ormianie, a wśród nich mahometanie) chorzy na gruźlicę, starał się dawać jak najlepsze świadectwo jako Polak i chrześcijanin. Tu przeżył swoją osobistą batalię o różaniec."Dostałem w paczce z domu różaniec i mocno się ucieszyłem... Często modliłem się w wolnych chwilach. Raz jeden sanitariusz zabrał mi go i dał jakiemuś oprychowi. Chciałem, żeby mi go oddał, ale on mnie lekceważył. Gdy przyniósł obiad, powiedziałem, że ogłaszam głodówkę, aż do zwrotu różańca. Po paru godzinach oddał. Inny oprych zobaczył różaniec i chciał go kupić. Odmówiłem, więc chciał zabrać siłą. Nie uznawał oporu (więźniowie oddawali takim wszystko, bo się ich bali). Wywiązała się szarpanina i wtedy znów ten lekarz Rumun zainterweniował. Powiedział napastnikowi, że to Polak, który nie uznaje złodziei za elitę obozową, i przegonił go". W katorżniczym szpitalu recydywa miała duży wpływ, a mimo to Kazik starał się być sobą. Mówiono o nim: "On nie-Rosjanin i dać mu spokój... Polaka nikt nie przekona". Kazik swoją postawę inaczej motywował: "Ja starałem się nie okazywać wrogości, gdyż byłem wierzącym, a wiara nakazuje miłość bliźniego". RYCERZ NIEZŁOMNYWiele razy podczas dziewięcioletniej katorgi Kazik odczuwał cudowną pomoc, interwencję Bożą, działającą przez ludzi.W 1955 r. Kazik wrócił do Polski. Założył szczęśliwą rodzinę. Wciąż jest tym samym niezłomnym rycerzem, rycerzem Niepokalanej. Swój dziennik z okresu Gułagu kończy modlitwą: Panie, dałeś mi zdrowie, aby oczy widziały, a usta mówiły to, co oczy widziały. Panie, dałeś cierpienie, abym lepiej się modlił, i dałeś zdrowie, abym przecierpiał. Panie, w życiu moim są same cuda. (...)
Natchnij mnie, Panie, co mam robić, (...) Matko Najświętsza, byłaś ze mną w obozie, uchroniłaś mnie od kuli bolszewickiej, gdy byłem pod ogniem, dałaś odwagę z opresji wyjść cało. Gdy przeklinałem, nasłałaś bolszewickiego oficera, aby mnie zawstydził. Nasłałaś złego Ukraińca, aby przy ogniu kazał mi wstać z miejsca, gdzie za chwilę stoczyła się wielka gruda ziemi... Dałaś mi ducha mądrości, abym pozałatwiać umiał sprawy i przyjechał do Polski.
To jest cud dla mnie, że to przeżyłem. (...) Pomóż Matko Najświętsza iść drogą krzyżową życia mego, abym potrafił być na niej po stronie Jezusa. Maria Krystyna Andrzejewska
Rycerz Niepokalanej - wrzesień 2005
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |