Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dlaczego jest tak wiele nieudanych małżeństw

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichiy i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony" (Mt 7, 24-25).

Czyż nie jest tak, że w wielu nieudanych małżeństwach pojawił się jakiś błąd konstrukcyjny? Ze zbudowano je według błędnego projektu?

Małżeństwa zbudowane na piasku

Liczba rozwodów ciągle rośnie, do tego stopnia, że w niektórych miejscach Europy prawie polowa ślubów kończy się rozwodem. Według raportu Rady Europy (Recent demographic developments in Europe, Strasbourg 1998) w latach 1970-1997 procent rozwodów wzrósł w w Holandii od 10% do 33%, we Francji od 12% do 38%, w Szwajcarii od 15% do 39%, w krajach skandynawskich od 15% do niemal 50%. Równie tragicznie wygląda sytuacja w krajach byłego ZSRR, gdzie procent rozwodów utrzymuje się od dawna na wysokim poziomie: Litwa 22-38%, Ukraina 29-40%, Estonia 50-51%, na Łotwie spadek z 50% do 30%: Korzystnie odcinają się od tej statystyki Włochy, gdzie w latach 1970-1997 procent rozwodów wzrósł od 5% do 10%. Także Polska wygląda na tym tle nie najgorzej z procentem rozwodów utrzymującym się na poziomie 14-16%. A jednak nawet ten relatywnie"niski" poziom oznacza, że średnio rozpada się co szóste, siódme małżeństwo.

Jednak jeśli spytać zainteresowanych, co skłoniło ich do zerwania małżeństwa, nie potrafią podać poważnych motywów, które usprawiedliwiałyby podobny krok, zważywszy, że ponad połowa rozpadających się małżeństw ma jedno lub więcej dzieci.

Oto najczęściej podawane powody rozwodów:

"Nie układało się nam".
"Nie rozumieliśmy się".
"Mój współmałżonek się zmienił".
"Nie pozostawiał(a) mi wolnej przestrzeni".
"Czułem (czułam), że się duszę".
"Jesteśmy zbyt różni od siebie".
"Małżeństwo jest dla mnie zbyt monotonne".

Kto tak mówi, nie potrafi dostrzec prawdziwych powodów swego małżeńskiego niepowodzenia, nie ma też o nich pojęcia, niemal jedna trzecia tych którzy, rozstają się w pierwszych latach małżeństwa. Należałoby tu jeszcze dodać znaczną liczbę małżonków, którzy nie rozwodząc się ani nie decydując na separację, żyją razem w nieustannych konfliktach lub we wzajemnej niewierności.

Naiwne byłoby usiłowanie określenia zasadniczego powodu obecnego kryzysu małżeństwa przez odwoływanie się do klasycznych już banałów, jak: nowoczesne życie, postęp, emancypacja kobiet itd. Upraszczając - można powiedzieć, że jedną z głównych przyczyn tego kryzysu jest nieodpowiedzialne zawieranie małżeństwa: bez odpowiedniego przygotowania, bez zatrzymania się i zastanowienia nad tym, co oznacza małżeństwo, a zatem bez autentycznej chęci zawarcia go. Oczywiście, cała wina nie leży po stronie małżonków. Wzrastali oni, mając przed oczami wzorce naszego społeczeństwa, które proponuje jedynie prawa do dobrobytu, do posiadania, do niezależności, a odrzuca jakiekolwiek wezwanie do obowiązku, do rezygnacji z siebie czy większego zaangażowania.

Tym, którzy rozstają się lub rozwodzą po prostu dlatego, że - jak im się wydaje - przestali się kochać, trzeba by przede wszystkim uświadomić, iż węzeł małżeński istnieje nawet wtedy, gdy w jakimś momencie zdaje się, że znikła miłość.

Przyjrzyjmy się zatem nieco bliżej niektórym, najczęstszym powodom małżeńskich porażek.

1. Jednostronne poszukiwanie samorealizacji

Kto zawiera małżeństwo tylko w perspektywie swego ja, jako samorealizację, myli się już w punkcie wyjścia. Małżeństwo jest bowiem urzeczywistnieniem czegoś nowego, odmiennego i przeciwstawnego jakiejkolwiek formie egoizmu: to ukonstytuowanie pewnego my za sprawą wzajemnego daru małżonków.

Oczywiście nikt świadomie nie zamierza "wykorzystywać" współmałżonka do samorealizacji. Jednak jeśli taki właśnie jest motyw, który nawet nieświadomie nim kieruje, współmałżonek w końcu to odczuje i odrzuci podobne nadużycie. Także ten, kto podchodzi do małżeństwa z tą nieuświadomioną potrzebą, wkrótce poczuje się oszukany i zacznie postrzegać życie małżeńskie jako nową przeszkodę w obsesyjnie poszukiwanej samorealizacji.

Prawdopodobnie owa nadwrażliwość na siebie samego jest najczęstszą przyczyną rozwodów i zawsze obecna jest w tych przypadkach, w których bezpośrednie powody rozwodu wydają się odmienne dla każdej ze stron.

2. Brak autentycznego wzajemnego poznania

Osobom, które zawierają związek małżeński w młodym wieku lub po krótkim narzeczeństwie, często brakuje miłości wystarczająco zakorzenionej we wzajemnym poznaniu. Uczuciowość, sentyment lub tylko nić sympatii nie może zagwarantować stabilności w życiu małżeńskim. Zauroczenie nierzadko przyczynia się do ukształtowania wyretuszowanego i ocenzurowanego obrazu tej drugiej osoby, pokazuje w niej jedynie cechy pozytywne, biorąc w nawias te mniej korzystne.

Taka idealizacja, typowa dla wieku młodzieńczego, wzbogaca ukochaną lub ukochanego w zalety, które chciałoby się w nich widzieć, a jeśli jakaś wada jest ewidentna, uważa się ją w końcu za sympatyczną i interesującą. Gdy zaczyna się wspólne życie, tendencja do idealizacji drugiej osoby zmniejsza się nawet do osiągnięcia "realistycznego" poziomu krytyki. Anielski ideał okazuje się zwykłą, a niekiedy uciążliwą osobą; z zaletami, ale i z wadami, które coraz częściej zaczynają być postrzegane jako szczególnie nieprzyjemne, i niszczące, tak iż czujemy się oszukani i dotknięci. Niekiedy rodzące się w ten sposób rozczarowanie może wywołać odwrotną reakcję i ślepa miłość zamieni się w końcu w nienawiść... równie ślepą.

3. Przesadne oczekiwania

Źródłem wielu kryzysów małżeńskich są zbyt wygórowane oczekiwania w stosunku do małżeństwa, które powinno być postrzegane przede wszystkim jako dar składany z siebie. Samotność, która trapi dziś tak wiele osób, może sprawiać, że w małżeństwie widzi się sposób na rozwiązanie własnych problemów, pokłada w nim przesadzone i niezbyt realistyczne nadzieje.

Niektórzy wyobrażają sobie, że szczęście przeżytych w czasie narzeczeństwa chwil ma być automatycznie przedłużone w całym życiu małżeńskim, z tą samą spontanicznością i świeżością, bez żadnego wysiłku, tak jak to było w czasach poprzedzających ślub.

Inni chcieliby, aby współmałżonek był doskonały; po pierwszej poważnej sprzeczce, rozczarowanie prowadzi ich do przekonania, że istnieje między nimi niemożliwa do przezwyciężenia niezgodność charakterów.

Inni z kolei ufają, że wraz ze ślubem, bez trudu i samoistnie, znajdą rozwiązanie dla swych osobistych problemów: trudności z integracją w społeczeństwie, złego obrazu siebie samego, dysfunkcji seksualnych itp. Rozczarowanie przychodzi w chwili, gdy okazuje się, że małżeństwo nie tylko nie rozwiązało wspomnianych kwestii, ale dodało jeszcze nowych trudności, co wywołuje smutek i krytykę. Obiekcje przeciw instytucji małżeństwa i współmałżonkowi łatwo doprowadzają do zerwania.

Chrześcijanin wie, że w tym życiu - a zatem także w małżeństwie - może i powinien spotkać szczęście. Ale wie przy tym, że nigdy nie jest ono doskonałe i że pierwszym warunkiem do jego osiągnięcia jest rezygnacja z postawy obsesyjnego poszukiwania. Kto zawiera małżeństwo jedynie z owym wyolbrzymionym pragnieniem gratyfikacji, w nieunikniony sposób napotka rozczarowania. Pragnienie absolutnej szczęśliwości, które obecne jest w nas wszystkich, będzie mogło być zaspokojone dopiero w królestwie niebieskim.

4. Brak czasu na bycie razem

Życie w ciągłym pośpiechu, tak charakterystyczne dla naszych czasów, nie pozwala młodym małżonkom na spokojne bycie razem, na dialog, na słuchanie siebie. Jest to niedostatek pustoszący nasze życie, niszczący wszelkie głębokie relacje ludzkie, a w szczególny sposób relację małżeńską.

Michael Ende w sugestywny sposób opisał to w książce Momo. Mowa tam o mieście, w którym niezliczeni, ponurzy "szarzy ludzie" kradną czas. Postaci te symbolizują, być może, obsesję związaną z pracą, racjonalizacją, pieniędzmi. "Szarymi ludźmi", złodziejami czasu, może być: komputer, telewizja, sport, hobby, może nawet dbałość o czystość domu czy przesadne zajmowanie się dziećmi, że nie pozostawia się miejsca dla współmałżonka...

Rezultat jest zawsze taki sam: małżonkowie nie znajdują już czasu, okazji, niezbędnego spokoju, aby być razem, porozmawiać, okazać sobie uczucia i w ten sposób "karmić" miłość małżeńską. Żyją pod jednym dachem, ale są sobie jakby obcy, nie mają sobie nic do powiedzenia, każde z nich jest przecież zaabsorbowane swymi indywidualnymi sprawami.

5. Raczej syn lub córka niż współmałżonek

Na kształtowanie się relacji małżeńskiej pary w mniejszym lub większym stopniu wpływają rodzice małżonków. W gruncie rzeczy jest to logiczne i zrozumiałe. Problemy zaczynają się wtedy, gdy obecność teściów staje się autorytarna, narzucająca się i manipulacyjna. Jeśli dzieje się tak nadal po ślubie, wywołuje to napięcia, które poważnie podminowują małżeńską harmonię.

Ofiarą może być syn-mąż, któremu nie udało się uzyskać niezależności od matki (lub ojca), ale który nie chce utracić żony i stara się zadowolić obydwie strony. Niestety, w rezultacie wszyscy pozostają niezadowoleni: on sam, bo nieustannie znajduje się w przykrej sytuacji; matka, która, narzucając się, wejdzie w końcu w konflikt z synową; żona, ponieważ czuje się kontrolowana i osądzana przez teściową. Napięcia te nie znikną, póki nie zmieni się radykalnie rodzaj relacji. Syn będzie musiał uświadomić sobie, że małżeństwo oznacza "opuścić ojca swego i matkę swoją, i połączyć się ze swą żoną" (Rdz 2, 24). Małżonkowie będą musieli nauczyć się wzajemnie kochać swoich, rodziców, a rodzice - oboje dzieci.

Inne napięcia mogą rodzić się z powodu córki-żony, pozostającej w swym zachowaniu pod wpływem matki (lub ojca) o silnej osobowości. Mąż będzie wówczas odczuwał odsunięcie, frustrację, a nawet poniżenie. Aby przezwyciężyć tę daleką od harmonii sytuację, mąż musi pomóc swej żonie poczuć się pewną siebie, bardziej atrakcyjną i bardziej cenioną niż jej matka.

Arturo Cattaneo


   

Wasze komentarze:
 bzzz: 21.07.2014, 02:16
 @Marek Dokladnie...syn musi, maz musi... Wlasnie zlozylem pozew o rozwod bez orzekania o winie...:/ Kiepsko sie czuje z tym i mam wyrzuty sumienia... Moja zona nic nie musi i nic nie musiala - tak uwaza...nie nalezy mi sie zaden szacunek i jeszcze ja "musze" przyjac na siebie wine za rozpad malzenstwa - takie zarzuty ma wobec mnie. Wszystko za sprawa jej matki - samotnej- wpoila tyle nienawisci mojej zonie do mnie i do mojej rodziny ze to wszystko szlag trafil. Mam nadzieje ze moja corka taka nie bedzie. Bede sie staral wpoic jej jak traktowac normalnie ludzi bliskich i innych mezczyzn...bez nienawisci.
 bzzz: 21.07.2014, 02:16
 @Marek Dokladnie...syn musi, maz musi... Wlasnie zlozylem pozew o rozwod bez orzekania o winie...:/ Kiepsko sie czuje z tym i mam wyrzuty sumienia... Moja zona nic nie musi i nic nie musiala - tak uwaza...nie nalezy mi sie zaden szacunek i jeszcze ja "musze" przyjac na siebie wine za rozpad malzenstwa - takie zarzuty ma wobec mnie. Wszystko za sprawa jej matki - samotnej- wpoila tyle nienawisci mojej zonie do mnie i do mojej rodziny ze to wszystko szlag trafil. Mam nadzieje ze moja corka taka nie bedzie. Bede sie staral wpoic jej jak traktowac normalnie ludzi bliskich i innych mezczyzn...bez nienawisci.
 Marek: 29.05.2014, 12:21
 " Ofiarą może być syn-mąż, któremu nie udało się uzyskać niezależności od matki (lub ojca), ... Syn będzie musiał uświadomić sobie, że małżeństwo oznacza "opuścić ojca swego i matkę swoją, i połączyć się ze swą żoną" (Rdz 2, 24). Inne napięcia mogą rodzić się z powodu córki-żony, ... Aby przezwyciężyć tę daleką od harmonii sytuację, mąż musi pomóc swej żonie poczuć się pewną siebie, bardziej atrakcyjną i bardziej cenioną niż jej matka. " Syn będzie musiał, mąż musi.... A żona? Co? Za nic nie odpowiada?! Wybaczcie ale mam taką żonę 'naszą córkę' i już rezygnuję z walki o małżeństwo, cóż już mam 50 lat, niewiele już zostało, jakoś wytrzymam 'bo mamusia i tatusia mi tak pomagają' i swoją samotność.
 Marek: 29.05.2014, 11:41
 " Ofiarą może być syn-mąż, któremu nie udało się uzyskać niezależności od matki (lub ojca), ... Syn będzie musiał uświadomić sobie, że małżeństwo oznacza "opuścić ojca swego i matkę swoją, i połączyć się ze swą żoną" (Rdz 2, 24). Inne napięcia mogą rodzić się z powodu córki-żony, ... Aby przezwyciężyć tę daleką od harmonii sytuację, mąż musi pomóc swej żonie poczuć się pewną siebie, bardziej atrakcyjną i bardziej cenioną niż jej matka. " Syn będzie musiał, mąż musi.... A żona? Co? Za nic nie odpowiada?! Wybaczcie ale mam taką żonę 'naszą córkę' i już rezygnuję z walki o małżeństwo, cóż już mam 50 lat, niewiele już zostało, jakoś wytrzymam 'bo mamusia i tatusia mi tak pomagają' i swoją samotność.
 Marek: 29.05.2014, 11:35
 " Ofiarą może być syn-mąż, któremu nie udało się uzyskać niezależności od matki (lub ojca), ... Syn będzie musiał uświadomić sobie, że małżeństwo oznacza "opuścić ojca swego i matkę swoją, i połączyć się ze swą żoną" (Rdz 2, 24). Inne napięcia mogą rodzić się z powodu córki-żony, ... Aby przezwyciężyć tę daleką od harmonii sytuację, mąż musi pomóc swej żonie poczuć się pewną siebie, bardziej atrakcyjną i bardziej cenioną niż jej matka. " Syn będzie musiał, mąż musi.... A żona? Co? Za nic nie odpowiada?! Wybaczcie ale mam taką żonę 'naszą córkę' i już rezygnuję z walki o małżeństwo, cóż już mam 50 lat, niewiele już zostało, jakoś wytrzymam 'bo mamusia i tatusia mi tak pomagają' i swoją samotność.
 żonka: 05.01.2014, 10:17
 A ja chyba wybrałam nieodpowiedniego człowieka, człowiek, który po dwunastu latach małżeństwa potrafi powiedzieć, że już mu się nie podobam, tygodniami milczeć, traktować mnie jak powietrze. Ma laski na boku, żyje, bawi się i pracuje, ma czas i pieniądze na to aby zadbać o siebie. Chodzi na siłownię, na basen i do kumpli. Mamy po 35 lat, dwoje dzieci i nic dobrego w moim małżeństwie mnie nie spotkało. Moi teściowie i ich rodzina też ciągle mnie krytykują, mąż nigdy się za mną nie wstawił, przyjmuje te komentarze z ironicznym uśmieszkiem. Przestałam się czuć jak kobieta, jestem już tylko matką. Kocham moje dzieci, czekam cierpliwie aż skończą szkołę podstawową a potem gimnazjum. Wtedy będę wolna od tej całej toksykologii małżeńskiej i nie zamierzam nigdy w życiu wpuszczać w mój świat żadnego mężczyzny.
 Wjt: 08.11.2013, 21:12
 Dlaczego jest tak wiele rozwodów? Odp jest prosta - kobiety wybierają drani. Drań to człowiek nie liczacy się nic z dobrem innego człowieka i niestety, ale ktoś taki najlepiej sobie radzi w społeczeństwie od zamierzchłych czasów. Zaś wysoka pozycja społeczna i zdolność do jej utrzymania przyciąga kobiety i wolą zaradnego "drania", zamiast normalnego i uczciwego. Kobiety to istoty praktyczne, pozbawione w większości uczuć wyższych takich jak honor, czy prawdziwa miłość. Bardziej cenią sobie pozycję, stabilność i "dobre" geny dla potomstwa zamiast wierności małżeńskiej.
 ...: 17.04.2013, 08:29
 Też powód nieudanych małżeństw to brak zaufania do siebie,niby miłość nie powinna przemijać a jednak przemija też kolejny.Albo małżonek nie okazał się wymarzonym księciem z bajki.
 Jarek: 07.10.2012, 07:25
 Panie Kamilu Jezus nigdy nie powiedzial ze mozna oddalic swoja zone jezeli ta popelnila cudzolustwo! Wrecz zaszokowal swoich sluchaczy na co odpowiedzieli Mu - jezeli tak ma sie sprawa z malzenstwem to lepiej sie nie zenic! Pan panie Kamilu zupelnie nie rozumie Biblii niestety. Jezus nie mogl zaprzeczyc samemu sobie. Pan zupelnie nierozumie prawa kanonicznego I mysli tak po prostu ze wystarczy zdrada na zyczenie ktorejs ze stron I sprawa zalatwiona. Prosze wiecej poczytac na temat co to znaczy nierozerwalnosc malzenstwa prawidlowo zawartego I skonsumowanego w rozumieniu doktryny kosciola powszechnego I jak to sie ma do slow Jezusa ze wszystkich ewangelii a szczegolnie prawidlowe rozumienie tej kwestji w relacji do slow Jezusa wypowiedzianych w Ewangelii wg. Sw. Mateusza.


 doda: 18.04.2012, 22:50
 Matka dwóch 40 letnich synów. Jeden 2x rozwodnik, drugi 1 x rozwodnik - to moja była teściowa ;/ Na obiadki zaprasza już na 11 w niedzielę - syna...Nic dodać nic ująć
 kwiatek: 27.02.2012, 15:37
 Też moim zdaniem niektórzy ludzie mylą zauroczenie z miłością...
 ona jeszcze żona: 20.02.2012, 16:20
 tak, problemem jest niewierność; ludzie coraz częściej traktują swoje ciało jak rzecz, która ma dawać upust popędom; nie rozumieją, że seks nie jest celem sam w sobie, a taką wisienką na torcie małżeństwa,na torcie partnerstwa; a tort trzeba codziennie budować ciężką pracą; niestety wśród szczególnie mężczyzn seks jest postrzegany jako pierwszy i podstawowy warunek szczęśliwego małżeństwa, bez starania, bez budowania relacji emocjonalnych, społecznych, bez pracy nad sobą,swoim chrakterem, bez empatii w stosunku do drugiej osoby; a kiedy nie ma seksu łatwo biegną na prawo i lewo szukać cielesnej przyjemności, usprawiedliwiając się, że skoro nie dostali w związku szukają poza nim; niestety to postawa iście zwierzęca, biec za popędem nie dostrzegając nic poza nim,nie starając się o wydobycie z siebie czegoś więcej niż popęd, czegoś co określa nasze człowieczeństwo; i problem gotowy - całe mnóstwo nieszczęśliwych małżeństw i par, "oziębłe" żony i "nader wymagające" kobiety, bo chciały od męża czegoś więcej niż być tylko kawałkiem mięsa do zaspokajania jego potrzeb; do własnych potrzeb nie miały prawa....
 kamil: 27.09.2011, 20:54
 Najczęstszą przyczyną rozwodów jest jednak zdrada i to jest tak poważna przyczyna, że sam Pan Jezus wskazał jako uprawniającą do "oddalenia" żony
 hmm..: 28.07.2011, 07:39
 Mam tak samo jak jonasz. Tylko tyle, że wynieśliśmy się 100 km dalej ale to nic nie daje, bo jak przyjeżdżamy w odwiedziny to tylko do rodziców żony. Moich rodziców odwiedzam sam, bo żona ich nie na widzi. Przez co czuję się osamotniony i często wybieram pozostanie w domu sam niż odwiedziny. Porażka, bo bardzo kocham żonę, także jej i moich rodziców. Mam doświadczenie w podziale rodziny (ojciec nie utrzymuje stosunków ze swoją matką). Ja przez to nie miałem drugiej babci i powiedziałem sobie, że nie dopuszczę do takiej sytuacji dla moich dzieci. A tu lipa....
 ulcia: 29.09.2010, 19:08
 a ja mam doświadczenie jako żona syna-męża, mieszkaliśmy 11 lat z teściami, więc mój mąż tak naprawdę nigdy nie stał się samodzielny, aż do 36 roku życia kiedy wyprowadziliśmy się 'na swoje". Teraz mąż widzi, że mimo większej odpowiedzialnosci do jakiej zmusza samodzielnośc żyje się z żoną znacznie lepiej, a mamusia jest odwiedzana tylko w weekendy... Małżeństwo przetrwało dzięki wielkiej miłości
 jonasz: 20.09.2010, 23:46
 Najbardziej mnie zainteresowała sprawa konfliktów zrodzonych z córki-żony. Mamy ten problem. Miałobyć fajnie, własne mieszkanie dzieci blisko dziadków, a jest dramaat... Żona, która bardziej zabiega by być dobrą córką niż żoną-matką. Najchętniem bym się wyniósł ze 100km od teściów.
 wiatr : 31.08.2008, 10:12
  Sama Prawda !
[1] (2)


Autor

Treść

Nowości

Twoja wola - Twoja wolnośćTwoja wola - Twoja wolność

Mój Bóg w mych objęciachMój Bóg w mych objęciach

Tajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. MaksymilianaTajemnica Niepokalanej oglądana oczyma św. Maksymiliana

Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?Jak w pełni wyznawać wiarę w naszym życiu?

Kochać Cię Matko...Kochać Cię Matko...

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej