Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

św. Gianna Molla

(1922 - 1962)

Gianna Molla Urodziła się 4 października 1922 r. w Magenta w rodzinie wielodzietnej jako dziesiąte dziecko. Miała szczęście wychowywać się w atmosferze przepełnionej duchem ofiary, delikatnością w relacjach z bliźnim, wielkodusznością i codzienną modlitwą. Bóg obdarzył jątakże szczególną urodą, inteligencją oraz wrażliwością na prawdę i piękno. To, że wychowywała się w tak szlachetnej rodzinie, z pewnością miało duże znaczenie dla jej wzrostu duchowego, ale nie można zapomnieć o jej osobistym wkładzie w dążenie do świętości. Odzwierciedlają to notatki, jakie się po niej zachowały; uczestnicząca w rekolekcjach szkolnych 15-letnia Gianna zanotowała takie oto przemyślenia: Postanawiam, że aby służyć Bogu, nie chcę więcej pójść do kina, jeśli nie będę wpierw wiedziała, czy film nadaje się do oglądania, czy jest skromny, nie gorszący. Chcę wystrzegać się grzechu śmiertelnego jak jadowitego węża i powtarzam raz jeszcze: tysiąc razy wolę umrzeć niż obrazić Boga... I przez całe życie konsekwentnie tę myśl wcielała w czyn.

Powołanie do służby lekarskiej

Gianna marzyła, by zostać lekarzem i to na misjach, gdzie pracował jej starszy brat. W 1942 roku rozpoczęła więc studia medyczne, które ukończyła dyplomem 30 listopada 1949 roku. Była nie tylko wspaniałą studentką, ale też angażowała się w prace Akcji Katolickiej. Była bardzo przedsiębiorcza i pełna inicjatywy. Jej programem były: modlitwa, działanie i poświęcenie. Tak zapisała w swoich notatkach: Ile nienawiści znajduje się jeszcze w sercach! Także ci, którzy nazywają siebie chrześcijanami, jakże są odlegli od życia w chrześcijaństwie... Chrystus, aby mogło zwyciężyć Jego Królestwo, potrzebuje współpracowników.

Uważała, że sekretem każdego apostolatu jest cierpienie i ofiara. Zbawiać świat nie było nigdy dziełem łatwym: ani dla Syna Bożego, ani dla apostołów. Dlatego podczas konferencji, którą prowadziła, zachęcała swoje współpracownice: Chciałabym, aby codziennie na zmianę jedna z was przyjmowała Jezusa Eucharystycznego. Co więcej, ułożymy taką listę...

Studiowała medycynę, bo chciała w sposób fachowy służyć ludziom. Jej zapiski, poczynione podczas dni skupienia dla absolwentów medycyny, dokumentują głębię przemyśleń nad powołaniem do zawodu lekarza: Wszyscy na świecie pracujemy, w jakiś sposób służąc ludziom. My, lekarze, pracujemy dla człowieka bezpośrednio. Obiektem naszych badań i pracy jest człowiek, który staje przed nami, mówi nam o sobie i prosi: "pomóżcie mi", i oczekuje od nas potwierdzenia pełni egzystencji.

Po otrzymaniu dyplomu Gianna natychmiast rozpoczęła pracę zawodową. W 1950 roku otworzyła wraz z bratem Ferdynandem, także chirurgiem, przychodnię w Mesero. Kontynuowała też studia specjalistyczne z zakresu pediatrii. Niestety marzeń lat dziecinnych i młodzieńczych, aby pracować na misjach, nie udało się jej zrealizować - stan jej zdrowia nie pozwolił na pracę w warunkach tropikalnych.

Powołanie do życia rodzinnego

Bł. Gianna szukała więc innej drogi życiowej. Przekonana, że jej powołaniem były właśnie misje, przeżywała wiele wątpliwości i trudności, nie wiedziała, jaka jest wobec niej wola Boża. Modliła się wiele i pisała: Wszystkie drogi Pana są piękne, byle tylko prowadziły do takiego celu: zbawić naszą duszę i doprowadzić wiele innych dusz do nieba, aby oddać chwałę Bogu.

Punktem zwrotnym w jej życiu było spotkanie z inżynierem Piotrem Molla. Gianna uczestniczyła we Mszy prymicyjnej o. Lino Garavaglia de Lourdes, na którą zaproszenie otrzymał również Piotr. On sam, już później, tak do niej pisał: Mam w pamięci to, jak z szerokim, pełnym dobroci uśmiechem gratulujesz o. Lino i jego krewnym; przypominam sobie, z jaką pobożnością uczyniłaś znak krzyża przed śniadaniem. Pamiętam Cię również w czasie modlitwy przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu. Czuję jeszcze serdeczny uścisk Twojej dłoni i staje mi przed oczyma Twój kochany i promienny uśmiech, który temu towarzyszył. Natomiast Gianna pisała w liście do Piotra: (...) Chciałabym uczynić Cię szczęśliwym i być taką, jakiej pragniesz: dobrą, wyrozumiałą i gotową ponieść ofiary, których życie od nas zażąda... Teraz jesteś Ty, którego już kocham, i któremu zamierzam się oddać, aby stworzyć rodzinę prawdziwie chrześcijańską... Tuż przed ślubem pisała: Z pomocą i błogosławieństwem Boga zrobimy wszystko, aby nasza nowa rodzina mogła stać się małym wieczernikiem, gdzie Jezus króluje nad wszystkimi naszymi uczuciami, pragnieniami i czynami. (...) Staniemy się współpracownikami Boga w stwarzaniu, będziemy mogli ofiarować Mu dzieci, które będą Go kochały i będą Mu służyły.

24 września 1955 roku Gianna i Piotr zawarli sakrament małżeństwa. Wkrótce na świat przyszły dzieci, kolejno: Pierluigi, Maria Żyta i Laura. Każdą ciążę Gianna znosiła bardzo źle, jednak nie narzekała, mówiąc, że każde z dzieci jest wielkim darem od Boga.

Powołanie do ofiary

Kiedy na początku czwartej ciąży niezbędna okazała się interwencja chirurgiczna groźna dla dziecka, wierna swoim zasadom Gianna bez wahania stanęła w jego obronie i powiedziała do profesora, który miał ją operować: Najpierw ratujmy dziecko! O mnie proszę się nie martwić. Znając osiągnięcia ówczesnej medycyny, była świadoma możliwych skutków swojej decyzji. Swojemu bratu, kapłanowi, mówiła: Jeszcze wiele ma się zdarzyć. Ty nie zrozumiesz tych spraw do czasu, kiedy przyjdzie chwila Jego albo moja.

Tymczasem gorąco modliła się, aby dziecko urodziło się zdrowe. Wykonywała swoje obowiązki z wielką gorliwością i znamienną dla niej pogodą ducha. Mąż wspomina, że kiedy na miesiąc przed porodem musiał wyjechać służbowo do Paryża, Gianna poprosiła, aby przywiózł jej żurnale mody: Jeśli Bóg tutaj mnie zatrzyma, pragnę zrobić sobie piękną kreację. Bł. Gianna była piękną kobietą i bardzo dbała o swój wygląd.

Mimo świadomości tego, co może się jej jeszcze przytrafić, nosiła w sercu przede wszystkim troskę o swoje dziecko. Półtora miesiąca przed urodzeniem naszego dziecka wydarzyła się rzecz, która mnie poruszyła - wspomina mąż. Miałem właśnie wyjść do fabryki i już włożyłem płaszcz. Gianna podeszła do mnie. Nie powiedziała: - Zaczekaj chwilę, usiądźmy i porozmawiajmy... Podeszła tylko blisko, jak zwykle, kiedy chce się powiedzieć o sprawach trudnych, dużej wagi... - Piotrze - powiedziała - proszę cię, jeżeli trzeba będzie wybierać pomiędzy mną i dzieckiem, wybierz dziecko, nie mnie. Proszę cię... Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Dobrze znałem moją żonę, jej szlachetność, jej ducha ofiary. Wyszedłem z domu bez jednego słowa. Powtórzyła mi to samo krótko przed porodem.

Podobnie mówiła do swojej przyjaciółki: Idę do szpitala, ale nie jestem pewna, czy wrócę. Trudne jest moje macierzyństwo; będą mogli uratować tylko jedno z nas. Chcę, aby żyło moje dziecko. "- Ale masz przecież trójkę innych dzieci. Myśl raczej, żebyś ty żyła!". Nie, nie... Chcę, żeby żyło moje dziecko.

Znak miłości

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas beatyfikacji w dniu 24 kwietnia 1994 roku powiedział: Macierzyństwo może być źródłem wielkiej radości, ale może także stać się źródłem cierpień, a niekiedy wielkich zawodów. Wówczas miłość staje się próbą, czasem heroiczną, która wiele kosztuje macierzyńskie serce kobiety. Uwieńczeniem życia stało się złożenie ofiary z siebie, by mogło żyć dziecko, które nosiła w łonie i które dzisiaj jest tutaj z nami!. Jako chirurg była w pełni świadoma grożących jej konsekwencji, lecz nie cofnęła się przed ofiarą, potwierdzając w ten sposób heroiczność swoich cnót.

Rzeczywiście, bł. Gianna pozostała wierna swojemu dziecku i Bogu, odeszła po wieczną nagrodę w tydzień po urodzeniu córeczki - 28 kwietnia 1962 roku. Piotr został z czwórką dzieci. Dziś ich uratowana córka, Gianna Emanuela, także jest lekarzem.

Miałam tylko trzy lata i nie rozumiałam znaczenia tych zapalonych świec i tego płaczu... Między wszystkimi doznanymi wrażeniami najbardziej wzbudza we mnie podziw myśl o matce, która dla swojego dziecka oddala własne życie... Jestem naprawdę dumna, że miałam tak odważną matkę, która umiała naprawdę żyć tak, jak pragnie tego Bóg... Czuję ją zawsze blisko, czuję, jak mi pomaga - tak, jakby ciągle jeszcze żyła - napisze w swoim wypracowaniu szkolnym 16-letnia Laura Molla.

Piotr tak wspomina swoją żonę; Naprawdę umiałaś się cieszyć, tyleż radośnie, co zwyczajnie urokiem gór i pokrywającego je śniegu, podróżami i koncertami, teatrem, dniami świątecznymi. Pokazałaś mi, że można do końca wypełniać wolę Pana i uświęcić się, nie rezygnując z pełni czystych i najlepszych radości, jakie ofiarowuje nam Życie i otaczające nas stworzenie...

Postać bł. Gianny Molli pozostaje dla wiernych wzorem naszych czasów - realizująca się zawodowo, a zarazem wypełniająca w sposób pogodny i najwznioślejszy powołanie, jakim jest dla kobiety macierzyństwo.

Zobacz więcej

Moja świeta mama - świadectwo córki Laury Molli"Moja świeta mama" - świadectwo córki Laury Molli

Jest patronką i przykładem dla wszystkich kobiet, a szczególnie matekJest patronką i przykładem dla wszystkich kobiet, a szczególnie matek

Krystyna Zając

Publikacja za zgodą redakcji
Miłujcie się!, nr 1/2003



Wasze komentarze:
 mama: 30.12.2008, 20:36
 sw giany prosze wstaw sie u Pana Boga o dar dziecka dla corki prosze cie....bardzo.
 m: 26.09.2008, 11:43
 Maryjo, po raz kolejny proszę za wstawiennictwem św. Gianny, nie opuszczaj mnie w mojej potrzebie, wyjednaj u Swego Syna Najukochańszego tę łaskę, o którą tak gorąco Cię proszę. Nie odejdę od Ciebie, aż mnie wysłuchasz. Tylko Ty możesz mi pomóc, błagam spełnij moją prośbę !!! Nie pozwól, bym była zawiedziona.
 Joanna: 14.04.2008, 21:19
 to moja patronka od bierzmowania :)
 Kasia: 26.03.2007, 20:47
 jedna z moich ulubionych i ukochanych świętych!!
 Patrycja: 25.03.2007, 23:15
 Wspaniała kobieta!Oby wiecej nas takich było. Po raz pierwszy czyałam o niej majac 16 lat. Po dzis dzień jej postac napawa mnie zachwytem. Chciałabym byc taką wspaniałą żona i matką i co najwzniejsze byc zawsze tak blisko Boga
 Bronisława: 22.02.2007, 20:40
 Jestem pod wielkim wrażeniem tej Wielkiej Kobiety.Niedawno oglądałam w telewizji film o Pani Molli. Piękna postać, godna naśladownictwa. Jaką miłością darzyła Boga, swoją rodzinę.
 Sinka: 08.01.2007, 13:58
 Ta wspaniała kobieta stała się patronką mojej miłości do Jacka i przewodniczką na drodze narzeczeństwa. Podziwiam ją całym sercem i jestem wdzięczna za pokazanie całym swoim życiem, że jest możliwa piękna czysta, radosną miłość do Boga i ludzi. Jest to mój wzór, chociaż nie dorastam jej do pięt...
[1] (2)


Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej