Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Nie pozwolimy Jej dłużej czekać

     Kościół św. Piotra i Pawła przy ul. Żabi Kruk 3 ze Starego Przedmieścia w Gdańsku został wybudowany w średniowieczu jako świątynia katolicka. W 1424 roku strawił ją pożar. Bez mała wiek trwała żmudna odbudowa. Ufundowane zostały nowe organy wykonane przez Hansa Haucka z Chojnic (1518-1522) i wielki dzwon - Tuba Dei. Zaledwie kilka miesięcy po jego zainstalowaniu zapaliła się wieża i dzwon spadł do wnętrza świątyni, dewastując sklepienie gwiaździste.

     W 1577 roku kościół przeszedł w ręce protestantów. W 1652 roku przejęli go kalwini. Od 1820 roku był kościołem garnizonowym wojsk pruskich, a podczas drugiej wojny światowej został prawie doszczętnie zburzony. Dopiero 20 marca 1958 roku jego ruiny oddano katolikom. W kwietniu tego roku biskup gdański Edmund Nowicki erygował tu rektorat, a rektorem mianował ks. prał. Kazimierza Filipiaka, który przybył do Gdańska wraz z kilkudziesięcioosobową grupą mieszkańców ze Stanisławowa i okolic. W ciągu roku została odbudowana zakrystia kościoła, w której urządzono kaplicę, gdzie do dziś znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej Stanisławowskiej.

     - Nie byłoby tego miejsca świętego - mówi kustosz sanktuarium i proboszcz parafii ks. kan. Cezary Annusewicz - gdyby nie miłość ks. Filipiaka do Matki Bożej. Tułał się z Jej wizerunkiem wiele lat, był ścigany przez władze komunistyczne. Najpierw przebywał w Tymbarku, skąd pochodził, potem ukrywał się w Wielkopolsce, "nie wypuszczając z rąk umiłowanego wizerunku".

     Ten proboszcz stanisławowskiej parafii obrządku ormiańskiego rytu lwowskiego, zatwierdzonego przez abp. Józefa Teodorowicza dla Ormian polskich (język ormiański zastąpiono polskim), został mianowany przez sługę Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego wikariuszem generalnym wiernych i kapłanów tego obrządku. Obecnym biskupem dla Ormian polskich jest kard. Józef Glemp.

     Ormianie gdańscy spotykają się w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej kilka razy w roku, a przede wszystkim w związku z odpustem w rocznicę koronacji obrazu w 1937 roku - obchodzonym w niedzielę przed świętem Zesłania Ducha Świętego - oraz w uroczystość Trzech Króli, czyli Objawienia Pańskiego, które według tradycji ormiańskiej wiąże się z poświęceniem wody i odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych, pamiątką chrztu Armenii.

     W tym roku w związku z 1700-leciem chrześcijaństwa Armenii patriarcha Ormiańskiego Kościoła Katolickiego Nerses Bedros XIX Tarmuni odwiedził polskich Ormian w Krakowie, Warszawie i Gdańsku, gdzie podczas Mszy Św., w obecności metropolity gdańskiego abp. Tadeusza Gocłowskiego, w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej mówił m.in.: "Niech rocznica przyjęcia chrztu przez Armenię spowoduje w sercu każdego Ormianina pragnienie odnowienia wiary i czynienia dobrych uczynków". Potem, podczas spotkania w ratuszu z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem, chwalił polską życzliwość dla tych, którzy tu znaleźli ojczyznę i przywołał znaną sentencję Jana Pawła II: "Ludzie kultury Zachodu powinni znać ludzi kultury Wschodu, są bowiem integralną częścią jednego Kościoła. Żeby dobrze oddychać, trzeba oddychać dwoma płucami".

     Płacząca i Łaskawa

     W starych kronikach kościoła w Stanisławowie na Pokuciu zapisano, że obraz Matki Bożej Łaskawej skopiował stary pobożny malarz z obrazu Częstochowskiej Madonny dla niejakiego Dominika, "który modląc się przed tym wizerunkiem, został cudownie z choroby oczu uleczony". Obraz jest namalowany temperą na płótnie, rozpięty na sosnowej desce. Matka Boża nazywana jest też Płaczącą, bowiem wspomniany Dominik pewnego dnia w 1742 roku ujrzał na Jej obliczu łzy. Nazajutrz oddał obraz do kościoła, gdzie dopiero po zaśpiewaniu pieśni Bądź pozdrowiona twarz Najświętszej Maryi Panny wypogodziła się. Płacz Matki Bożej obserwowano wielokrotnie. Był zwykle zapowiedzią upadku obyczajów w naszej ojczyźnie, zwłaszcza za czasów saskich.

     Lud Pokucia przez wiele lat zjeżdżał do Stanisławowa, aby prosić Maryję o łaski. I otrzymywał je. Do 1883 roku zanotowano 738 cudów, potwierdzonych m.in. przez abp. Mikołaja Isakowicza w 1892 roku. Obecnie - jak podają świadkowie - przybyło przynajmniej kilkaset cudów. Świadczą o tym liczne wota wiszące w gdańskiej kaplicy. Wiele cennych wotów u schyłku XVIII wieku zostało skonfiskowanych na rzecz skarbu austriackiego przez cesarza Józefa II.

     "Jeżeli nie możesz odbyć pielgrzymki do Częstochowy i tam upaść na twarz przed Jasnogórską Panienką, udaj się do Niej w Stanisławowie, a nie zawiedziesz się w swojej nadziei" - tak mawiali dawni czciciele Matki Bożej Łaskawej.

     Ks. Franciszek Komusiewicz w broszurce Koronacja pisze, że w 1742 roku pobożna dziewica Marianna Jakóbowiczówna, niemocą ciężką trapiona, zbliżyła się z ufnością do cudownego obrazu i zawołała: "Jesteś cudowna, uzdrów mnie!" I opuściło ją cierpienie bezpowrotnie.

     W 1749 roku o. Kasper Balsam z zakonu jezuitów, prefekt szkół stanisławowskich zeznał, iż podczas febry "silnie grasującej między uczniami, ci, którzy się w swych paroksyzmach udawali do Matki Boskiej w tym cudownym obrazie, uwolnieni byli od tej słabości". W XIX wieku kult Najświętszej Maryi Panny Łaskawej w Stanisławowie nie ustawał, zwłaszcza gdy proboszczem był ks. Izaak Mikołaj Isakowicz (1865-1882), powołany na arcybiskupa we Lwowie (1882-1901).

     "Za inwazji bolszewickiej - czytamy w Koronacji - na ziemie nasze w roku 1918, gdy wrogowie imienia Bożego otoczyli już miasto z trzech stron, zdawało się, że maluczko a wkroczą do nieszczęśliwego na ciągłe walki wystawionego grodu. Nie weszli. Kto zliczyć zdołał, ile Mszy św. na prośbę wiernych odprawiono, aby wyprosić zwycięstwo dla oręża polskiego?" Z tych właśnie czasów najwięcej złożonych wotów dziękczynnych zapisała kronika kościelna.

     Jak dalece niewyczerpana w swej dobroci śpieszyła Matka Boża Łaskawa z pomocą tym, którzy zwracali się ku Niej z ufnością, wymownym dowodem są nie tylko wota, ale i setki listów z dziękczynieniem nadsyłanych do sanktuarium.

     - Niestety, zmarły 26 września 1992 roku ks. Filipiak nie doczekał - ubolewa ks. Cezary - uroczystego otwarcia naszego kościoła. Był to dzień, w którym nikt z uczestników pierwszej - po ponad czterech wiekach - odprawianej tu Mszy św. nie mógł ukryć wzruszenia. Tego dnia abp Gocłowski poświęcił tablicę upamiętniającą pracę duszpasterską ks. prał. Filipiaka.

     W 1998 roku parafia otrzymała trzy dzwony: Święty Piotr i Paweł, Matka Boża Łaskawa i Święty Marcin (ich fundatorami są: ks. Franz Jetschgo, rodziny Zauner, Schónbauer i pielgrzymi z Póstlinberg koło Linzu w Austrii). Trwają prace nad rekonstrukcją sklepień i prezbiterium. W ołtarzu głównym - budowanym według projektu gdańskiego rzeźbiarza Stanisława Wyrostka - będzie umieszczony obraz Matki Bożej Łaskawej.

     Więzi przyjaźni

     - Przeżywam wielką radość, patrząc, jak pięknieje nasza świątynia - mówi ks. proboszcz, wskazując na przestronne prezbiterium. - Tym bardziej że stale spotykam się z życzliwością wiernych, którzy wspierają odbudowę materialnie i zapewniają o modlitwie w mojej intencji. We wnętrzu odbudowywanego kościoła stoi już zmontowany główny ołtarz wzorowany na tym ze Stanisławowa (przed wojną w kościele Piotra i Pawła nie było ołtarza). Będą też wykorzystane elementy dekoracyjne przywiezione przez ks. Filipiaka z Wołynia. Odnajdują się również przedwojenne precjoza; niedawno ks. prałat Bogdanowicz przekazał z kościoła Mariackiego jeden z trzech oryginalnych świeczników, które kiedyś wisiały w naszej świątyni.

     Z tą samą pasją podchodzę do budowania sanktuarium przy Żabim Kruku - zapewnia ksiądz kustosz - co przed laty podczas budowy kościoła w Straszynie. Tam byłem mniej doświadczonym kapłanem, ale kościół postawiłem i - jak mówią - jest piękny, znakomicie wkomponował się w straszyński pejzaż. Konsekracja tamtej świątyni była dla mnie wielkim przeżyciem; nie mówię o wzruszeniach, bo jest ich wiele po 26 latach kapłaństwa, ale o doświadczeniu wykonywanej pracy na Bożą chwałę.

     Ksiądz w parafii sam niczego nie dokona. Zwłaszcza że nie chodzi jedynie o budowę kościoła z kamienia. Potrzebni są wierni, którzy budują z kapłanami wspólnotę duchową. Pośród 2800 parafian wielu wyróżnia się aktywnością, że wymienię grupy najliczniejsze: Żywy Różaniec, Rycerstwo Niepokalanej, Franciszkański Zakon Świeckich, Wspólnota Rodzin, Wspólnota Akademicka, ministranci, Wspólnota Miłosierdzia Bożego, Wspólnota Semper Fidelis, Caritas Parafii i bodaj jedna z nielicznych w Polsce, powstała przed pięciu laty, Rodzina Kolpinga, która skupia ludzi wrażliwych na ludzką biedę. Jej założycielem był błogosławiony kapłan z Kolonii (żyjący w latach 1813-1865), nazywamy ojcem rzemieślników. Pozostawił po sobie kilka tysięcy związków czeladniczych skupiających ponad 25000 młodych wytwórców, z których powstały później Rodziny Kolpinga. Uważał, że właściwym sposobem walki z problemami społecznymi, jak na przykład bezrobocie, jest łączenie się ludzi znajdujących się w podobnej sytuacji. Podopiecznym wpajał, że przede wszystkim mają być dobrymi chrześcijaninami, świadomymi i odpowiedzialnymi rodzicami, solidnymi pracownikami oraz zaangażowanymi obywatelami swojego kraju. Taki też cel przyświeca gdańskiej Rodzinie Kolpinga.

     W tej wspólnocie są kobiety i mężczyźni - dodaje ks. Annusewicz. - Kiedyś do Rodzin Kolpinga mogli wstępować jedynie panowie. Znaczenie dzieła Koplinga polega głównie na tym, że ludzie zjednoczeni ze sobą w duchu ewangelicznym, przez wspólną modlitwę i zainteresowania - łatwiej realizują zadania w zakresie własnego doskonalenia zawodowego, kulturalnego i duchowego.

     Miło patrzeć, jak zacieśniają się więzi przyjaźni wszystkich parafialnych wspólnot z duszpasterzami, także z sąsiadującymi ojcami franciszkanami, którzy opiekują się świątynią Świętej Trójcy.

     Wszyscy, wierni i kapłani, wyczekujemy z utęsknieniem zakończenia prac odbudowy świątyni Piotra i Pawła. Według wytyczonego planu koniec naszych zmagań powinien nastąpić za pięć lat. Nie jestem sceptykiem, ale wydaje mi się, że trzeba będzie jednak o kilka lat wydłużyć ów termin. Na pewno nie przekroczy on dziesięciu lat. Będziemy robili, co w naszej mocy, bo mała kaplica Matki Bożej Łaskawej jest ciasna, a coraz liczniej odwiedzana. Matka Boża Stanisławowska zasługuje na umieszczenie w głównym ołtarzu naszej pięknej świątyni. Nie pozwolimy Jej dłużej czekać...

Tadeusz Pulcyn

Miejsca Święte nr 59

   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej